Zaskakujące słowa szefa niemieckiego MSW. Sprzeciwia się karom finansowym dla krajów UE

Thomas de Maizière / Wikimedia Commons/Olaf Kosinsky - Own work/CC BY-SA 3.0 DE

Niemiecki minister spraw wewnętrznych, Thomas de Maizière, powiedział w wywiadzie dla „Passauer Neue Presse”, że jest przeciwny pomysłowi nakładania kar finansowych na państwa członkowskie UE jako „narzędzia nacisku”. To dość odosobniony głos na tle coraz liczniejszego chóru wskazującego na konieczność karania państw Unii za m.in. nieprzyjmowanie uchodźców.

W rozmowie z „PNP” Thomas de Maizière stwierdził, że sprzeciwia się projektom mającym na celu zastosowanie cięcia dotacji unijnych jako „narzędzia nacisku na państwa członkowskie UE”. Takie pomysły pojawiały się m.in. w próbie narzucenia państwom Unii przyjęcia uchodźców zgodnie z ustalonym systemem relokacji czy wpływania na reformy sądownictwa w Polsce.

- Gdy będziemy musieli ciąć dotacje unijne, by wymusić wdrożenia wyroków, to wtedy sytuacja w Unii rzeczywiście będzie wyglądała bardzo źle – powiedział szef niemieckiego MSW w „Passauer Neue Presse”.

To dość zaskakujący głos przy coraz liczniejszym chórze nawołującym do wprowadzenie sankcji w związku z nieprzyjmowaniem przez kilka państw Unii uchodźców według zasady relokacyjnego rozdzielnika. Taki pomysł przedstawił m.in. cytowany wczoraj przez nas niemiecki europoseł Elmar Brok. Chciał on wsparcia finansowego dla państw przyjmujących uchodźców, które pochodziłoby z funduszy strukturalnych UE przeznaczonych dla państw, które uchodźców z „rozdzielnika” nie przyjęły.

Tego rodzaju groźby, dotyczące sankcji finansowych, od dłuższego czasu są przez europejskich polityków kierowane pod adresem Polski. W takim tonie wypowiadała się w lipcu m.in. Vera Jourová, europejska komisarz ds. sprawiedliwości, chcąc ukarać Polskę za planowaną reformę wymiaru sprawiedliwości. 

- Obserwujemy systematyczne zniesienie rządów prawa w Polsce, bo niszczona jest równowaga sił pomiędzy władzą sądowniczą i wykonawczą (...) To kwestia uczciwości. Nie mogę sobie wyobrazić, że niemieccy czy szwedzcy podatnicy chcą płacić za ustanowienie pewnego rodzaju dyktatury w innym kraju UE – powiedziała Jourová w „Neue Osnabrücker Zeitung”

Źródło: dw.com, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Ten problem dotyczy prawie wszystkich osób po czterdziestce

/ pixabay.com

Niemal każda osoba zbliżająca się do 40 roku życia ma problemy ze wzrokiem. Większość narzeka na rozmazujący się tekst i źle widzi z bliskiej odległości. Odpowiada za to prezbiopia, czyli naturalne zmiany w układzie wzrokowym, które zachodzą wraz z wiekiem. Na tę przypadłość cierpi ok. 10 mln Polaków, przeważnie jednak nie wiedzą, w jaki sposób można ją korygować.

– Z badań wynika, że prawie wszyscy po 40 roku życia mają problemy ze wzrokiem, tylko nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Najczęściej objawia się to w postrzeganiu drobnych elementów w bliży – obraz zaczyna się rozmazywać, a w późniejszym okresie jest w ogóle niemożliwy do obserwacji 

- wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Szczerbiński, optyk optometrysta, ekspert Krajowej Rzemieślniczej Izby Optycznej.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez PBS, 98 proc. osób powyżej 40 roku życia ma problemy ze wzrokiem. To niemal połowa społeczeństwa. Odpowiada za to prezbiopia, czyli efekt naturalnych zmian układu wzrokowego, które zachodzą wraz z wiekiem. Mogą o niej świadczyć problemy z czytaniem z bliskiej odległości, rozmazany obraz czy trudności z widzeniem po zmroku.

– Prezbiopia to problem z postrzeganiem drobnych elementów, druku, tekstu, jakimkolwiek przedmiotem, który znajduje się w bliży. Fachowo mówiąc, jest to problem akomodacji – tracimy możliwość akomodowania w taki sposób, żeby te drobne elementy mogły być dla nas widoczne – tłumaczy Paweł Szczerbiński.

Większość za problemy ze wzrokiem obwinia zbyt długą pracę przed komputerem, jednak prezbiopia dotyka wszystkie osoby w grupie 40+. Przyczyną jest coraz mniej sprężysta soczewka, czyli naturalne zjawisko, które pojawia się wraz z wiekiem. Mniej sprawne stają się mięśnie odpowiedzialne za zmianę kształtu soczewki. W efekcie oko nie jest w stanie widzieć przedmiotów czy druku z bliska lub daleka.

Badanie wskazuje, że 89 proc. osób po 40 roku życia nie wie, że prezbiopia to efekt naturalnych zmian. Jeszcze mniej osób wie, w jaki sposób korygować taką przypadłość i co można zrobić, aby mimo problemów ze wzrokiem żyć komfortowo. Jak podkreślają eksperci, prezbiopii nie można wyleczyć, ale można z nią żyć.

– Najprostszą metodą jest zastosowanie odpowiedniej, dodatkowej korekty okularowej bądź obecnie najlepsze rozwiązanie to zastosowanie okularów progresywnych, które umożliwiają widzenie w jednej parze wszystkich odległości komfortowo i wygodnie – podkreśla Paweł Szczerbiński.

Szkła progresywne nosi zaledwie 13 proc. Polaków. Dla porównania, we Francji wskaźnik ten przekracza 70 proc. Tymczasem okulary progresywne to najlepsze rozwiązanie dla prezbiopów, choć 76 proc. z nich i tak nosi okulary. Szkło progresywne ma kilka obszarów działania: górna część odpowiada za widzenie dali, dolna – za bliskie odległości, a środkowa pozwala widzieć na pośrednich dystansach. Kluczem jest odpowiednie dopasowanie szkieł, za to zaś odpowiadają optometryści. Polacy rzadko jednak badają wzrok (64 proc. osób 40+ robi to rzadziej niż zalecane raz na rok), a 41 proc. nie wie, że wzrok można zbadać u optometrysty.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl