Tak się zmienia armia. Szef MON: musimy zwiększyć polską siłę ognia

Filip Błażejowski/Gazeta Polska

Musimy zwiększyć polską siłę ognia tak, żeby wróg nie mógł dostać się na nasze terytorium - mówił szef MON Antoni Macierewicz w TV Trwam. Jak podkreślił, istotą polskiej armii jest obrona niepodległości i terytorium naszego kraju.

Macierewicz na antenie telewizji Trwam przekonywał, że istotą polskiej armii jest obrona terytorium i niepodległości kraju. "To jest konstytucyjnie zapisany obowiązek armii polskiej" - podkreślił.

W jego ocenie, Polsce potrzebna jest taka siła ognia - która uniemożliwi wkroczenie wroga na teren państwa.

Musimy zwiększyć siłę ognia tak, żeby wróg nie mógł się dostać na nasze terytorium

- zaznaczył.

Szef MON zapowiedział, że jeszcze w tym roku chce zrealizować trzy kontrakty dla wojska - podpisać lub "przyjąć decydujące rozstrzygnięcia". Wśród nich wymienił kontrakt na system obrony przeciwrakietowej "Wisła", kontrakt na system rakiet średniego zasięgu do 300 km o nazwie "Homar" oraz decyzję, kto wraz z Polską będzie budował okręty podwodne z rakietami manewrującymi.

Podkreślił, że kontrakty te są związane z tworzeniem "swoistego systemu antydostępowego, czyli takiej zdolności rażenia przeciwnika, by nie mógł on dostać się na polskie terytorium". "To jest istota programu, jaki w oparciu o Strategiczny Przegląd Obronny został zdefiniowany przez obecne kierownictwo MON" - wyjaśnił minister.

Pytany, czy zostaną kupione śmigłowce dla polskiej armii, Macierewicz zaznaczył, że struktura polskich zakupów, dostosowana jest nie do różnych lobby przemysłowych, czy interesów zewnętrznych, tylko do interesów i celów polskich. "Przede wszystkim musimy zwiększyć siłę ognia" - przekonywał.

Skupiamy się na śmigłowcach dla wojsk specjalnych i śmigłowcach, związanych z ratownictwem morskim - ten przetarg nie tylko został już rozpisany, ale ostateczne oferty będą złożone w grudniu, albo na początku stycznia, czyli krótko mówiąc, on będzie podpisany bardzo szybko. Ale to jest względnie niewiele, łącznie 12 do 16 śmigłowców, ale nacisk kładziemy na śmigłowce atakujące, na śmigłowce zwiększające polską siłę ognia, zdolność odstraszenia naszego przeciwnika

- powiedział Macierewicz.

Jak dodał, "chcemy takie śmigłowce budować wraz z naszymi partnerami zagranicznymi, ale budować je w Polsce".

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Politolog o klapie opozycji. „Wszystkie uliczne protesty doprowadziły do porażek"

/ twitter.com/KOW_z_KOD

- Momentami trudno się już zorientować kiedy i w jakiej sprawie opozycja protestuje, który z tych protestów jest naprawdę ważny, kiedy dotyczy spraw fundamentalnych, a który jest rutyną, dotyczącą spraw pobocznych? W każdej sprawie opozycja używa podobnego języka, trudno sobie wyobrazić, żeby permanentnie można było utrzymywać zainteresowanie potencjalnych uczestników tą samą dozą emocji, tym samym zbiorem argumentów - powiedział dzisiaj w rozmowie z portalem niezalezna.pl politolog, prof. Rafał Chwedoruk.

I podkreśla, że bardzo trudno będzie animatorom takich demonstracji, powtórzyć frekwencję z pierwszych protestów opozycji w 2016 roku.

- Po pierwsze – żeby przyciągnąć uwagę, trzeba być innowacyjnym, trzeba cały czas zaskakiwać. Bardzo często spadek atrakcyjności ogranicza liczebność.

- Po drugie – poza tymi, którzy mogą sobie pozwolić na permanentne uczestnictwo w protestach, innych jest niewielu, chociażby przez tryb życia. Stąd latem czy późną wiosną łatwiej jest dołączyć do stałych protestujących.

- Po trzecie – tematyka dzisiejszego protestu jest dość abstrakcyjna i trudno zrozumiała, podobnie, jak to było w przypadku protestów ws. Trybunału Konstytucyjnego.

- Po czwarte – większość obywateli wskazuje na konieczność reformy sądownictwa. Tych, którzy są przeciwko reformie jako takiej jest niewielu, na co wskazują chociażby kolejne sondaże – wyliczył politolog.

Zdaniem naszego rozmówcy "można powiedzieć, że protesty, które organizowała opozycja – poza nielicznymi, udanymi dla niej przypadkami – w sensie społecznym przyciągały tych samych – mieszkających w wielkich miastach przedstawicieli klasy średniej, w mniejszych miejscowościach – z reguły miały charakter bardzo symboliczny, czasami było widać, że byli w nie zaangażowani lokalni działacze partyjni".

Pamiętajmy też o tym, że w protestach, jako elemencie polityki, organizatorzy też są rozliczani z wyników. Tutaj często głosuje się nogami – protestujący po prostu nie przychodzą – wskazał.

Jak słusznie zauważył politolog "wszystkie, dotychczasowe uliczne protesty doprowadziły do porażek – albo ustawy i tak weszły w życie, albo sondażowe zmiany poparcia utwierdzały tylko rządzących w obranej drodze".

Nawet po prezydenckich wetach, notowania PiS – na przełomie lata i jesieni – zaczęły rosnąć. Bez względu na to, czy zobaczymy dziś 300 osób, 3. tys., czy 5 tys. osób – nie będzie to miało już takiej siły oddziaływania – mówił.

Politolog podkreślił, że "to, co wydaje mi się najważniejszym argumentem – momentami trudno się już zorientować kiedy i w jakiej sprawie opozycja protestuje, który z tych protestów jest naprawdę ważny, kiedy dotyczy spraw fundamentalnych, a który jest rutyną, dotyczącą spraw pobocznych?"

W każdej sprawie opozycja używa podobnego języka, trudno sobie wyobrazić, żeby permanentnie można było utrzymywać zainteresowanie potencjalnych uczestników tą samą dozą emocji, tym samym zbiorem argumentów – dodał.

Z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się nieprzypadkowe, że kiedy powstał KOD – a powstał bardzo szybko po zwycięstwie PiS – Jarosław Kaczyński bezpośrednio odniósł się do nich w jednym ze swoich wystąpień, co – moim zdaniem – sugerowało, że bardzo chętnie będzie widział tego typu organizacje i tego typu protesty. Jeśli tak, to ta diagnoza była trafna – ocenił profesor.

W opinii prof. Chwedoruka "KOD i tzw. Obywatele RP będą trwać dopóki będzie zainteresowanie ze strony części elit opozycyjnych".

Za tym wszystkim, wydaje mi się, kryje się też walka o przywództwo w opozycji – nie tylko te personalne, ale i kierunek działania oraz o to, kto i jak ma tworzyć główny podmiot opozycji. Po serii klęsk PO – w wyborach prezydenckich i parlamentarnych – wiele środowisk, które wspierało tę partię, poczuło wiatr w żagle. Wydawało im się, że wejdą w miejsce PO Ewy Kopacz i one były najbardziej zainteresowane eskalacją tych protestów. Drugim środowiskiem, które bardzo szybko do tego dołączyło, byli stronnicy Donalda Tuska – wiedzieli, że przejęcie kierownictwa w PO przez ich oponentów, będzie dla nich hiobową wieścią i muszą dążyć do stworzenia szerszej opozycji, a osoby spoza partii – tak jak Donald Tusk – będą miały bardzo dużo do powiedzenia nieformalnymi wpływami. To wszystko spowodowało, że opozycja nie mogła reagować elastycznie – zauważył.

Zdaniem naszego rozmówcy "być może – chociaż nie jest pewne – krytycznym momentem będą wybory samorządowe".

Strategia „ulica i zagranica” nie tylko nie przyniosła strat PiS-owi, ale jeszcze go umocniła. Opozycja na pewno się tego nie spodziewała. Kiedy przyjdzie czas kampanii wyborczej okaże się, że liczą się tradycyjne, twarde atuty, a nie tylko zdolność mobilizowania co kilka tygodniu ludzi do protestowania. W takich sytuacjach okazuje się, że król protestów jest nagi – zaznaczył politolog.

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl