"Mother!": wszystkie demony Aronofsky'ego. RECENZJA

Kadr z filmu "Mother!" / mat.pras.

Magdalena Fijołek

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl, \"Gazety Polskiej\" i \"Gazety Polskiej Codziennie\".

Kontakt z autorem

Początkowo można było odnieść wrażenie, że dystrybutorzy popełnili błąd, określając „Mother!” jako horror. Ale po dobrnięciu do finału mamy potwierdzenie, że film Aronofsky’ego to rzeczywiście horror – dla widza.

Pozornie historia jest prosta. On (Javier Bardem) jest cenionym pisarzem, przeżywającym niemoc twórczą, ona (Jennifer Lawrence) – o pokolenie młodszą muzą, która czuwa, by stworzyć mężowi idealne warunki do pracy nad kolejnym dziełem. Bierze na siebie ciężar wykończenia domu. Porusza się po nim bezszelestnie i z nabożeństwem pilnuje, by do gabinetu męża artysty – prawdziwej świątyni sztuki – nie wdarli się intruzi. Dlatego gdy do ich usytuowanego na pustkowiu domu pukają nieproszeni goście (Ed Harris i Michelle Pfeiffer), w kobiecie budzi się lęk. Mąż zaś przeciwnie – traktuje obecność nieznajomych jako źródło inspiracji, coś, co pomaga mu wyrwać się z pułapki braku weny.

Nie byłoby w tej opowieści nic zdrożnego, gdyby Darren Aronofsky („Requiem dla snu”, „Czarny łabędź”) nie zamienił jej w pseudofilozoficzny bełkot, który momentami, zamiast wstrząsać, śmieszy i jest niczym innym jak wiadrem pomyj wylanych na tych, którzy wierzą w Boga. Aronofsky w swoich filmach próbował dotykać sedna wszechrzeczy już nieraz – w „Pi” przekonywał, że to matematyka rządzi światem, w „Źródle” bawił się przesuwaniem granic życia i śmierci, wreszcie w „Noem. Wybranym przez Boga” już wprost ujawnił swoją niechęć do zrozumienia tajemnicy wiary, robiąc z bohatera filmu religijnego fanatyka.

W „Mother!” skupiły się wszystkie lęki i obsesje twórcy – oprócz sekciarskich czy wręcz satanistycznych (film nawiązuje do „Dziecka Rosemary” Polańskiego) zapędów obraz wydaje się osobistym wyznaniem twórcy, który spowiada się widzowi z okrucieństwa, jakie jest w stanie zafundować innym, stawiając ukończenie procesu twórczego za wartość nadrzędną. Napompowanej do granic fabuły nie ratuje ani znakomita gra Jennifer Lawrence (chapeau bas! za dotrzymywanie kroku najdziwniejszym pomysłom reżysera) czy tworzące klimat zdjęcia Matthew Libatique’a. Szansa na dzieło totalne, ukazujące ból towarzyszący rodzeniu się sztuki została zaprzepaszczona – reżyser utopił ją w morzu patosu i absurdu do tego stopnia, że widz cierpi. Nie dlatego, że współodczuwa z bohaterami, lecz dlatego, że musi to oglądać.

Źródło: Gazeta Polska Codziennie, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Paryż: 40 tys. osób na "Narodowym Marszu dla Życia". Nie zabrakło Klubów Gazety Polskiej

twitter.com/(screenshoot)

40 tys. osób wzięlo udział w manifestacji, która przeszła ulicami Paryża pod hasłem „Zjednoczeni, by bronić życia”. Oprócz uznania praw człowieka w stanie embrionalnym, uczestnicy domagali się także wsparcia dla matek oraz rozwijania ośrodków służących pomocą dla kobiet ciężarnych.

Wśród manifestantów pojawili się przedstawiciele Klubu Gazety Polskiej Paryż wraz z przewodniczącym Klubu, Andrzejem Wodą. 

Specjalnie dla czytelnikow portalu niezalezna.pl publikujmy relację z tego wydarzenia przygotowaną przez Anitę Zapładkę z KGP w Paryżu.  


"Marsz odbył się dzisiaj, tj. 21 stycznia. Spotkaliśmy się o godz. 14.30 przy Porte Dauphine i maszerowaliśmy aż do Trocadero. Trudno jest nam, jako uczestnikom marszu ocenić, ile tysięcy ludzi brało w nim udział, ale marsz był naprawdę liczny.

Trudno jest nam powiedzieć, czy wspieramy Francuzów, to pewnie przy okazji, ale głównie manifestowaliśmy własne poglądy w obronie życia, które trzeba chronić na każdym etapie jego istnienia.

Już przy wejściu (po obowiązkowym sprawdzeniu toreb i plecaków ze względów bezpieczeństwa) otrzymaliśmy od organizatora plakaty, które - mimo zimna i deszczu - niosło bardzo wiele osób. Głównie była to grafika przedstawiająca dziecko w łonie matki, czemu towarzyszyły różne napisy, takie jak: "To jest moje ciało a nie twój wybór", "Chroń mnie a nie zabijaj"...

#MarchePourLaVie na TT, dosłownie: Marsz dla Życia.

Dzięki flagom i jednolitym pelerynom byliśmy, my Polacy, członkowie Klubu GP Paryż, bardzo rozpoznawalni. Francuzi zaczepiali nas, jako Polaków, niemal non stop. Bili nam brawo, wyznawali, że bardzo im w dzisiejszych czasach brakuje naszego papieża, Jana Pawła II, przy jednej z trybun zostaliśmy na głos wyróżnieni i podziękowano nam, Polakom, za uczestnictwo.

Jednym z największych zaskoczeń był dla nas fakt, jak wielu Francuzów potrafi powiedzieć po polsku (!!!) "Dzień dobry".

Jedna z pań, Francuzek, powiedziała, że niewiele już potrafi powiedzieć po polsku, ale pamięta jeszcze "szczęść Boże". Odpowiedziałam jej, że to nie jest niewiele, to jest bardzo dużo!

Imponującym był udział całych rodzin w tym marszu: matki i ojcowie z dziećmi w wózkach, z dziećmi "na barana" z kilkuletnimi prowadzonymi za rękę. 

Mnie samą zaś wzruszył najbardziej chłopak, bodaj 20-letni, z zespołem Downa. Był sam, spotkałam go zaraz na początku, mókł, więc doradziłam, by założył na głowę kaptur, skoro go ma... Przyszedł wziąć udział w marszu za życiem, za swoim życiem...

Zapadał już zmrok gdy doszliśmy na Trocadero. Marszowi i jego zakończeniu towarzyszyła radość i próby rozgrzewania się tańcem, by się rozgrzać.

Cudowne przeżycie, cudowne i wzmacniające i kolejny raz nie wiem, czy to my wsparliśmy Francuzów czy oni nas. 

Faktem jest, że patrzenie na nich przez pryzmat wypowiedzi francuskich polityków czy mediów jest wielce niesprawiedliwe!"



Widać było ogromne zaangażowanie ludzi, Francuzi jakby się budzili. To optymistyczne

- mówi portalowi niezalezna.pl Andrzej Woda, przewodniczący Klubu Gazety Polskiej w Paryżu.

Co równie ważne, pojawiło się niesamowicie dużo młodych ludzi

- dodaje.

Francuzi nie ukrywali wdzięczności Polakom za wsparcie.

Rozpoznawali nas, mieliśmy na sobie biało-czerwone pelerynki i nieśliśmy klubowe banery, wiele osób podchodziło, aby podziękować za pomoc. Mówili, że "gdyby nie Polska, nie byłoby już Europy". Dziękowaliśmy za tak miłe słowa, ale od razu podkreślaliśmy, że oni także muszą mocniej działać. Przyznawali nam rację

- opowiada nam Andrzej Woda.

Źródło: www.enmarchepourlavie.fr, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl