Marek Suski miażdży świadka: 18 miesięcy zajęło pani nic nie zrobienie

/ twitter.com/SKOKnaAG

redakcja

Kontakt z autorem

Informacje o Amber Gold pozyskałam ze źródła, po czym rozpoczęłam działania operacyjne; niestety nie udało mi się zebrać takich materiałów, które mogłyby doprowadzić do wszczęcia postępowania ws. tej firmy - tłumaczyła b. funkcjonariuszka KWP w Gdańsku Anna Fołta-Nowacka przed komisją śledczą. „Działania” policjantki skomentował poseł Marek Suski. 18 miesięcy zajęło pani nic nie zrobienie – powiedział.

Fołta-Nowacka w czasie funkcjonowania Amber Gold pracowała w wydziale przestępczości gospodarczej Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku.

Na wstępie przesłuchania Joanna Kopcińska pytała świadka, kiedy i w jakich okolicznościach zainteresowała się firmą Amber Gold.

Uzyskałam pewne dane na temat tego podmiotu, które wzbudziły moje zainteresowanie (...). To były uzyskane informacje w wyniku pracy operacyjnej od źródła

- odpowiedziała Fołta-Nowacka, zaznaczając, że nie pamięta obecnie, jak brzmiała ta informacja.

W toku przesłuchania przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann wskazała, że "treść informacji ogólnie jest taka, że istnieje firma, która może oszukiwać ludzi".

Z kolei Tomasz Rzymkowski pytał, czy świadek prowadziła jakiekolwiek czynności operacyjne wobec spółki Amber Gold i Marcina P.

Tak prowadziłam. Prowadziłam sprawę operacyjną, która została wszczęta na bazie pozyskanej informacji od osobowego źródła informacji

- odpowiedziała Fołta-Nowacka.

Prowadziłam czynności operacyjne mające na celu dotarcie do osób, które mogłyby posiadać inną wiedzę, która byłaby przydatna w wykorzystaniu tych czynności operacyjnych. Zapewne poszukiwałam osób pokrzywdzonych

- dodała.


I kontynuowała:

Monitorowałam również internet i wydarzenia, które tam były, również i w ten sposób chcąc pozyskać jakąkolwiek informację, która mogłaby pomóc w zweryfikowaniu tej pierwszej informacji.

Szefowa komisji śledczej dopytywała jednak, czy gdyby świadek poszukiwała osób pokrzywdzonych lub mających wiedzę nt. Amber Gold, miałoby to odzwierciedlenie w teczce operacyjnej.

Powinna być taka informacja

- odparła Fołta-Nowacka.

A jeśli nie ma śladu, aby pani takie czynności podejmowała, to znaczy, że pani je robiła i nie dokumentowała, czy pani ich nie robiła? - pytała szefowa komisji.

Nie no, na pewno robiłam

- odpowiedziała świadek. Dodała, że jeśli rozmowa z daną osobą nie przyniosła efektów, bądź w jej trakcie nie podjęto tematu sprawy, to informacje na ten temat nie znajdowały się w teczce.

W tym momencie Wassermann zaprezentowała - jak podkreśliła - efekt 15-miesięcznych działań b. policjantki, pokazując jedną teczkę z dokumentami o niewielkiej objętości.

Rzymkowski zwrócił uwagę, że z zeznań świadka wynika, iż działania operacyjne miały "dwie formy: śledzenie internetu i rozmowy, które nie były w żaden sposób przydatne do sprawy".

Ja nie mogłam podjąć innej czynności operacyjnej, nie mając zweryfikowanej informacji (od źródła )

- argumentowała Fołta-Nowacka.

W późniejszej części przesłuchania wiceszef komisji śledczej Marek Suski wskazał, że z dokumentów wynika, iż świadek w tamtym okresie wiedziała zarówno o karalności Marcina P., jak i o tym, że Amber Gold było wpisane na listę ostrzeżeń publicznych Komisji Nadzoru Finansowego.

Natomiast Joanna Kopcińska pytała, czym zakończyły się prowadzone przez świadka czynności operacyjne.

No wydaje mi się, że niestety nie udało się zebrać takich materiałów, które mogłyby doprowadzić do wszczęcia postępowania

- odpowiedziała Fołta-Nowacka.

 

Źródło: PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Saudyjczycy pójdą do kina. Pierwszy raz od…

Saudyjczycy pójdą do kina. Pierwszy raz od…

Sylwester Marzeń w Zakopanem. Kto wystąpi?

Sylwester Marzeń w Zakopanem. Kto wystąpi?

„Bukaciak” skazany na 25 lat więzienia

„Bukaciak” skazany na 25 lat więzienia

Komisja ujawnia niepublikowane…

Komisja ujawnia niepublikowane…

Tatry - wieje coraz mocniej

Tatry - wieje coraz mocniej

11 grudnia 1866 r., przejechał swą pierwszą trasę w Warszawie, wagon „Żelaznej Drogi Konnej”

Tramwaje konne kursowały już w Nowym Jorku (1832), Nowym Orleanie (1835), Paryżu (1854), Londynie (1860), Genewie (1862), Petersburgu (1863), Wiedniu i Berlinie (1865). Warszawa była więc dziewiątym miastem, które mogło poszczycić się tą nowoczesną formą komunikacji. Tramwaj ruszał z remizy przy ulicy Inżynierskiej 6 na Pradze, by przejechać przy dworcu Petersburskim i Terespolskim, a następnie mostem Kierbedzia (dzisiaj w tym miejscu jest Trasa W-Z), wiaduktem Pancera (obecnie Nowym Zjazd), przez plac Zamkowy, Krakowskie Przedmieście (specjalnie je wówczas poszerzono), Królewską, Marszałkową, aż do dworca Wiedeńskiego w Śródmieściu.

Dodać należy, iż była to linia jednotorowa, więc na trasie były cztery mijanki. Choć obowiązywały stałe przystanki, praktycznie tramwaj można było zatrzymać na żądanie w każdym miejscu. Łączna długości toru o rosyjskim rozstawie szyn – 1525 mm – wyniosła 7,6 km.

Czerwony wagon osobowy wyprodukowany przez Duńczyków w firmie Skandia, mieścił do 35 pasażerów z bagażem. Pojazd wyglądał jak siedząca żaba, więc szybko tramwaje zostały ochrzczone przez warszawiaków – ropuchami.
Przejazd kosztował 15 kopiejek, plus opłata bagażowa od 3 do 6 kopiejek. Wagony ciągnęły dwa konie, a ich dzień pracy trwał do 5 godzin. W 1869 roku tramwaje przewiozły 378 tys. pasażerów.

Miasto pozazdrościło kolei takiego środka transportu i ogłosiło przetarg na budowę własnej sieci tramwajowej, który w maju 1880 roku wygrała firma belgijska Sociéte Generale de Tramways. Wcześniej Belgowie zbudowali taką sieć we Lwowie i Mediolanie. Już rok później ruszył pierwszy tramwaj z Muranowa do placu Unii Lubelskiej.
W końcu 1883 r. miejska sieć liczyła 21,5 km, zatrudniała 250 ludzi i 384 konie. W ciągu roku przewożono 10 mln pasażerów. 

Pomiędzy warszawiakami panuje dość jednomyślna opinia, że tramwaje należą do najpiękniejszych wynalazków XIX-go wieku.

 

– pisał Bolesław Prus w „Kurierze Warszawskim”.

I choć pierwszy tramwaj elektryczny wyjechał na ulice Warszawy 26 marca 1908 roku, to jeszcze do 1921 roku funkcjonowała linia konna. W 1917 roku awaria prądu w mieście przywróciła konne tramwaje aż na sześć tygodni.

Relikty torów o dawnym rosyjskim rozstawie można dziś oglądać obok Arsenału (dawna ulica Nalewki), na ul. Chłodnej, Śniadeckich, Trzeciego Maja, Wileńskiej i w bramie budynku przy ul. Inżynierskiej 6.
Podczas remontu w 2007 r. odsłonięto też duże fragmenty starych torów na Krakowskim Przedmieściu, ale mimo protestów varsavianistów, zostały one zdemontowane.

Źródło: dzieje.pl, ztm.waw.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl