Akt 5 listopada 1916 r. – manifest cesarzy Austrii i Niemiec o utworzeniu Królestwa Polskiego

/ ipn.gov.pl

Andrzej Wroński

Kontakt z autorem

Trwała I wojna światowa, kiedy zarówno Austriacy, jak i bardziej niechętni Polakom, Niemcy zrozumieli, że bez ustępstw nie otrzymają od nas, tak potrzebnego wsparcia w dostarczeniu na front żołnierzy, którzy biją się dobrze i do końca. Efektem tej reorientacji w sprawie polskiej był Akt 5 listopada. Nie ma w tym akcie określonych granic przyszłego państwa, nie ma słowa o niepodległości, ale jest to pierwszy oficjalny dokument postulujący reaktywowanie Polski i wskazujący na konieczność utworzenia polskiej armii.

W dokumencie tym, ciągle zbyt mało docenianym, padają słowa: 

Przejęci niezłomną ufnością w ostateczne zwycięstwo ich broni i życzeniem powodowani, by ziemie polskie przez waleczne ich wojska ciężkimi ofiarami rosyjskiemu panowaniu wydarte do szczęśliwej przywieść przyszłości, Jego Cesarska Mość Cesarz Niemiecki oraz Jego Cesarska i Królewska Mość Cesarz Austrii i Apostolski Król Węgier postanowili z ziem tych utworzyć państwo samodzielne z dziedziczną monarchią i konstytucyjnym ustrojem. 

 

W moim przekonaniu nie byłoby tego aktu bez genialnej strategii Piłsudskiego. Oczywiście nie był on jedynym, który uczestniczył w tej „grze”, rozwój wypadków pchał ku takiej decyzji również same państwa centralne. Krytycznie nastawiony wobec polityki Piłsudskiego, jak również samego Aktu, Roman Dmowski zapisał cenną uwagę: 

Akt 5 listopada spadł na państwa sprzymierzone trochę jak piorun z jasnego nieba.

 

I to właśnie było największą zasługą tego dokumentu – nastąpiło autentyczne umiędzynarodowienie sprawy polskiej. Państwa Ententy (do której należała również Rosja) nie mogły przejść obok tego faktu obojętnie. I jak dodaje Dmowski (co za paradoks historii, właściwie chwali efekty politykę Piłsudskiego!) „wzmocnił on [Akt] bardzo nasze stanowisko na Zachodzie”. Bezpośrednie następstwa Aktu dalekie były z pewnością od oczekiwań obu państw centralnych, nie nastąpił masowy napływ ochotników do armii polskiej tworzonej u boku Niemiec i Austro-Węgier. (…) Dokument przyniósł natomiast dwa kapitalne sukcesy, upodmiotowił sprawę polską w planach państw centralnych i zainicjował konieczność takiego upodmiotowienia w państwach Ententy.
 

Namiastką polskiego rządu, po wydaniu Aktu, miała być Tymczasowa Rada Stanu. Piłsudski, już formalnie będący poza armią, zgłasza swój akces do TRS i faktycznie wchodzi w jej skład w połowie grudnia. Jednocześnie nawiązuje dość dobre stosunki z niemieckim generałem gubernatorem Hansem von Beselerem, któremu zresztą obiecał pomoc w tworzeniu polskiej armii. Kolejny trochę zaskakujący gest Piłsudskiego to „wyjście z podziemia” POW i podporządkowanie jej TRS. Dlaczego, wcześniej wyraźnie niechętny zbyt silnemu instytucjonalnemu związaniu sprawy polskiej z Austro-Węgrami, a tym bardziej z Niemcami, podjął takie decyzje? Wydaje się, że kluczową rolę odegrały dwie kwestie. Po pierwsze Piłsudski uznał, że nie można stracić szansy, jaką była budowa przynajmniej częściowo samodzielnej polskiej siły zbrojnej. Po drugie miał niesamowity szacunek do wojska i składanej przez żołnierzy daniny krwi. W niezwykły sposób przemawiając na zjeździe Departamentu Spraw Wewnętrznych TRS nawiązuje do „Wesela” Wyspiańskiego i przypomina scenę „poeta żąda otwarcia przyłbicy [od zakutego w zbroję rycerza] i znajduje za przyłbicą to, co jest udziałem każdego żołnierza, – znajduje śmierć” i dalej wyjaśnia swoje credo: 

Legiony, ten głęboki zasiew, który został zrobiony, ich krwawy wysiłek nie może pójść na marne.

 

(…) Piłsudski uważnie śledzi to, co dzieje się w Europie i wiosną 1917 r. zwraca uwagę szczególnie na dwie sprawy – siły Ententy powoli zyskują przewagę, a w Rosji wybucha rewolucja, która praktycznie wyłącza ją z wojny. Nie zlekceważył również głosu zza oceanu w sprawie polskiej, czyli styczniowego orędzia prezydenta Wilsona. Powoli zaczyna przymierzać się do swojego największego marzenia, skoro jednego z zaborców praktycznie już nie ma w grze, należy „uwolnić się” od dwóch pozostałych. Był niezwykłym wizjonerem i wielu ówczesnych polityków często nie nadążało za jego nowymi koncepcjami, choć były to cały czas pomysły w ramach tego samego konsekwentnie realizowanego planu. Przecież już 21 lutego 1914 r. na wykładzie w Sali Towarzystwa Geograficznego w Paryżu, snuł niezwykłą wizję (znamy te słowa z notatek obecnego tam oficera rosyjskiej Ochrany), że najpierw należy stanąć po stronie państw centralnych przeciwko Rosji, a kiedy zostanie ona wyeliminowana, zwrócić się przeciwko dotychczasowym sojusznikom.

Fragment artykułu napisanego przez śp. Andrzeja Wrońskiego dla dodatku Gazeta Polska. Historia

Źródło: tygodnik Gazeta Polska. Historia.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Bodnar nawołuje do protestów? „Obrońca…

Bodnar nawołuje do protestów? „Obrońca…

"Bestialski, tchórzliwy atak w Egipcie…

"Bestialski, tchórzliwy atak w Egipcie…

Byłemu komendantowi MO grozi 10 lat…

Byłemu komendantowi MO grozi 10 lat…

Lekarka propagowała aborcję. Jest wyrok

Lekarka propagowała aborcję. Jest wyrok

Konflikt na szczytach „władzy” w…

Konflikt na szczytach „władzy” w…

Politolog o klapie opozycji. „Wszystkie uliczne protesty doprowadziły do porażek"

/ twitter.com/KOW_z_KOD

- Momentami trudno się już zorientować kiedy i w jakiej sprawie opozycja protestuje, który z tych protestów jest naprawdę ważny, kiedy dotyczy spraw fundamentalnych, a który jest rutyną, dotyczącą spraw pobocznych? W każdej sprawie opozycja używa podobnego języka, trudno sobie wyobrazić, żeby permanentnie można było utrzymywać zainteresowanie potencjalnych uczestników tą samą dozą emocji, tym samym zbiorem argumentów - powiedział dzisiaj w rozmowie z portalem niezalezna.pl politolog, prof. Rafał Chwedoruk.

I podkreśla, że bardzo trudno będzie animatorom takich demonstracji, powtórzyć frekwencję z pierwszych protestów opozycji w 2016 roku.

- Po pierwsze – żeby przyciągnąć uwagę, trzeba być innowacyjnym, trzeba cały czas zaskakiwać. Bardzo często spadek atrakcyjności ogranicza liczebność.

- Po drugie – poza tymi, którzy mogą sobie pozwolić na permanentne uczestnictwo w protestach, innych jest niewielu, chociażby przez tryb życia. Stąd latem czy późną wiosną łatwiej jest dołączyć do stałych protestujących.

- Po trzecie – tematyka dzisiejszego protestu jest dość abstrakcyjna i trudno zrozumiała, podobnie, jak to było w przypadku protestów ws. Trybunału Konstytucyjnego.

- Po czwarte – większość obywateli wskazuje na konieczność reformy sądownictwa. Tych, którzy są przeciwko reformie jako takiej jest niewielu, na co wskazują chociażby kolejne sondaże – wyliczył politolog.

Zdaniem naszego rozmówcy "można powiedzieć, że protesty, które organizowała opozycja – poza nielicznymi, udanymi dla niej przypadkami – w sensie społecznym przyciągały tych samych – mieszkających w wielkich miastach przedstawicieli klasy średniej, w mniejszych miejscowościach – z reguły miały charakter bardzo symboliczny, czasami było widać, że byli w nie zaangażowani lokalni działacze partyjni".

Pamiętajmy też o tym, że w protestach, jako elemencie polityki, organizatorzy też są rozliczani z wyników. Tutaj często głosuje się nogami – protestujący po prostu nie przychodzą – wskazał.

Jak słusznie zauważył politolog "wszystkie, dotychczasowe uliczne protesty doprowadziły do porażek – albo ustawy i tak weszły w życie, albo sondażowe zmiany poparcia utwierdzały tylko rządzących w obranej drodze".

Nawet po prezydenckich wetach, notowania PiS – na przełomie lata i jesieni – zaczęły rosnąć. Bez względu na to, czy zobaczymy dziś 300 osób, 3. tys., czy 5 tys. osób – nie będzie to miało już takiej siły oddziaływania – mówił.

Politolog podkreślił, że "to, co wydaje mi się najważniejszym argumentem – momentami trudno się już zorientować kiedy i w jakiej sprawie opozycja protestuje, który z tych protestów jest naprawdę ważny, kiedy dotyczy spraw fundamentalnych, a który jest rutyną, dotyczącą spraw pobocznych?"

W każdej sprawie opozycja używa podobnego języka, trudno sobie wyobrazić, żeby permanentnie można było utrzymywać zainteresowanie potencjalnych uczestników tą samą dozą emocji, tym samym zbiorem argumentów – dodał.

Z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się nieprzypadkowe, że kiedy powstał KOD – a powstał bardzo szybko po zwycięstwie PiS – Jarosław Kaczyński bezpośrednio odniósł się do nich w jednym ze swoich wystąpień, co – moim zdaniem – sugerowało, że bardzo chętnie będzie widział tego typu organizacje i tego typu protesty. Jeśli tak, to ta diagnoza była trafna – ocenił profesor.

W opinii prof. Chwedoruka "KOD i tzw. Obywatele RP będą trwać dopóki będzie zainteresowanie ze strony części elit opozycyjnych".

Za tym wszystkim, wydaje mi się, kryje się też walka o przywództwo w opozycji – nie tylko te personalne, ale i kierunek działania oraz o to, kto i jak ma tworzyć główny podmiot opozycji. Po serii klęsk PO – w wyborach prezydenckich i parlamentarnych – wiele środowisk, które wspierało tę partię, poczuło wiatr w żagle. Wydawało im się, że wejdą w miejsce PO Ewy Kopacz i one były najbardziej zainteresowane eskalacją tych protestów. Drugim środowiskiem, które bardzo szybko do tego dołączyło, byli stronnicy Donalda Tuska – wiedzieli, że przejęcie kierownictwa w PO przez ich oponentów, będzie dla nich hiobową wieścią i muszą dążyć do stworzenia szerszej opozycji, a osoby spoza partii – tak jak Donald Tusk – będą miały bardzo dużo do powiedzenia nieformalnymi wpływami. To wszystko spowodowało, że opozycja nie mogła reagować elastycznie – zauważył.

Zdaniem naszego rozmówcy "być może – chociaż nie jest pewne – krytycznym momentem będą wybory samorządowe".

Strategia „ulica i zagranica” nie tylko nie przyniosła strat PiS-owi, ale jeszcze go umocniła. Opozycja na pewno się tego nie spodziewała. Kiedy przyjdzie czas kampanii wyborczej okaże się, że liczą się tradycyjne, twarde atuty, a nie tylko zdolność mobilizowania co kilka tygodniu ludzi do protestowania. W takich sytuacjach okazuje się, że król protestów jest nagi – zaznaczył politolog.

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl