Jadłodzielnia - miejsce, w którym można dzielić i wymieniać się jedzeniem

/ pixabay.com

Pierwsza w Łodzi jadłodzielnia, czyli miejsce w którym można podzielić lub wymienić się jedzeniem, rozpocznie swoją działalność na Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego. Punkt ma przyczynić się do ograniczenia marnowania żywności.

Jak poinformował rzecznik prasowy łódzkiej uczelni Paweł Śpiechowicz, ideą działających już w kraju jadłodzielni jest tzw. foodsharing, czyli bezpłatne dzielenie się z innymi nadwyżkami żywności lub wymianą towarów w wyznaczonych do tego miejscach, na które składają się lodówka oraz szafki lub półki na żywność i napoje.

- Każdy może przynieść do jadłodzielni produkty, które nadają się do spożycia, a których nie jest już w stanie zagospodarować. Każdy może również poczęstować się żywnością. Nie jest to jednak miejsce zbiorowego żywienia, a jedynie punkt umożliwiający nieodpłatną wymianę żywności pomiędzy mieszkańcami – wyjaśnili organizatorzy przedsięwzięcia z grupy Foodsharing Łódź.

Ma to na celu zmniejszenie ilości marnowanego jedzenia. Według badań Polacy rocznie wyrzucają do śmietnika nawet dziewięć milionów ton jedzenia, w tym dwa miliony to produkty, które marnują się w lodówkach i kuchniach indywidualnych konsumentów. Najwięcej wyrzuca się pieczywa, owoców, wędlin, warzyw oraz jogurtów.

Do jadłodzielni przynosimy tylko to, co sami chcielibyśmy zjeść i czym nakarmilibyśmy swoich bliskich. Wśród produktów, które trafiają do takich punktów, przeważają przetwory, ryże, kasze, makarony, konserwy, mąka, cukier, owoce, warzywa, jogurty, napoje, a także gotowe potrawy. Każde tego typu miejsce posiada swojego opiekuna, który dba o czystość i usuwa rzeczy przeterminowane.

Z pierwszej łódzkiej jadłodzielni, która w czwartek zainauguruje działalność w budynku Wydziału Ekonomiczno-Socjologicznego UŁ, mają korzystać nie tylko studenci, ale wszyscy mieszkańcy Łodzi.

Obecnie w Polsce działa 21 jadłodzielni w 11 miastach - m.in. w Toruniu, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Warszawie. Najczęściej tego typu punkty powstają na uczelniach lub w akademikach. 

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Donald Tusk ciągle walczy z Lechem Kaczyńskim. „To niegodziwe, bo śp. prezydent nie może się bronić”

/ Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Donald Tusk zeznawał przed sądem jako świadek w procesie byłego szefa KPRM, Tomasza Arabskiego. Joanna Lichocka oceniła, że z przesłuchania byłego premiera wynikło kilka rzeczy. – M.in. nienawiść Donalda Tuska do Lecha Kaczyńskiego. Donald Tusk ciągle walczy z Lechem Kaczyńskim – oceniła poseł Prawa i Sprawiedliwości na antenie Polskiego Radia 24.

Joanna Lichocka w rozmowie z Dorotą Kanią w programie 24 Pytania – Rozmowa Poranka pytana była o wczorajsze przesłuchanie Donalda Tuska. Zdaniem poseł PiS zeznania byłego premiera przypominały posiedzenia komisji ds. Amber Gold, czy komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji.

To było: „nie wiem”, „nie pamiętam”, nie interesowałem się”. Donald Tusk nic nie wiedział. Nie wiedział nawet, że było rozdzielenie wizyt. Twierdził, że nikt nigdy nie planował wspólnej wizyty w Katyniu. To kłamstwo wstrząsnęło mną chyba najmocniej

– przypomniała Lichocka.

Z tych zeznań widać kilka rzeczy: nienawiść do Lecha Kaczyńskiego. Ciągle walczy Donald Tusk z Lechem Kaczyńskim. To niesłychane jak imputował między wierszami i wprost różne rzeczy (...) Jest to niegodziwe bo Lech Kaczyński nie może się bronić

– stwierdziła.

Podkreśliła, że pierwotne plany zakładały wspólny wyjazd ówczesnego premiera i prezydenta do Katynia.

10 kwietnia miały się odbyć główne uroczystości, wtedy politycy mieli razem oddać hołd tym, którzy zostali zamordowani w Katyniu – dodała.

Donald Tusk podjął grę z Władimirem Putinem przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu, żeby storpedować wspólne uroczystości. Na żądanie Kremla rozdzielił te wizyty. To było w sposób oczywisty godzące w polskie interesy, w polską rację stanu

– mówiła poseł Lichocka.

Polityk PiS odniosła się do złożenia w Prokuraturze Okręgowej w Toruniu zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez polityków PO podczas akcji "Konwój wstydu".

Krzysztof Czabański ma całkowitą rację składając zawiadomienie do prokuratury przeciwko PO. Otrzymał na rękę 4 tys. zł nagrody, którą już zresztą przekazał do Caritas. Otrzymał to jako wiceminister kultury. A PO informowała, że było to ponad 70 tys. zł

– podała poseł.

Oceniła, że hipokryzja PO i próbującego się pod tę akcję też podłączyć PSL jest niesłychana.

Jak sobie przypomnimy z jaką skalą nepotyzmu i żerowaniu na państwie mieliśmy pod rządami tych dwóch partii. Przypomnę postać Aleksandra Grada - kumpla Donalda Tuska, który jako minister skarbu świetnie ustawił firmę swojej żony, na dziesiątki milionów złotych dostawała zlecenia (...), a potem ustawił się świetnie robiąc fikcyjny projekt elektrowni atomowej

– mówiła poseł.

Źródło: niezalezna.pl, polskieradio24.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl