Dyktatura mafii

Grabież publicznego mienia, która przez wiele lat funkcjonowała pod nazwą „reprywatyzacja”, to doskonała ilustracja prawdziwych mechanizmów postkomunistycznej Polski. Okradanie państwa odbywało się w najbardziej bezczelny sposób, nikt nawet nie silił się na najmniejszą finezję, nikt nie przejmował się tym, że urzędnicy, sądy, adwokaci poświadczają najbardziej ordynarne kłamstwa.

Interes kręcił się w najlepsze, bo bezkarność gwarantowało środowisko polityczne sprawujące władzę, mające umocowanie we wszelkiego rodzaju służbach państwowych, sądownictwie czy w końcu w mediach wspomagających kolejne reelekcje. To, co wiemy już o grabieży nieruchomości w Warszawie – a zapewne nie wszystko zostało jeszcze ukazane publicznie – przywodzi na myśl tylko jedno skojarzenie: mafia. W gruncie rzeczy gdyby zmienić nazwy i osoby, to niektóre opisy z książek Roberto Saviano o świecie przestępców i polityków z Kampanii pasowałyby jak ulał do tego, co praktykowano w naszej stolicy pod czujnym okiem pierwszej wiceprzewodniczącej Platformy Obywatelskiej. Kilka dni temu wyszło na jaw, iż nawet córka ministra sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska (ministra sprawiedliwości!) brała udział w procederze przejmowania kamienicy w imieniu właściciela, którzy od pół wieku nie żył, a nawet gdyby dotrwał do naszych czasów, to nieruchomość mogłaby być prezentem na jego 118 urodziny. A przecież to i tak nie rekordzista. Najstarszy spadkobierca, który do polskiego sądu zgłosił się po swą własność, miał na karku niemal półtora wieku. Nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy, że zastępy warszawskich urzędników, sędziów nie były w stanie od aktualnej daty odjąć tej, w której urodził się zgłaszający się po nieruchomość, i kilka sekund później powiadomić policję o próbie wyłudzenia mienia znacznej wartości. Wszyscy przyklepywali tę lewiznę, bo najwyraźniej wiedzieli, iż przyklepać ją trzeba. A skoro tak, to znaczy, że mieliśmy do czynienia z prawdziwą mafią, która prowadzi swe interesy z przyzwoleniem władzy i sądów. Pojawia się od razu pytanie: co dziś robią sędziowie, którzy ustanawiali kuratorów dla zmarłych lub stuparoletnich ludzi? Gdzie orzekają? Co na to prezesi sądów, w których zapadały decyzje umożliwiające grabież? Może od tego czasu zaliczyli już zawodowy awans? Ta sprawa także musi być wyjaśniona, bo przecież ci przedstawiciele Temidy są zagrożeniem dla tych, którzy mają lub będą mieli nieszczęście spotkać ich w sądzie. Trzeba mieć świadomość, iż polskiego sądownictwa nie oczyścimy z mafijnych powiązań bez jego głębokiej i radykalnej reformy. A czy taką uda się przeprowadzić przy pomocy wybrańców politycznych koleżanek i kolegów pierwszej wiceprzewodniczącej PO czy ministra sprawiedliwości w rządzie Tuska? I to jest już pytanie do prezydenta Andrzeja Dudy, który z takim zapałem przekonuje nas do wartości multipartyjności wyborów do KRS.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Europo, nie lękaj się!

Marsze pro-life we Francji, głośna obrona krzyża na pomniku Jana Pawła, podchwycona przez Irlandczyków publiczna modlitwa różańcowa na granicy wyspy - to wszystko pokazuje, że postawa polskich katolików jest obserwowana, a przykład inspirujący.

Prof. Zdzisław Krasnodębski w wywiadzie dla „GP” wspomina o nadziejach. jakie w Polakach pokładają katolicy Europy Zachodniej. Marsze pro-life organizowane we Francji, głośna obrona krzyża na pomniku Jana Pawła, podchwycona przez Irlandczyków publiczna modlitwa różańcowa na granicy wyspy – to wszystko pokazuje, że postawa polskich katolików jest obserwowana, a przykład inspirujący.

Należy do tego dodać, że wetując na forum UE kandydaturę Tuska, Polska pokazała zdolność do oporu, nawet w pojedynkę, że w kwestiach zasad się nie ugniemy. Choć tamta batalia została przegrana, to już w Deklaracji w 60. rocznicę Traktatów Rzymskich naszej dyplomacji i premier Beacie Szydło udało się skutecznie zablokować słowa o „różnych prędkościach Unii” i wykreślić antychrześcijańskie genderowe zapisy. Do tej listy dopisujemy teraz kolejne sukcesy. Dr Katarzyna Jachimowicz (pisałem tu o niej w lutym) wygrała przed norweskim sądem proces o obronę klauzuli sumienia. Sąd uznał, że wyrzucenie z pracy polskiej lekarki za odmowę aplikowania wczesnoporonnej antykoncepcji było bezprawne. Wyrok, choć nieprawomocny, jest sukcesem. Nie tylko uchroni Polkę przed ogromnymi kosztami procesu, ale też po raz pierwszy w norweskim porządku prawnym pojawił się zapis dotyczący sumienia. Znamienna była reakcja norweskiego Kościoła. Gdy trwała batalia, nasza rodaczka, choć prywatnie słyszała od biskupów słowa otuchy, nie uzyskała oficjalnego wsparcia hierarchii. Dziś lokalna diecezja publikuje gratulacje i mówi o sukcesie. Kolejna dobra wiadomość to złożenie w Sejmie 830 tysięcy podpisów pod obywatelskim wnioskiem #ZatrzymajAborcję. Tak znaczące poparcie obrony życia przez Polaków zobowiązuje parlamentarzystów (wreszcie) do zajęcia się sprawą zakazu likwidacji dzieci niepełnosprawnych. Czy katolicy w Europie zdobędą się kiedyś na odwagę, aby i tym razem pójść za naszym przykładem?  

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl