„Solidarność” w Volkswagen Poznań protestuje

pixabay.com

redakcja

Kontakt z autorem

Przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność" Piotr Duda zadeklarował wparcie dla postulatów członków „S” w Volkswagen Poznań. „Firmę stać na podwyżki” – podkreśliło niemal 1 tys. uczestników niedzielnej manifestacji.

Związek zawodowy +Solidarność+ to przede wszystkim organizacja, która dba o interesy pracowników, i dzisiaj jest potrzeba właśnie wspólnej takiej solidarności i wzmocnienie tych negocjacji organizacji zakładowej i szczególnie przewodniczącego Piotra Olbrysia, aby to, o co walczycie, aby te 11 postulatów przyniosło konkretne rozwiązania 

– mówił  do uczestników zgromadzenia przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność", który połączył się z zebranymi za pomocą telemostu.

Dziękuje wam za tę solidarność, za tę aktywność w zakładzie pracy, ale także jako przewodniczący komisji krajowej wspieram was na każdym szczeblu. Jeżeli będzie potrzeba, jeżeli nie dojdziecie do porozumienia po tej pikiecie, to związek zawodowy +Solidarność,+ przewodniczący Komisji Krajowej, Zarząd Regionu Wielkopolska, i cała +Solidarność+ jest z Wami

 – zadeklarował Duda.

Na niedzielnej manifestacji poparcia postulatów „Solidarności” zgromadziło się ok. 1 tys. osób, w tym członkowie NSZZ „Solidarność” w Volkswagen Poznań, a także pracownicy innych zakładów motoryzacyjnych z Wielkopolski i zagranicy.

Na konferencji prasowej poprzedzającej manifestację, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Volkswagen Poznań Piotr Olbryś podkreślił, że wśród postulatów związkowców jest przede wszystkim wzrost pensji zasadniczej, wyższe premie, bonusy i dodatki, a także umowy dla pracowników Agencji Pracy Tymczasowej.

Jak tłumaczył, „biorąc pod uwagę gigantyczne sukcesy finansowe oraz sprzedażowe Koncernu Volkswagen, oraz Marki Volkswagen Samochody Użytkowe, do której należy spółka Volkswagen Poznań, oczekujemy, że pracownicy, otrzymają stosowne podwyżki. To polscy pracownicy są twórcami sukcesu modeli VW Caddy oraz Crafter, które produkowane są na cały świat w zakładach w Poznaniu oraz Białężycach” – mówił Olbryś.

NSZZ „Solidarność” w Volkswagen Poznań postuluje m.in. wzrost wynagrodzenia zasadniczego o 1 tys. zł dla każdego pracownika, a także zwiększenie dodatków wakacyjnych i świątecznych odpowiednio o 100 i 50 proc. wynagrodzenia zasadniczego. Wśród postulatów, które „Solidarność” skierowała do Volkswagen Poznań na początku sierpnia jest także ustalenie 5. dodatkowych dni wolnych płatnych w danym roku na poczet elastyczności celem utrzymania zatrudnienia w przypadku sytuacji kryzysowych, oraz m.in. ustalenie specjalnego bonusu dla każdego pracownika za wydajność, elastyczność, zaangażowanie i wyniki VWP na poziomie nie niższym niż 12 tys. zł. Ponadto, pracownicy domagają się przygotowania programu leasingowego na samochody z grupy VW oraz możliwość korzystania przez pracowników z samochodów służbowych Caddy do testowania w jazdach prywatnych.

Rzeczniczka prasowa VW Poznań Dagmara Prystacka w komunikacie zaznaczyła, że negocjacje ws. postulatów „Solidarności” prowadzone są od września i „przebiegają zgodnie z zaplanowanym kalendarzem, wynikającym z wzajemnych uzgodnień między VWP, a partnerem społecznym”.

Volkswagen Poznań jest największym pracodawcą w regionie i jednym z największych w kraju. Przez prawie 25 lat w zakładach powstało blisko trzy miliony pojazdów, które ze stolicy Wielkopolski trafiają do odbiorców na całym świecie. O relacjach z pracownikami i kulturze pracy najlepiej świadczą nagrody i wyróżnienia, przyznawane przez niezależne organizacje. W 2016 roku Volkswagen Poznań po raz drugi otrzymał tytuł +Pracodawca Przyjazny Pracownikom+

– zaznaczyła Prystacka.

Związek Zawodowy „Solidarność” w Volkswagen Poznań reprezentuje blisko 7 tys. pracowników. Spółka Volkswagen Poznań składa się z czterech zakładów – Poznań Antoninek, Zakład Swarzędz-Jasin, Odlewnia Poznań-Wilda, oraz zakład w Białężycach k. Wrześni. Średnie wynagrodzenie w Volkswagen Poznań wynosi ok. 6,5 tys. zł; we wszystkich zakładach spółki VWP pracuje ponad 10 tys. pracowników. 

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Bodnar nawołuje do protestów? „Obrońca…

Bodnar nawołuje do protestów? „Obrońca…

"Bestialski, tchórzliwy atak w Egipcie…

"Bestialski, tchórzliwy atak w Egipcie…

Byłemu komendantowi MO grozi 10 lat…

Byłemu komendantowi MO grozi 10 lat…

Lekarka propagowała aborcję. Jest wyrok

Lekarka propagowała aborcję. Jest wyrok

Konflikt na szczytach „władzy” w…

Konflikt na szczytach „władzy” w…

Politolog o klapie opozycji. „Wszystkie uliczne protesty doprowadziły do porażek"

/ twitter.com/KOW_z_KOD

- Momentami trudno się już zorientować kiedy i w jakiej sprawie opozycja protestuje, który z tych protestów jest naprawdę ważny, kiedy dotyczy spraw fundamentalnych, a który jest rutyną, dotyczącą spraw pobocznych? W każdej sprawie opozycja używa podobnego języka, trudno sobie wyobrazić, żeby permanentnie można było utrzymywać zainteresowanie potencjalnych uczestników tą samą dozą emocji, tym samym zbiorem argumentów - powiedział dzisiaj w rozmowie z portalem niezalezna.pl politolog, prof. Rafał Chwedoruk.

I podkreśla, że bardzo trudno będzie animatorom takich demonstracji, powtórzyć frekwencję z pierwszych protestów opozycji w 2016 roku.

- Po pierwsze – żeby przyciągnąć uwagę, trzeba być innowacyjnym, trzeba cały czas zaskakiwać. Bardzo często spadek atrakcyjności ogranicza liczebność.

- Po drugie – poza tymi, którzy mogą sobie pozwolić na permanentne uczestnictwo w protestach, innych jest niewielu, chociażby przez tryb życia. Stąd latem czy późną wiosną łatwiej jest dołączyć do stałych protestujących.

- Po trzecie – tematyka dzisiejszego protestu jest dość abstrakcyjna i trudno zrozumiała, podobnie, jak to było w przypadku protestów ws. Trybunału Konstytucyjnego.

- Po czwarte – większość obywateli wskazuje na konieczność reformy sądownictwa. Tych, którzy są przeciwko reformie jako takiej jest niewielu, na co wskazują chociażby kolejne sondaże – wyliczył politolog.

Zdaniem naszego rozmówcy "można powiedzieć, że protesty, które organizowała opozycja – poza nielicznymi, udanymi dla niej przypadkami – w sensie społecznym przyciągały tych samych – mieszkających w wielkich miastach przedstawicieli klasy średniej, w mniejszych miejscowościach – z reguły miały charakter bardzo symboliczny, czasami było widać, że byli w nie zaangażowani lokalni działacze partyjni".

Pamiętajmy też o tym, że w protestach, jako elemencie polityki, organizatorzy też są rozliczani z wyników. Tutaj często głosuje się nogami – protestujący po prostu nie przychodzą – wskazał.

Jak słusznie zauważył politolog "wszystkie, dotychczasowe uliczne protesty doprowadziły do porażek – albo ustawy i tak weszły w życie, albo sondażowe zmiany poparcia utwierdzały tylko rządzących w obranej drodze".

Nawet po prezydenckich wetach, notowania PiS – na przełomie lata i jesieni – zaczęły rosnąć. Bez względu na to, czy zobaczymy dziś 300 osób, 3. tys., czy 5 tys. osób – nie będzie to miało już takiej siły oddziaływania – mówił.

Politolog podkreślił, że "to, co wydaje mi się najważniejszym argumentem – momentami trudno się już zorientować kiedy i w jakiej sprawie opozycja protestuje, który z tych protestów jest naprawdę ważny, kiedy dotyczy spraw fundamentalnych, a który jest rutyną, dotyczącą spraw pobocznych?"

W każdej sprawie opozycja używa podobnego języka, trudno sobie wyobrazić, żeby permanentnie można było utrzymywać zainteresowanie potencjalnych uczestników tą samą dozą emocji, tym samym zbiorem argumentów – dodał.

Z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się nieprzypadkowe, że kiedy powstał KOD – a powstał bardzo szybko po zwycięstwie PiS – Jarosław Kaczyński bezpośrednio odniósł się do nich w jednym ze swoich wystąpień, co – moim zdaniem – sugerowało, że bardzo chętnie będzie widział tego typu organizacje i tego typu protesty. Jeśli tak, to ta diagnoza była trafna – ocenił profesor.

W opinii prof. Chwedoruka "KOD i tzw. Obywatele RP będą trwać dopóki będzie zainteresowanie ze strony części elit opozycyjnych".

Za tym wszystkim, wydaje mi się, kryje się też walka o przywództwo w opozycji – nie tylko te personalne, ale i kierunek działania oraz o to, kto i jak ma tworzyć główny podmiot opozycji. Po serii klęsk PO – w wyborach prezydenckich i parlamentarnych – wiele środowisk, które wspierało tę partię, poczuło wiatr w żagle. Wydawało im się, że wejdą w miejsce PO Ewy Kopacz i one były najbardziej zainteresowane eskalacją tych protestów. Drugim środowiskiem, które bardzo szybko do tego dołączyło, byli stronnicy Donalda Tuska – wiedzieli, że przejęcie kierownictwa w PO przez ich oponentów, będzie dla nich hiobową wieścią i muszą dążyć do stworzenia szerszej opozycji, a osoby spoza partii – tak jak Donald Tusk – będą miały bardzo dużo do powiedzenia nieformalnymi wpływami. To wszystko spowodowało, że opozycja nie mogła reagować elastycznie – zauważył.

Zdaniem naszego rozmówcy "być może – chociaż nie jest pewne – krytycznym momentem będą wybory samorządowe".

Strategia „ulica i zagranica” nie tylko nie przyniosła strat PiS-owi, ale jeszcze go umocniła. Opozycja na pewno się tego nie spodziewała. Kiedy przyjdzie czas kampanii wyborczej okaże się, że liczą się tradycyjne, twarde atuty, a nie tylko zdolność mobilizowania co kilka tygodniu ludzi do protestowania. W takich sytuacjach okazuje się, że król protestów jest nagi – zaznaczył politolog.

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl