Bezczelne słowa Marcina P. To, co mówi o klientach Amber Gold, bulwersuje

/ Filip Błażejowski/Gazeta Polska

W Sądzie Okręgowym w Warszawie trwa przesłuchanie Marcina P. Były prezes Amber Gold zeznał już, że od funkcjonariusza ABW usłyszał, że komisja śledcza w sprawie tej afery nigdy nie powstanie, bo „nie ma takiej woli politycznej”. W ciekawy sposób wypowiadał się również na temat zwierania umów z klientami. Była mowa o kupnie złota oraz o jego cenach.

Rozpoczęło się kolejne przesłuchanie byłego szefa Amber Gold. To już drugi raz, gdy Marcin P. stanął przed sejmową komisję śledczą. Gdy P. w czerwcu zeznawał przed komisją po raz pierwszy, m.in. zaprzeczył, by jego spółka była piramidą finansową; stwierdził też, że kompletnie nic nie ma Polakom do zwrócenia.

Dziś słyszeliśmy, że jego firma miała wozić najważniejszych polityków w kraju.

Było też i o funkcjonariuszu ABW i Michale Tusku.

CZYTAJ WIĘCEJ: Amber Gold: zeznania P. coraz bardziej szokują. Co mówił aferzyście funkcjonariusz ABW?

Poseł Kukiz’15 Tomasz Rzymkowski podjął temat złota Amber Gold. Wywiązała się ciekawa rozmowa. P. właściwie wprost mówił, że straty Polaków w Amber Gold to ich wina, ponieważ nie czytali umów.

Państwo multiplikowali w ramach jednej ograniczonej puli środków ukrytych w złocie…
– mówił poseł Rzymkowski.

Nie. Pan chyba nadal nie rozumie. Jeżeli pan wpłaca 30 tysięcy złotych do spółki Amber Gold, tabela kursów jest wyceniana dla towaru niealokowanego, niesortowalnego, jako złoto za jedną jednostkę umowną, gdyż towar niealokowany, niesortowalny zgodnie z regulaminem stanowi udział w części towaru alokowanego sortowalnego. 1 gram odpowiadał 100 jednostkom umownym. Klient nabywał jedną jednostkę umowną za 100 złotych, czyli za 30 tysięcy złotych nabywał 300 jednostek umownych. Dobrze mówię? Tak
– mówił Marcin P.

Ile to było w złocie?
– pytał Rzymkowski.

Trzy gramy w złocie kupował. I jeszcze oprócz tego powstawały różnice kursowe, na których spółka zarabiała. I to wszystko było jasno wyraźnie, czytelnie opisane. Wszelkie wzory znajdowały się. Poza tym spółka prowadziła bloga, na którym wyjaśniała te kwestie. Znajdują się trudne pytanie w aktach sprawy, gdzie klienci zadawali pytania na ten temat. Większość świadków w chwili obecnej, jak przychodzi na salę rozpraw, mówi, że ich w ogóle to nie interesowało. Ich nie interesowało to, ile złota będzie, ich interesował tylko zysk, a nie warunki umowy. To jest główny problem, że nikt praktycznie nie zapoznał się z warunkami umowy i chyba myślał, że nie trzeba się z tym zapoznawać i że będzie mógł zarabiać w nieskończoność, tak. Ale to nie było tak. Przecież my cały czas tłumaczyliśmy, było szkolenie dla pracowników przygotowane z rynku finansowego, z którego oni byli szkoleni jak klient informować, ile powinno być inwestowane, w jakie rodzaje, jakie są niebezpieczeństwa, źródła i nie tylko w lokatach w złoto, ale wszystkich produktach finansowych. Ja się nie zgadzam z zarzutem popełnienia oszustwa i się z tym zarzutem nigdy nie zgodzę
– mówił P.

Czyli rozumiem, że świadek za 30 tysięcy kupował trzy gramy złota…
– mówił Rzymkowski.

Za 30 tysięcy klient kupował trzy gramy złota w formie inwestycji, tak. Mniej więcej, ja tutaj podaje to jako przykład. Jest to abstrakcja od danych rzeczywistych, bo dane rzeczywiste nie zostały zbadane – to od razu mówię
– dodał P.

Ile złota było kupione przez cały okres funkcjonowania Amber Gold?
– pytał poseł Kukiz’15.

Ja odmawiam odpowiedzi na to pytanie w związku z toczącym się śledztwem. Ale są na to dokumenty. Poza tym pan musi jeszcze jedną rzecz pamiętać, że w momencie, kiedy się lokata kończyła, to złoto, które było przechowywane na rzecz jednego klienta, było odkupowane przez spółkę Amber Gold i sprzedawane kolejnemu klientowi. Przecież spółka Amber Gold nie kupowała za 800 milionów złota, mając lokat w danym momencie zakończenia na około 400 milionów. Poza tym, jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz, zgodnie z systemem agnet prokuratura twierdzi, ze lokat zostało zawartych na 850 milionów. Zgodnie z systemem agnet  i zgodnie z ilością umów lokat zostało zawartych na kwotę ponad 1,5 miliarda złotych, a niewypłaconych jest tylko około 390 milionów złotych
– powiedział.

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Ten problem dotyczy prawie wszystkich osób po czterdziestce

/ pixabay.com

Niemal każda osoba zbliżająca się do 40 roku życia ma problemy ze wzrokiem. Większość narzeka na rozmazujący się tekst i źle widzi z bliskiej odległości. Odpowiada za to prezbiopia, czyli naturalne zmiany w układzie wzrokowym, które zachodzą wraz z wiekiem. Na tę przypadłość cierpi ok. 10 mln Polaków, przeważnie jednak nie wiedzą, w jaki sposób można ją korygować.

– Z badań wynika, że prawie wszyscy po 40 roku życia mają problemy ze wzrokiem, tylko nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Najczęściej objawia się to w postrzeganiu drobnych elementów w bliży – obraz zaczyna się rozmazywać, a w późniejszym okresie jest w ogóle niemożliwy do obserwacji 

- wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Szczerbiński, optyk optometrysta, ekspert Krajowej Rzemieślniczej Izby Optycznej.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez PBS, 98 proc. osób powyżej 40 roku życia ma problemy ze wzrokiem. To niemal połowa społeczeństwa. Odpowiada za to prezbiopia, czyli efekt naturalnych zmian układu wzrokowego, które zachodzą wraz z wiekiem. Mogą o niej świadczyć problemy z czytaniem z bliskiej odległości, rozmazany obraz czy trudności z widzeniem po zmroku.

– Prezbiopia to problem z postrzeganiem drobnych elementów, druku, tekstu, jakimkolwiek przedmiotem, który znajduje się w bliży. Fachowo mówiąc, jest to problem akomodacji – tracimy możliwość akomodowania w taki sposób, żeby te drobne elementy mogły być dla nas widoczne – tłumaczy Paweł Szczerbiński.

Większość za problemy ze wzrokiem obwinia zbyt długą pracę przed komputerem, jednak prezbiopia dotyka wszystkie osoby w grupie 40+. Przyczyną jest coraz mniej sprężysta soczewka, czyli naturalne zjawisko, które pojawia się wraz z wiekiem. Mniej sprawne stają się mięśnie odpowiedzialne za zmianę kształtu soczewki. W efekcie oko nie jest w stanie widzieć przedmiotów czy druku z bliska lub daleka.

Badanie wskazuje, że 89 proc. osób po 40 roku życia nie wie, że prezbiopia to efekt naturalnych zmian. Jeszcze mniej osób wie, w jaki sposób korygować taką przypadłość i co można zrobić, aby mimo problemów ze wzrokiem żyć komfortowo. Jak podkreślają eksperci, prezbiopii nie można wyleczyć, ale można z nią żyć.

– Najprostszą metodą jest zastosowanie odpowiedniej, dodatkowej korekty okularowej bądź obecnie najlepsze rozwiązanie to zastosowanie okularów progresywnych, które umożliwiają widzenie w jednej parze wszystkich odległości komfortowo i wygodnie – podkreśla Paweł Szczerbiński.

Szkła progresywne nosi zaledwie 13 proc. Polaków. Dla porównania, we Francji wskaźnik ten przekracza 70 proc. Tymczasem okulary progresywne to najlepsze rozwiązanie dla prezbiopów, choć 76 proc. z nich i tak nosi okulary. Szkło progresywne ma kilka obszarów działania: górna część odpowiada za widzenie dali, dolna – za bliskie odległości, a środkowa pozwala widzieć na pośrednich dystansach. Kluczem jest odpowiednie dopasowanie szkieł, za to zaś odpowiadają optometryści. Polacy rzadko jednak badają wzrok (64 proc. osób 40+ robi to rzadziej niż zalecane raz na rok), a 41 proc. nie wie, że wzrok można zbadać u optometrysty.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl