Kłopot pana prezydenta

Po czterech miesiącach urzędowania rzecznik prasowy Krzysztof Łapiński staje się coraz większym obciążeniem dla prezydenta Andrzeja Dudy. Swoimi wypowiedziami kompromituje nie tylko siebie, ale niestety również głowę państwa. Dlaczego? Z bardzo prostego powodu: powszechnie uważa się, że rzecznik prasowy jest „ustami” swojego szefa, dlatego wypowiedzi Łapińskiego odbierane są jako głos samego prezydenta.

A tymczasem biega on po mediach (głównie TVN) i tym, co mówi, zamiast budować, systematycznie obniża rangę urzędu prezydenta. To nie lada kłopot, bo szczególnie rzecznik głowy państwa powinien być nie tylko sprawny intelektualnie, ale również powściągliwy, oraz prezentować dobry poziom obycia politycznego, bez względu na sytuację. Może Łapiński powinien baczniej przyjrzeć się pracy Rafała Bochenka, rzecznika prasowego rządu Beaty Szydło, by pojąć, na czym polega dobre wypełnianie tej funkcji. Jednak to wcale nie musi pomóc, bo trudno dziś oprzeć się wrażeniu, że prowadzi on jakąś własną grę polityczną, nie oglądając się na to, że traci na niej prezydent.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Frasyniuk jak za PRL!

Nieodżałowany Wojciech Pokora zagrał wiele genialnych scen, ale w mojej pamięci na honorowej półce leży cała seria opowieści docenta Furmana. Prawdziwe perełki, klasyka gatunku. Jak wiadomo, docent Furman pasjonował się myślistwem i gromadził wokół siebie wszystkie myśliwskie atrybuty.

Na ścianie poroża, na podłodze skóra z polarnego niedźwiedzia, do tego strzelba, naboje, uniform i nieodłączny pies Teodor. Wszystko razem miało z kompletnego niezguły i mitomana zrobić wielkiego łowczego. Oczywiście docent Furman padł ofiarą mody i struktury awansów, jakie panowały w PRL.

Rektor czy tam inny promotor był myśliwym, no to trzeba było się dostosować do potrzeb chwili. Jednak każdy, kto miał blade pojęcie, i to niekoniecznie o myślistwie, ale o zwykłym życiu, z trudem powstrzymywał śmiech, gdy słuchał brawurowych historii w wykonaniu Furmana. Wiedzę i dokonania myśliwego dowcipnie zweryfikowała Ewa Majewska, studentka, która w wolnym czasie robiła striptiz w „Kongresowej”. Pan docent skończył właśnie opowiadać, jak to zimą zasadzał się na odyńca i w siarczystym mrozie minus 20 stopni wskoczył do wody jak oparzony, gwałtownie chwycił za strzelbę i posłał śrut w stronę „kaczek”. Chybił widowiskowo, i dzięki Bogu, bo jak zaważyła Ewa Majewska, pomylił dzikie kaczki z gołębiami Balcerka. Genialny Bareja miał niebywały zmysł społeczny i idealnie portretował charakterystyczne postaci, dlatego jestem więcej niż przekonany, że Władysław Frasyniuk, opowiadając głodne kawałki o tym, jak to było za PRL i jak jest teraz, byłby doskonałym pierwowzorem docenta Furmana. Legendarne wyczyny Frasyniuka mają tyle wspólnego z rzeczywistością co polowania docenta, z tym że Frasyniukowi mylą się pajace z bohaterami.  

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl