Andrzej Zybertowicz: Myślenie powstrzymane w pół kroku

/ Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Andrzej Zybertowicz

W latach 2008–2010 doradca społeczny prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, od 2015 doradca społeczny prezydenta RP Andrzeja Dudy. Socjolog, doktor habilitowany nauk humanistycznych, profesor nadzwyczajny

Kontakt z autorem

  

Niekontrolowane migracje i terroryzm. Jak daleko potrafimy posunąć się w analizie tych problemów? Czy jest możliwe, by u ich źródeł leżały poważne błędy naszego zachodniego myślenia? Myślenia, które obecnie dominujący na Zachodzie wzorzec społeczno-ekonomicznego rozwoju uznaje za naturalny?

Obiegowa w naukach społecznych teza łączy wychodzenie z etapu społeczeństw rolniczych, czyli uprzemysłowienie i przenoszenie się życia do miast, z dwoma ważnymi efektami. Z laicyzacją (obumieraniem religijności) oraz z obniżeniem dzietności kobiet. Statystycznie rzecz biorąc, im większe są dostatek, wygoda i bezpieczeństwo, w jakich żyją ludzie, tym mniej interesuje ich religia i tym mniejszą mają chęć, by brać na swoje barki wychowywanie dzieci.

Słowem, im lepiej, wygodniej nam się żyje, tym mniejszą chęć mamy do dzielenia się tym dobrobytem nawet z osobami najbliższymi – czyli własnym potomstwem. Wygląda to paradoksalnie, ale wszystko na to wskazuje, że taka właśnie jest faktyczna mechanika epoki nowożytnej. Jest mnóstwo badań i modeli naukowych, które to opisują i wyjaśniają. Wygląda tak, jakby ceną, jaką Cywilizacja Zachodu płaci za rozwój gospodarczy, było pozbawienie się duszy (odchodzenie od religii) i zakwestionowanie własnej kulturowej przyszłości (odchodzenie od rodzicielstwa).

Cywilizacyjne tło

Gospodarcza dynamika Zachodu zrodziła globalizację (poddanie mechanizmom rynku całej planety) oraz masowe migracje ekonomiczne. Gdy Zachód rozpędził już gospodarkę, przy okazji przyduszając demografię, sięgnięto po siłę roboczą z innych krajów oraz kręgów kulturowych. To jest cywilizacyjne tło, jakie należy przywołać, jeśli chcemy zrozumieć serie ostatnich ataków terrorystycznych oraz fal niekontrolowanych migracji.

Ale najpierw pytanie, co te dwa niedobre zjawiska mają ze sobą wspólnego? Nie zamierzam po raz tysięczny powtarzać tu tezy – dla jednych przekonującej, dla innych kontrowersyjnej – że przyjąć migrantów spoza Europy, zwłaszcza z krajów islamskich, to po prostu zaprosić do siebie terror. Uważam, że ani nie można migrantów z terroryzmem utożsamiać, ani nie wolno wmawiać sobie, że jedno z drugim nie ma NIC wspólnego. Choć nie są to zjawiska tożsame, to jednak są powiązane. 

Zwróćmy uwagę na inne wspólne cechy. W obu przypadkach – terrorystycznych ataków i niekontrolowanych migracji – giną niewinni ludzie. W pierwszym przypadku są to przypadkowe ofiary terrorystycznej agresji, w drugim skuszone wizją lepszego życia ofiary przemytniczego biznesu tonące np. w wodach Morza Śródziemnego. Ale na tym to, co wspólne, się nie kończy. Globalizacja i polityka multikulturowości to kolejne wspólne mianowniki. Aby to właściwie ująć, przyjmijmy za trafną myśl pewnego izraelskiego doświadczonego speca od zwalczania terrorystów, że głęboką przyczyną wielu aktów terrorystycznych jest poczucie niższości. 

Globalizacja upokarza

Właśnie tak. W ostatnich dekadach globalizacja powiązana jest z rozwojem Internetu, mediów społecznościowych – z obiegiem informacji tak szybkim i swobodnym, jak nigdy w dziejach ludzkości. Przez tysiąclecia bogaci i potężni zabezpieczali się przed gniewem ludu, „chroniąc” go przed wiedzą, jak faktycznie elity żyją, za pomocą jakich „sztuczek” swe bogactwo zdobyły i jak bardzo mają lud w nosie. Tymczasem obecnie nędzarz z najdalszego krańca świata może wspaniałości dostępne bogatym na własne oczy z bliska (np. w smartfonie) obejrzeć. I przeżyć upokorzenia, które były mu oszczędzone, gdy bogaci i potężni oddzieleni byli dystansami i murami nie do przebycia.

Dzisiaj ubodzy, korzystając z tanich linii lotniczych i innych form nowoczesnej mobilności (w tym biznesu przemytniczego), docierają do ziem obiecanych. A czasem nawet są tam zapraszani jako tania siła robocza. I oglądają okna wystawowe z luksusami im niedostępnymi. Ale tutaj upokorzenia często dopiero się zaczynają. Konfrontacja osób z kultur tradycyjnych, rolniczych, ze zgiełkiem i przesytem demokracji liberalnych, ze światem wzorów kulturowych, które wydają się po prostu niegodne i nieludzkie, rodzi kolejne upokorzenia. Globalizacja zatem, choć z jednej strony niektórym regionom świata przyniosła wzrost gospodarczy, to z drugiej milionom przysporzyła upokorzeń. Ale, oczywiście, same upokorzenia nie wystarczą, by z kogoś zrobić człowieka gotowego do zabijania niewinnych ludzi, z jednoczesną gotowością poświęcenia swojego życia.

Zjawa multikulturowej integracji

Do tego potrzebne jest jeszcze napięcie kulturowe. Głęboka nieprzystawalność kultur (czy subkultur), która tworzy podglebie niezrozumienia, wrogości i pogardy. Wśród wielu iluzji demokracji liberalnej są też te dwie, sprzężone ze sobą. Pierwsza: że w dynamicznym, nowoczesnym świecie nader różnego typu kultury ot tak, mocą zadeklarowania pokoju, miłości i dostatku, mogą się integrować. Druga: że dzięki wzrostowi gospodarczemu nie tylko jesteśmy w stanie wszystkim zapewnić dostatek, ale także w zasadzie równe szanse awansu społecznego. Na bazie tych iluzji wyrosła polityka nieprzemyślanej multikulturowości. 

Ale jak w radykalnie odmiennym, zindywidualizowanym, egocentrycznym świecie Zachodu mieliby integrować się muzułmanie? Porzucając swoje dające wsparcie (kosztem ograniczenia wolności indywidualnej) wspólnoty, westernizować się? Po co? Po to, by raz po raz na własnej skórze doświadczać, jak złudne potrafią być równościowe obietnice demokracji liberalnej? Że demokracja liberalna (w wielu wypadkach należałoby mówić: oligarchia liberalna) często nie spełnia swoich obietnic sprawiedliwego awansu społecznego nawet wobec „swoich”, a tym bardziej wobec „obcych” kulturowo. To już lepiej trzymać się swoich wspólnot, które nawet jeśli nie zapewniają dostatku, chronią poczucie godności.

Rozwój bez demografii, rozwój bez duszy

Wzrost dobrobytu został opłacony utratą duszy (słabnięcie wspólnotowych i moralnych funkcji chrześcijaństwa) oraz przyszłości (drastycznie niska w niektórych krajach dzietność kobiet). Wytworzyło to wysokie zapotrzebowanie na siłę roboczą z obcych kultur w takiej skali, że nie potrafimy ani przybyszów integrować do naszych wartości (zdeformowanych), ani budować jakiejś twórczej, przełamującej obcość syntezy wartości z różnych kultur. Zamiast tego mamy życie obok. Ale czy elity kierujące Unią Europejską zdolne są do przemyśleń sięgających tak głęboko?

Skoro uczeni mówią, że rozwojowi gospodarczemu jako coś naturalnego towarzyszy laicyzacja, odwspólnotowienie, hiperindywidualizm, to przecież trzeba się z tym pogodzić… Nawet jeśli ceną miałby być kryzys, z którym nie potrafimy się uporać? Czyżby lęk przed re-chrystianizacją Europy przekroczył już granice rozsądku? 

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Jak przebierańcy trzęśli farmaceutyką. Nieznane kulisy głośnego skandalu

/ / jarmoluk

Piotr Nisztor

Dziennikarz śledczy „Gazety Polskiej i „Gazety Polskiej Codziennie”. W Telewizji Republika jest gospodarzem programu „Rozmowa ściśle jawna”.

Kontakt z autorem

  

Fałszywi pracownicy służb specjalnych, zatrzymani kilka miesięcy temu przez Centralne Biuro Antykorupcyjne, mieli brać udział w torpedowaniu kolejnych konkursów na stanowisko szefa Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego. W ten sposób Zbigniew Niewójt, z którym mieli znakomite relacje, przez ponad dwa i pół roku pozostawał pełniącym obowiązki szefa tego bardzo istotnego urzędu – ustaliła „GP”.

To jedna z najbardziej skomplikowanych i wielowątkowych spraw prowadzonych przez organy ścigania. Od października 2017 r. Prokuratura Regionalna w Katowicach i Centralne Biuro Antykorupcyjne rozpracowują tzw. gang przebierańców, czyli fałszywych pracowników służb specjalnych powołujących się na wpływy w organach ścigania i administracji państwowej. Dotychczas w tej sprawie zarzuty usłyszało 13 osób.

Jeden z badanych wątków dotyczy działalności gangu w Głównym Inspektoracie Farmaceutycznym (GIF). To strategiczny urząd zajmujący się nadzorem nad wartym miliardy złotych rynkiem leków w Polsce. Przyznano mu szerokie uprawnienia, m.in. wydaje on zgodę na wywóz leków za granicę, a w razie wystąpienia zagrożenia zdrowia bądź życia może wstrzymać produkcję medykamentów.

W czasie, gdy p.o. głównym inspektorem farmaceutycznym był Zbigniew Niewójt, fałszywi pracownicy służb specjalnych nie tylko często gościli w gmachu urzędu, lecz nawet korzystali z gabinetu inspektora i nagrywali odbywające się w nim spotkania. Z ustaleń „GP” wynika, że starali się wspierać Niewojta, aby jak najdłużej sprawował urząd. Powód? Byli powiązani z firmami stanowiącymi mafię lekową zarabiającą krocie na nielegalnym wywozie za granicę leków refundowanych z budżetu państwa.

Znajomość z rzecznikiem prasowym

Gdy w listopadzie 2015 r. Zbigniew Niewójt został p.o. głównym inspektorem farmaceutycznym, rzecznikiem prasowym urzędu mianował Pawła Trzcińskiego. To właśnie on – jak wynika z ustaleń „GP” – miał wprowadzić do urzędu przebierańców.

– Nie chciałbym na ten temat rozmawiać. Ta cała sprawa bardzo dużo mnie kosztowała – mówi w rozmowie z „GP” Trzciński, który z pracą w GIF pożegnał się wraz z Niewojtem. Podczas rozmowy przyznał jednak, że zna jednego z przebierańców, Przemysława W., podającego się za funkcjonariusza Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Obecnie przebywa on w areszcie.

Trzciński poznał go kilka lat temu, gdy był rzecznikiem prasowym Centrum Zdrowia Dziecka. Był przekonany, że jego znajomy to faktycznie pracownik służb. Dzięki Trzcińskiemu W. miał zdobyć zaufanie Niewojta i szybko wprowadził do GIF innego przebierańca, Adama W., przedstawiającego się jako funkcjonariusz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Tymczasem Adam W. na co dzień zajmował się fotografią oraz pośrednictwem finansowym. Obecnie również przebywa w areszcie.

Podsłuch i związki z mafią lekową

W kwietniu br. „GP” ujawniła, że Adam W. i Przemysław W. nie tylko często bywali w gmachu urzędu, ale spotkania w gabinecie szefa GIF odbywali także… pod jego nieobecność. Nagrywali też prowadzone tam rozmowy. Informatorzy „GP” wskazują, że było to możliwe, ponieważ w gabinecie Niewojta zainstalowano stały podsłuch. Dzięki temu na bieżąco mogli pozyskiwać wiedzę o istotnych dla branży farmaceutycznej decyzjach podejmowanych przez GIF.

Paweł Trzciński starał się wówczas tłumaczyć urząd: „P.o. główny inspektor farmaceutyczny, podobnie jak inni urzędnicy państwowi, z którymi kontaktowała się osoba podająca się za funkcjonariusza służb specjalnych [Przemysław W. – przyp. red.], mieli wszelkie podstawy do traktowania go jako przedstawiciela służb. Okazał legitymację i dysponował bronią”.

Z ustaleń „GP” wynika, że gangowi przebierańców mogło zależeć na wpływach w GIF, ponieważ przestępcy mieli działać na zlecenie mafii lekowej zarabiającej krocie na imporcie równoległym. Ten nielegalny proceder polegał na skupowaniu z aptek leków, których cena w Polsce dzięki refundacji z budżetu państwa była bardzo niska, a następnie ich sprzedaży za granicę z przynajmniej kilkakrotnym przebiciem. Zyski z tego procederu sięgały setek milionów złotych. Oprócz aptek uczestniczyły w nim hurtownie farmaceutyczne.

„GP” ustaliła, że zamieszane w wątpliwe transakcje lekowe były dwie firmy związane z gangiem przebierańców. Obydwie powstały w latach 2015–2018. Ich nazwy łudząco przypominają podmioty od lat działające na polskim rynku farmaceutycznym. Są związane z Pawłem B. To brat ukrywającego się obecnie za granicą barona paliwowego, podejrzewanego o gigantyczne oszustwa podatkowe. Jego nazwisko wielokrotnie pojawia się w śledztwie dotyczącym gangu przebierańców.

Kandydatury u premier

Z ustaleń „GP” wynika, że zatrzymani przez CBA członkowie gangu starali się wspierać Niewojta, aby jak najdłużej pozostawał na czele GIF. W tym celu brali udział w torpedowaniu kolejnych konkursów na szefa urzędu, w których nie był on faworytem. Pierwszy rozpisano jeszcze w grudniu 2015 r. Przewodniczącym komisji został Krzysztof Łanda, wiceminister zdrowia odpowiedzialny za rynek leków. Konkurs unieważniono. – Już wtedy było wiadomo, że Łanda będzie forsował na to stanowisko swojego kandydata – mówi „GP” osoba związana z resortem zdrowia.

W drugim konkursie, w którym ponownie komisji przewodniczył Łanda, wyłoniono dwóch kandydatów – Niewojta i Piotra Rykowskiego. Właśnie ten drugi był kojarzony z ówczesnym wiceministrem zdrowia, wspólnie pracowali wcześniej w Narodowym Funduszu Zdrowia. Obydwie kandydatury trafiły w połowie 2016 r. na biurko premier Beaty Szydło, która miała dokonać ostatecznego wyboru nowego szefa GIF.

Podczas trwania drugiego konkursu w witrynie Kulisy24.com i w dzienniku „Fakt” zaczęły się pojawiać artykuły uderzające zarówno w Łandę, jak i w Rykowskiego

Cały tekst w tygodniku "Gazeta Polska"

Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl