Wizna – polskie Termopile – niezwykła walka garstki żołnierzy polskich przeciwko armii niemieckiej

Miejsce pamięci o bitwie i pozostałości schronu na Strękowej Górze

Magdalena Łysiak

Kontakt z autorem

Przez cztery dni – od 7 do 10 września 1939 roku – kilkuset polskich żołnierzy kpt. Władysława Raginisa stawiało opór kilkudziesięciotysięcznej armii niemieckiej dowodzonej przez gen. Heinza Guderiana. Dzięki bohaterskiej postawie kpt. Raginisa i jego żołnierzy, którzy przez ten czas wiązali siły niemieckie, zyskano cenne chwile na utworzenie armii Warszawa, w skład której weszły niedobitki oddziałów ściąganych z całego kraju do obrony stolicy.

Linia obrony „Wizna”, znajdująca się na północny-wschód od Łomży, chociaż została w kwietniu 1939 roku wzmocniona bunkrami i zaporami przeciwczołgowymi, tak naprawdę nigdy nie została ukończona. Mimo że zbudowano 7 ciężkich i 2 lekkie schrony bojowe, to nie było w nich wentylacji, niektóre nie były nawet zamaskowane, niektóre nie miały pancernych kopuł. Linię obsadzono oddziałami Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Narew”, w której skład wchodziły m.in. 8 Kompania Strzelecka, 136 Rezerwowa Kompania Saperów i pluton artylerii piechoty. W sumie 20 oficerów i 700 szeregowców. Na ich czele stanął kpt. Władysław Raginis, instruktor i wykładowca Szkoły Podchorążych Piechoty w Komorowie. Na wyposażeniu mieli cztery działa, dwadzieścia cztery ciężkie karabiny maszynowe, osiemnaście ręcznych karabinów maszynowych i dwa karabiny przeciwpancerne. Wokół Narwi roztaczały się bagienne tereny, jednak tego lata było na tyle upalnie, że wszystko wyschło i czołgi niemieckie poruszały się bez przeszkód.

Kpt. Władysław Raginis

Kpt. Raginis i dowódca artylerii por. Stanisław Brykalski, mając świadomość, że idą na nich ogromne siły wroga, aby wzmocnić morale garstki swych żołnierzy, złożyli przysięgę, że nie opuszczą bronionych pozycji.

7 września pod Wiznę podeszły oddziały rozpoznawcze 10 Dywizji Pancernej, które rozbiły pluton konnych zwiadowców. 8 września na przedpolu Giełczyna rozpoczęły działania zaczepne. Gen. Guderian dotarł do pozycji zajmowanych przez 10 Dywizję Pancerną następnego dnia i przekonał się, że niemiecka piechota – pomimo całodziennego ostrzału artyleryjskiego i wsparcia lotnictwa – nawet nie dotarła do polskich umocnień. 

Niemcy po raz kolejny ruszyli na polskie pozycje. Załogi bunkrów broniły się z okopów, gdyż brak wentylacji powodował duże zadymienie pomieszczeń. Zginął wówczas m.in. porucznik Stanisław Brykalski. Polacy nieustannie odpierali kolejne fale niemieckiego natarcia, zniszczyli kilkanaście czołgów, ale wkrótce stało się jasne, że nie mają wystarczającej ilości broni i amunicji.
W związku z tym Guderian zmienił taktykę i rozkazał podjeżdżać czołgom pod poszczególne schrony, przecinając komunikację pomiędzy polskimi punktami oporu, a następnie izolowane schrony okrążała i zdobywała piechota. Około godziny 18 poddał się kapitan Wacław Szmidt w schronie Kurpiki. O świcie 10 września nastąpił atak na schron kpt. Raginisa na Górze Strękowej, podczas którego niemiecki parlamentariusz postawił kapitanowi ultimatum, że albo bunkier się podda, albo zostaną rozstrzelani wszyscy polscy jeńcy wzięci do niewoli w czasie bitwy. Większość żołnierzy w schronie była ranna, kończyła się też amunicja, więc po godzinie namysłu Raginis rozkazał im opuścić schron, a sam rozerwał się granatem.

W okresie powojennym wszystkie schrony odcinka zostały zniszczone. W ruinach obiektu dowodzenia znajduje się pomnik, na którym umieszczono tablicę z napisem:

Przechodniu, powiedz Ojczyźnie, żeśmy walczyli do końca, spełniając swój obowiązek. 
 

Niemcy spalili zwłoki kapitana Raginisa. Zwęglone szczątki pochowano z porucznikiem Brykalskim tuż obok schronu na Strękowej Górze. Później sowieci kazali przenieść ciała, aby utrudnić oddawanie czci bohaterom. Nowy grób znajdował się w pobliżu drogi, kilkaset metrów od schronu. W 2011 roku ekshumowano szczątki i zrobiono analizę DNA, która potwierdziła tożsamość oficerów. Uroczysty pogrzeb odbył się na Górze Strękowej 10 września 2011 roku, w 72. rocznicę ich śmierci.

Źródło: dzieje.pl, ipn.gov.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Ekspert ostrzega: Aktywność Rosjan w…

Ekspert ostrzega: Aktywność Rosjan w…

Ks. Tyrała: Muzyka ma być językiem…

Ks. Tyrała: Muzyka ma być językiem…

Makabryczna zbrodnia sprzed 15 lat. Czterech…

Makabryczna zbrodnia sprzed 15 lat. Czterech…

Nowelizacja budżetu na 2017 rok opublikowana…

Nowelizacja budżetu na 2017 rok opublikowana…

Zapadł wyrok ws. komercyjnego…

Zapadł wyrok ws. komercyjnego…

Ekspert ostrzega: Aktywność Rosjan w cyberprzestrzeni jest bardzo znacząca

/ ilustracja na podst. Kurious i geralt; pixabay.com / Creative Commons CC0

„Nawet jeżeli dane kampanie hakerskie wymierzone są w instytucje biznesowe czy państwowe, to ich skutki mogą odczuć również zwykli obywatele”- wyjaśnia ekspert Instytutu Kościuszki i radca prawny JFTC NATO kmdr por. Wiesław Goździewicz. Podkreśla on również, że aktywność Rosjan w cyberprzestrzeni jest ostatnio bardzo duża.

- Nawet jeżeli dane kampanie hakerskie wymierzone są w instytucje biznesowe czy państwowe, to w konsekwencji ich skutki mogą odczuć również zwykli obywatele. Tego typu ataki mają bardzo różny charakter - od najprostszych działań o charakterze kryminalnym, poprzez bardziej zaawansowane działania mające na celu ograniczanie funkcjonalności niektórych serwisów internetowych, a także rozpowszechnianie propagandy. Mogą to być również regularne operacje cybernetyczne, mające na celu wpływanie na decyzje polityczne lub preferencje wyborcze obywateli danych państw - podkreślił ekspert.

Jako przykłady ostatniego działania podał informacje opublikowane przez FBI dotyczące zaangażowania rosyjskich hakerów we wpływanie na przebieg procesu wyborczego w trakcie ostatnich wyborów prezydenckich w USA czy raporty opublikowane przez francuskie władze bezpieczeństwa, dotyczące prób ingerencji hakerskich w wybory prezydenckie we Francji.
Goździewicz przyznał, że aktywność Rosjan w cyberprzestrzeni jest bardzo znacząca.

- Nikt nie ukrywa, że w 2008 r. polskie serwisy rządowe padły ofiarą zmasowanych kampanii typu DDoS, czyli zdalnych operacji mających na celu ograniczenie funkcjonalności czy zalanie serwerów odpowiedzialnych za funkcjonowanie rządowych serwisów internetowych taką liczbą zapytań, żeby doprowadzić do ich przeciążenia. Wiązano tę działalność hakerską ze wsparciem, którego Polska udzieliła Gruzji, podczas krótkiej wojny, która miała miejsce w tym roku, a dotyczyła północnej Abchazji - przypomniał ekspert.

Zaznaczył, że wykorzystywanie komputerów czy sieci komputerowych zlokalizowanych w innych państwach jest często używane przez hakerów do maskowania ich faktycznego zaangażowania.

- Jeżeli bezpośrednim źródłem ataku jest np. sieć komputerowa w Wenezueli, to wiadomo, że pierwsze kroki informatyków śledczych będą skierowane tę stronę. Tymczasem w Wenezueli może być zlokalizowany jedynie zbiór zainfekowanych komputerów, często wykorzystywanych bez wiedzy ich właścicieli do przeprowadzania operacji cybernetycznych m.in. kampanii DDoS - wyjaśnił Goździewicz.

Wśród przykładów uciążliwości takiego działania dla zwykłych użytkowników sieci ekspert przywołał atak hakerski z 2016 r., którego skutkiem było poważne ograniczenie funkcjonalności serwisów o globalnym zasięgu, takich jak Amazon czy eBay.

 

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl