„Gazeta Polska”: Goebbelsowskie kłamstwa niemieckich mediów

/ Wikipedia

Piotr Lisiewicz

Szef działu „Kraj” w tygodniku „Gazeta Polska”. Na jej łamach publikuje m.in. całostronicowe felietony o charakterze satyry politycznej.

Kontakt z autorem

„To już zmierza w kierunku dyktatury. Jestem Niemcem. W latach 30. XX wieku doświadczyliśmy tego. Uważam, że nie wolno dopuścić, aby powtórzyło się to gdziekolwiek na świecie, a na pewno nie w takiej wspólnocie wartości, jaką jest Unia Europejska” – powiedział o wolności słowa w Polsce Frank Überall, szef niemieckiego stowarzyszenia dziennikarzy.

Wywiad dla „Deutsche Welle” jest ważny, bo nikt wcześniej nie pokazał aż tak otwarcie, czarno na białym, jak Niemcy za pomocą wulgarnych kłamstw prowadzą swoją szowinistyczną politykę.

Z wywiadu jasno wynika, że nie chodzi tylko o kłamliwe wyzwiska, ale też o to, by spowodowały one naciski polityczne i ekonomiczne, utrudniające Polsce prowadzenie niepodległościowej polityki.

Na czym polega wyjątkowość wywiadu Franka Überalla na tle innych antypolskich wystąpień? Na tym, że jest on mniej mądry od niemieckich polityków i pewne rzeczy powiedział wprost. Tak że każdy leming może przeczytać: w Polsce nie ma „wymiany krytycznych poglądów”. Żeby w to uwierzyć, leming musiałby potwierdzić, że w Polsce nie ma TVN, Polsatu, Onetu czy Wirtualnej Polski. W rzeczywistości media antyrządowe nadal mają przewagę praktycznie w każdym sektorze medialnego rynku, z wyjątkiem mediów społecznościowych, a więc tworzonych oddolnie.

Po co więc to kłamstwo? A może raczej do kogo jest ono skierowane, skoro każdy Polak, choćby po cichu, potwierdzi, że powyższe wypowiedzi są nieprawdziwe, bo na rynku mediów nie zmieniło się nic istotnego, poza zmianą w mediach publicznych, która dokonywała się już u nas, cyklicznie, wiele razy.

„Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą” ‒ to jeden z najpopularniejszych cytatów z Goebbelsa. Ale nie był on pojedynczym bon-motem, tylko częścią konkretnego, także antypolskiego planu.

Gdy po podbiciu przez Niemców Polski we wrześniu 1939 r. wielu niemieckich oficerów nie ukrywało podziwu dla waleczności polski żołnierzy (jak wspomina Andrzej Bobkowski w „Szkicach piórkiem”, podobne opinie słyszało się na każdym kroku), Goebbels ganił takie wypowiedzi surowo:

„Zajmuję raz jeszcze stanowisko, aby nie heroizować narodu polskiego i pozbyć się sentymentalnego do niego stosunku. (…) Historia tego narodu musi dobiec kresu”.

Odwiedzając Belweder, Goebbels jasno wskazał, jakie jest zagrożenie dla niemieckiej polityki, do którego powtórzenia nie można już nigdy dopuścić:

„Wizyta w Belwederze. Tutaj polski marszałek żył i pracował. Oto łoże, na którym umarł. Tutaj człowiek może się nauczyć, jakich błędów należy unikać – nie można dopuścić, aby polska inteligencja miała szanse rozwoju”.

Więcej w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”

 

Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Kanadyjczycy nie chcą chwilówek

pixabay.com

Hamilton w prowincji Ontario jest jednym z pierwszych kanadyjskich miast, które ogranicza działalność firm pożyczkowych. W mijającym tygodniu miejscy radni przegłosowali zmniejszenie dopuszczalnej liczby takich firm na terenie miasta.

Leżące na zachód od Toronto Hamilton ma ok. 540 tys. mieszkańców i jest dziewiątym co do wielkości miastem w Kanadzie. Radni chcą, by liczba działających na terenie miasta firm pożyczkowych oferujących payday loans, których polskim odpowiednikiem są chwilówki, nie przekraczała 15, co odpowiada liczbie dzielnic w Hamilton.

Miejscy radni mogli wprowadzić takie lokalne przepisy dzięki wejściu w życie w Ontario zmian w prawie o ochronie konsumentów. Uchwalona w 2017 roku ustawa znowelizowała m.in. przepisy o działalności firm pożyczkowych w taki sposób, że miasta mają prawo ograniczenia lub wręcz zakazywania działalności takich firm na określonych obszarach miasta. Od początku lipca zaczną obowiązywać inne ograniczenia, jak np. wymóg pokazywania całkowitych kosztów pożyczki jako oprocentowania, czy ograniczenie wysokości pożyczki do 50 proc. dochodu netto z jednorazowej wypłaty wynagrodzenia.

W Hamilton radny Matthew Green napisał na Twitterze, iż decyzja radnych „dowodzi, że oddolne ruchy mogą zmienić legislację”. Green przez kilka lat zabiegał o ograniczenie działalności firm pożyczkowych w swoim mieście. Dwa lata temu mówił radnym, że „sektor firm pożyczkowych to usankcjonowana prawem działalność przemysłu drapieżców”. Podkreślał, że w Hamilton największa grupa korzystających z firm pożyczkowych to najubożsi.

Hamilton nie jest jedynym miastem w prowincji Ontario, które postanowiło skorzystać z możliwości ograniczenia liczby firm pożyczkowych. Również radni Sault Ste. Marie przyjęli ostatnio wniosek w sprawie opracowania przez miasto regulacji w tej sprawie. Jedną z dodatkowych propozycji jest udostępnienie każdej osobie rozważającej skorzystanie z chwilówki bezpłatnego doradztwa finansowego.

Są miasta w Kanadzie, które poszukują innych rozwiązań, by ograniczyć wpływ firm pożyczkowych na finanse mieszkańców. Jesienią 2016 roku w Ottawie rozpoczął działalność Causeway Community Finance Fund, w którego funkcjonowanie włączyły się lokalne instytucje, także finansowe. W raporcie z maja 2017 roku fundusz podsumowywał, że w Ontario działało ponad 800 oddziałów licencjonowanych firm pożyczkowych, które pożyczyły ok. 1,5 mld dolarów kanadyjskich 400 tys. osób.

Średnia wielkość pożyczki na 10 dni wynosiła w Ontario 435 dolarów. Przy czym firmy pożyczkowe udzielają także innych form kredytowania, a wysokość oprocentowania sięga 60 proc. rocznie. Tymczasem oprocentowanie linii kredytowej w banku wynosi obecnie w zależności od jej formy kilka procent rocznie. Dla porównania, jedna z reklamujących swoją ofertę firm pożyczkowych w Toronto ma obecnie roczne oprocentowanie w wysokości 46,93 proc., dwa razy większe od oprocentowania kredytu na karcie kredytowej. Koszt pożyczenia 2000 dolarów, spłacanych w 18 równych miesięcznych ratach, wyniósłby łącznie prawie 3950 dolarów.

Causeway Community Finance Fund, który pożycza od 500 do 1500 dolarów na okres do trzech lat, wskazywał na wielkość problemu, widoczną np. w tym, że w czasie pierwszych sześciu miesięcy działalności fundusz udostępnił ponad 18 tys. kredytów, więcej niż się spodziewano.

Radny Green, kiedy dwa lata temu wystąpił ze swoją inicjatywą w Hamilton, uznawał, że alternatywą dla firm pożyczkowych byłby bank pocztowy. Nawiązywał do argumentów związkowców Canada Post, którzy na swoim blogu postulują odtworzenie zlikwidowanej w 1968 roku finansowej części działalności poczty. „Prawie dwa miliony Kanadyjczyków potrzebują desperacko alternatywy dla firm pożyczkowych” - pisali związkowcy. Niechętne temu pomysłowi są banki, które podkreślają, że kanadyjski system bankowy jest bardzo sprawny, a 99 proc. Kanadyjczyków ma konto w banku.

Jak kilka dni temu informowała agencja Canadian Press, raport Hoyes Michalos & Associates, firmy z Toronto specjalizującej się w pomocy dla osób mających problemy finansowe, 31 proc. osób ogłaszających upadłość konsumencką w 2017 roku korzystało z firm oferujących wysokooprocentowane pożyczki. Zwracali uwagę na groźbę rosnącej skali zależności od takich firm.

Causeway Community Finance Fund wskazuje, że wiele osób korzystających z chwilówek nawet nie pyta w swoim banku o możliwości kredytowe, co oznacza, że istnieje konieczność stworzenia systemu, który zapobiegałby wpadaniu w pętlę zadłużenia.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl