Kilka milionów gości na Jarmarku św. Dominika w Gdańsku

materiały prasowe

redakcja

Kontakt z autorem

Kilka milionów osób odwiedziło zakończony w niedzielę w Gdańsku 757. Jarmark św. Dominika. Ta najstarsza impreza handlowo-kulturalna w Polsce oraz jedna z największych w Europie trwała trzy tygodnie. W jarmarku uczestniczyło ok. 1000 handlowców.

Oficjalna ceremonia zakończenia jarmarku, czyli symboliczne oddanie przez kupców i handlowców kluczy do bram do miasta, odbyła się w niedzielę po południu na Długim Targu. Ostatnim akcentem imprezy będzie wieczorny koncert grupy Raz Dwa Trzy na Targu Węglowym, po którym zaplanowano pokaz fajerwerków.

Jeśli chodzi o frekwencję na tegorocznym jarmarku, to łatwiej jest podać liczbę odwiedzin, która wyniosła ok. sześciu milionów. Były bowiem osoby, które pojawiały się na jarmarku więcej niż jeden raz

- powiedziała Joanna Czauderna-Szreter, dyrektor ds. marketingu w Międzynarodowych Targach Gdańskich, które od 1996 r. są głównym organizatorem Jarmarku św. Dominika.

Podkreśliła, że liczba odwiedzin na tegorocznym jarmarku była zbliżona do tych z ubiegłych lat.

Jak co roku, organizatorzy imprezy przyznali dwie nagrody Grand Prix za najbardziej atrakcyjną ofertę jarmarku. Nagrodą jest wykonana przez kowali statuetka w kształcie koguta, który jest symbolem gdańskiej imprezy.

W kategorii "produkt rzemieślniczy" Grand Prix otrzymała Leżakownia Jakub Puk z Oleśnicy za kolekcję lamp z naturalnego drewna. W kategorii tej przyznano także dwa wyróżnienia. Dostali je: Burtan z Lubienia za pierścionki i naszyjniki z czarnego dębu oraz Pracownia Drobiny Czasu Magdalena Czaplińska z Warszawy za unikalne prezenty w stylu vintage.

Grand Prix Jarmarku św. Dominika 2017 w kategorii "produkt spożywczy" przypadło Gospodzie u Małgorzaty z Borów Tucholskich za "śledzika cioci Wiesi". Jedno wyróżnienie w tej kategorii przyznano PHU Amelia z Legnicy za flammkuchen tj. alzacki podpłomyk.

Podczas tegorocznego jarmarku działało ok. tysiąca stoisk. Impreza odbywała się na 19 ulicach historycznego centrum Gdańska, na powierzchni 41 tys. metrów kwadratowych. Do Gdańska, oprócz krajowych sprzedawców, przyjechali wystawcy z 13 krajów: Białorusi, Estonii, Francji, Hiszpanii, Indii, Irlandii, Litwy, Niemiec, Ukrainy, Węgier, Wielkiej Brytanii i Włoch.

W programie 757. Jarmarku św. Dominika było też wiele imprez kulturalnych, w tym 30 koncertów. Innymi atrakcyjnymi wydarzeniami były m.in. Święto Chleba, Dominik Design (prezentacja unikatowego polskiego wzornictwa), Dzień Ormiański, Bajkowisko dla dzieci, Kuj żelazo póki gorące! (pokazy kucia tradycyjnego) oraz 23. Bieg św. Dominika.

Tradycja Jarmarku św. Dominika sięga 1260 r., kiedy to papież Aleksander IV zezwolił gdańskim dominikanom na udzielanie studniowych odpustów w dniu święta ich założyciela. Tej religijnej ceremonii towarzyszył jarmark. Na sierpniowe święto do gdańskiego portu zawijało ponad 400 okrętów z całej Europy. Odbywający się przez wieki w Gdańsku Jarmark św. Dominika miał przerwę po II wojnie światowej. Impreza została reaktywowana w 1972 roku.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Szczerba trafi na dywanik? Władze PO chcą z…

Szczerba trafi na dywanik? Władze PO chcą z…

Wznowiono postępowanie wobec byłego prezesa…

Wznowiono postępowanie wobec byłego prezesa…

"99 proc. materiałów ze zbioru…

"99 proc. materiałów ze zbioru…

Papież odwiedzi naszych sąsiadów

Papież odwiedzi naszych sąsiadów

Beata Szydło jest już w Paryżu. Jutro…

Beata Szydło jest już w Paryżu. Jutro…

Rewolucja Jarosława Kaczyńskiego. O tym, dlaczego warto chwytać byka za rogi

/ Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

Media zwalczające Jarosława Kaczyńskiego popełniły duży błąd. Przekonały część Polaków, że jest on wszechwładny, a reszta polityków obozu władzy to marionetki. Nie przewidziały, że ludzie wyciągną z tego wnioski przeciwne o 180 stopni do ich intencji: zrozumieją, że to wszechwładnemu Kaczyńskiemu zawdzięczają 500 plus czy brak imigrantów w Polsce. Tak oto niczym w technikach judo furiackie ataki opozycji przyczyniły się do poprawy notowań prezesa PiS - pisze Piotr Lisiewicz w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska".

Twierdzę, że stało się tak nie tylko w tym przypadku. Nienawiść do Jarosława Kaczyńskiego to jedyny powszechnie znany punkt programu opozycji. Były czasy, gdy jej rozbudzanie pozwalało establishmentowi wygrywać. Dziś jest dokładnie odwrotnie. „Totalna opozycja” postanowiła zostać zbiorowym Januszem Palikotem sprzed kilku lat, pamiętając, jak bardzo wkurzał on braci Kaczyńskich. Dlatego jej poparcie… zaczęło zbliżać się do tego, jakie miewał wówczas Palikot.

W ostatnich tygodniach pojawiły się pogłoski o tym, że Jarosław Kaczyński może zostać premierem.

Wielu uważa taką ewentualną zmianę za ryzykowną, bo premier Beata Szydło cieszy się dużą popularnością, sondażowe wyniki PiS są na rekordowym poziomie i powtarzana jest piłkarska mądrość o niewymienianiu zwycięskiego składu. Kaczyński cieszy się już wprawdzie zbliżonym do Szydło zaufaniem w sondażach, ale ma znacznie większy elektorat negatywny.

Z drugiej strony mówi się też o możliwości objęcia przez Beatę Szydło stanowiska międzynarodowego, a wówczas scenariusz ten byłby bardzo prawdopodobny. Można by powiedzieć, że byłoby to ukoronowanie kampanii opozycji: to jej aktywność przyczyniłaby się bo objęcia teki premiera przez najbardziej znienawidzonego przez nią polityka. Jednocześnie niezwykle kompetentnego w rozbijaniu układów, których jest ona reprezentantem.

Wystarczyło posłuchać wypowiedzi uczestników manifestacji KOD, by przekonać się, że były to seanse nienawiści wobec Jarosława Kaczyńskiego. Gdy manifestantom zadawano pytania bardziej szczegółowe, na przykład w jaki sposób PiS łamie demokrację czy odbiera im wolność, o odpowiedź było trudniej.

Skoro tylko „antykaczyzm” porywał ich uczestników, to naturalną koleją rzeczy powstało następne ugrupowanie, jeszcze bardziej „antykaczystowskie”. Na manifestacjach KOD były hasła porównujące PiS do nazistów, a Kaczyńskiego do Kim Dzong Una. Absurdalnie, takie manifestacje można sobie od biedy wyobrazić w innych krajach. Czy da się ostrzej? Obywatele RP dowiedli, że tak – można pluć na Kaczyńskiego, gdy czci on pamięć osób mu najbliższych, na Wawelu albo w czasie miesięcznicy. Ale jesteśmy fajni, jeszcze ostrzejsi, nikogo się nie boimy – cieszyli się protestujący.

Uliczne nakręcanie nienawiści do Kaczyńskiego po tamtej stronie nakręcało liderów politycznych w Sejmie. Schetyna musiał wykazać, że jest jego większym wrogiem niż Petru, i odwrotnie. Kto będzie mniej radykalny, straci na rzecz rywala.

W efekcie licytowano się, kto mocniej poskarży się w UE. Kto wezwie do ostrzejszej awantury na ulicy. Kto będzie bardziej nieprzemakalny na argument, że blokowanie mównicy to łamanie prawa. Efektem tego było też określenie się przez najsilniejszą partię opozycyjną mianem „totalnej opozycji”. Być może przydatne w rywalizacji na radykalizm z Nowoczesną, ale kontrskuteczne w walce z PiS.

Atakujący nie potrafili zrozumieć, że degradują samych siebie, odrywają się od reszty społeczeństwa. Że dla większości Polaków urządzanie seansów nienawiści wobec kogoś, kto modli się na grobie najbliższych, jest niedopuszczalne. Dla jednych dlatego, że są ludźmi wrażliwymi. Dla innych dlatego, że mają negatywne zdanie o politykach w ogóle, ale o takich, którzy przeginają, gdy chodzi o agresję, mają zdanie jeszcze gorsze.

 

Całość artykułu Piotra Lisiewicza w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska"

 

 

Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl