Polityka nie zapadnie w sen zimowy

Hanna Gronkiewicz-Waltz traci poparcie kolegów z Platformy Obywatelskiej. Piotr Misiło rzuca wyzwanie Ryszardowi Petru. Prezydent zdaje się wygaszać spór z Prawem i Sprawiedliwością, atakując jednak coraz ostrzej Zbigniewa Ziobrę. Sporo dzieje się więc zarówno w opozycji, jak w obozie rządzącym.

O tym, że prezydent Warszawy dla swojej partii stanowi problem wizerunkowy, mówiono wiele razy. O aferze reprywatyzacyjnej, trwającej przecież od lat, głośno jest już niemal półtora roku – również w mediach, które rzadko zajmowały się sprawami mogącymi zaszkodzić PO.


HGW wierzy w powrót kasy


I choć o warszawskich przekrętach o wiele wcześniej informowały ruchy miejskie i opozycyjna prasa, od chwili podchwycenia tematu przez „Gazetę Wyborczą” nawet w mainstreamie nie można już było udawać, że nic specjalnego w warszawskich biurach, kancelariach i kamienicach się nie dzieje. Gronkiewicz-Waltz znalazła się pod ostrzałem z każdej strony i w okolicach zeszłego lata można było odnieść wrażenie, że jej dni są policzone.


Stało się inaczej. Z ratusza wyrzucono kilku urzędników, zatrudniono nowych, czasem z tematem reprywatyzacji związanych równie mocno co ich poprzednicy. Gdy pracę podjęła komisja weryfikacyjna kierowana przez Patryka Jakiego, wszystkie partie obecne w parlamencie skierowały do niej przedstawicieli, choć tylko PiS w pełni uznało zasadność i konstytucyjność tego pomysłu. Politycy Kukiz’15 pozostali zwolennikami komisji śledczej, Platforma i Nowoczesna zaś kwestionowały jej konstytucyjność. To ostatnie stało się główną linią obrony HGW.


Zamiast stawiać się na kolejne przesłuchania w sprawach, w których pozostaje świadkiem numer jeden, prezydent wybrała brawurowy i bardzo dla siebie szkodliwy atak. Komisję uznała za „organ bolszewicki i działający bezprawnie”, skierowała sprawę sporu kompetencyjnego do NSA i wysłała w swoim zastępstwie opłacanych z kieszeni warszawskich podatników prawników. Jak się okazało, wcześniej również zaangażowanych w podejrzane reprywatyzacyjne działania. Jakby tego było mało, gdy po kolejnym niestawiennictwie została ukarana grzywną, oświadczyła, że wierzy w to, iż wyegzekwowane pieniądze kiedyś do niej wrócą.


Jaki prezydent(em) Warszawy?


Gdy NSA orzekł, że między ratuszem a komisją Jakiego nie zachodzi spór kompetencyjny, pani prezydent straciła swój największy argument. Pozostało jej już tylko obrażanie młodego polityka Solidarnej Polski i poparcie partyjnych kolegów, którzy na Twitterze zeszli do poziomu żartów z nazwiska przewodniczącego. Partyjne wsparcie okazało się jednak nietrwałe i już w piątek dowiedzieliśmy się, że Grzegorz Schetyna rekomenduje Gronkiewicz-Waltz stawienie się przed komisją, ona sama zaś utraci wkrótce stanowisko wiceprzewodniczącej Platformy. W tej sytuacji prezydent Warszawy deklaruje zakończenie kariery politycznej i – bez podania nazwiska – namaszcza swojego następcę, czterdziestolatka gwarantującego, że będzie tak, jak było. I, paradoksalnie, faktycznie może tak być, warszawski elektorat w olbrzymiej części wydaje się bowiem impregnowany na fakty i można się obawiać, iż kandydat wskazany przez PO w drugiej turze wygra wzmocniony poparciem koalicji „każdy oprócz PiS-u”. PiS tymczasem skłania się ku wystawieniu w wyborach marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego.


Karczewski, polityk sprawny i sympatyczny, nie jest kojarzony z Warszawą i pracą na jej rzecz. Ma szansę na mocne poparcie elektoratu ­PiS-u i pewne 40 proc. w drugiej turze, jednak przegrana pełniącego jedno z wyższych stanowisk w państwie polityka partii rządzącej będzie sporą stratą wizerunkową. Tymczasem lepszą kandydaturą wydaje się Patryk Jaki – choć jak sam mówi, skłonny jest ustąpić w tym wyścigu miejsca starszemu. Mimo że pochodzi z Opola, praca w komisji daje mu mandat do walki o prezydenturę. Jako fighter może łatwiej zyskać poparcie wszystkich oczekujących radykalnego przecięcia urzędniczo-prawniczego układu, nawet niepopierających PiS-u. Przy tym pozostaje politykiem koalicji rządzącej, lecz jednak wywodzącym się z partii koalicyjnej, w razie jego porażki koszt wizerunkowy jest więc mniejszy.


Lekki ferment ożywczy


W sobotę w Warszawie odbyła się konwencja partii Jakiego, Solidarnej Polski, w której udział wziął również Jarosław Kaczyński. W swoim wystąpieniu podkreślił „kluczową rolę jedności w sukcesie Zjednoczonej Prawicy”. Te oczywiste słowa są bardzo ważnym komunikatem w chwili, gdy prezydent Andrzej Duda prowadzi spór ze Zbigniewem Ziobrą, odwołując się nie tylko do dzisiejszych różnic, lecz także do konfliktu z czasów odejścia ministra sprawiedliwości z PiS-u.
Prezes PiS-u zdystansował się do tej polemiki, mówiąc wcześniej o konflikcie przedstawicieli jednego pokolenia, w piątek rozmawiając z prezydentem, w sobotę zaś stając obok Ziobry. Myślę, że postulat jedności można odnieść też do ugrupowania Jarosława Gowina, które wbrew niektórym głosom jest lojalnym koalicjantem – co przyznaję jako niegdysiejszy krytyk tego polityka.


Lekki ferment w obozie władzy jest czymś nowym, miejmy nadzieję, że będzie to zjawisko ożywcze. Choć mamy dopiero październik, możemy być pewni, że polityka nie zapadnie w sen zimowy. W Platformie coraz wyraźniej kwestionowane jest przywództwo Grzegorza Schetyny. Niedawny sondaż „Super Expressu” pokazał, że nawet Ewa Kopacz byłaby chętniej widziana w roli lidera PO, co pokazuje skalę rozczarowania obecnym liderem. Skuteczność Schetyny okazała się wyraźnie przeceniona, być może lata odstawienia na boczny tor zrobiły swoje. Wydawało się, że spokój ma drugi z przywódców opozycji totalnej, Ryszard Petru, który przetrwał aferę turystyczno-obyczajową, lecz swoje ambicje ograniczył niedawno do 15 proc. poparcia dla swojej partii.


Misiło rzuca rękawicę, Polacy podnoszą różaniec


Ku zdziwieniu wielu osób wyzwanie postanowił rzucić mu jednak Piotr Misiło. Działacz Nowoczesnej, który przed chwilą utracił stanowisko w swoim własnym regionie, zdecydował się na ucieczkę do przodu i zapowiedział start w wyborach na przewodniczącego całej partii. Wydaje się to zupełnie karkołomne, pamiętać jednak trzeba, że pomorski polityk ma pewien talent do niespodziewanych powrotów. Nim został jedną z twarzy Nowoczesnej, na całe lata zniknął z lokalnej polityki, z której zresztą zapamiętany został głównie jako ten, który wytoczył sprawę dziennikarzowi Andrzejowi Markowi. Jego powrót, i to do polityki na szczeblu ogólnopolskim, był dla wielu osób dużym zaskoczeniem. Choć trudno wyobrazić sobie „Nowoczesną Piotra Misiły”, nic nie jest w tym wypadku niemożliwe. Może poza osiągnięciem wymarzonego przez Ryszarda Petru pułapu 15 proc. głosów.


Polityczne tarcia to jednak nie wszystko. W sobotę setki tysięcy Polaków wzięły udział w wielkim modlitewnym szturmie pod hasłem „Różaniec do granic”. Modlitwa o pokój okazała się pospolitym ruszeniem zwykłych mieszkańców Polski, zbyt „kontrowersyjnym” dla politycznie poprawnych mediów. Jest to rzecz bardzo ważna. Już kolejny raz – po wszystkich inicjatywach w obronie prawdy historycznej i pamięci, tym razem zaś w imię teraźniejszości i przyszłości – okazało się, że społeczeństwo obywatelskie ma się u nas bardzo dobrze. I to wbrew wszystkim, którzy od lat próbują zawłaszczyć i skompromitować ten termin.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Pieniądze z Moskwy i Berlina w obronie polskich sądów

Na głowę prezydenta Dudy spadły gromy za kilka oczywistych słów na temat stanu Unii Europejskiej. Prymat interesów narodowych nad interesami wspólnoty narodów jest i powinien być sprawą oczywistą, zwłaszcza jeśli rzekome interesy wspólnoty narodów w istocie oznaczają jedynie maskowanie korzyści największego spośród członków wyimaginowanej wspólnoty. Kolejnego przykładu dostarczył w minionym tygodniu Schwab. Poseł Schwab.

Niemiecki socjaldemokrata postanowił zorganizować w Bundestagu spotkanie, w trakcie którego pochylał się nad łamaniem w Polsce praworządności. Gościem tego spotkania postanowił uczynić świetnie znaną w naszym kraju panią Ludmiłę Kozłowską, która ledwie miesiąc temu otrzymała od Polski zakaz wjazdu na teren Unii Europejskiej. Zastrzeżenie jej europejskiej wizy w europejskim systemie wizowym jest działaniem, do którego Polska ma pełne prawo. Nasze służby uznały, że jej aktywność w naszym kraju finansowana jest ze źródeł, co do których istnieją wątpliwości. Na czym one polegają? Nie wiemy. Wiemy jednak, co na temat finansów Otwartego Dialogu pisał zajmujący się białym wywiadem Marcin Rey z bloga „Rosyjska V kolumna w Polsce”: „Całkowicie sprzeczny z pro-ukraińskim wizerunkiem fundacji jest fakt, że wyroby firmy jej głównego darczyńcy, za pośrednictwem dwóch przedstawicielstw w Sankt-Petersburgu, trafiają przede wszystkim do rosyjskich państwowych stoczni obsługujących marynarkę wojenną. Dyrektorzy tych przedstawicielstw, handlujący na co dzień z rosyjską generalicją, należą do największych darczyńców fundacji”. Polska uznała, że próba wpływania na naszą scenę polityczną – w tym na spór dotyczący reformy sądownictwa – przez szefową fundacji finansowanej przez ludzi związanych z otwarcie wrogim Polsce państwem, jest sprzeczna z naszym bezpieczeństwem. Skoro jednak coś niezgodne jest z interesem Polski – bardzo często zbieżne jest z interesem naszych sąsiadów. W tym zwłaszcza dwóch. Rosji i Niemiec. Nie należy się zatem dziwić, że Niemcy na prośbę posła Schwaba wydały specjalną wizę uprawniającą do poruszania się po terenie Niemiec pani Kozłowskiej. Nasi szczerzy partnerzy zza Odry w dokumentach wpisali również, że ta wiza przyznana została właśnie ze względu na interes bezpieczeństwa Niemiec. Pan Poseł Schwab przywitał swojego gościa, odnosząc się do polskiej decyzji o niewpuszczaniu pani Kozłowskiej do systemu wizowego strefy Schengen: „To, co widzieliśmy, to poważne naruszenie mechanizmu Schengen, jestem więc bardzo szczęśliwy, że państwo niemieckie zdołało dostarczyć specjalną wizę, dzięki czemu może pani uczestniczyć w tym spotkaniu w budynku niemieckiego parlamentu. Chciałbym również nakłonić inne państwa do obchodzenia zakazu wprowadzonego przez Polskę”. Skandal? Na pewno nie jest to pierwszy raz, kiedy niemieckie instytucje włączają się w polski spór. W podobny sposób włączyła się w niego niedawno, organizując manifestację przeciwko reformie sądów, Akcja Demokracja. W „Gazecie Polskiej” pisaliśmy, że ta fundacja finansowana była przez człowieka, który z ramienia kolegów partyjnych posła Schwaba pełnił funkcję... wiceministra finansów Niemiec, a kiedy pracował w Deutsche Banku, zajmował się kredytowaniem budowy rosyjsko-niemieckiego gazociągu Nord Stream. Jak więc widzimy, w ramach europejskiej wspólnoty w sprawie reformy polskiego sądownictwa na polskich ulicach spotykają się pieniądze płynące z jednej strony z rosyjskiej armii i przemysłu zbrojeniowego, z drugiej – z niemieckich banków. W naszej historii tego typu interesy kończyły się tak jak 20 września 1939 roku, kiedy to Wehrmacht spotkał się z Armią Czerwoną, defilując wspólnie w polskich miastach. I właśnie dlatego dbając o własny, a nie wyimaginowanej wspólnoty interes bezpieczeństwa, powinniśmy zwalczać taką współpracę z całych sił. 

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl