USA ogranicza usługi wizowe dla Rosjan

/ AIR FORCE ONE \ CC BY 2.0

redakcja

Kontakt z autorem

Ambasada USA w Moskwie poinformowała dziś, że radykalnie ograniczy działanie służb wizowych w Rosji po zażądanych przez nią redukcjach personelu w placówkach dyplomatycznych USA. Moskwa wprowadziła restrykcje w odpowiedzi na amerykańskie sankcje.

Ambasada amerykańska powiadomiła, że 23 sierpnia zawiesza wydawanie w Rosji wiz nieimigracyjnych i że procedura ich wydawania zostanie wznowiona 1 września, lecz jedynie w Moskwie.

Decyzja ta oznacza, że Rosjanie pragnący odwiedzić USA w celach turystycznych będą musieli udać się do Moskwy po wizę. Nie będą mogli korzystać z konsulatów USA w Petersburgu, Jekaterynburgu (na Uralu) i Władywostoku (na Dalekim Wschodzie). Wydawanie wiz w konsulatach USA w Rosji zostaje wstrzymane na czas nieokreślony - poinformowała amerykańska ambasada na swej stronie internetowej. Zamieściła także szczegółowe informacje dla osób, które miały wcześniej wyznaczone spotkania w sprawie wiz.

Gdy amerykański Kongres przyjął pod koniec lipca ustawę, wprowadzającą nowe sankcje wobec członków rządu Rosji w odpowiedzi na próby wpłynięcia Moskwy na wynik wyborów prezydenckich w USA w listopadzie 2016 roku, MSZ Rosji ogłosiło, że oczekuje doprowadzenia do 1 września br. liczby pracowników placówek dyplomatycznych USA w Rosji do ściśle odpowiadającej liczbie Rosjan w placówkach w USA, czyli 455 osób.

Szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow oświadczył dziś, że Rosja przeanalizuje komunikat w sprawie przerwy w wydawaniu amerykańskich wiz obywatelom Rosji nim odpowie na te ograniczenia. Jednocześnie podkreślił, że władze Rosji nie zamierzają się za to „odgrywać” na amerykańskim społeczeństwie.

 

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Hiszpania: coraz goręcej ws. Katalonii

Hiszpania: coraz goręcej ws. Katalonii

Ustawy o SN i KRS prawie gotowe. Zostaną…

Ustawy o SN i KRS prawie gotowe. Zostaną…

Kulisy zwolnienia trenera siatkarzy.…

Kulisy zwolnienia trenera siatkarzy.…

Zastępca Trumpa ostro o ONZ

Zastępca Trumpa ostro o ONZ

Żałoba narodowa w Meksyku

Żałoba narodowa w Meksyku

Jurij Felsztyński dla "Gazety Polskiej": Putin wie, że Polacy będą walczyć

/ Krzysztof Sitkowski/Gazeta Polska

- Jeśli Putin będzie przekonany, że w przypadku inwazji, chociażby na Estonię, państwa NATO nie zareagują, to będziemy mieli do czynienia z poważnym ryzykiem - mówi rosyjski historyk Jurij Felsztyński w rozmowie z "Gazetą Polską".

Jaki cel chce zrealizować Putin przy okazji ćwiczeń Zapad 2017?
Te ćwiczenia mają wymiar prowokacji i w moim przekonaniu nie jest to przypadek. Ich celem jest pokazanie, że militarne i strategiczne cele Rosji skierowane są w kierunku zachodnim. Jeśli spojrzymy na mapę, to jest to sześć państw: Ukraina, Białoruś, państwa bałtyckie i Polska. Na Ukrainie już toczy się wojna i choć można powiedzieć, że konflikt jest w tej chwili zamrożony, to od Rosji zależy, czy nastąpi eskalacja czy nie. Jak pokazuje historia rosyjskiego zaangażowania w Mołdawii, w Naddziestrzu, taki konflikt może trwać w nieskończoność. W takiej uśpionej formie wojna ukraińska może się ciągnąć jeszcze i 20 lat. 

Po co Rosji te konflikty?
To bardzo przydatne narzędzie w rękach Putina. Praktycznie daje to bowiem kontrolę nad tymi częściami świata, bo państwa zachodnie, biorąc pod uwagę nuklearny potencjał Rosji, nie mogą w rzeczywistości zrobić dużo więcej, niż zaznaczać w dyplomatycznych wystąpieniach, że im się to nie podoba. A przede wszystkim – póki te konflikty trwają, nikt nawet nie pomyśli o tym, żeby rozmawiać o przystąpieniu tych państw do NATO.

Wróćmy do ćwiczeń Zapad 2017. Czy one będą kontynuacją tych planów?
Według mnie, patrząc na to, co stało się w Mołdawii, Gruzji i na Ukrainie, teraz przyszła kolej na Białoruś. Tu jest inna sytuacja niż na Krymie, gdzie region przejęto w bardzo krótkim czasie, przy pomocy militarnego blitzkriegu.  Proces aneksji Białorusi rozpoczął się już właściwie w 2000 r. Rosja i Białoruś tworzą w tej chwili unię. Przez ten czas podpisano wiele umów wojskowych, ostatnia z nich zawarta została w sierpniu tego roku. Zgodnie z nią Białoruś i Rosja wspólnie zapewniają bezpieczeństwo na granicy i co ważniejsze – w przestrzeni powietrznej nad obydwoma krajami. Biorąc pod uwagę to, jak słaba jest białoruska armia, w praktyce można założyć, że Rosja kontroluje nie tylko zachodnią granicę Białorusi, lecz także przestrzeń powietrzną nad całym krajem. Z militarnego punktu widzenia Białoruś jest tak naprawdę rosyjskim terytorium.

Na czym będzie polegała ta aneksja Białorusi?
Jeśli spojrzymy na sowiecką okupację Europy Wschodniej w latach 1939–1941, to zobaczymy, że wprowadzano ją na różne sposoby. W Polsce mieliśmy do czynienia z inwazją, ale w przypadku państw bałtyckich podpisywano, oczywiście pod przymusem, porozumienia, w których rządy tych państw zgadzały się na stacjonowanie żołnierzy sowieckich na swoim terytorium. Podobny model będzie realizowany w przypadku Białorusi.
Wracając do manewrów Zapad 2017. Wiadomo, że w teorii w ćwiczeniach ma brać udział niecałe 13 tys. żołnierzy, w związku z czym są one zgodne z międzynarodowymi porozumieniami. W praktyce jednak można założyć udział 100 tys. lub nawet większej liczby żołnierzy. Nie wiemy, czy wszystkie te wojska biorą udział w ćwiczeniach, czy części z nich nie rozmieszczono już na Białorusi po to, by zostały tam na stałe. Na tę chwilę możemy powiedzieć, że Białoruś jest stracona, kwestią sporną jest tylko to, czy Rosja oficjalnie ogłosi aneksję, zjednoczenie z Białorusią, czy pozostanie w jakimś stanie przejściowym. Wiadomo, że putinowska propaganda jest na tyle sprawna, że bez problemu stworzy narrację o tym, iż Białoruś obawia się o swoje bezpieczeństwo w związku z ekspansją i coraz większą ilością wojsk NATO w regionie. To wszystko oczywiście wiąże się z wydarzeniami, do których w tej chwili dochodzi na świecie.

Do tej pory atakowane były państwa nienależące do NATO. Co musiałoby się stać, by Putin przekroczył tę granicę i zdecydował się przetestować artykuł 5 traktatu? Jak realne jest zagrożenie dla Polski czy krajów bałtyckich?
Oceniając stopień takiego zagrożenia, powiedziałbym, że Polska znajduje się na końcu tej listy. Putin na pewno wie, że Polacy będą walczyć. Gdyby zapytać przywódców rosyjskiego wojska o zdanie, to zapewne stwierdziliby, że dużo bezpieczniej jest dokonać inwazji na jedno z państw bałtyckich. Polska zawsze miała trudne relacje z Rosją, w przypadku inwazji Polacy zawsze podejmowali walkę. Myślę, że najazd na Polskę nie wchodzi w grę, dopóki nie zostanie uporządkowana sytuacja na Ukrainie i Białorusi.
Jeżeli chodzi o państwa bałtyckie, sytuacja sprowadza się w istocie do prostej kwestii. Jeśli Putin będzie przekonany, że w przypadku inwazji, chociażby na Estonię, państwa NATO nie zareagują, to będziemy mieli do czynienia z poważnym ryzykiem. Pamiętajmy, że wojnie w Gruzji i na Ukrainie towarzyszyła narracja, iż mamy do czynienia z wewnętrzną rewoltą, a nie atakiem jednego państwa na drugie. Jeśli zgodzimy się z taką oceną sytuacji, stwierdzając, że nie mamy do czynienia z agresją państwa rosyjskiego, lecz z buntem np. rosyjskiej ludności w estońskim mieście Narwa, w którym Rosjanie rzeczywiście stanowią większość, to możemy doprowadzić do sytuacji, że utracimy Estonię. To w istocie będzie oznaczało, że artykuł 5 NATO został unieważniony.
Kluczową kwestią jest to, by Rosja wiedziała,  jaka będzie reakcja państw NATO. Problem nie polega na tym, że w przypadku inwazji państwa sojuszu nie zareagują, ale na tym, że Putin pomyśli, iż tak właśnie będzie. To bowiem może doprowadzić do wybuchu konfliktu, który może przerodzić się w III wojnę światową. Dzisiaj wiemy, że tak było w przypadku Hitlera. Zakładał on, że Francja i Wielka Brytania nie wypowiedzą Niemcom wojny w przypadku ataku na Polskę. Jedyna szansa uniknięcia poważnej konfrontacji jest taka: Putin musi mieć świadomość, że w przypadku ataku na państwo NATO sojusz wypowie Rosji wojnę.
Nie ma bowiem wątpliwości, że Rosja jest gotowa zabić wielu ludzi i również wielu stracić, o czym świadczą obydwie wojny w Czeczenii. Na Ukrainie i w Gruzji Putin pokazał, że może napaść na terytorium innego państwa. Choć brzmi to dzisiaj jak oczywistość, to wiemy na pewno: Putinowi nie można ufać.

Całość wywiadu z Jurijem Felsztyńskim w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska".

 

Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Doigrali się! O zabitym przez Niemców polskim żubrze napisał "New York Times"

/ Michael Gäbler

"New York Times" opublikował dziś obszerny artykuł o żubrze, który przeszedł z terytorium Polski do Niemiec i tam został zastrzelony. "Niemcy zabili żubra, który po raz pierwszy pojawił się tam w stanie dzikim od ponad 200 lat" - pisze amerykańska gazeta w zapowiedzi tekstu w mediach społecznościowych.

Amerykanie piszą, że decyzja władz niemieckiego miasteczka Lubusz o zabiciu żubra wywołała protesty ekologów, m.in. z WWF. Cytują też kuriozalne wyjaśnienia lokalnych decydentów, którzy zastrzelenie zwierzęcia tłumaczą informacjami, że "mogło być ono niebezpieczne".

Generalnie wydźwięk artykułu dla Niemców korzystny raczej nie jest. Cytowana jest wypowiedź niemieckiego ekologa z WWF, który mówi, że "ludzie z lokalnej administracji zgłupieli". W tekście podkreśla się też, że żubr znajduje się pod ścisłą ochroną i że w stanie dzikim nie pojawił się w Niemczech od ponad 200 lat. 

Autorka artykułu pisze też, że skóra zabitego żubra (mięso trafiło na grilla) zostanie wypreparowane i wystawione na pokaz, prawdopodobnie w muzeum w Poczdamie. 

"New York Times" to jeden z najważniejszych amerykańskich dzienników. Codziennie czyta go prawie 3 mln Amerykanów.

Przypomnijmy: do zdarzenia doszło 13 września po południu w okolicach miejscowości Lubusz (niem. Lebus) nad Odrą, na północ od Frankfurtu. Decyzję o zastrzeleniu ważącego 900 kg zwierzęcia podjął szef miejscowego urzędu do spraw porządku i bezpieczeństwa publicznego. Władze obawiały się, że biegający po ulicach żubr może stanowić zagrożenie dla ludzi i zwierząt. "Nie mieliśmy niestety innej możliwości" - tłumaczyła się rzeczniczka urzędu w Lubuszu. Władze twierdzą, że poszukiwania weterynarza, który mógłby uśpić żubra, nie powiodły się. Nie udało się także złapać zwierzęcia.

Niemiecki oddział organizacji ekologicznej WWF złożył kilka dni temu zawiadomienie o przestępstwie. Zdaniem działaczy, decydując o zastrzeleniu będącego pod ochroną żubra bez widocznego zagrożenia, dyrektor urzędu popełnił przestępstwo.

Po zdarzeniu polscy internauci z zachodu Polski wyrażali żal i oburzenie z powodu śmierci żubra, który był przez nich wielokrotnie widziany w okolicy i nie stanowił zagrożenia.

 

Źródło: New York Times, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl