Chcieli zabrać dziecko, bo matka była zmęczona. Norwegowie uciekają do Polski i proszą o pomoc. NOWE FAKTY

/ na podst. miapowterr i Public_Domain_Photography; pixabay.com / Creative Commons CC0

redakcja

Kontakt z autorem

O azyl w Polsce ubiega się obywatelka Norwegii, która uciekła z kraju przed kontrowersyjną interwencją urzędu ds. dzieci (Barnevernet). Matkę próbowano pozbawić prawa do wychowywania córki, ponieważ kobiecie zarzucano nadużywanie paracetamolu oraz „zespół przewlekłego zmęczenia”. Wniosek o azyl w Polsce dla Silje Garmo oraz jej 8-miesięcznej córeczki złożyli już prawnicy Instytutu Ordo Iuris. Sprawa ma charakter precedensowy.

Historia kobiety nw pierwszej chwili wydaje się nieprawdopodobna. Do Instytutu Ordo Iuris zgłosiła się obywatelka Norwegii Silje Garmo, która wraz z 8 miesięczną córeczką uciekła do Polski po kilku miesiącach nieustannej inwigilacji przez cieszący się złą sławą norweski urząd ds. dzieci (Barnevernet), który groził kobiecie odebraniem dziecka jeszcze przed jego narodzeniem. Powodem interwencji urzędu był zarzucany matce „zespół przewlekłego zmęczenia” oraz nadużywanie paracetamolu. Jak się okazało zarzuty urzędników nie były poparte żadnymi dowodami.
Powodem interwencji był donos. Wcześniej kobiecie odebrana została starsza córka - obecnie 12-letnia.  

- Teraz rozumiem, skąd się wzięło stwierdzenie, które słyszałam w USA, że Norwegia to ostatnie komunistyczne państwo nowoczesnego świata. Ten, kto się sprzeciwia władzy, jest wysyłany do psychiatry i pozbawiany wszelkich praw. To jest dla mnie bardzo smutne, bo zawsze byłam bardzo dumna z Norwegii. Mój przodek pisał norweską konstytucję, a ja z tego kraju muszę uciekać – mówi Silje Garmo w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.  

Jak dowiedział się portal niezalezna.pl, po przyjeździe do Polski, Silje Garmo zwróciła się o pomoc do Instytutu Ordo Iuris. Wcześniej Instytut wspierał polskie rodziny w walce z Barnevernet.  

- Po zbadaniu sprawy, również na miejscu w Norwegii, prawnicy Ordo Iuris przygotowali w imieniu matki i jej 8 miesięcznej córki wniosek o azyl, złożony 31.08.2017 r. do Szefa Urzędu ds. Cudzoziemców w Warszawie. W piśmie uzasadnili, że zgodna na udzielenie azylu beneficjentce Ordo Iuris jest konieczna dla zapewnienia jej i małoletniej córce przestrzegania ich podstawowych praw gwarantowanych normami międzynarodowymi. Jednocześnie udzielenie ochrony dziecku i matce przed arbitralną i sprzeczną z międzynarodowymi standardami interwencją w życie rodzinne, jest realizacją norm Konstytucji RP i interesu Rzeczypospolitej stojących na straży rodziny, rodzicielstwa i dobra dziecka wyrażającego się w prawie do wychowania przez biologicznych rodziców. W opinii prawników Ordo Iuris działania administracji norweskiej wobec Silje Garmo oraz jej córki naruszyły m.in. art. 8 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, który gwarantuje poszanowanie życia rodzinnego i prywatnego, art. 9 Konwencji o Prawach Dziecka zobowiązujący państwo do poszanowanie prawa dziecka do pozostania i wychowania przez biologicznych rodziców – relacjonują dotychczasowy przebieg całej sprawy prawnicy Ordo Iuris.

Obywatelka Norwegii formalnie może przebywać w Polsce bez większych problemów jedynie na mocy obowiązujących porozumień międzynarodowych, jednak norweskie władze mogą wystąpić o wydanie 8-miesięcznej córki i poddanie Silje Garmo procedurze ekstradycyjnej.

- Do Ordo Iuris dociera coraz więcej sygnałów o norweskich rodzinach szukających w Polsce schronienia. Wniosek o azyl Silje Garmo jest precedensem i wielu Norwegów czeka na decyzję polskich władz, licząc że to właśnie w Polsce odnajdą sprawiedliwość - tłumaczy mec. Jerzy Kwaśniewski, wiceprezes Instytutu, który wraz z  mec. Filipem Wołoszczakiem reprezentuje obywatelkę Norwegii.

Należy podkreślić, że okryty złą sławą norweski system ingerencji w rodziny, w tym właśnie urząd ds. dzieci (Barnevernet), są obecnie przedmiotem ośmiu postępowań toczących się przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Rodzice zaskarżyli bowiem praktyki urzędu odbierającego dzieci wskazując wprost, że metody działania urzędu są po prostu „nieludzkie”. Okazuje się, że powody zabierania dzieci z biologicznych rodzin są zazwyczaj błahe: „przewlekłe zmęczenie” matki, złe warunki materialne, konflikty rodzicielskie. Czasem nawet Barnevernet otwarcie podważa prawo rodziców do wychowania własnych dzieci, tak jak miało to miejsce w głośnej sprawie rumuńskich rodziców, oskarżonych o „radykalne chrześcijaństwo i ideologiczną indoktrynację”, tylko dlatego, że córka zaśpiewała w szkole chrześcijańską piosenkę.
 
Prawnicy Instytutu Ordo Iuris alarmują, że ofiarami norweskiego urzędu padają często dzieci polskich emigrantów. Odebrane, trafiają do opiekunów, którzy nie tylko nie znają języka polskiego lecz bardzo często przejawiają otwartą wrogość wobec kultywowania tradycji narodowych lub religijnych dziecka.  
 

Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, ze ratyfikowana w 2016 roku przez Norwegię konwencja haska o jurysdykcji z 1996 roku powinna pomóc polskim rodzinom, które postanawiają wrócić do Polski po wszczęciu postępowań i odebraniu dzieci przez Barnevernet. Jednak do dzisiaj strona norweska nie wykonuje swoich zobowiązań do współpracy w tym zakresie.
 
Z ustaleń portalu niezalezna.pl wynika, że Instytut Ordo Iuris przedstawi sprawę Silije Garmo 20 września podczas konferencji OBWE w Warszawie, wskazując na mechanizm funkcjonowania norweskiego urzędu ds. Dzieci (Barnevernet) jako przykład systemowego łamania prawa do poszanowania życia rodzinnego oraz prawa do sprawiedliwego procesu i praw dziecka.

Źródło: niezalezna.pl, Ordo Iuris

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Ustawa o wydatkach na armię ma być…

Ustawa o wydatkach na armię ma być…

Trzy malarskie perły w Łazienkach…

Trzy malarskie perły w Łazienkach…

Brexit może mieć poważne skutki dla…

Brexit może mieć poważne skutki dla…

Rośnie liczba katolików na świecie

Rośnie liczba katolików na świecie

Masakra w dwóch zamachach w Afganistanie

Masakra w dwóch zamachach w Afganistanie

Ustawa o wydatkach na armię ma być podpisana w poniedziałek

/ mjr Robert Siemaszko (CO MON)

Nie ma żadnych sygnałów, żeby pan prezydent miał zawetować ustawę o modernizacji i finansowaniu sił zbrojnych; ustawa „od zawsze miała być podpisana w poniedziałek" - podkreślił dziś wiceszef MON Tomasz Szatkowski.

Nowelizacja ustawy o modernizacji i finansowaniu sił zbrojnych zakłada zmianę sposobu obliczania udziału wydatków obronnych w PKB i ich wzrost. W 2018 r. mają one wynieść co najmniej 2 proc. PKB, w roku 2020 wrosnąć do 2,1 proc. PKB, a docelowo - do minimum 2,5 proc. PKB w 2030 r. Wiąże się to z ustaleniami państw NATO, podjętymi na szczycie w Newport w 2014 r., a potwierdzonych w 2016 r. na szczycie w Warszawie oraz deklaracjami rządu i prezydenta o zwiększeniu wydatków obronnych do 2 proc. PKB (liczonych wg metodologii NATO, tj. w odniesieniu do budżetu roku bieżącego).

Zwiększenie wydatków obronnych ma umożliwić reorganizację struktury i systemu dowodzenia sił zbrojnych i przyspieszyć modernizację "przy aktywnym zaangażowaniu polskiego przemysłu obronnego". Zwiększenie stanu etatowego sił zbrojnych wiąże się z formowaniem Wojsk Obrony Terytorialnej, które docelowo mają liczyć ponad 50 tys. osób. Według szacunków zmiana przepisów spowoduje wzrost wydatków obronnych o ponad 117,2 mld zł w ciągu 10 lat.

Parlament zakończył prace nad ustawą 29 września.

Nie wiedziałem nic o tym, że ustawa miała zostać podpisana w piątek; od zawsze miała być podpisana w poniedziałek

– powiedział dziś w Polsat News wiceminister Szatkowski.

Zapewnił, że "nie ma żadnych sygnałów o tym, żeby pan prezydent miał w jakikolwiek sposób tę ustawę wetować".

Wypowiedział się zresztą raz, czy dwa, w sposób wspierający ten projekt, który powstał w ministerstwie obrony narodowej. Myślę, że będzie tutaj pełna spójność

- zapewnił wiceszef MON. Według niego podpisanie ustawy "przetnie pewne wątpliwości, które się pojawiały" wcześniej na ten temat.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Trzy malarskie perły w Łazienkach Królewskich

/ Anna Krajkowska/Gazeta Polska

Od 20 października obraz „Kościuszko w West Point” Czedekowskiego, a później kolejno „Lisowczycy: strzelanie z łuku” Brandta oraz „Gamrat i Stańczyk” Matejki będzie można oglądać w Pałacu na Wyspie w warszawskich Łazienkach Królewskich. Prezentowane dzieła pochodzą z kolekcji nowojorskiej Fundacji Kościuszkowskiej.

W ramach „Wystawy jednego obrazu” najpierw będziemy pokazywać dzieło Bolesława Jana Czedekowskiego „Kościuszko w West Point”. Jest to niezwykły obraz pokazujący w sposób realistyczny naszego narodowego bohatera, a zarazem to dzieło, które zapoczątkowało kolekcję Fundacji Kościuszkowskiej w ich nowojorskiej siedzibie

- powiedziała „Gazecie Polskiej Codziennie” Izabela Zychowicz, wicedyrektor ds. muzealnych Łazienek Królewskich. Bolesław Jan Czedekowski namalował obraz na prośbę założyciela Fundacji, Stefana Mierzwy. Artysta kilka razy odwiedzał West Point, chcąc poznać topografię terenu i zachowane tu osobiste rzeczy Kościuszki, aby jak najwierniej oddać postać bohatera. Naturalnej wielkości postać Tadeusza Kościuszki przedstawiona jest w mundurze generała brygady amerykańskiej Armii Kontynentalnej z czasów wojny o niepodległość. W górnym lewym rogu portretu na wolucie wypisane są słowa Jerzego Waszyngtona: „Kościuszko jest człowiekiem nauki i wyższych zalet”.

Podczas konferencji prasowej dyrektor Łazienek Królewskich Zbigniew Wawer zauważył, że Kościuszko ubrany jest w mundur, który został przez Czedekowskiego bardzo wiernie odtworzony na podstawie rysunków z epoki.

Co prawda w czasie walki nie było możliwości, by mundury takie czyste, ale takie są prawa sztuki

- dodał Wawer. Obraz będzie można oglądać w Łazienkach Królewskich do 15 grudnia 2017 r. 

Jako drugi w Pałacu na Wyspie wystawiony zostanie obraz Józefa Brandta „Lisowczycy: strzelanie z łuku” (prezentowany od 15 grudnia 2017 r. do 15 lutego 2018 r.). Jest on uznawany za najcenniejsze dzieło Fundacji Kościuszkowskiej. Dynamiczna scena przedstawia jeźdźców lekkiej jazdy konnej, tzw. lisowczyków, zebranych w XVII w. przez płk. Aleksandra Lisowskiego. Widoczny na płótnie łucznik celujący w turban zatknięty na drzewcu stanowi nawiązanie do trwających w XVII w. potyczek z Turkami w południowo-wschodniej Polsce.

To dzieło Brandta jest wierną „fotografią” tamtych wydarzeń, choć powstało ponad dwa wieki później. Obraz widnieje w wielu podręcznikach szkolnych, a teraz będzie okazja, by zobaczyć go osobiście

 - powiedział Zbigniew Wawer.

Dzieło „Gamrat i Stańczyk” Jana Matejki (pokazywane od 15 lutego do 15 kwietnia 2018 r.), które zakończy „Wystawę jednego obrazu” jest w Polsce mało znane. Przedstawia orszak wchodzący na plac przez bramę. Na jego czele podążają biskup Piotr Gamrat, powiernik królowej Bony oraz Stańczyk, błazen króla Zygmunta I Starego. W tle przedstawiony został fragment Zamku Królewskiego na Wawelu oraz dwie kamienice. 

Obecność tych trzech wspaniałych dzieł w Łazienkach Królewskich ma dodatkowy wymiar. Pałac na Wyspie to Królewska Galeria Obrazów, to realizacja myśli Stanisława Augusta o budowaniu środowiska artystycznego w XVIII wieku, o stworzeniu Akademii Sztuk Pięknych, mającej kształtować artystów. Ani Matejki, ani Brandta by nie było bez tych inicjatyw Stanisława Augusta, bo malarstwo XIX-wieczne i późniejsze jest pokłosiem działań mecenasowskich i kolekcjonerskich króla

 - powiedziała „Codziennej” Izabela Zychowicz.

Ekspozycja organizowana jest przez Łazienki Królewskie we współpracy z Fundacją Kościuszkowską w Nowym Jorku, której misją jest wymiana kulturalna i naukowa między Polską i Stanami Zjednoczonymi. Fundacja powstała w 1925 r. Jej założyciel, Stefan Mierzwa zakupił jeden z piękniejszych budynków na Manhattanie nieopodal Central Parku z przeznaczeniem na siedzibę Fundacji.

Nie chciał on umieszczać Fundacji w East Village, gdzie skupiali się Polacy, lecz właśnie w środkowej części Manhattanu, którą zamieszkiwali zamożni Amerykanie. Pragnął, żeby to oni mogli poznać odrodzoną po latach niewoli Polskę i jej kulturę

– powiedział podczas konferencji prezes Fundacji Marek Skulimowski. Obecnie w kolekcji Fundacji znajduje się blisko sto dzieł sztuki, przeważnie malarstwa XIX-wiecznego i z początków XX wieku.

W czwartek, 19 października, odbył się uroczysty wernisaż wystawy, w którym uczestniczyli m.in.: wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński, sekretarz stanu w kancelarii prezydenta Adam Kwiatkowski i przedstawiciele ambasady amerykańskiej. 

Podczas wernisażu darczyńcy i Fundacja Kościuszkowska uhonorowali zostali Nagrodą Przyjaciół Łazienek Królewskich, przyznawaną osobom, które swoimi działaniami przyczyniają się do budowania prestiżu Muzeum Łazienki Królewskie w kraju i na świecie. Uroczystość uświetnił koncert w Teatrze Królewskim, podczas którego wystąpił Kamil Pacholec, stypendysta Fundacji Kościuszkowskiej.

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl