Adamowicz przed komisją ds. Amber Gold: „nic o tym nie wiedziałem, proszę sprawdzić w internecie"

/ twitter.com/KancelariaSejmu

  

Trwa przesłuchanie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza przed komisją śledczą ds. Amber Gold. Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann pytała, czy to jest moralne prosić przestępców o wsparcie finansowe dla instytucji którą reprezentuje Adamowicz. Prezydent tłumaczył, że nie miał żadnej wiedzy na temat rodziny Marcina P. ani ich firmy. Pojawiały się znane już z komisji stwierdzenia "nie pamiętam", "nic o tym nie wiedziałem", "proszę sprawdzić w internecie".

Dziś przed komisją śledczą ds. Amber Gold, zeznaje Paweł Adamowicz. Komisję - według zapowiedzi jej szefowej Małgorzaty Wassermann - interesować będą przede wszystkim wiedza i związki Adamowicza z firmą Amber Gold i jej twórcą, Marcinem P.

Chciałem bardzo wyraźnie podkreślić, że nie miałem żadnych kontaktów z Marcinem P. Nie zabiegałem o żadne kontakty z nim, nie odwiedziłem nigdy siedziby tej spółki, również nie lokowałem żadnych środków w produktach finansowych oferowanych przez tę firmę


 - zapewniał Adamowicz na wstępie przesłuchania.

Dodał, że "ze względu na powagę wysokiej komisji" nie chce komentować słów twórcy Amber Gold, które padły podczas jego czerwcowego przesłuchania.

Jestem prezydentem miasta blisko półmilionowego, mam do dyspozycji aparat pracowniczy - Urząd Miejski o 1100 etatach i na pewno nie muszę osobiście wchodzić w rolę kuriera, mam do tego współpracowników


 - stwierdził.

Nie miałem z nim (Marcinem P. ) żadnych kontaktów, ani o nie nigdy nie zabiegałem

- powtórzył Adamowicz.

Co mówił wcześniej P.?

Nie zostawałem na Pomorzu w kontakcie z żadnymi politykami. Politycy sami szukali ze mną kontaktu, ja raczej próbowałem się zawsze od polityków odcinać.(…)


Dopytywano którzy politycy szukali z nim kontaktu.
Na pewno prezydent miasta Gdańska poprzez port lotniczy w Gdańsku.(…)

Ja do końca nie pamiętam np. sytuacji ze sponsorowaniem filmu "Wałęsa", bo mnie w tym czasie w biurze nie było, ale z relacji moich pracowników, o ile dobrze pamiętam pani Martyny Piwońskiej, to sam pan prezydent miasta Gdańska dostarczył mi propozycję i chciał ze mną rozmawiać na temat sponsorowania filmu o Wałęsie

Adamowicz przekonywał, że o niczym nie wiedział. Nie obyło się bez robienia polityki podczas przesłuchania. Prezydent Gdańska mówił, "nie pamiętam, nic mi o tym nie wiadomo, to była czyjaś decyzja, trudno mi powiedzieć".

Adamowicz powiedział, że o Amber Gold dowiedział się z mediów i z reklam, podkreślił, że firma prowadziła "bardzo agresywną kampanię reklamową".

Tak jak każdy z obywateli Rzeczpospolitej z tych reklam dowiedziałem się, że jest taka firma, a dopiero po jakimś czasie dowiedziałem się, że ona jest firmą z siedzibą w Gdańsku


 - powiedział Adamowicz.

Joanna Kopcińska dopytywała, kiedy świadek dowiedział się o umieszczeniu Amber Gold na liście ostrzeżeń Komisji Nadzoru Finansowego.

Dokładnie jak do opinii publicznej dotarły informacje o kłopotach tej firmy, czyli to było lato 2012 r. Prawdopodobnie jak większość obywateli wtedy nie zaglądałem na stronę internetową KNF

- powiedział prezydent Gdańska.

Ja nie mam telefonu do ABW, do CBA czy do urzędu skarbowego, czy do KNF-u, nikt wtedy mnie nie ostrzegł, ani dzisiaj żaden urzędnik administracji rządowej mnie nie ostrzega o jakichś niebezpieczeństwach

- powiedział Adamowicz.

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann zapytała świadka, kiedy dowiedział się o darowiznach od Amber Gold dla gdańskiego zoo.

Dowiedziałem się o tym latem 2012 r.

- odpowiedział prezydent Gdańska.

Wassermann przytoczyła maila od pracownika Adamowicza z marca 2012 r., w którym ten pisze do Katarzyny P.:

Miło mi zakomunikować pani, że prezydent miasta Gdańska wyraził zgodę na zorganizowanie przez państwa dni otwartych w zoo (...) Amber Gold w dniach 22-23 września, w każdej chwili jestem gotowy na spotkanie, aby omówić szczegóły.

Wassermann zapytała świadka, na jakich warunkach Amber Gold miało zorganizować dni otwarte w gdańskim zoo oraz na co wyraził zgodę.

Prezydentowi Gdańska podlega 500 różnych jednostek organizacyjnych, nie sądzę, jestem nawet pewien, aby każdy z dyrektorów tych jednostek zwracał się do mnie o opinie, a tym bardziej o zgodę na organizowanie na terenie szkół, przedszkoli, instytucji kultury, instytucji pomocy społecznej, a tym bardziej ogrodu zoologicznego imprez. Do tego zgoda czy wręcz wiedza prezydenta nie jest potrzebna (...). Nie znam tego e-maila, trudno mi się w tej sprawie wypowiedzieć

- odparł Adamowicz.

W zakresie moich obowiązków nie jest wnikanie w scenariusze, wykorzystanie przestrzeni ogrodu zoologicznego czy innych jednostek. (...) Nie znam tej sprawy

- dodał.

Pełnomocnik Adamowicza zwrócił uwagę, że autor maila jest dyrektorem zoo.

 

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Jak przebierańcy trzęśli farmaceutyką. Nieznane kulisy głośnego skandalu

/ / jarmoluk

Piotr Nisztor

Dziennikarz śledczy „Gazety Polskiej i „Gazety Polskiej Codziennie”. W Telewizji Republika jest gospodarzem programu „Rozmowa ściśle jawna”.

Kontakt z autorem

  

Fałszywi pracownicy służb specjalnych, zatrzymani kilka miesięcy temu przez Centralne Biuro Antykorupcyjne, mieli brać udział w torpedowaniu kolejnych konkursów na stanowisko szefa Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego. W ten sposób Zbigniew Niewójt, z którym mieli znakomite relacje, przez ponad dwa i pół roku pozostawał pełniącym obowiązki szefa tego bardzo istotnego urzędu – ustaliła „GP”.

To jedna z najbardziej skomplikowanych i wielowątkowych spraw prowadzonych przez organy ścigania. Od października 2017 r. Prokuratura Regionalna w Katowicach i Centralne Biuro Antykorupcyjne rozpracowują tzw. gang przebierańców, czyli fałszywych pracowników służb specjalnych powołujących się na wpływy w organach ścigania i administracji państwowej. Dotychczas w tej sprawie zarzuty usłyszało 13 osób.

Jeden z badanych wątków dotyczy działalności gangu w Głównym Inspektoracie Farmaceutycznym (GIF). To strategiczny urząd zajmujący się nadzorem nad wartym miliardy złotych rynkiem leków w Polsce. Przyznano mu szerokie uprawnienia, m.in. wydaje on zgodę na wywóz leków za granicę, a w razie wystąpienia zagrożenia zdrowia bądź życia może wstrzymać produkcję medykamentów.

W czasie, gdy p.o. głównym inspektorem farmaceutycznym był Zbigniew Niewójt, fałszywi pracownicy służb specjalnych nie tylko często gościli w gmachu urzędu, lecz nawet korzystali z gabinetu inspektora i nagrywali odbywające się w nim spotkania. Z ustaleń „GP” wynika, że starali się wspierać Niewojta, aby jak najdłużej sprawował urząd. Powód? Byli powiązani z firmami stanowiącymi mafię lekową zarabiającą krocie na nielegalnym wywozie za granicę leków refundowanych z budżetu państwa.

Znajomość z rzecznikiem prasowym

Gdy w listopadzie 2015 r. Zbigniew Niewójt został p.o. głównym inspektorem farmaceutycznym, rzecznikiem prasowym urzędu mianował Pawła Trzcińskiego. To właśnie on – jak wynika z ustaleń „GP” – miał wprowadzić do urzędu przebierańców.

– Nie chciałbym na ten temat rozmawiać. Ta cała sprawa bardzo dużo mnie kosztowała – mówi w rozmowie z „GP” Trzciński, który z pracą w GIF pożegnał się wraz z Niewojtem. Podczas rozmowy przyznał jednak, że zna jednego z przebierańców, Przemysława W., podającego się za funkcjonariusza Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Obecnie przebywa on w areszcie.

Trzciński poznał go kilka lat temu, gdy był rzecznikiem prasowym Centrum Zdrowia Dziecka. Był przekonany, że jego znajomy to faktycznie pracownik służb. Dzięki Trzcińskiemu W. miał zdobyć zaufanie Niewojta i szybko wprowadził do GIF innego przebierańca, Adama W., przedstawiającego się jako funkcjonariusz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Tymczasem Adam W. na co dzień zajmował się fotografią oraz pośrednictwem finansowym. Obecnie również przebywa w areszcie.

Podsłuch i związki z mafią lekową

W kwietniu br. „GP” ujawniła, że Adam W. i Przemysław W. nie tylko często bywali w gmachu urzędu, ale spotkania w gabinecie szefa GIF odbywali także… pod jego nieobecność. Nagrywali też prowadzone tam rozmowy. Informatorzy „GP” wskazują, że było to możliwe, ponieważ w gabinecie Niewojta zainstalowano stały podsłuch. Dzięki temu na bieżąco mogli pozyskiwać wiedzę o istotnych dla branży farmaceutycznej decyzjach podejmowanych przez GIF.

Paweł Trzciński starał się wówczas tłumaczyć urząd: „P.o. główny inspektor farmaceutyczny, podobnie jak inni urzędnicy państwowi, z którymi kontaktowała się osoba podająca się za funkcjonariusza służb specjalnych [Przemysław W. – przyp. red.], mieli wszelkie podstawy do traktowania go jako przedstawiciela służb. Okazał legitymację i dysponował bronią”.

Z ustaleń „GP” wynika, że gangowi przebierańców mogło zależeć na wpływach w GIF, ponieważ przestępcy mieli działać na zlecenie mafii lekowej zarabiającej krocie na imporcie równoległym. Ten nielegalny proceder polegał na skupowaniu z aptek leków, których cena w Polsce dzięki refundacji z budżetu państwa była bardzo niska, a następnie ich sprzedaży za granicę z przynajmniej kilkakrotnym przebiciem. Zyski z tego procederu sięgały setek milionów złotych. Oprócz aptek uczestniczyły w nim hurtownie farmaceutyczne.

„GP” ustaliła, że zamieszane w wątpliwe transakcje lekowe były dwie firmy związane z gangiem przebierańców. Obydwie powstały w latach 2015–2018. Ich nazwy łudząco przypominają podmioty od lat działające na polskim rynku farmaceutycznym. Są związane z Pawłem B. To brat ukrywającego się obecnie za granicą barona paliwowego, podejrzewanego o gigantyczne oszustwa podatkowe. Jego nazwisko wielokrotnie pojawia się w śledztwie dotyczącym gangu przebierańców.

Kandydatury u premier

Z ustaleń „GP” wynika, że zatrzymani przez CBA członkowie gangu starali się wspierać Niewojta, aby jak najdłużej pozostawał na czele GIF. W tym celu brali udział w torpedowaniu kolejnych konkursów na szefa urzędu, w których nie był on faworytem. Pierwszy rozpisano jeszcze w grudniu 2015 r. Przewodniczącym komisji został Krzysztof Łanda, wiceminister zdrowia odpowiedzialny za rynek leków. Konkurs unieważniono. – Już wtedy było wiadomo, że Łanda będzie forsował na to stanowisko swojego kandydata – mówi „GP” osoba związana z resortem zdrowia.

W drugim konkursie, w którym ponownie komisji przewodniczył Łanda, wyłoniono dwóch kandydatów – Niewojta i Piotra Rykowskiego. Właśnie ten drugi był kojarzony z ówczesnym wiceministrem zdrowia, wspólnie pracowali wcześniej w Narodowym Funduszu Zdrowia. Obydwie kandydatury trafiły w połowie 2016 r. na biurko premier Beaty Szydło, która miała dokonać ostatecznego wyboru nowego szefa GIF.

Podczas trwania drugiego konkursu w witrynie Kulisy24.com i w dzienniku „Fakt” zaczęły się pojawiać artykuły uderzające zarówno w Łandę, jak i w Rykowskiego

Cały tekst w tygodniku "Gazeta Polska"

Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl