Widziałem Stalina, czyli hinduski powrót do przeszłości

Odkryłem właśnie zupełnie nową twarz Indii. Inną niż wielomilionowa stolica New Delhi, informatyczna aglomeracja Bangalore, zawieszony pod Himalajami Nanital, historyczny Bombaj (Mumbai) czy europejskie, kuszące Goa. Kerala – stan rządzony „od zawsze” przez komunistów.

Nigdy w życiu nie widziałem tylu portretów Stalina, co tutaj. Nawet w miejscu urodzenia „słoneczka ludzkości” Josifa Wissarionowicza Dżugaszwilego, pseudonim partyjny Stalin, w gruzińskim Gori ich nie uświadczysz. Czasem, sporadycznie pojawiają się na manifestacjach komunistów w Rosji. Tu, w odwiedzanej przez turystów z całego świata Kerali, towarzysz Stalin jest obecny. Tak, tak, bardziej niż... Lenin! Widziałem więcej plakatów ze Stalinem niż ojcem Związku Sowieckiego Włodzimierzem Iljiczem Uljanowem, pseudonim partyjny Lenin. Ale jednak to nie morderca – Osetyniec Stalin (choć część Gruzinów podkreśla, że to jednak ich rodak...) króluje w Kerali. Cheguevara patrzy na mnie niemal z każdego miejsca. Che jest wszędzie. Na ulicy, na przystani łódek, na autobusie, na sklepie. Tylko czerwonych flag z tradycyjnymi żółtymi: sierpem i młotem jest więcej. Ciekawe, bo nigdzie indziej tego nie widziałem, że niemało jest tu innych komunistycznych flag: białych(!) z czerwonym sierpem i czerwonym młotem. Symbole komunistów są rzeczywiście wszechobecne. Charakterystyczne, że wieszają je właściciele tysięcy małych sklepików. To odróżnia komunizm w Indiach od tego, który my znamy w Europie, gnębiący „klasę” nawet najmniejszych posiadaczy, drobnych rzemieślników czy sklepikarzy.

Chrześcijanie na tle sierpa i młota

Kerala jest także innym wyjątkiem na mapie subkontynentu, jakim są Indie. Jest stanem o największej liczbie chrześcijan w tym jednym z dwóch najliczniejszych państw świata (oprócz Chin). Tylko dawne portugalskie Goa, będące częścią terytorium Indii od raptem pół wieku, może pod tym względem równać się z Keralą. Co piąty mieszkaniec jest wyznawcą Chrystusa, większość z nich to katolicy. Trzech na pięciu to hinduiści. Raptem jedynie jeden na dziesięciu to muzułmanin. Ale wyznawcy islamu są świetnie zorganizowani: w wyborach wystawiają własną, muzułmańską partię, która w lokalnym parlamencie ma aż 18 proc. posłów, choć reprezentuje 10 proc. mieszkańców.

Hinduiści i wyznawcy proroka Mahometa oficjalnie nie piją alkoholu. Być może to jest powodem, że w mieście Allappuzha jest tylko jeden sklep z trunkami, na obrzeżach miasta, schowany w bocznej uliczce, między jakimiś magazynami. Długa kolejka Hindusów za piwem, króciutka za winem i mocniejszymi trunkami. W niej stoją nieliczni cudzoziemcy. Widać, że nie ma zbyt wielkiego popytu, bo większość butelek jest przeraźliwie zakurzona.

Bezpieczny transport Świętych Aniołów

Katolicki kościółek też jest wciśnięty między domy w bocznej uliczce. Widzę jednak też inne świątynie wyznawców Chrystusa, może nie największe, lecz usytuowane przy głównych ulicach. Ale znaków obecności naszych braci w wierze jest więcej. Firma autobusowa Holy Angels – Święci Aniołowie zapewnia transport między poszczególnymi miastami i miejscowościami Kerali.

W Europie pewnie przyjęto by ją ze zdziwieniem, tutaj jest znakiem swoistej identyfikacji religijnej, choć oczywiście korzystają z niej nie tylko Hindusi z krzyżykami na piersiach. Ciekawe, że hinduiści mają swoją firmę do transportu osób: autobusiki YEL Travels kursują obwieszone ich symbolami religijnymi – charakterystycznymi, licznymi bóstwami. Ale nie sposób nie dostrzec też wpływów muzułmanów. Ci, jak w wielu krajach świata, gdzie należą wciąż do mniejszości (sic!), są wspierani przez bogatych współwyznawców z krajów Bliskiego Wschodu i Zatoki Perskiej. Widzę szyldy islamskich-arabskich piekarni, restauracji, dostrzegam meczety tłumnie odwiedzane przez mahometan obu płci „centra kulturalne”, jest też sklep z arabską biżuterią.

Muzułmanie znaczą więcej niż wynikałoby to z ich liczby, ale miejscowi mówią, że ich liczba się nie zwiększa.

Kerala, choć jest inna, bardziej europejska (to wynika z historii) niż większość stanów Indii, pod paroma względami udowadnia, że jest integralną częścią tego wielkiego kraju. Tu też, jak wszędzie, mężczyźni myją się w rzekach i tak jak kobiety piorą w nich swoje rzeczy. Tu też na motocyklach często jadą trzy, a nie dwie osoby. Czasem jest to rodzina: mąż z żoną i dzieckiem, czasem trzech młodych chłopaków. Charakterystyczne jest, że pasażerowie przeważnie siadają... bokiem do kierunku jazdy.

Widzę w Kerali kobiety, które – jak w Europie w dawnych wiekach – piorą na... kamieniu. Jest bardzo mało świętych krów w porównaniu z innymi regionami Indii. Na statkach płynących po lagunach i kanałach tego zagłębia turystycznego widać podziały etniczne: stłoczeni Hindusi na jednych i po paru Europejczyków na drugich. Nikogo to nie dziwi, a ja się łapię na tym, że mnie też po pewnym czasie przestaje to dziwić.

W cieniu Che, Stalina i Castro

Sierpy i młoty są tłem wszystkiego. Flagi z tymi symbolami powiewają przy ulicach, przy sklepach i maleńkich stoiskach, w miejscach odwiedzanych przez turystów, przy chrześcijańskich kościołach, hinduistycznych świątyniach, islamskich meczetach. Jakby były polisą przed nędzą. Ale do nich przyzwyczaić się nie mogę, mnie wciąż rażą, choćby nie wiem jak tłumaczyć ich obecność historycznie i socjologicznie, budzą niechęć i niesmak. Kierowca samochodu, który wiezie mnie z lotniska, ma krzyż w wozie. Mijam sporo ciężarówek z krzyżami namalowanymi wręcz na szoferkach, na zewnątrz. Widzę też autobus z namalowanym z tyłu świętym Antonim. I billboard przy głównej drodze bynajmniej nie z reklamą pasty do zębów, ale z... Matką Boską. To wszystko jakoś, wbrew okrutnym doświadczeniom historycznym komunizmu w Europie i Azji, koegzystuje z portretami tandemu Lenin-Stalin, feeria podobizn Che, spoglądającym posępnie z murów Fidelem Castro, wreszcie długoletnimi rządami partii komunistycznej. Miałem poczucie, że jestem w jakimś skansenie, rezerwacie, w którym czas stanął w miejscu, że to sceneria filmu historycznego. Jednak wyznawcy Chrystusa (20 proc. populacji Kerali) to nie postacie z filmu, tylko żywi ludzie z prawdziwymi problemami. Są na końcu świata, ale tak jak my wierzą w Dobrą Nowinę. Warto o nich pamiętać.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Bokser z Auschwitz

W ramach Pilskich Dni Żołnierzy Wyklętych od czterech już edycji organizowaliśmy turniej kadetów w kick-boxingu i boksie im. Tadeusza Pietrzykowskiego. Przy okazji święta naszych bohaterów promujemy postać niezwykłą, która wpisała się w swoisty sposób w naszą walkę o wolność. Tadeusz Pietrzykowski walczył o nią głównie swoimi pięściami. Karierę bokserką rozpoczął jeszcze jako gimnazjalista w przedwojennej stolicy. Trenerem Teddy’ego został Feliks Stamm, legenda polskiego pięściarstwa. Pietrzykowski był zawodnikiem WKS Legia i w jej barwach zdobył tytuł wicemistrza Polski oraz mistrza Warszawy w wadze koguciej. Jako młody człowiek zaangażował się też w działalność harcerską.

Po wybuchu wojny brał udział w obronie Warszawy jako podchorąży Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu. Po przegranej kampanii wrześniowej postanowił uciec do Francji, by kontynuować walkę o Polskę. Niestety w pobliżu granicy węgiersko-jugosłowiańskiej został aresztowany i ostatecznie 14 czerwca 1940 r. trafił do KL Auschwitz jako jeden z pierwszych więźniów tego niemieckiego obozu zagłady. Otrzymał numer obozowy 77. Po kilku miesiącach pobytu w Auschwitz znalazł sposób na przetrwanie tego piekła. Rozpoczął walki bokserskie. W marcu 1941 r. stoczył pierwszą z nich z Walterem Düningiem, byłym zawodowym mistrzem Niemiec. Wygrał ją. Pokonał również Leu Sandersa, holenderskiego mistrza kraju w wadze półśredniej. W obozie stoczył ponad 40 walk i większość z nich wygrał. Włączył się też w obozowy ruch oporu. W KL Auschwitz spotkał również o. Maksymiliana Kolbego. Franciszkanin wywarł na „Teddym” ogromne wrażenie, gdy stwierdził, że więzień, który ukradł mu chleb, najwidoczniej bardziej go potrzebował. Nie rozumiał też wówczas decyzji kapłana o dobrowolnym pójściu na śmierć za innego współwięźnia, jednak po latach stwierdził, że dane mu było spotkać człowieka niezwykłego. Wspominał: „Rady i wskazówki, jakie wówczas otrzymałem od księdza Kolbego, były dla mnie – niespokojnego uosobieniem – skutecznym lekiem i są nim do dnia ­dzisiejszego”.


W 1943 r. Tadeusz Pietrzykowski został przeniesiony do kolejnego obozu śmierci – KL Neuengamme. Tu także walczył, m.in. z niemieckim bokserem Schallym Hottenbachem. Następny obóz, do którego go przewieziono, to KL Bergen-Belsen, gdzie 15 kwietnia 1945 r. został wyzwolony przez wojska brytyjskie. Potem wstąpił do 1 Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka, gdzie organizował zawody sportowe dla żołnierzy. W 1946 r. stanął ponownie na ringu i zdobył tytuł mistrza dywizji gen. Maczka w kategorii lekkiej. Po powrocie do Polski skończył studia na AWF w Warszawie i został trenerem boksu oraz nauczycielem.


Wczoraj w Muzeum II Wojny Światowej uhonorowano Pietrzykowskiego okolicznościowym wydarzeniem „»Teddy« – bokser z Auschwitz”. Po zakończeniu obrad rady muzeum o godz. 12 została otwarta czasowa wystawa „Bokserzy w piekle obozów” poświęcona sportowcom toczącym walki w niemieckich obozach zagłady. W uroczystości wzięli udział m.in. Jarosław Stawiarski, wiceminister sportu i turystyki, oraz córka Tadeusza Pietrzykowskiego – Eleonora Szafran.


Z kolei dzisiaj o godz. 15 w muzeum odbędą się pokaz filmu „Bokser i śmierć” w reżyserii Petera Solana (1962) oraz dyskusja panelowa z udziałem dr. Karola Nawrockiego, dyrektora Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, dr. hab. prof. UG Krzysztofa Kornackiego oraz Marcina Marczaka, zawodowego boksera, właściciela Klubu Bokserskiego Ring3City, w którym o godz. 19 odbędzie się inscenizacja „Walcz lub umieraj!”. Naszych Czytelników serdecznie zapraszam, zwłaszcza do zapoznania się z wystawą czasową.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl