Zamiast spacerów z psem - zabawa

/ pixabay.com

redakcja

Kontakt z autorem

Psy nie lubią leniuchować, zwykle potrzebują określonej dawki aktywności, a ich prawdziwym żywiołem jest wspólna zabawa z właścicielem. Trenerzy szczególnie polecają trening z plastikowym dyskiem – frisbee. W ten sposób pupil nie tylko utrzymuje dobrą kondycję, lecz także wzmacnia więzi ze swoim właścicielem. Choć taka aktywność sprawia czworonogowi przyjemność, to trzeba pamiętać o tym, żeby go nie przetrenować.

W przestrzeni miejskiej jest coraz mniej miejsca dla psów, a spacer ze zwierzakiem powinien być nie tyle długi, ile ciekawy i zróżnicowany. Warto znaleźć taki zakątek, gdzie będzie można zdjąć kaganiec, bo pies, który nie może się swobodnie pobawić na świeżym powietrzu, szybko stanie się sfrustrowany, a od tego krótka droga do agresji i innych zaburzeń.

Spacery z psem są niezbędne, szczególnie jeżeli mieszkamy w wielkim mieście, ale również w takiej sytuacji, jeżeli mieszkamy w domu z ogrodem. Nic nie zastąpi spaceru, mimo że mamy ogród i myślimy, że gdy wypuścimy psa, to sprawa załatwiona. Pies potrzebuje relacji z nami, pies potrzebuje kontaktu, niekoniecznie tylko tego, żeby się wybiegać i wyszaleć, ale żeby być ze swoim właścicielem – mówi agencji Newseria Dariusz Radomski, organizator zawodów kynologicznych.

Dlatego tak ważne jest, żeby urozmaicać spacer jakąś wspólną aktywnością, zabawą. To najlepiej kształtuje więzi pomiędzy psem a jego właścicielem.

Na świeżym powietrzu można się bawić na wiele sposobów, np. ćwiczyć posłuszeństwo – niekoniecznie musi być to bardzo precyzyjna forma, ale można ćwiczyć w bardzo fajny dla psa sposób, czyli chodzenie na luźnej smyczy, zostawanie, czekanie, można ćwiczyć z psem siadanie, warowanie. To są podstawowe rzeczy, które bardzo przydają się w życiu codziennym. Oprócz tego są takie zabawy, które możemy realizować na świeżym powietrzu z psem, one z czasem mogą się przerodzić w pasję, a nawet sport – tłumaczy Dariusz Radomski.

Trenerzy zdecydowanie odradzają jednak niezwykle popularne aportowanie patyka. Ich zdaniem taka zabawa jest dla psa bardzo niebezpieczna.

Pies bardzo zmotywowany, bardzo szybko biegający z patykiem może sobie zrobić krzywdę, widziałem takie przypadki w życiu, pies bardzo poważnie poranił się w ten sposób. Jest wiele więcej fajnych zabawek, które mogą być substytutem patyka, albo też można wykorzystać zwykłą piłeczkę tenisową. Potrafi ona być obiektem marzeń wielu psów, może być obiektem pasji, która przerodzi się w pasję do aportowania, a aportowanie to już jest bardzo silna relacja z psem, dlatego że pies przynosząc zdobycz, okazuje swojemu człowiekowi wielkie zaufanie – wyjaśnia Dariusz Radomski.

Jeśli pies nie chce wykonać takiego polecenia i trudno go zmusić do tego, by oddał właścicielowi swoją ulubioną zabawkę, to jest to ostrzegawcze światło, które daje wyraźny sygnał – relacje z czworonogiem trzeba zdecydowanie poprawić. Warto poświęcić mu więcej czasu i znaleźć to, co najlepiej motywuje psa: smakołyk, zabawa z piłką czy głaskanie. Zdaniem trenerów aportowanie może być wstępem do innych sportów.

Jeżeli pies aportuje, można już myśleć o takich sportach jak na przykład flyball, to wyścigi psich sztafet, czy frisbee, to latający plastikowy dysk, który pies aportuje. Takie frisbee, które zabieramy na spacer i próbujemy zainteresować nim psa, może być doskonałą formą aktywności i zabawy. Nie potrzebujemy do tego żadnych instalacji. Frisbee to kawałek plastikowego krążka, zaprojektowanego właśnie z myślą o naszym pupilu i jeśli nasz pies polubi taką zabawę, może to być podstawową formą aktywności na większości spacerów. Dzięki temu zmęczy się on fizycznie i zaspokoi swoje potrzeby ruchowe – mówi Dariusz Radomski.

Pogoń za dyskiem to krótki i intensywny trening. W takim sprincie liczy się przede wszystkim energia zmagazynowana w mięśniach, którą psy czerpią z łatwo przyswajalnych węglowodanów. Dlatego też wcześniej powinny dostać gotową zbilansowaną karmę.

Źródło: newseria.pl, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Znaczące sukcesy szkolnictwa wojskowego.…

Znaczące sukcesy szkolnictwa wojskowego.…

Poznań: hybrydowe samochody na minuty

Poznań: hybrydowe samochody na minuty

Harwestery wyjadą z Puszczy Białowieskiej?…

Harwestery wyjadą z Puszczy Białowieskiej?…

Upamiętnili ofiary stalinowskich represji

Upamiętnili ofiary stalinowskich represji

Odszkodowania od Niemiec ważnym tematem…

Odszkodowania od Niemiec ważnym tematem…

Znaczące sukcesy szkolnictwa wojskowego. "To podstawa tworzenia nowej armii"

Akt promowania 165 absolwentów WAT na pierwszy stopień oficerski / CO MON

Więcej podchorążych w uczelniach wojskowych, przywracanie tym uczelniom ich pierwotnego charakteru, programy międzynarodowe, w tym wykłady noblistów - te osiągnięcia wymienił Wojciech Fałkowski, któremu w MON podlegało szkolnictwo wojskowe. Prof. Fałkowski, który do tej pory był wiceministrem obrony, został dziś nowym dyrektorem Zamku Królewskiego w Warszawie.

- Należało wykonać dwa równoległe ruchy - z jednej strony ustabilizować sytuację w szkołach oficerskich, a z drugiej zastosować kurację rozwojową, żeby stymulować rozwój dydaktyki, nauki, badań i aplikacji technologicznych, wprowadzanie wynalazków w życie. Wydaje się, że mimo tak krótkiego czasu – dwóch lat – oba cele zostały osiągnięte. Mamy od 100 do 200 procent więcej podchorążych w wyższych szkołach oficerskich. Profil, charakter wojskowy tych szkół został przywrócony

 - powiedział Wojciech Fałkowski w rozmowie z PAP.

Fałkowski zaznaczył, że rośnie liczba podchorążych w stosunku do studentów cywilnych, a do programów są wprowadzane elementy szkolenia wojskowego, "żeby te szkoły były nie tylko z nazwy, ale również z atmosfery, charakteru i formacji dawanej absolwentom, szkołami wojskowymi".

- Z drugiej strony zostały wprowadzone programy mające powiększać zdolności naukowe i badawcze tych uczelni, w pierwszej kolejności chodzi o WAT, ale dotyczy to również wszystkich pozostałych uczelni, które zgodnie ze swoim profilem powinny nie tylko uczyć wojskowego rzemiosła, ale tworzyć zespoły eksperckie związane z celem działania każdej z tych szkół

 - powiedział.

Wskazał na program "Nobliści", który - jak zaznaczył - służy nie tylko wojskowości, ale całemu środowisku naukowemu i państwu, pomagając uczelniom "wejść w siatkę kontaktów międzynarodowych". Przypomniał, że w ciągu roku z wykładami przyjechali fizyk Shuji Nakamura, chemik Kurt Wüthrich i Andrew Schally, biochemik, laureat nagrody Nobla w medycynie.

- Do tej pory nie było takiego roku w historii Polski, żeby przyjechało trzech noblistów z nauk ścisłych. Ten program będziemy kontynuować, rozszerzając go o laureatów Nagrody Turinga w zakresie informatyki i cybernetyki, oraz Medalu Fieldsa w matematyce

 - zapowiedział.

Za udany uznał program "Kościuszko", skierowany do młodych naukowców, którzy wyjechali z Polski. Chodzi o zachęcenie ich, by wrócili do kraju, tu prowadzili badania, wprowadzali polskie uczelnie w sieć swoich kontaktów, tworzyli zespoły badawcze.

- Mamy aż nadmiar propozycji w programie nawiązywania kontaktów naukowych "Katedra ad hoc" - krótkich kilkutygodniowych pobytów, wykładów, seminariów, ocen prac doktorskich

 - powiedział Fałkowski.

Przypomniał, że oprócz programów skierowanych do wszystkich uczelni i wszystkich dyscyplin naukowych, zostały przygotowane programy skierowane do środowisk medycznych. To "Grant kliniczny" – dodatkowe subwencje dla zespołów pracujących w klinikach medycznych. Chodzi o to - jak powiedział Fałkowski - żeby wprowadzać nowe procedury i techniki medyczne oraz organizować szkolenia.

- To program mający podnieść jakość leczenia, gdy chodzi o najnowsze osiągnięcia nauki na świecie. Tutaj też mamy bardzo dużo zgłoszeń, na cały program jest przeznaczonych 12 mln zł, rozstrzygnięcie nastąpi w styczniu

 - powiedział.

Kolejne przedsięwzięcie to planowane od przyszłego roku wprowadzenie oceny jakości usług medycznych w neurologii, neurochirurgii i ortopedii.

- Wszystkie zabiegi w wojskowych placówkach służby zdrowia będą monitorowane i będą podlegały ocenie, żeby stwierdzić, jaka jest jakość tych usług na tle innych szpitali, nie tylko polskich, ale i europejskich

 - podkreślił Fałkowski.

Wraz ze zmniejszaniem liczby studentów cywilnych i przyjmowaniem większej liczby słuchaczy wojskowych maleje subwencja z resortu nauki, rośnie zarazem subwencja z budżetu MON. Odnosząc się do tej zmiany, Fałkowski powiedział:

- Przywracamy stałą, stabilnie powiększaną subwencję ze strony MON, rozpoczynamy szerokim frontem inwestycje w sale dydaktyczne, laboratoria, stołówki, baseny i cały ekwipunek, sprzęt sportowy, a jednocześnie podwyższamy wymagania wobec charakteru i morale podchorążych. Osiągamy dwa cele – podnosimy jakość kształcenia, a zarazem dajemy uczelniom i podchorążym wyraźny sygnał, że bez dobrej szkoły oficerskiej nie ma dobrego wojska. Charakter postawa i żołnierze wykuwają się w szkołach

 - powiedział.

- Podstawową zmianą, która się dokonała, było nastawienie MON, które przestało traktować szkoły wojskowe jako zbędny balast, niepotrzebny wydatek. Odwrotnie - my mówimy: szkoły wojskowe są podstawą tworzenia nowej armii

 - dodał. Zwrócił uwagę, że WAT w przyszłym roku przyjmie czterokrotnie więcej studentów wojskowych w niż w 2015 r. i będzie to maximum możliwości.

- Z całą pewnością nie wszyscy kandydaci, którzy się decydują na studia w wyższych szkołach oficerskich, zdają sobie sprawę, że jest to służba i decyzja na całe życie, w związku z tym część z nich rezygnuje po pierwszym roku. Z drugiej strony nie wszyscy zdadzą egzaminy, zarówno te związane z naukami podstawowymi - matematyką i fizyką, jak i z rzemiosłem wojskowym, bo te szkoły w pierwszej kolejności mają kształcić dobrych żołnierzy

 - zaznaczył.

Nawiązał także do programu pielęgnowania unikalnych, niszowych, specjalności, niedochodowych, lecz niezbędnych.

- Ten program będzie realizowany w specjalnie tworzonych nowych strukturach w szkołach – ośrodkach technologicznych; tak aby w specjalności związanej z profilem szkoły można było zachować nie tylko zdolność ekspercką, ale również stymulować nowatorskie rozwiązania, które pozwolą na produkcję nie tylko na potrzeby wojska, ale również podwójnego zastosowania

 - powiedział. Jako przykład podał podwodne drony, radiolokację pasywną i symulatory lotnicze. Naukowcy z tych ośrodków będą zaangażowani w projekty produkcyjne i np. przy ocenie zagranicznych systemów oferowanych polskiemu wojsku.

- Przechodzę do Zamku Królewskiego, jest to związane z moja specjalnością zawodową – jestem historykiem średniowiecza, zarówno polskiego, epoki Piastów i Jagiellonów, jak i powszechnego – myślę tu o wczesnym średniowieczu za panowania Karolingów. To bardziej związane z moją karierą akademicką i bliskie memu sercu, jeśli chodzi o zainteresowanie historią, ale część mojego serca zostanie tutaj w Ministerstwie Obrony Narodowej. I przeświadczenie, że zmiany wprowadzone przez te dwa lata będą procentować w przyszłości, będzie mi towarzyszyło również na Zamku

 - powiedział Fałkowski.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl