Łapiński skomentował rzekomy konflikt między prezydentem a rządem

/ Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

  

– Nie może być końca czegoś, czego nie było. Skoro nie było wojny, nie było konfliktu, to nie można mówić o końcu czegoś, czego nie było – powiedział Krzysztof Łapiński, zapytany w Radiu RMF FM o koniec rzekomego konfliktu między prezydentem a rządem.

O domniemamym konflikcie między prezydentem Andrzejem Dudą a Prawem i Sprawiedliwością, niektóre media mówią od jakiegoś czasu. Wszystkiemu zaprzeczył jednak rzecznik prezydenta, Krzysztof Łapiński. 

Nie może być końca czegoś, czego nie było. Skoro nie było wojny, nie było konfliktu, to nie można mówić o końcu czegoś, czego nie było – stwierdził na antenie Radia RMF FM.

Dopytywany o piątkowe spotkanie prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego z prezydentem Andrzejem Dudą, ktore odbyło się w Belwederze zaznaczył, że było ono bardzo dobre.

Dotyczyło wyłącznie najważniejszych spraw w państwie i głównie spraw reformy wymiaru sprawiedliwości i sądownictwa.

Rzecznik prasowy prezydenta dodał, że nie były poruszane żadne kwestie personalne dotyczace ewentualnych zmian w rządzie.

Przypomnijmy, że prezydent zawetował dwie kluczowe dla reformy sądownictwa ustawy – o Krajowej Radzie Sądownictwa oraz o Sądzie Najwyższym. Andrzej Duda zadeklarował, że w ciągu dwóch miesięcy przedstawi własne projekty tych ustaw. Krzysztof Łapiński zaznaczył, że prezydenckie projekty są na ukończeniu.

Termin taki kiedy prezydent je przedstawi to będzie pewnie po 20 września, no bo wtedy upływa takie zobowiązanie prezydenta, które wyraził publicznie, że dwa miesiące od czasu wet przedstawi ustawy – dodał rzecznik prasowy.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: rmf24.pl, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Debata dyskusyjna o ulgach podatkowych dla inwestorów podczas Kongresu 590

/ Filip Błażejowski/Gazeta Polska

  

Formuła Specjalnych Stref Ekonomicznych (SSE) powołanych przed ponad dwiema dekadami nie pasuje do obecnej rzeczywistości gospodarczej.

Na temat wprowadzonej niedawno Polskiej Strefy Inwestycji(dopuszcza przydzielanie ulg podatkowych inwestorom w całym kraju, niezależnie od miejsca ograniczonego dotąd terytorialnie obszarem działania danej SSE) dyskutowano podczas debaty „Polska specjalną strefą ekonomiczną” w trakcie Kongresu 590 w Jasionce k. Rzeszowa.
Dariusz Śliwowski, wiceprezes Agencji Rozwoju Przemysłu S.A. (ARP S.A.)przypomniał, że ARP  od ponad 20 lat zarządza dwiema SSE w Mielcu i Tarnobrzegu (woj. podkarpackie, lubelskie i południowo-wschodnia część mazowieckiego).


– Wydaliśmy w nich łącznie niemal 850 zezwoleń na działalność gospodarczą, w tym ok. 3/4 dla polskich firm. Przełożyło się to na ponad 20 mld zł zobowiązań inwestycyjnych i utworzenie ok. 65 tys. miejsc pracy.

– Nowa ustawa promuje zwłaszcza polskie MŚP – mówił dalej Śliwowski. – To przede wszystkim nasze małe i średnie firmy będą jej beneficjentami. Już w ubiegłym roku, jeszcze w trakcie obowiązywania starej ustawy o SSE ok. 80 proc. zezwoleń na inwestowanie na ich terenie dotyczyło polskich przedsiębiorców. W nowej – pomoc publiczną poprzez zwolnienia podatkowe można otrzymać praktycznie wszędzie – niezależnie gdzie się prowadzi działalność gospodarczą. Obowiązują dodatkowo kryteria ilościowe (odpowiedniej wysokości nakładów inwestycyjnych), ale także jakościowe podejmowanych przedsięwzięć. Preferowane będą inwestycje w sektor hi-tech czy w technologie z największym potencjałem rozwojowym z punktu widzenia państwa. Ustawodawca uważa bowiem, że premiowanie jakościowego charakteru inwestycji jest bardziej korzystne niż premiowanie inwestycji w mniej atrakcyjnych obszarach. Te bowiem obarczone są ryzykiem „wyjścia” inwestora po przekroczeniu daty obowiązującej zgodnie ze starą ustawą o SSE.


Według wiceprezesa ARP za czasów wcześniejszej ustawy inwestor był traktowany jak petent.
– Uzyskanie zezwolenia na działalność było wówczas dobrem rzadkim. W jej obecnej wersji na zarządzających strefami spoczywają dużo większe obowiązki – dodał Śliwowski.

– Nowa ustawa o jednej, specjalnej strefie ekonomicznej w całym kraju, obowiązująca od połowy br., nie przekreśla osiągnięć dotychczas działających Specjalnych Stref Ekonomicznych. Nasza strefa została uznana jako czwarta wśród dziesięciu najlepszych stref ekonomicznych na świecie. A także, jako jedyna – zakwalifikowana z naszego kraju i sklasyfikowana jako najlepsza w Europie dla sektora MŚP – przypomniał Marek Michalik, prezes łódzkiej SSE.


W jego przekonaniu obecna ustawa, która wydłuża czas zwolnień podatkowych inwestorów w dotychczasowych SSE do 2026 r., jednocześnie zrównuje w prawach do podobnych zwolnień firmy publiczne i prywatne, które chciałyby podejmować inwestycje na jej nowych zasadach.

– Tymczasem stara ustawa oznaczała dla przedsiębiorców chcących inwestować w SSE często wielomiesięczne procedury, co prowadziło do rezygnacji przez dużą część z nich do inwestowania. Nowa ustawa została skonstruowana m.in. po to, by wzmocnić firmy MŚP, dopuszcza do inwestowania także najmniejsze mikrofirmy. Z zapisów nowej ustawy powinny skorzystać przede wszystkim firmy polskie – uważa Michalik.


Chodzi o ich odpowiedzialność za przyciąganie do inwestowania nowych przedsiębiorców.
Zdaniem Pawła Tynela z E&Y dotychczasowe SSE nie tylko wydawały decyzje o możliwości inwestowania na ich terenach. – Były także pośrednikiem między administracją, a biznesem. Tynel zgodził się z wiceprezesem Śliwowskim, że w nowych realiach ciężar odpowiedzialności zarządzających strefami jest większy niż do tej pory.

– Powinni pomagać inwestorom w informowaniu, na jakich terenach nowe przedsięwzięcia gospodarcze mogą otrzymać wsparcie, o ile w danym miejscu okaże się to niemożliwe.

Krzysztof Niemiec, wiceprezes spółki Track Tec, dowodził, że musimy lepiej wykorzystywać środki unijne na drodze doganiania światowej czołówki gospodarczej, także dzięki działalności w Polskiej Strefie Inwestycji. – W latach powojennych kraje korzystające z Planu Marshalla otrzymały łącznie 13 mld dol (odpowiadające 89 mld obecnych euro). Pozwoliło to im na ogromny rozwój gospodarczy w kolejnych dekadach. W perspektywie finansowej UE w l. 2014–2020 Polska otrzyma zaś 106 mld euro. Oznacza to więc dla nas nadarzającą się szansę, by zaistnieć w czołówce europejskiej i światowej. Jeśli chcemy wykreować polskich czempionów, nasze firmy powinny być obecne na rynkach światowych i skutecznie podejmować na nich rywalizację z największymi koncernami. Do tego potrzebne są jednak nie tylko pieniądze na inwestowanie, ale i wytworzenie odpowiedniego otoczenia prawnego, ułatwiającego podejmowanie działalności gospodarczej: stabilnego prawa i systemu podatkowego, przewidywalnych procedur itd. Tymczasem, jak dotąd, nie wykorzystujemy wszystkich szans. Największe środki unijne poszły w ostatnich latach na modernizacje i rozbudowę infrastruktury: drogowej i kolejowej. Zaś polscy czempioni mogliby, przynajmniej w niektórych branżach, tworzyć polskie standardy i technologie, wykorzystywane na całym świecie, a nie – jak często dotąd – kupować je od innych.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl