Przełom w badaniu afery Amber Gold? Jutro komisja śledcza znów przesłucha Marcina P.

/ Filip Błażejowski/Gazeta Polska

  

We wtorek w warszawskim Sądzie Okręgowym sejmowa komisja śledcza ponownie przesłucha byłego szefa Amber Gold Marcina P. Dzień później zeznania złożyć mają przed komisją śledczą dwaj znani dziennikarze, którzy zajmowali się sprawą tej spółki.

Po raz pierwszy Marcin P. stanął przed sejmową komisją śledczą 28 czerwca. Przesłuchanie również odbyło się w warszawskim Sądzie Okręgowym, gdzie Marcin P. został przewieziony z jednego z aresztów w okolicach Trójmiasta.

Szefowa komisji śledczej Małgorzata Wassermann (PiS) powiedziała, że wtorkowe przesłuchanie będzie kontynuacją tego z czerwca. "Wtedy nie zostało ono zakończone" - dodała. Szefowa komisji śledczej zaznaczyła, że podczas przesłuchania byłego szefa Amber Gold będą poruszane m.in. wątki, które komisja poznała podczas dotychczasowych przesłuchań świadków. "Na pewno będzie szereg pytań" - podsumowała.

Spółka Amber Gold powstała na początku 2009 r. i miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. W 2011 r. firma zainwestowała też w linie lotnicze - linie OLT Express, które funkcjonowały przez kilka miesięcy 2012 r. 13 sierpnia 2012 r. Amber Gold ogłosiła likwidację. Tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.

Według ustaleń, w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej firma oszukała w sumie niemal 19 tys. klientów, doprowadzając do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.

Szef Amber Gold Marcin P. został zatrzymany i trafił do aresztu w sierpniu 2012 r., a jego żona Katarzyna została aresztowana w kwietniu 2013 r. Od marca 2016 r. przed gdańskim Sądem Okręgowym trwa ich proces.

Podczas czerwcowego przesłuchania przed komisją Marcin P. - jako osoba oskarżona - miał prawo odmówić zeznań, jednak z niego nie skorzystał. Odmawiał za to odpowiedzi na niektóre pytania, głównie dotyczące początków spółki Amber Gold i źródeł finansowania jego firmy. Uzasadniał to toczącym się wobec niego postępowaniem karnym.

W trakcie przesłuchania P. mówił, że nie on jedyny powinien zasiadać na ławie oskarżonych ws. działalności swej spółki, ale także powinni się na niej znaleźć byli jej pracownicy. Według niego, oskarżenie powinno objąć również wszystkich dyrektorów odpowiedzialnych za funkcjonowanie departamentów spółki.

Jednocześnie kategorycznie zaprzeczył, by Amber Gold był "piramidą finansową". "Było to przedsiębiorstwo, spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, nie była to piramida finansowa, żaden wyrok prawomocny w tej sprawie nie zapadł" - stwierdził. Zaznaczył zarazem, że "w systemie polskim nie istnieje coś takiego jak piramida finansowa". Oświadczył też, że działalność jego spółki była "zorganizowana, bardzo przejrzysta, jasna i klarowna".

Były szef Amber Gold mówił wówczas m.in., że "każdy, kto zwiera umowę, powinien mieć świadomość konsekwencji, jakie ponosi", że można stracić środki w wyniku umowy na "produkty obarczone ryzykiem", a on "nie jest w stanie zakazać każdemu podejmowania ryzyka". Stwierdził też, że kompletnie nic nie ma Polakom do zwrócenia.

Podczas pierwszego przesłuchania Marcin P. stwierdził również, że prokuratura celowo działała, aby był jedynym skazanym, a kancelaria premiera w 2012 r. "musiała mieć wiedzę", co się dzieje ze sprawą jego spółki. Marcin P. mówił też m.in., że miał "przecieki z ABW", które były "dostarczane przez osoby trzecie związane z ABW, w tym także przez niektórych dziennikarzy", natomiast jego pierwszy oficjalny kontakt z funkcjonariuszem ABW nastąpił 16 sierpnia 2012 r.

Na środę komisja śledcza zaplanowała z kolei przesłuchania byłych dziennikarzy tygodnika "Wprost": Sylwestra Latkowskiego oraz Michała Majewskiego. Wassermann powiedziała, że podczas przesłuchania dziennikarzy jest tu kilka wątków, które członkowie komisji będą chcieli poruszyć.

"Przede wszystkim Marcin P. twierdził, że to od Latkowskiego dostawał informację co się dzieje w jego sprawie, jeśli chodzi o służby. Tym informacjom publicznie Latkowski zaprzeczał, będziemy więc próbowali wyjaśnić, jak to w rzeczywistości było"

- zapowiedziała szefowa komisji śledczej.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nieostrożny instruktor poparzył harcerzy

/ pixabay.com

  

Sześcioro harcerzy zostało poparzonych w wyniku nieostrożnego dolewania paliwa do znicza na Pomniku Czynu Powstańczego na Górze Świętej Anny.

Do zdarzenia doszło w niedzielę na pomniku na Górze Świętej Anny. Jak poinformował oficer dyżurny Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Opolu, 21-letni instruktor harcerstwa podczas dolewania do znicza biopaliwa z plastikowego baniaka był na tyle nieostrożny, że doprowadził do zapłonu paliwa w zbiorniku.

Ogień objął również stojących w jego sąsiedztwie harcerzy, którzy przyjechali na Górę Św. Anny by uczcić rocznicę bitwy stoczonej na tych terenach w czasie trzeciego powstania śląskiego.

Instruktor z poparzeniami rąk i nóg został przewieziony śmigłowcem do szpitala specjalistycznego w Siemianowicach Śląskich. Dwoje jego podopiecznych zostało przewiezionych karetkami do szpitala. Troje kolejnych poszkodowanych do szpitali zawieźli towarzyszący im rodzice. W sumie poszkodowanych jest sześć osób.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl