Sejm odrzucił sprawozdanie z działalności Najwyższej Izby Kontroli

/ Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

  

Sejm odrzucił sprawozdanie z działalności Najwyższej Izby Kontroli za 2016 r. przedstawione przez prezesa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego. W zeszłym roku, we wrześniu po raz pierwszy Sejm odrzucił sprawozdanie tej instytucji.

Nieprzyjęcie sprawozdania rekomendowała sejmowa komisja do spraw kontroli państwowej. Za odrzuceniem głosowało 219 posłów, 210 było przeciw, a 6 wstrzymało się od głosu.

Przypomnijmy, że również w zeszłym roku we wrześniu Sejm nie przyjął sprawozdania z działalności NIK w 2015 r. był to pierwszy przypadek odrzucenia sprawozdania Izby.

Ustawa o NIK nie precyzuje konsekwencji nieprzyjęcia przez Sejm sprawozdania z działalności NIK. Mówi jedynie, że NIK przedstawia Sejmowi coroczne sprawozdanie ze swojej działalności (co zapisane jest także w konstytucji) i że wcześniej sprawozdanie zatwierdza Kolegium NIK. 

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Fabijański o pracy nad "Kamerdynerem": miałem poczucie, że źle gram

/ fot. Next Film/mat.pras.

  

"Czułem się na planie jakoś niekomfortowo i trzymałem się z boku. Miałem poczucie, że źle gram" - zdradza Łukasz Fabijański w rozmowie z Sylwią Krasnodębską. "Kamerdyner", zdobywca Srebrnych Lwów na festiwalu w Gdyni, już w kinach.

Dlaczego relacje polsko-kaszubsko-niemieckie z początku XX wieku okazały się tak ważne? Film „Kamerdyner” powstawał przez siedem lat. Jego budżet to 15 mln zł.

To film o poszukiwaniu tożsamości i przynależności. Zarówno tej regionalnej czy państwowej, jak i takiej ludzkiej, rodzinnej. Ludzie zwykle, chcąc nie chcąc, przynależą. Chcą wiedzieć skąd są, od kogo się wywodzą, o co walczą itd. Tak było kiedyś i tak jest dziś. A filmowy kamerdyner to taki kundel. Matka mu umarła przy porodzie, a przygarnęła go Baronowa. O ojcu niewiele wiadomo. Wychowywał się w otoczeniu obcych ludzi, więc to musiało odcisnąć piętno na jego poczuciu przynależności czy tożsamości. Bo do kogo on przynależy? Do matki, która nie jest jego matką? Jest Kaszubem czy Polakiem? Może Niemcem? Finał filmu bardzo mocno koresponduje z tymi pytaniami.

Ty czujesz się przynależny?

Może nie czuję, ale na pewno jestem. Staram się nie być zależny od ludzi, więc moja sieć przyjaciół jest niewielka.

Gratuluję, że w ogóle ją masz.

Lista jest krótka. Mama i Bóg.

Nie jestem pewna, czy współczesny widz filmu „Kamerdyner” szuka przynależności...

W środku każdy z nas jest bezradnym dzieckiem, które biegnie do mamusi, tatusia czy żony, kiedy ma problem. To jest przynależność, która cię definiuje, stanowi o twoim poczuciu bezpieczeństwa, mimo że to tylko poczucie, a nie fakt.

To, o czym mówisz, to chęć przeglądania się w czyichś oczach, a nie chęć szukania tożsamości.

Mimo pozornej wolności i krzykliwych prób indywidualizowania swojego życia nie jesteśmy samotnikami żyjącymi na własny rachunek. Jesteśmy zależni. Tym samym przynależni.

Znów się z Tobą nie zgodzę. Mimo że żyjemy w tłumie, właśnie nimi jesteśmy. A kim jest kamerdyner Mateusz?

Właśnie. Przejdźmy do spraw ważniejszych. Mateusz, jak już mówiłem, to taki kundel, który kompletnie nie umie sobie znaleźć miejsca. Ciężko mu budować relacje z drugim człowiekiem z powodu głęboko zakodowanej niepewności. Woli być niewidoczny i specjalnie się nie „wychylać”, co sprawia wrażenie, że jest bierny.

Dokonuje jednak słusznych wyborów, staje po stronie krzywdzonych, potrafi zakochać się naprawdę...

To nie jest konsekwentna droga, którą wybrał, tylko wynik pewnych zdarzeń. Jego natura, a nie wychowanie, powoduje, że podejmuje takie, a nie inne decyzje. Te decyzje często wynikają z przekory, którą niewątpliwie w sobie ma, czego na pierwszy rzut oka nie widać.

Albo ma w sobie tyle pokory.

Pokorę ma, ale on nie jest szlachetnie pogodzony z tym, co go spotyka. Chyba ma dużą intuicję. Być może jego pochodzenie i to poczucie niepewności sprawia, że stoi z boku i widzi więcej. Zresztą, co ciekawe, ja też czułem się na planie jakoś niekomfortowo i trzymałem się z boku.

Dlaczego?

Nie wiem. Wydawało mi się, że jestem niepotrzebny. Byłem jakoś spłoszony, zaszczuty, ale nie pytaj mnie, dlaczego, bo nie wiem. Czułem też niepewność, która podpowiadała mi, że podejmuję złe decyzje na planie, że źle gram itd.

Świetnie zagrałeś.

Nie dbałem o to, bo nie dbam o siebie, tylko o film, czyli relacje, sceny, spotkania. Boję się takich planów zdjęciowych, gdzie każdy gra na siebie. Celem jest piękny film, więc musimy grać do jednej bramki. Po filmie zostają czasem piękne relacje. Taką mam teraz z moją filmową mamą, Anną Radwan. Kiedy do mnie dzwoni, mówi: „Synku kochany”.

Może trudności, o których wcześniej wspomniałeś, wynikały z tego, że nie jest łatwo grać bohatera pozytywnego?

Nie gram dobrych albo złych postaci, tylko ludzi, którzy są tak albo inaczej poharatani. Mateusz wydaje się pozytywnym bohaterem, ale nie jestem pewien, czy jest dobry.

Nie wiem jaki jest, ale go polubiłam.

Wzruszył cię ten człowiek?

Bardzo. Odnajdywałam się w jego historii.

To znaczy, że warto było zrobić ten film. Czuję, że wykonałem swoją pracę, bo wystarczy mi, że „dotknę” jedną osobę.

Wolałabym wiedzieć, co ty wziąłeś z tej historii.

Nie powiem ci, co wziąłem, bo tego też nie wiem, ale mogę powiedzieć, że zatęskniłem.

Za czym?

Za światem, w którym był czas i przestrzeń, a nie było tych wszystkich gadżetów, które nas dekoncentrują i zaburzają percepcję, otumaniają nas bodźcami.

Dla mnie „Kamerdyner” był bardzo smutną baśnią. Czułeś się jak bohater baśni?

Nie. Czułem jedynie smutek. Być może wykształciłem w sobie taki stan emocjonalny po to, by wejść w tę rolę. Znowu nie wiem. Nie zajrzę do swojej podświadomości. Takie rzeczy robią się same. Pracowałem niedawno z Xawerym Żuławskim przy filmie „Mowa ptaków”, w którym gram główną rolę, i tam się działy takie rzeczy, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że robienie filmu to może być piękny, czasem niebezpieczny lot, jeśli pozostaniesz otwarty na spotkanie i zrezygnujesz z kontrolowania tego, jak wypadniesz. Wchodzisz w temat i cię coś rwie. „Mowa ptaków” mnie rozerwała na strzępy. Nie wiem, skąd to przychodzi.

Opowiadasz o pracy aktora jak o stanie narkotycznym.

Aktorstwo, które mnie interesuje i fascynuje, to nie jest najbezpieczniejszy zawód.

Jesteś aktorem czy saperem?

Albo dbasz o higienę, albo robisz film. Tych rzeczy nie da się połączyć.

CZYTAJ WIĘCEJ: Gdynia: znamy zwycięzców! "Zimna wojna" najlepszym filmem!

Wywiad ukazał się w "Niecodziennej Gazecie Polskiej" z 22.09.2018 r.

Źródło: Niecodzienna Gazeta Polska, www.gpcodziennie.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl