Jacek Kowalski: Sarmacja to wymagające dziedzictwo. WYWIAD

Jacek Kowalski - poeta, pisarz, śpiewak. Tegoroczny laureat Nagrody im. Józefa Mackiewicza / youtube

Nie dostrzegamy własnego bogactwa – a jeśli już, to patrzymy „obok” niego, przez pryzmat stereotypów, mitów, zakłamań - mówi "Gazecie Polskiej Codziennie" Jacek Kowalski, autor książki "Sarmacja.Obalanie mitów. Podręcznik bojowy" za którą otrzymał w tym roku Nagrodę im. Józefa Mackiewicza

Na wstępie chciałam pogratulować nagrody. I zapytać, jak to się stało, że historyk sztuki zabrał się za literaturę?
 

Nie jestem wyjątkiem. To raczej reguła. Historycy sztuki nader często parają się literaturą.  

A od czego Pan zaczął swoja literacką przygodę?

Jak niemal wszyscy – od wierszy. Jak każdego chłopca fascynowali mnie rycerze i husarze, czyli zbroje i kontusze. To mi zostało: w wierszach i książkach, zarówno tych naukowych, jak i popularnonaukowych, czy wchodzących w obszar historycznej publicystyki.  Nie mówiąc o moich własnych piosenkach, które mam za najważniejszy udeptany przez siebie literacki trakt. 

Co Polak żyjący w 2017 roku może polubić w  średniowiecznej Francji i Sarmacji? Jak ma się w tym odnaleźć?

Oba obszary są nam, wbrew pozorom, bardzo bliskie. Poezja sarmacka to nasze polskie korzenie, a poezja trubadurów – to nasze korzenie europejskie. 

Ale czy łatwe, albo czy w ogóle zrozumiałe dla dzisiejszego czytelnika?

Właśnie takie mniej więcej pytanie kiedyś mnie sprowokowało. Odkryłem, jeszcze jako nastolatek, że w gronie kolegów i koleżanek trudniej recytować wiersze, a znacznie łatwiej zaśpiewać piosenkę… i że to naturalne, bo najstarsza poezja  świata to poezja śpiewana, przekazywana wprost – przez trubadurów, truwerów, żonglerów. Zacząłem ich dzieła zgłębiać, tłumaczyć, tudzież po trosze naśladować i śpiewać w przyjacielskim gronie. Zastanawiałem się, czy sprawdzą się po pięciuset latach.
 
I co?

Okazało się, że jeszcze jak! Co zresztą powinno być oczywiste. Wprawdzie  średniowiecze wydaje się czasem odległym, ale to tylko pozory. Emocje ludzkie były i są podobne. A dobra literatura przeważnie wciąż pozostaje dobra. Słuchano jej wtedy, więc i dziś wielu posłucha, wzruszy się, zakocha, zmobilizuje do krzyżowej wyprawy. Przeszłość to dziś, tylko cokolwiek dalej. 

Pieśni starofrancuskie to jednak jeszcze nie książka o Sarmacji. 

Ale to już niedaleko.  

Wskrzesza Pan umarłą epokę? 

Niezupełnie umarłą. Sarmacja żyje w polskiej kulturze. Silnie. Poprzez obyczaje, nabożeństwa, pieśni, kolędy, tradycje polityczne, sztukę i architekturę. Sarmacja to potęga. Paradoksalnie jednak, mając ją przed oczami – nie zdajemy sobie z tego sprawy. I tu tkwi słabość naszej kultury. Odwieczna zresztą. Nie dostrzegamy własnego bogactwa – a jeśli już, to patrzymy „obok” niego, przez pryzmat stereotypów, mitów, zakłamań. Na dodatek w żywym kontynuowaniu naszej bogatej tradycji zostaliśmy w tyle za niektórymi innymi nacjami… w Kościele dawne pieśni trwają, ale przeważnie tylko siłą rozpędu, jako balast… świeckie leżą… tymczasem tacy Ukraińcy, którzy w zasadzie nie mają tradycji własnego państwa, zazwyczaj wiedzą, jaką dumę kiedy wypada zaśpiewać… i  śpiewają na potęgę. My, jeśli nawet cos zaśpiewamy, to fałszujemy tak, że uszy bolą.

Dlaczego? 

Winna jest na pewno szkoła i jej niereformowalny program. Wszak „takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. Ale też my wszyscy winni jesteśmy. Zatem, mimo iż badania i publikacje naukowe dotyczące Pierwszej Rzeczypospolitej są liczne i utrzymane na wysokim poziomie, to dla polskiego maturzysty owa najrozleglejsza i niezwykle płodna epoka w dziejach polskiej kultury pozostaje białą plamą, albo zestawem wspomnianych stereotypów (nie liczę tu wiedzy rekonstruktorów historycznych!). 

I stąd Pańska książka o obalaniu mitów?

Poniekąd. To oczywiście nie pierwsza książka. Najpierw był „Niezbędnik Sarmaty”, potem „Niezbędnik konfederata barskiego”, czyli cykle gawęd połączone z płytami, wreszcie i same płyty, którymi usiłowaliśmy przywrócić zaginiony repertuar dum staropolskich, staropolskich kolęd, pieśni „zaściankowych” i barskich (mówiąc „my” myślę o moich przyjaciołach-muzykach z dwu zespołów: „Monogramista JK” i „Klub świętego Ludwika”). Cały wielki świat dobrze rozpoznany naukowo, ale nieobecny lub słabo obecny w żywej polskiej kulturze.  Nie licząc moich własnych piosenek, o których…

No ale ta nagrodzona książka, książka! 

Książka jest przechadzką przez różnorakie stereotypy: bolesne, najbardziej powszechne, naukowe. Jest też parę takich, które podstępnie powołałem do życia na użytek książki. Zresztą nie bronię Sarmacji przed wszelkimi zarzutami. Nie zamierzam jej idealizować. Próbuję przywrócić równowagę sądów, które bywają wybitnie jednostronne, zafałszowane, czasem zdumiewająco… 

Na przykład? 

Na przykład – mit naukowy głosi, że zdanie „koń jaki jest każdy widzi” to jedyna treść hasła dotyczącego konia w sarmackim leksykonie… Tymczasem jest to sprytne literackie fałszerstwo. Albo inny mit naukowy – jakże ważki w swoich konsekwencjach - mówiący o tym,  że polska szlachta rzekomo uważała, iż jej sarmaccy przodkowie podbili słowiańskich chłopów… 

A nie uważała tak?

…nie. Taki mit w ogóle nie funkcjonował. W rzeczywistości nasi dziejopisowie wywodzili i chłopów, i szlachtę od tych samych Sarmatów, których powszechnie uważano za Słowian. Zatem Sarmaci nie mieli wcale podbić chłopów, lecz wspólni sarmaccy przodkowie chłopów i szlachty mieli zasiedlić szczere pustki – aby dopiero potem podzielić się na stan wyższy i niższy (choć ów proces różnie opisywano). Nieistniejący mit zapłodnił jednak parę historiozoficznych tez, których wątłe podstawy usiłuję obnażyć…
 
I dlatego podtytuł książki brzmi "Podręcznik bojowy"?

Owszem (śmiech). Ale podtytuł odnosi się tyleż do treści, co do „bojowej” formy. Zastosowanej gwoli zyskania przychylności czytelnika. I gwoli możliwości hasania po historycznych paralelach. Aby, na przykład, móc mówić o Iwanie Groźnym tak, żeby od razu ukazywały się w tle bolszewia i dzisiejsze relacje polsko-moskiewskie. Takie porównania nie są naukowe, tylko publicystyczne. Więc bojowe. 
 
A jakie, Pana zdaniem, są największe wady i cnoty Sarmacji?

Wady… może raczej tak: pokolenia dawnej Sarmacji obarcza nie tyle zespół wad, co odpowiedzialność za upadek państwa. A cnota? Przechowanie wiary katolickiej i umiłowanie wolności, umiłowanie na dobre i na złe, które odziedziczyliśmy po Sarmacji; ów niezwykły sojusz ołtarza i Republiki, nie do pojęcia dla, na przykład,  żabojadów. I tu zacytuję sarmackiego wieszcza, Wespazjana Kochowskiego, którego arcydzieło – „Psalmodia Polska” – powinno wejść na stałe do szkolnego programu. Kochowski wkłada w usta Boga takie niezwykłe wyznanie:

Jam jest zwierzchnością nad dziedzictwem mojem, a jako serc ludzkich prostotę, tak
i pól sarmackich równiny z dawna ukochałem.

W opiece mojej jest wolność, i ja sam tylko przez przewidzenie wiem, komu ją mam
w zawiadowanie poruczyć.

Szczególnem bowiem mojem dziełem wolność ludzka; a gdy ode mnie wolna wola
pochodzi, toć pewnie uniewolnienia i przymusu nie kocham.

Zrozumiejcież królowie, że od Boga ten klejnot, a uczcie się, którzy sidła swobodzie
stawiacie, że wolność polską ma Pan w opiece swojej. […]

Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi świętemu, jako była na początku, tak i teraz, i zawsze, i na wieki wieków, Amen

 Z Jackiem Kowalskim rozmawiała Magdalena Fijołek. 

Źródło: niezalezna.pl, Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Burza po słowach Piechocińskiego. Wojska Obrony Terytorialnej żądają przeprosin. W internecie wrze

/ Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Były wicepremier w rządzie PO-PSL Janusz Piechociński wykorzystał materiał TVN dotyczący stowarzyszenia „Duma i Nowoczesność” do ataku na... Wojska Obrony Terytorialnej. Na reakcję Terytorialsów nie trzeba było długo czekać. W internecie zawrzało.

Piechociński na antenie TOK FM przekonywał, że przeraża go wizja, w której do Wojsk Obrony Terytorialnej mogą wstępować osoby o radykalnych poglądach.

 - Wyobraźmy sobie, że z tak rozumianych pobudek patriotycznych, radykałowie i jest mi obojętne czy z prawej czy lewej strony, zapisują się do Wojsk Obrony Terytorialnej, mają karabiny, po godzinach czczą Adolfa Hitlera, a w soboty i niedziele za 500 zł trenują w przygotowaniach do walki z „zielonymi ludzikami. Jeżeli różni ludzie mogą się zgłaszać, to może pojawić się i tak sygnał  - mówił Piechociński.


Na reakcję Wojsk Obrony Terytorialnej nie trzeba było długo czekać. Terytorialsi na swoim oficjalnym profilu na Twitterze zażądali od Piechocińskiego przeprosin.

- Stanowczo sprzeciwiamy się słowom posła Piechocińskiego, jakie padły na antenie TOK FM, w których sugerował on, że Terytorialsi czczą zbrodniarzy wojennych, liderów systemów totalitarnych.  Wyrażamy głęboką dezaprobatę do tych nieprawdziwych i skrajnie nieodpowiedzialnych słów godzących w nas - żołnierzy Wojska Polskiego. Jest to dla nas sprawa honoru, dlatego żądamy przeprosin – czytamy.
 

 

Pod wpisem wywiązała się żywiołowa dyskusja. Internauci nie zostawili na Piechocińskim suchej nitki.
 

 

Źródło: niezalezna.pl, TOK FM, Twitter

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl