Dyskretna kapitulacja „prezydenta Europy”

Obecność Donalda Tuska na centralnych obchodach Święta Niepodległości na pl. Piłsudskiego w Warszawie będzie rozmaicie komentowana. Niektórzy gotowi widzieć tu kolejny dowód na oddalanie się prezydenta od PiS-u.

Uważam, że są to analizy niesłuszne. Decyzja Tuska, by po raz pierwszy od 2015 r. skorzystać z zaproszenia, to raczej jego dyskretna kapitulacja. Poza tym znamienne jest też to, gdzie 11 listopada Tusk się nie udał. A warto przypomnieć, że swoje obchody Święta Niepodległości przed Zamkiem Królewskim zorganizował też KOD. Malutką trybunę otaczał tam niemrawy tłumek, przeważnie w wieku średnim i podeszłym; jakieś 500 głów. Nawet KOD-owcy nie wyobrażali sobie, by z tej scenki miał przemawiać „prezydent Europy”, choć już obecność Bronisława Komorowskiego nikogo nie dziwiła. Tusk natomiast wolał być trochę wygwizdany podczas oficjalnych obchodów niż oklaskiwany przez garstkę aktywistów. Kiedy przechodziliśmy z żoną obok trybuny KOD-u, minęło nas dwóch dwudziestolatków. „Nie podchodźmy bliżej, bo nas jeszcze policzą”, powiedział jeden. No i Donald nie podszedł.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Sztuka kapitulacji

Jest o wiele trudniejsza od sztuki zwyciężania. Każdy przecież widzi, kto wygrał, a kto przegrał spór. W sztuce kapitulacji chodzi o to, by tak skapitulować, aby nikt tego nie zauważył, i by można było ogłosić wygraną. Dlatego kapitulacja musi być maksymalnie rozciągnięta w czasie i rozłożona na etapy. Za każdym razem ogłaszamy zwycięstwo, a ustępstwa – za nic nieznaczące i ostateczne.

Ludzie lubią słuchać, że wygraliśmy, że jest dobrze i nie trzeba kiwnąć nawet palcem, nie mówiąc już o jakimś narażaniu się czy mobilizacji narodowej. Dostarczamy więc klientom – wyborcom – upragnionej przez nich strawy. Większość nie zauważy, a ci, którzy uprzedzali – to przecież malkontenci i frustraci, nierozumiejący złożoności świata. Najważniejszy jest podział przekazu. Dla zagranicy mówimy o niedojrzałym narodzie, który nie dorósł jeszcze do nowoczesności, bo pańszczyzna, zabory, komunizm, ale jak mu dać czas, to zrozumie konieczność dziejową. Tylko pomału, pomału. W ten sposób zyskujemy czas. Na użytek krajowy po ogłoszeniu zwycięstwa, po cichu przystępujemy do kolejnego etapu ustępstw. Możemy jeszcze, wyłącznie po polsku, ogłosić, jacy jesteśmy pryncypialni i nawet guzika nie oddamy, a po cichu szybko przegłosujemy kolejne poprawki. Można by było wykorzystać jeden z mało znaczących etapów kapitulacji do zmiany postępowania o 180 stopni i ogłosić, że zostaliśmy napadnięci i musimy bronić Ojczyzny, przejść do kontrataku i odzyskać utracone pozycje, ale pokonanie przeciwnika wymagałoby mobilizacji narodowej. Odwołania się do narodu i otwartego konfliktu wbrew duchowi dziejów. Narodu jednak politycy boją się najbardziej i dlatego wolą pozostać w swoim gronie. I w ten sposób niejeden minister nawet nie zauważy, gdy stanie się ugotowaną żabą.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl