Media, służby specjalne, ważni politycy - zeznawał świadek, który dbał o "pijar" szefa Amber Gold

@SejmRP

- Nie pamiętam, bym rozmawiał z Marcinem P. o tym, że lada godzina wejdą do jego firmy służby; mogłem mówić, że jak nie upubliczni audytu zrobionego przez niezależną firmę, będzie miał na głowie służby - mówił dzisiaj przed komisją śledczą były doradca zarządu Amber Gold Emil Marat.

Infomowaliśmy już, że podczas dzisiejszego posiedzenia komisji śledczej odkryto skandaliczny błąd w materiale dowodowym - z jednej rozmowy ABW sporządziło dwa - różniące się! - stenogramy. Dlatego komisja śledcza postanowiła przesunąć z dziś na 11 października przesłuchanie Pawła Kunachowicza.

Szokujące odkrycie komisji śledczej ds. Amber Gold

Warto jednak również poświęcić nieco uwagi zeznaniom Emila Marata, bo to ważny świadek. Marcin P., składając w czerwcu zeznania przed komisją śledczą, stwierdził, że Marat uprzedzał go o czynnościach ABW związanych z jego spółką. Dodał też, że Marat mówił mu o możliwości wykorzystania kontaktów z politykami z KPRM. Według Marcina P., być może powoływał się on na ówczesnego szefa MSW Jacka Cichockiego.

W trakcie przesłuchania Witold Zembaczyński z Nowoczesnej przytoczył zapis z podsłuchów ABW, z którego wynikało, że Marat zadzwonił 29 lipca 2012 r. do P., informując, że dzień później do Amber Gold ma wejść ABW.

"Skąd pan miał tę informacje?" - wtrąciła szefowa komisji Małgorzata Wassermann (PiS). "Nie wiem, nie pamiętam. Prawdopodobnie była to informacja, która krążyła między dziennikarzami, z którymi rozmawiałem" - odpowiedział świadek.

"Nie miałem takiej wiedzy i nie ostrzegałem Marcina P., nie mówiłem mu o tym, że jutro czy pojutrze będzie ABW (...). Ja tej rozmowy nie pamiętam"

- dodał.

Wassermann nie ustępowała i pytała nadal, skąd świadek miał informację na temat ABW. "Nie pamiętam bym wiedział, że jutro czy pojutrze konkretnie. Natomiast o tym, że ABW interesuje się spółką, która prowadziła inwestycje w linie lotnicze, które padły, o tym wśród wielu osób, z którymi rozmawiałem, mówiono na głos. To jest oczywiste, że upadki dużych firm są monitorowane przez służby" - zeznał świadek.

Zembaczyński dopytywał o nazwiska dziennikarzy, z którymi Marat rozmawiał w kontekście ABW.

"Rozmawiałem z bardzo wieloma dziennikarzami, nie pamiętam dokładnie podczas rozmów, z którymi pojawiał się wątek ABW"

- odparł Marat.

Polityk Nowoczesnej pytał więc, czemu miała służyć rozmowa z ówczesnym szefem MSW Jackiem Cichockim. "Przedstawieniu tezy Marcina P., że jest w sposób bezprawny prześladowany"- odpowiedział świadek.

Było to rzucone luźno, że jeżeli prezes Amber Gold uważa, że jego firma jest w sposób nieprawny "rozbijana", to powinien to przedstawić koordynatorowi służb 

- tłumaczył dalej Marat. Zembaczyński dopytywał świadka, przez kogo miała być rozbijana spółka P. "Przez konkurencję, czyli np. LOT wspierany przez służby. Pomyśleliśmy, że jeśli tak twierdzi P., to może mógłby przedstawić swoje stanowisko koordynatorowi służb" - mówił świadek.

Marat zapewniał, że nie doszło do realizacji tego pomysłu, ani spotkania z Cichockim.

Zembaczyński nawiązał do wcześniej przytoczonego stenogramu, z którego wynikało, że Jacka Cichockiego zna Paweł Kunachowicz, który w tym samym czasie co Marat współpracował z Amber Gold. Polityk pytał świadka, na czym miało polegać zaufanie do Cichockiego, "skoro od 20 lat panowie nie rozmawiali".

To był jedyny polityk, którego znał mec. Kunachowicz, ja nie znam pana Cichockiego. Zaufanie było oparte na wspólnej przeszłości we w pełni godnej zaufania drużynie harcerskiej o nazwie "Czarna jedynka"

- odparł Marat

Marat tłumaczył, że podjął współpracę z Amber Gold, bo oferta jaką mu przedstawiono, była bardzo atrakcyjna. Jak dodał, zaproponowano mu kontrakt na prowadzenie działu komunikacji w spółce, opiewający na 30 tys. zł netto.

Wassermann pytała też, czy coś wie o "przecieku" do Sylwestra Latkowskiego z tygodnika "Wprost" ws. planu śledztwa ABW dot. Amber Gold i czy był w tej sprawie przesłuchiwany. Świadek temu zaprzeczył. Zaznaczył, że nie zna Latkowskiego, a w lecie 2012 r. wysłał mu tylko jednego maila, ze stanowiskiem spółki Amber Gold wobec tego, co się wtedy działo wokół firmy. Było to wypełnienie wcześniejszego ustalenia z wydawcą "Wprost" Michałem Lisieckim, że właśnie Latkowskiemu oraz drugiemu dziennikarzowi tego tygodnika przekaże stanowisko Amber Gold.

Pracę dla Amber Gold i OLT Express Marat podjął natomiast w lecie 2012 r. na prośbę Jarosława Frankowskiego - według wcześniejszych ustaleń miał się zajmować PR spółki dopiero od września. Przyznał, że miał wątpliwości w sprawie wiarygodności Marcina P., zwłaszcza pod koniec współpracy, wiedział też o jednym jego zatartym wyroku już przed podjęciem współpracy.

"Wiadomo, że firmy, które nie przeżywają kłopotów, nie potrzebują PR kryzysowego" - odpowiedział na pytanie, czy negatywne sygnały mu nie przeszkadzały, gdy podejmował pracę.

 

 

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Porównano słowa L. Kaczyńskiego i zeznania Tuska. Internauci: Czy były premier skłamał pod przysięgą?

Donald Tusk / fot. Aleksiej Witwicki/Gazeta Polska

Donald Tusk podczas przesłuchania przed sądem w Warszawie pytany, czy pojawiła się możliwość wspólnej wizyty jego oraz prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu odpowiedział, że nie miał "takiego sygnału od prezydenta Lecha Kaczyńskiego". Tymczasem w marcu 2010 r. prezydent Lech Kaczyński stwierdził: - Ja myślę, że byłoby lepiej, żeby to była wspólna wyprawa prezydenta i premiera. Internauci zastanawiają się już, czy Tusk w tej sytuacji nie skłamał, zeznając pod przysięgą.

Tusk zeznaje w procesie byłego szefa jego kancelarii, w okresie sprawowania funkcji premiera, Tomasza Arabskiego.

Pytany, czy pojawiła się możliwość wspólnej wizyty jego oraz prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu odpowiedział, że nie miał "takiego sygnału od prezydenta Lecha Kaczyńskiego".

- Powiem otwarcie: też nie spodziewałem się, aby tego typu inicjatywa ze strony prezydenta miała miejsce, też z racji doświadczeń, jeśli chodzi o tę momentami dość trudną kohabitację, (...) niezależnie od bardzo dobrych osobistych relacji

 - zaznaczył były premier.

- W moich planach i, z tego co pamiętam, w planach prezydenta Kaczyńskiego, nie było wspólnej wizyty

 - oświadczył szef Rady Europejskiej.

- (...) Nie planowałem, i prezydent Kaczyński też nie planował, wspólnej wizyty prezydenta i premiera w Katyniu (...)

- podkreślił.

Tymczasem co innego można wywnioskować ze słów, które w marcu 2010 r. powiedział prezydent Lech Kaczyński. 

- Ja myślę, że byłoby lepiej, żeby to była wspólna wyprawa prezydenta i premiera, ale jeżeli jest to niemożliwe, to ja jadę w dniu, w którym będą podstawowe uroczystości, a to jest 10 kwietnia

- powiedział 4 marca 2010 r. w rozmowie z dziennikarzami prezydent Kaczyński. Wypowiedź prezydenta znajduje się w dostępnym w sieci archiwum KPRP.

Internauci zaczęli domniemać, czy wypowiedź Tuska w konfrontacji ze słowami Lecha Kaczyńskiego nie jest skłamaniem pod przysięgą. 

Źródło: TVP Info, prezydent.pl, Twitter, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl