Rodzina Matisse'a wygrała z marszandem

Henri Matisse (siedzi); zdjęcie z 1920 roku / By Jean-Pierre Dalbéra from Paris, France - Henri Matisse et Léonide Massine (Ballets russes, Opéra), CC BY 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=24670967

Rodzina Pierre'a Matisse'a, najmłodszego z synów artysty Henri Matisse'a, wygrała proces wytoczony paryskiemu marszandowi w sprawie dwóch dzieł sławnego francuskiego malarza. Sąd nakazał ich zwrot jego potomkom.

O wyroku sądu apelacyjnego w Wersalu dotyczącym wycofanych w 2008 roku z domu aukcyjnego Sotheby's w Nowym Jorku dwóch wycinanek Matisse'a, wycenionych wtedy na 4,5 mln USD, pisze dziś gazeta "The Art Newspaper".

Wydane w czwartek orzeczenie sądu jest ciosem dla francuskiego eksperta i marszanda Jerome'a Le Blay. Sąd uznał, że jego firma Cote Art nie działała w "dobrej wierze", zgłaszając roszczenia do własności obu dzieł. Według orzeczenia firma Rozven z siedzibą w Hongkongu, która wstawiła dzieła Matisse'a na aukcję, działała jako "przykrywka" dla Le Blaya i jego prób ukrycia pochodzenia wycinanek.

Według rodziny wycinanki pochodziły z magazynu dzieł Matisse'a i innych malarzy. Znajdowało się ono w pobliżu Paryża w pomieszczeniu wynajmowanym od spółki Lefebvre-Foinet dostarczającej materiały dla artystów. Przechowywane tam dzieła przywłaszczyła sobie spadkobierczyni majątku jednego z współwłaścicieli tej spółki, Josette Lefebvre.

Chociaż zdaniem sądu nie ma dowodu, by Le Blay o tym wiedział, jednak "z pewnością martwił się, jak zareagować na roszczenia spadkobierców Matisse'a", i próbował ukryć prowadzące do niego ślady. W domu aukcyjnym zastrzegł sobie dyskrecję, ukrywając się pod szyldem zagranicznej spółki, a nawet starał się o potwierdzenie autentyczności dzieł od obecnie nieżyjącej Josette Lefebvre, kiedy cierpiała ona na utratę władz umysłowych.

Prawnuk artysty Georges powiedział "The Art Newspaper", że jest "bardzo zadowolony z wyroku", który jego rodzinie otwiera drogę do odzyskania kilkuset dzieł. Setki z nich już odzyskano od dzieci Josette Lefebvre i jej partnera Jeana Robinot.

Le Blay, który może jeszcze się odwołać do Sadu Najwyższego, odmówił komentarza. Twierdzi, że potrzebuje czasu na przeanalizowanie werdyktu.

Starzejący się Henri Matisse po rozwodzie z żoną zaczął uprawiać swoistą "rzeźbę w kolorze" - z gładkiego papieru robił ogromne kolorowe wycinanki, przypinane do ścian. Od 1941 roku przykuty do fotela i łóżka, chory na raka, nadal jeszcze mógł posługiwać się nożyczkami i ponad 10 lat tworzył olśniewające dzieła o wyrafinowanej prostocie i niezwykłym wdzięku.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

„Polska kolacja” we włoskiej restauracji. „Ozdobą”menu jest drut kolczasty. Płużański: To wymyślił jakiś szaleniec albo idiota

/ Krzysztof Sitkowski / Gazeta Polska

– To jakieś nieporozumienie i skandal, żeby z okazji tak tragicznego i tak podniosłego dnia, jakim jest Dniu Pamięci o Ofiarach Holokaustu podnosić takie hasła restauracyjne, łącząc to jeszcze z kolczastymi drutami obozowymi. Brak słów, żeby to skomentować. To wymyślił jakiś szaleniec albo idiota, bądź jest w tym zakamuflowany cel polityczny – powiedział portalowi niezalezna.pl Tadeusz Płużański, historyk, szef publicystyki TVP Info, komentując skandal we włoskiej restauracji.

Redakcja polonijnego pisma "Nasz Świat" we Włoszech zaprotestowała przeciwko inicjatywie restauracji w Bolonii, która w związku z Międzynarodowym Dniem Pamięci o Ofiarach Holokaustu 27 stycznia zaprasza na "polską kolację". Na jej menu widnieje drut kolczasty. Protestują także mieszkający we Włoszech Polacy.

"W Dniu Pamięci - polskie menu" - tak lokal bolońskiego stowarzyszenia Centro Natura reklamuje swoją ofertę przygotowaną na sobotę. Na zaproszeniu widnieje zdjęcie z obozu zagłady z drutem kolczastym i różą. Redakcja dwutygodnika dla Polaków "Nasz Świat" postanowiła interweniować u organizatorów kolacji w związku z falą protestów, jakie zamieścili Polacy na portalach społecznościowych. 

Zadzwoniliśmy do restauracji, próbowaliśmy wytłumaczyć, że uważamy tę inicjatywę za niewłaściwą i nie na miejscu, ale organizator nie dał się przekonać i dodał, że nie zmieni planów, bo wszystko jest już gotowe – tłumaczyła PAP redaktor gazety.

O komentarz w tej skandalicznej sprawie portal Niezależna.pl poprosił Tadeusza Płużańskiego, historyka, szefa publicystyki TVP Info. W jego ocenie "to jakieś nieporozumienie i skandal, żeby z okazji tak tragicznego i tak podniosłego dnia podnosić takie hasła restauracyjne, łącząc to jeszcze z kolczastymi drutami obozowymi".

Brak słów, żeby to skomentować. To wymyślił jakiś szaleniec albo idiota, bądź jest w tym zakamuflowany cel polityczny – dodał.

Zdaniem Tadeusza Płużańskiego "każdy Polak powinien pamiętać o tym, że 27 stycznia – z jednej strony – powinniśmy obchodzić Dzień Ofiar Holokaustu, ale z drugiej – rozszerzając – pamiętać też o Polakach, a nie tylko Żydach, bo w Auschwitz dokonał się również Holokaust Polaków".

Pamiętajmy o tym, że był to obóz stworzony dla Polaków, stworzony po to, żeby przede wszystkim wybić polską inteligencję. Musimy pamiętać o rotmistrzu Pileckim, bez którego nie możemy mówić o Auschwitz – podkreślił.

Historyk przypomniał, że "rotmistrz Pilecki chciał wyzwolić ten obóz z rąk niemieckich".

Po to poszedł do Auschwitz, po to był tam 2,5 roku, żeby zorganizować tam świetnie działającą konspirację obozową, która miała wywołać zbrojne powstanie w obozie. Nie było mu to dane, ale nie wolno o nim zapominać, bo nie ma wyzwolenia Auschwitz bez rotmistrza Pileckiego. To, co zrobili sowieci,  to w pewnym sensie wyzwolenie obozu, ale trzeba też pamiętać o tym, że ta akcja byłaby zupełnie inna w momencie, gdyby ten obóz był pełen więźniów. 27 stycznia 1945 roku większości więźniów już w nim nie było, zostali wyprowadzeni przez Niemców, w strasznych "marszach śmierci", zostali tylko nieliczni, a poza tym Niemcy się bronili. Trudno więc mówić o wyzwoleniu, a raczej o wkroczeniu sowietów do – w dużej mierze – pustego obozu – wskazał.

Tadeusz Płużański zaznaczył, że "tak naprawdę tym, kto chciał wyzwolić ten obóz, był rotmistrz Witold Pilecki, a nie sowieci".

To rotmistrz Pilecki poświęcił temu kawał życia i była to jego najbardziej bohaterska misja, o której musi się wreszcie dowiedzieć świat. Przypomnę, że pod rządami Platformy Obywatelskiej nie było to możliwe, bo wtedy władze państwowe, razem z dyrekcją Muzeum w Auschwitz, zupełnie pomięły rotmistrza Pileckiego i nie zaprosiły jego dzieci. Zaprosiły za to wnuka komendanta obozu, Rudolfa Hoessa. To był niewyobrażalny skandal – przypomniał.

Dzisiaj, to jest mój apel do prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego, żeby wygłaszając swoje przemówienia, nie zapomnieli o rotmistrzu Pileckim tylko – korzystając z okazji – bo są tam reprezentanci całego świata, żeby świat wreszcie dowiedział się prawdy o tym obozie – że ginęli w nim Żydzi, Polacy, ale, że był też ktoś taki, jak Witold Pilecki, niezwykły polski bohater, który jest naszą ikoną. Musimy o tym pamiętać i to jest też obowiązek polskich władz – zakończył Tadeusz Płużański.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl