Sprzeciw Polaków wobec Zła

/ Gazeta Polska. Historia

  

W dodatku historycznym „Gazeta Polska Historia” (nr 39/2017), który wyszedł z okazji 75. rocznicy powstania Żegoty, polskiej organizacji niosącej pomoc Żydom w trakcie niemieckiej okupacji, ukazał się tekst prof. Tomasza Panfila pt. „Świat patrzy i milczy”. Ponieważ artykuł ten spotkał się z serią krzywdzących ataków, opartych na zmanipulowanym, wyjętym z kontekstu jednym zdaniu, tekst publikujemy w całości, aby czytelnicy mogli się zapoznać z jego pełną treścią i prawdziwym brzmieniem:

Tomasz Panfil 

„Świat patrzy i milczy. Sprzeciw Polaków wobec Zła”

Przepełniony patriotycznymi nastrojami tłum zebrał się na Placu Zamkowym. Naprzeciw niego stoją szeregi carskich sołdatów. Pada rozkaz, rozlega się huk wystrzałów. Ksiądz trzymający krzyż chwieje się i upada na ziemię. Krzyż podnosi z bruku piętnastoletni gimnazjalista, Żyd Michał Landy, i wznosi go wysoko nad tłumem. Za chwilę i jego trafiają carskie kule – umiera nazajutrz w szpitalu. Był 21 kwietnia 1861 r. – dzień, w którym Polacy i Żydzi ramię w ramię stawili czoła rosyjskiej przemocy w walce o wolność.

„Polsko! Królewska ziemio, w której od wieków szczęśliwie żyjemy!” – te słowa żydowskiej pieśni z XVI w. najdobitniej pokazują swobody i prawa,  jakimi w Polsce od czasów Bolesława Pobożnego cieszyli się Żydzi. Przybywali więc tłumnie ze wszystkich krajów Europy, uciekając przed dyskryminacją, prześladowaniami i mordami. W 1578 r. w Rzeczpospolitej mieszkało 100 tys. a w roku 1795 ponad 650 tys. Przez ten czas zdarzały się spory, a nawet tzw. pogromy, ale łączna liczba ofiar była mniejsza niż pojedynczych pogromów w Londynie, Strasburgu czy Pradze.

Razem i osobno

Czas Powstania Styczniowego to moment największego zbliżenia Polaków i Żydów. Bo choć do legendy przeszedł Berek Joselewicz, dowódca żydowskiego oddziału walczącego o Polskę podczas insurekcji kościuszkowskiej i za Napoleona, to jednak obie społeczności w okresie zaborów żyły raczej obok siebie. Polska tolerancja nie wymuszała integracji, wolność wzmacniała skłonność Żydów do trzymania się osobno, kultywowania wiary i tradycji w zamkniętych społecznościach, do tworzenia gett. Nie sposób jednak nie docenić zasług Leopolda Kronenberga, Jana Blocha czy rodziny Epsteinów dla rozwoju gospodarczego ziem polskich, zaś udział rabinów Ber Meiselsa, Kramsztyka i Jastrowa w przedpowstaniowych manifestacjach patriotycznych oraz symboliczna śmierć Landego pokazywały, że polskość z jej umiłowaniem wolności może być dla Żydów atrakcyjna. By nie szukać daleko: poeci żydowskiego pochodzenia – Leśmian, Tuwim, Słonimski czy Hemar – byli i są bezspornymi mistrzami polskiego języka. Ale potem powstała III Rzesza i uwiedzeni teorią o swej wyższości rasowej Niemcy ruszyli na wschód zdobywać „przestrzeń życiową”.

Łagodny początek 

Polityka NSDAP, rządzącej w Niemczech od 1933 r., na początku nie była wobec Żydów jednoznaczna. Oczywiście obowiązywały ustawy norymberskie wprowadzające dyskryminację prawną ludności żydowskiej, nasilały się represje i pogromy, ale jednocześnie Hitler i jego wspólnicy preferowali emigrację, jako sposób „oczyszczenia” Niemiec. W pewnym okresie III Rzesza finansowała nawet organizacje syjonistyczne dążące do utworzenia państwa izraelskiego i walczące z Brytyjczykami w Palestynie. Do 1941 r. z Niemiec wyjechało ponad pół miliona Żydów. Jednak kolejnych milionów zamieszkujących w krajach podbitych przez III Rzeszę nie można było wyekspediować za granice. Jeszcze przed wybuchem wojny przekonało się o tym niemal tysiąc Żydów z transatlantyku „St. Louis”, których Amerykanie nie wpuścili na swoje terytorium – większość z nich została zmuszona do powrotu do Europy i zginęła później z niemieckich rąk. 
Po agresji Niemiec na Polskę, sytuacja Żydów nie wyglądała bardzo źle. Wprawdzie władze okupacyjne objęły ich nakazem pracy, nakazały noszenie opasek z gwiazdą Dawida, obciążyły potężnymi podatkami, rozpoczęły wyznaczanie stref tylko dla Żydów, ale jednocześnie zezwoliły na tworzenie judenratów, czyli organów samorządu. 
W tym samym czasie Polaków pozbawiono wszelkiej możliwości organizowania się, już w październiku Niemcy zaczęli przeprowadzać masowe egzekucje mające na celu eksterminację polskich elit, złamanie morale narodu i obrócenie go w potulną siłę roboczą dla niemieckiej „rasy panów”. 

Ostateczne rozwiązanie

Represje wobec Żydów narastały wolniej, ale nieubłaganie. W miastach Generalnej Guberni powstawały kolejne getta. Niedożywienie i choroby zaczęły zbierać coraz większe żniwo. Judenraty i policja żydowska bardziej służyły Niemcom niż rodakom gorliwością kupując sobie najpierw przywileje, a potem również i życie. Żydzi zaczynali rozumieć, że największą szansę na przeżycie daje wyrwanie się z gett i szukanie schronienia wśród Polaków. Po spotkaniu hitlerowskich prominentów w Wansee, stało się to możliwością jedyną.
Wannsee - spokojna dzielnica Berlina z rezydencjami dyskretnie schowanymi wśród drzew – to idealne miejsce na tajne narady. Nic dziwnego, że w pałacyku pod numerem 56/58 spotkało się grono niemieckich notabli, by w miłej atmosferze rozważyć sposoby i metody „Endlösung”, ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej. Armie Wehrmachtu niepowstrzymanie parły w głąb Rosji, III Rzesza miała Europę u stóp, jej kierownictwo uznało, że przyszedł czas by „oczyścić” kontynent ze znienawidzonych Żydów. „Szef Policji Bezpieczeństwa i SD Obergruppenführer SS Heydrich oznajmił na wstępie, że marszałek Rzeszy udzielił mu pełnomocnictw odnośnie poczynienia przygotowań do ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej w Europie…”. Niemieckiemu kierownictwu przestało wystarczać zamknięcie ludności żydowskiej w kontrolowanych gettach: „Akcję tę należy jednakże uważać jedynie za tymczasową chociaż w trakcie jej realizacji gromadzi się owo praktyczne doświadczenie, które ma ogromne znaczenie w związku ze zbliżającym się ostatecznym rozwiązaniem kwestii żydowskiej”.

11 milionów Żydów

Niemieccy naziści swe zbrodnie planowali z rozmachem i sk    upulatnie policzyli tych, których zamierzali zgładzić, łącznie z Żydami szwedzkimi, szwajcarskimi angielskimi i tureckimi: „W przebiegu realizacji ostatecznego rozwiązania europejskiej kwestii żydowskiej zostanie wziętych pod uwagę 11 milionów Żydów…”. Z tej liczby prawie 2,3 mln znalazło się na terenach GG: „Sekretarz stanu dr Bühler stwierdził, że Generalna Gubernia byłaby zadowolona, gdyby od niej rozpoczęto rozwiązywanie tego problemu, gdyż tutaj problem transportu nie jest skomplikowany i wzgląd na zatrudnienie nie hamowałby przebiegu tej akcji. Należałoby usunąć Żydów z terytorium Generalnej Guberni jak najszybciej, bo właśnie tutaj Żyd stanowi duże niebezpieczeństwo jako nosiciel epidemii i poza tym wywołuje stale zaburzenia w gospodarczej strukturze kraju z powodu ciągłego uprawiania pokątnego handlu”. To słowa istotne dla zrozumienia czynów Niemców: są w nich podstawowe tezy niemieckiej antyżydowskiej propagandy obliczonej również na zaognianie relacji między Polakami a Żydami, są argumenty wyjaśniające dlaczego pragmatyczni również w szatańskich planach ludobójstwa Niemcy, właśnie na ziemiach polskich ulokowali swe „przedsiębiorstwa” służące zagładzie narodów. 

Sąsiedzi  

Spory o miedzę, krowę w szkodzie, powodzenie w interesach – jest tyle rzeczy pozornie drobnych, które potrafią sprawić, że sąsiedzi stają się wobec siebie wrogami. Ale często codzienna niechęć w sytuacji ekstremalnego zagrożenia przestaje się liczyć. Nieważne stają się spory, odmienność religii, kształt nosa. Na plan pierwszy wysuwa się chrześcijański obowiązek pomocy bliźniemu, którego życie jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Niemcy doskonale zdawali sobie sprawę, że głęboka wiara narodu polskiego jest czynnikiem fundamentalnym dla spoistości wspólnoty, że solidarność grupy wypływa z wiary i świadomości, że wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi. Wiele wysiłku wkładał okupant w przekonywanie Polaków, że Żyd to wróg: „Stań! Przeczytaj widzu miły, jak Cię żydy osaczyły. Zamiast mięsa szczura sieka, brudnej wody da do mleka. Rozczyn ciasta z robakami ugniatany jest nogami” – to wierszyk z niemieckiego plakatu, krzyczącego nagłówkiem „Żyd to oszust, jedyny Twój wróg”. Jednak nasi rodacy dobrze wiedzieli, kto jest wrogiem prawdziwym. Okupanci  przypominali o tym każdego dnia, mordując ich nie tylko za to, że są Polakami, ale i za to, że chcą być ludźmi przyzwoitymi. „1. Każdy Polak lub Ukrainiec, który przyjmie do siebie żyda względnie zapewni mu schronienie, nakarmi go oraz ukryje zostanie rozstrzelany.  2. Każdy Polak lub Ukrainiec, który żydowi przebywającemu poza dzielnicą żydowską, udzieli w jakikolwiek sposób pomocy zostanie rozstrzelany. 3. Każdy Polak lub Ukrainiec, który próbuje tylko podjąć się czynu, podanego pod 1) i 2) zostanie rozstrzelany” – obwieszczał 19 listopada 1942 r. dowódca SS i Policji w dystrykcie Kraków. 

5 tysięcy polskich nazwisk

Polacy obwieszczenia niemieckie czytali – i nie tylko pomagali swym żydowskim sąsiadom, ale i obcym uciekinierom z gett. Pomagali i płacili cenę najwyższą. Trudno ustalić, ilu Polaków zostało zamordowanych za uczynki miłosierdzia wobec Żydów. Najdłuższa – ale I tak niepełna - lista obejmuje ponad 5 tys. nazwisk. Wśród nich są coraz bardziej znani światu Józef i Wiktoria Ulmowie z Markowej zamordowani wraz z siedmiorgiem dzieci. Jest rodzina Olszewskich rozstrzelana i spalona żywcem za pomaganie Żydom. Właśnie za to niemieccy oprawcy zabili ośmioletnią Krysię, Jasia (4 lata), Bogusia (2 lata) i maleńką, 4-miesięczną Zosię, która spłonęła w ramionach swej matki, rozstrzelano również Marię Olszewską i jej 11-letniego syna. Wraz z rodziną Olszewskich śmierć poniosło ośmioro ukrywanych przez nich uciekinierów z getta w Sulejowie. Leon i Henryk Olszewscy zmarli w niemieckich obozach koncentracyjnych. Za dobroć okazaną żydowskim sąsiadom, w grudniu 1942 r. w Ciepielowie Starym  niemieccy żandarmi rozstrzelali 8 osób z rodziny Kosiorów, siedmioosobową rodzinę Kowalskich i sześcioro z rodziny Obuchiewiczów. Domy z ciałami ofiar podpalili. W stronę jednego z nich biegła pięcioletnia Helenka Obuchiewicz. Krzyczała „Tatusiu, mamusiu gdzie jesteście?”. Żandarmi złapali ją za rączki i nóżki, i rozhuśtawszy wrzucili w płomienie. W tym samym czasie w stałych i prowizorycznych krematoriach płonęli Żydzi zabijani w obozach zagłady w Sobiborze, Treblince, Chełmnie i Bełżcu. Trzeba mieć niemieckie poczucie humoru, by akcję wymordowania ostatnich 18 tys. Żydów w Konzentrazionlager Majdanek nazwać kryptonimem „Erntefest” – „Dożynki”. 

Żegota

Spontaniczna, chrześcijańska i sąsiedzka pomoc udzielana przez Polaków Żydom była powszechna – Henryk Słabik na Węgrzech uratował ok. 750 osób, Irena Sendlerowa pomogła ponad 2,5 tys. dzieci z warszawskiego getta, Stefan Mazur – zegarmistrz z Nowego Sącza – przez 2 lata ukrywał na wieży zegarowej ratusza Bertę Korman. Chyba nie było klasztoru, który w ten czy inny sposób nie pomagałby Żydom. „Świat patrzy na tę zbrodnię, straszliwszą niż wszystko, co widziały dzieje i – milczy. (…) Zabieramy przeto głos my, katolicy – Polacy... protestujemy z głębi serc przejętych litością, oburzeniem i grozą. Protestu tego domaga się od nas Bóg, Bóg który nie pozwolił zabijać. Domaga się sumienie chrześcijańskie”. To fragment ulotki autorstwa Zofii Kossak-Szczuckiej, opublikowanej w sierpniu 1942 r. w nakładzie 5 tys. sztuk. Katolicka pisarka nie poprzestała na papierowym proteście. We wrześniu wraz z Wandą Filipowiczową-Krahelską utworzyły Tymczasowy Komitet Pomocy Żydom. W grudniu przekształcono go w podlegającą bezpośrednio Delegatowi Rządu na Kraj (czyli wicepremierowi) Radę Pomocy Żydom kryptonim „Żegota”. Działali w niej wspólnie Feiner, Irena Sendlerowa. Przygotowywano fałszywe dokumenty: kennkarty, metryki  urodzenia i chrztu, pomagano finansowo, dostarczano żywność i ubrania, szukano kryjówek. A także, co bardzo ważne, w imieniu państwa i narodu polskiego bezwzględnie karano tych, którzy powodowani chciwością czy nienawiścią donosili Niemcom na ukrywających się. 

Choć w Polsce okupant wprowadził najostrzejszy terror, choć za podanie Żydowi kromki chleba groziła natychmiastowa śmierć, to ze wszystkich państw okupowanej Europy tylko Polskie Państwo Podziemne utworzyło specjalną instytucję pomagającą Żydom, obywatelom Rzeczpospolitej, ludziom w ostatecznej potrzebie. Jeśli człowiek ratuje jedno życie, to jest tak, jakby uratował cały świat – mówi Talmud. Polacy uratowali ponad sto tysięcy światów.  
 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska. Historia
Tagi

Wczytuję komentarze...

Lublin: zapłacisz więcej za parkowanie

/ https://lublin.eu/

  

Wzrost opłaty za parkowanie w śródmieściu Lublina planują wprowadzić władze miasta. Za pozostawienie samochodu w ścisłym centrum na godzinę trzeba będzie zapłacić 3,90 zł zamiast obecnych 3 zł.

Projekt uchwały w tej sprawie ma być wniesiony pod obrady rady miasta w przyszłym tygodniu. Nowe stawki opłat mają wejść w życie od kwietnia przyszłego roku. Podwyżkę umożliwia planowany wzrost płacy minimalnej, której wysokość jest podstawą do określania maksymalnych stawek opłat za parkowanie w miastach.

Wzrost opłat w zamiarze władz Lublina ma zniechęcać do wjeżdżania prywatnymi samochodami do śródmieścia i skłaniać do krótszego pozostawiania aut w strefie płatnego parkowania.

Opłata za pierwszą godzinę parkowania w ścisłym centrum, tzw. podstrefie A, wzrośnie z 3 zł do 3,90 zł, czyli będzie wynosiła 0,15 proc. płacy minimalnej, która od 1 stycznia przyszłego roku wzrośnie do 2,6 tys. zł. Za drugą godzinę parkowania w podstrefie A trzeba będzie zapłacić 4,60 zł, za trzecią – 5,50 zł, a za każda następną – 3,90 zł.

W podstrefie B, dalszej od ścisłego centrum, pierwsza godzina parkowania będzie kosztowała 2,50 zł, druga – 3 zł, trzecia 3,60 zł a każda następna – 2 zł. Z podstrefy B władze miasta planują wydzielić nową podstrefę C, obejmującą okolice ulic Zamojskiej i Rusałka, dotychczas mało wykorzystywane do parkowania, gdzie opłaty nie wzrosną. Nadal pierwsza godzina pozostawienia tam samochodu będzie kosztowała 2 zł, druga – 2,40 zł, trzecia 2,80 zł, a każda następna – 2 zł.

Wprowadzone mają być preferencyjne abonamenty dla mieszkańców, którzy płacą podatki w Lublinie oraz dla posiadaczy pojazdów niskoemisyjnych. Z opłat za parkowanie zwolnione będą hybrydowe samochody do krótkoterminowego wynajmu. Opłata za brak biletu parkingowego ma być podniesiona z 50 do 150 zł.

Prezydent Lublina zapowiedział też ograniczenie miejskich inwestycji z powodu mniejszych wpływów do budżetu miasta z podatku PIT, spodziewanych w przyszłym roku. Według szacunków, z powodu zmian prawnych w systemie podatkowym, z tego tytułu nie wpłynie do budżetu Lublina około 65 mln zł.

Ubytek wpływów z PIT – podał prezydent - powoduje też przenoszenie się mieszkańców do podmiejskich gmin. W ciągu minionych 10 lat liczba mieszkańców Lublina spadła o blisko 10 tys. osób, gdy w tym samym czasie w gminach ościennych przybyło prawie 9 tys. mieszkańców. Gdyby nie te zmiany, wpływy do budżetu Lublina w przyszłym roku byłyby wyższe o 90 mln zł.

Władze miejskie planują wprowadzenie tzw. karty lubelaka, upoważniającej do uzyskania zniżek, dla osób, które płacą podatek PIT w Lublinie. „

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl