Opublikowano doroczny raport na temat ochrony zdrowia

/ Huskyherz

redakcja

Kontakt z autorem

Opublikowany w piątek doroczny raport Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) na temat ochrony zdrowia w jej państwach członkowskich zwraca uwagę na stałe zwiększanie się średniej długości życia i obniżone tempo wzrostu wydatków na leczenie.

Według dokumentu "Health at a Glance 2017" średnia oczekiwana długość życia dla wszystkich 35 państw członkowskich OECD wynosiła w 2015 r. 80,6 lat, podczas gdy w 1970 r. 70,1 lat. Na pierwszym miejscu znajduje się tutaj Japonia (83,9 lat) za Hiszpanią i Szwajcarią (obie po 83,0 lat). 45 lat wcześniej odpowiednie wskaźniki dla tych państw wynosiły 72,0, 72,0 i 73,1 lat. Natomiast będąca w 1970 r. na czele z 74,8 latami Szwecja spadła obecnie na miejsce dziesiąte ze wskaźnikiem 82,3 lata.

Polska, w której średnia oczekiwana długość życia zwiększyła się w latach 1970-2015 z 70,0 do 77,6 lat, lokuje się w tej klasyfikacji poniżej średniej dla całej OECD (podobnie jak USA ze wskaźnikiem 78,8 lat), ale wyprzedza Słowację (76,7 lat), Węgry (75,7), Łotwę (74,6) i Litwę (74,5).

Jak zaznacza raport, średnie roczne tempo wzrostu wydatków na ochronę zdrowia na jednego mieszkańca w państwach OECD w 2016 r. nadal wzrastało, ale dla całego okresu 2009-2016 było z powodu kryzysu finansowego wyraźnie niższe niż w latach 2003-2009, wynosząc odpowiednio 1,4 i 3,6 proc. "Na Węgrzech oraz w Polsce i Estonii wzrost ten pozostaje od 2009 roku względnie stabilny ze wskaźnikami rocznymi od 2,7 do 3,6 proc." - wskazuje dokument OECD. Dla Polski było to 6,6 proc. w latach 2003-2009 i 3,1 proc. w latach 2009-2016.

Raport notuje znaczną rozpiętość między poszczególnymi państwami OECD pod względem wysokości wydatków zdrowotnych na jednego mieszkańca, i to zarówno w wymiarze kwotowym, jak i w proporcji do całego produktu krajowego brutto. Pierwsze miejsce zajęły w 2016 r. w obu tych klasyfikacjach Stany Zjednoczone z 9892 dol. i 17,2 proc. PKB, podczas gdy średnia dla całej OECD to 4003 dol. i 9,0 proc. W wymiarze kwotowym na miejscu drugim znalazła się Szwajcaria z 7919 dol., a na trzecim Luksemburg z 7463 dol. W proporcji wydatków na ochronę zdrowia do całego PKB druga jest także Szwajcaria (12,4 proc.), a trzecie Niemcy (11,3 proc.).

Polska z 1798 dol. i 6,4 proc. PKB wyprzedzała w ubiegłym roku spośród wszystkich wschodnioeuropejskich państw członkowskich OECD tylko Łotwę (odpowiednio 1466 dolarów i 5,7 proc. PKB). Lepiej wypadły tutaj Litwa (1970 dol. i 6,5 proc.), Estonia (1989 dol. i 6,7 proc.), Węgry (2101 dol. i 7,6 proc.), Słowacja (2150 dol. i 6,9 proc.), Republika Czeska (2544 dol. i 7,3 proc.) oraz Słowenia (2835 dol. i 8,6 proc.).

W przypadku Polski uwagę zwraca wysoki udział prywatnych wydatków w całości kosztów ochrony zdrowia - 2,0 proc. PKB wobec łącznie 6,4 proc. Na Słowacji było to 1,4 wobec 6,9 proc., w Czechach 1,3 wobec 7,3 proc., w Wielkiej Brytanii 2,0 wobec 9,7 proc., a w Niemczech 1,7 wobec 11,3 proc. Natomiast w USA wydatki prywatne to ponad połowa łącznego finansowania służby zdrowia - 8,8 wobec 17,2 proc. PKB. 

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Bodnar nawołuje do protestów? „Obrońca…

Bodnar nawołuje do protestów? „Obrońca…

"Bestialski, tchórzliwy atak w Egipcie…

"Bestialski, tchórzliwy atak w Egipcie…

Byłemu komendantowi MO grozi 10 lat…

Byłemu komendantowi MO grozi 10 lat…

Lekarka propagowała aborcję. Jest wyrok

Lekarka propagowała aborcję. Jest wyrok

Konflikt na szczytach „władzy” w…

Konflikt na szczytach „władzy” w…

Politolog o klapie opozycji. „Wszystkie uliczne protesty doprowadziły do porażek"

/ twitter.com/KOW_z_KOD

- Momentami trudno się już zorientować kiedy i w jakiej sprawie opozycja protestuje, który z tych protestów jest naprawdę ważny, kiedy dotyczy spraw fundamentalnych, a który jest rutyną, dotyczącą spraw pobocznych? W każdej sprawie opozycja używa podobnego języka, trudno sobie wyobrazić, żeby permanentnie można było utrzymywać zainteresowanie potencjalnych uczestników tą samą dozą emocji, tym samym zbiorem argumentów - powiedział dzisiaj w rozmowie z portalem niezalezna.pl politolog, prof. Rafał Chwedoruk.

I podkreśla, że bardzo trudno będzie animatorom takich demonstracji, powtórzyć frekwencję z pierwszych protestów opozycji w 2016 roku.

- Po pierwsze – żeby przyciągnąć uwagę, trzeba być innowacyjnym, trzeba cały czas zaskakiwać. Bardzo często spadek atrakcyjności ogranicza liczebność.

- Po drugie – poza tymi, którzy mogą sobie pozwolić na permanentne uczestnictwo w protestach, innych jest niewielu, chociażby przez tryb życia. Stąd latem czy późną wiosną łatwiej jest dołączyć do stałych protestujących.

- Po trzecie – tematyka dzisiejszego protestu jest dość abstrakcyjna i trudno zrozumiała, podobnie, jak to było w przypadku protestów ws. Trybunału Konstytucyjnego.

- Po czwarte – większość obywateli wskazuje na konieczność reformy sądownictwa. Tych, którzy są przeciwko reformie jako takiej jest niewielu, na co wskazują chociażby kolejne sondaże – wyliczył politolog.

Zdaniem naszego rozmówcy "można powiedzieć, że protesty, które organizowała opozycja – poza nielicznymi, udanymi dla niej przypadkami – w sensie społecznym przyciągały tych samych – mieszkających w wielkich miastach przedstawicieli klasy średniej, w mniejszych miejscowościach – z reguły miały charakter bardzo symboliczny, czasami było widać, że byli w nie zaangażowani lokalni działacze partyjni".

Pamiętajmy też o tym, że w protestach, jako elemencie polityki, organizatorzy też są rozliczani z wyników. Tutaj często głosuje się nogami – protestujący po prostu nie przychodzą – wskazał.

Jak słusznie zauważył politolog "wszystkie, dotychczasowe uliczne protesty doprowadziły do porażek – albo ustawy i tak weszły w życie, albo sondażowe zmiany poparcia utwierdzały tylko rządzących w obranej drodze".

Nawet po prezydenckich wetach, notowania PiS – na przełomie lata i jesieni – zaczęły rosnąć. Bez względu na to, czy zobaczymy dziś 300 osób, 3. tys., czy 5 tys. osób – nie będzie to miało już takiej siły oddziaływania – mówił.

Politolog podkreślił, że "to, co wydaje mi się najważniejszym argumentem – momentami trudno się już zorientować kiedy i w jakiej sprawie opozycja protestuje, który z tych protestów jest naprawdę ważny, kiedy dotyczy spraw fundamentalnych, a który jest rutyną, dotyczącą spraw pobocznych?"

W każdej sprawie opozycja używa podobnego języka, trudno sobie wyobrazić, żeby permanentnie można było utrzymywać zainteresowanie potencjalnych uczestników tą samą dozą emocji, tym samym zbiorem argumentów – dodał.

Z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się nieprzypadkowe, że kiedy powstał KOD – a powstał bardzo szybko po zwycięstwie PiS – Jarosław Kaczyński bezpośrednio odniósł się do nich w jednym ze swoich wystąpień, co – moim zdaniem – sugerowało, że bardzo chętnie będzie widział tego typu organizacje i tego typu protesty. Jeśli tak, to ta diagnoza była trafna – ocenił profesor.

W opinii prof. Chwedoruka "KOD i tzw. Obywatele RP będą trwać dopóki będzie zainteresowanie ze strony części elit opozycyjnych".

Za tym wszystkim, wydaje mi się, kryje się też walka o przywództwo w opozycji – nie tylko te personalne, ale i kierunek działania oraz o to, kto i jak ma tworzyć główny podmiot opozycji. Po serii klęsk PO – w wyborach prezydenckich i parlamentarnych – wiele środowisk, które wspierało tę partię, poczuło wiatr w żagle. Wydawało im się, że wejdą w miejsce PO Ewy Kopacz i one były najbardziej zainteresowane eskalacją tych protestów. Drugim środowiskiem, które bardzo szybko do tego dołączyło, byli stronnicy Donalda Tuska – wiedzieli, że przejęcie kierownictwa w PO przez ich oponentów, będzie dla nich hiobową wieścią i muszą dążyć do stworzenia szerszej opozycji, a osoby spoza partii – tak jak Donald Tusk – będą miały bardzo dużo do powiedzenia nieformalnymi wpływami. To wszystko spowodowało, że opozycja nie mogła reagować elastycznie – zauważył.

Zdaniem naszego rozmówcy "być może – chociaż nie jest pewne – krytycznym momentem będą wybory samorządowe".

Strategia „ulica i zagranica” nie tylko nie przyniosła strat PiS-owi, ale jeszcze go umocniła. Opozycja na pewno się tego nie spodziewała. Kiedy przyjdzie czas kampanii wyborczej okaże się, że liczą się tradycyjne, twarde atuty, a nie tylko zdolność mobilizowania co kilka tygodniu ludzi do protestowania. W takich sytuacjach okazuje się, że król protestów jest nagi – zaznaczył politolog.

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl