Formatowanie wrogów Moskwy

Formatowanie – tak brzmi słowo-klucz wydanej w 2013 r. książki „Dezinformacja”, autorstwa byłego szefa komunistycznej rumuńskiej służby wywiadowczej DIE. Michaił Ion Pacepa, który w 1978 r. uciekł do USA, opisuje w niej, w jaki sposób niegdyś Sowiety, a dzisiaj Federacja Rosyjska, prowadzą swoją najważniejszą działalność dywersyjną wycelowaną w świat Zachodu.

Jej głównym narzędziem jest właśnie formatowanie sposobu postrzegania na Zachodzie wyselekcjonowanych polityków, zagadnień czy zjawisk. Odwrócenie uwagi od rosyjskich wątków w katastrofie lotniczej na Gibraltarze, w której zginął Władysław Sikorski, wykreowanie fałszywego wizerunku papieża Piusa XII jako rzekomo wspierającego politykę Hitlera czy przekonanie opinii publicznej w USA, że za zabójstwo prezydenta Kennedy’ego lub za zamachy z 11 września 2001 r. odpowiadają amerykańskie służby specjalne – to tylko kilka takich spraw. Duża część obserwacji Pacepy wiąże się z działaniami, w których sam brał udział. Tak było m.in. z operacją KGB o kryptonimie „Dragon”. Jak pisze Pacepa, w 1963 r. na rozkaz Chruszczowa, kilka dni po zabójstwie JFK, komunistyczne służby wywiadowcze rozpoczęły operację, której celem było odwrócenie uwagi świata od faktu współpracy Lee Harvey’a Oswalda z komunistycznymi służbami specjalnymi. Ówczesny szef komunistycznego wywiadu ZSRS gen. Sacharowski miał stwierdzić w rozmowie z Pacepą, że kluczową rzeczą jest szybkie narzucenie przez Sowietów własnej narracji o winie CIA, zanim USA zdążą opracować i wypuścić w świat inną wersję wydarzeń. O tym, jak skuteczne okazały się te działania, możemy przekonać się dzisiaj, prawie 50 lat od tego wydarzenia. M.in. za sprawą oscarowego filmu Olivera Stone’a wersja wydarzeń, jakiej zażyczył sobie Chruszczow, zakorzeniona jest dzisiaj w świadomości opinii publicznej Zachodu. Podobnie jest z niewyjaśnioną do dzisiaj sprawą śmierci Władysława Sikorskiego.

Kluczowym czynnikiem dla upowszechnienia opinii, że stoją za nią brytyjskie służby specjalne, było powstanie sztuki teatralnej zatytułowanej „Żołnierze”, autorstwa niemieckiego pisarza Rolfa Hochhutha. Ten sam człowiek napisał sztukę „Namiestnik”, której głównym wątkiem był fakt rzekomego wsparcia przez Piusa XII niemieckiego Holocaustu w czasie II wojny światowej. Jak twierdzi Pacepa, sztuka ta w istocie napisana została przez KGB w ramach operacji dezinformacyjnej, a jej promocją w świecie Zachodu zajmowali się agenci sowieckich służb. Celem tego działania było fałszywe sformatowanie Kościoła katolickiego jako instytucji odpowiedzialnej za zbrodnie Hitlera. Zdaniem Pacepy, dokładnie te same mechanizmy pozwoliły wykreować poparcie dla islamskiego terroryzmu w środowiskach intelektualnych lewicy europejskiej, co jego zdaniem doprowadziło do największego osiągnięcia sowieckiej dywersji, jaką jest polityczny rozdźwięk pomiędzy Europą z Stanami Zjednoczonymi. Opisywana przez Pacepę metoda formatowania przeciwników Moskwy ma znaczenie również dla przestrzeni postkomunizmu. Odnajdujemy ją np. w rosyjskiej narracji w sprawie Smoleńska. Pacepa odnosi się również do rumuńskiego wymiaru sprawiedliwości. Pisze, że choć formalnie wyrok śmierci, jaki wydali na niego komuniści, został unieważniony, to jeszcze w roku 2003 wszystkie punkty graniczne miały nakaz aresztowania go, gdyby zechciał wrócić do kraju, a w 2013 r. wyroki w sprawie innych uciekinierów ciągle są w mocy. Dlaczego tak jest? „Bo najwyżsi przedstawiciele rumuńskiego wymiaru sprawiedliwości to głównie komunistyczni sędziowie lub oficerowie Securitate – bezpieki Ceaucescu. Ci ludzie nie akceptują faktu obecności Rumunii w NATO, choć po swoim kraju wożeni są limuzynami sprowadzanymi właśnie z państw NATO”. Trzeba przyznać, że ten pogląd brzmi w Polsce bardzo znajomo.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Sztuka kapitulacji

Jest o wiele trudniejsza od sztuki zwyciężania. Każdy przecież widzi, kto wygrał, a kto przegrał spór. W sztuce kapitulacji chodzi o to, by tak skapitulować, aby nikt tego nie zauważył, i by można było ogłosić wygraną. Dlatego kapitulacja musi być maksymalnie rozciągnięta w czasie i rozłożona na etapy. Za każdym razem ogłaszamy zwycięstwo, a ustępstwa – za nic nieznaczące i ostateczne.

Ludzie lubią słuchać, że wygraliśmy, że jest dobrze i nie trzeba kiwnąć nawet palcem, nie mówiąc już o jakimś narażaniu się czy mobilizacji narodowej. Dostarczamy więc klientom – wyborcom – upragnionej przez nich strawy. Większość nie zauważy, a ci, którzy uprzedzali – to przecież malkontenci i frustraci, nierozumiejący złożoności świata. Najważniejszy jest podział przekazu. Dla zagranicy mówimy o niedojrzałym narodzie, który nie dorósł jeszcze do nowoczesności, bo pańszczyzna, zabory, komunizm, ale jak mu dać czas, to zrozumie konieczność dziejową. Tylko pomału, pomału. W ten sposób zyskujemy czas. Na użytek krajowy po ogłoszeniu zwycięstwa, po cichu przystępujemy do kolejnego etapu ustępstw. Możemy jeszcze, wyłącznie po polsku, ogłosić, jacy jesteśmy pryncypialni i nawet guzika nie oddamy, a po cichu szybko przegłosujemy kolejne poprawki. Można by było wykorzystać jeden z mało znaczących etapów kapitulacji do zmiany postępowania o 180 stopni i ogłosić, że zostaliśmy napadnięci i musimy bronić Ojczyzny, przejść do kontrataku i odzyskać utracone pozycje, ale pokonanie przeciwnika wymagałoby mobilizacji narodowej. Odwołania się do narodu i otwartego konfliktu wbrew duchowi dziejów. Narodu jednak politycy boją się najbardziej i dlatego wolą pozostać w swoim gronie. I w ten sposób niejeden minister nawet nie zauważy, gdy stanie się ugotowaną żabą.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl