Po odważnych słowach abpa Jędraszewskiego media głównego nurtu oszalały ze złości i strachu

/ Adam Bujak / Biały Kruk

Adam Sosnowski

Kontakt z autorem

W ciągu ostatnich kilku dni Wirtualna Polska oraz „Newswek” lansowały atak na człowieka, którego ludzie związani ze starym układem w Polsce chyba najbardziej się boją – na abpa Marka Jędraszewskiego. I to właśnie strach popycha ich do coraz bardziej panicznych i ordynarnych ataków na metropolitę krakowskiego.

Już po zeszłorocznej nominacji abpa Jędraszewskiego na nowego ordynariusza krakowskiego salon zawrzał i mocno się przestraszył – do najbardziej wyeksponowanej diecezji Polski miał przybyć kapłan znany jako niezłomny świadek Chrystusowej Prawdy. Próbowano tę nominację tłumaczyć pomyłką papieża Franciszka, podczas gdy prawda jest dokładnie odwrotna – to Ojciec Święty osobiście (a nie przez nuncjusza, jak to się odbywa zazwyczaj) mianował abpa Jędraszewskiego.

Metropolita krakowski potwierdził to w rozmowie z miesięcznikiem „Wpis”:

„To jest rzeczywiście coś wyjątkowego. Ojcu Świętemu bardzo zależało na Krakowie, który pokochał po ŚDM-ach, i miało dla niego duże znaczenie, kto tam zostanie głównym duszpasterzem. Dla papieża nie była to jedna z wielu decyzji o obsadzeniu diecezji; z tym problemem spotyka się przecież codziennie w odniesieniu do całego świata. Kraków ze względu na św. Jana Pawła II już wcześniej był dla niego ważny, ale gdy sam zobaczył latem 2016 Kraków i Polskę, gdy doświadczył żywotności polskiego Kościoła, dało mu to bardzo wiele do myślenia.”

 
Dla establishmentu medialnego był to wielki szok, bo już od pierwszych dni pontyfikatu Franciszka starał się on rozgrywać rzekomo liberalnego papieża przeciwko konserwatywnemu klerowi w Polsce. Nominacja abpa Jędraszewskiego zburzyła ten obraz i raz jeszcze dobitnie udowodniła, że Kościołem kieruje Duch Święty, a nie jakakolwiek doktryna polityczna czy medialna.
 
Po początkowej konsternacji wobec nowego metropolity krakowskiego wylała się cała fala ataków i manipulacji ad personam. Przeciwnikom trudno było znaleźć jakiekolwiek argumenty, dlatego powoływano się na zmyślone „anonimowe” źródła, o czym pisałem w innym artykule.
 
Po tegorocznym Święcie Wniebowzięcia NMP jazgot musiał znów przybrać na sile, bo głos abpa Jędraszewskiego tego dnia był słyszalny w całej Polsce. I jak zwykle, odważnie nawoływał do obrony katolickich wartości oraz miłości do Ojczyzny.
 
Na początek dnia 15 sierpnia, metropolita krakowski udał się do Sanktuarium Matki Bożej Ludźmierskiej Królowej Podhala, gdzie w pięknej homilii jednoznacznie ocenił dzisiejsze zagrożenia:

„W czasie, w którym przyszło nam żyć mamy do czynienia z kolejną szaloną i chorobliwą doktryną, która odrzuca istnienie jakiejkolwiek prawdy mówiąc, że jesteśmy w epoce postprawdy, która w imię ideologii gender mówi: nie ma różnicy między kobietą a mężczyzną, nie liczy się biologia liczy się to, co sobie wybierzemy. Jako prawo człowieka uważa się, że można zabijać najsłabszych i bezbronnych. Czy dzieci nienarodzone, czy ludzi dotkniętych ciężką chorobą. Promuje się niezgodne z zamysłem Bożym odnośnie do człowieka, do kobiety i mężczyzny, tzw. związki partnerskie, homoseksualne. To wszystko jest doktryną, która chce podkopać naszą kulturę wyrosłą z tradycji chrześcijańskiej i teraz z ogromnym impetem uderza w nasz kraj,” mówił abp Marek Jędraszewski.

Kilka godzin później nawiązał do Cudu nad Wisłą mówiąc:

„Bolszewicy chcieli trupa białej, katolickiej Polski. Jak naprawdę miał wyglądać ich świat przekonano się dwadzieścia lat później, kiedy doszło do zbrodni katyńskiej wymordowania polskich oficerów, kwiatu polskiej inteligencji.”


 A wieczorem był „Gościem Wiadomości” i powiedział m.in.:

„Polska do Europy ma wnieść coś wspaniałego, dobrego i szlachetnego, a nie przejmować to, co prowadzi do zwijania się Europy i katastrofy, która jej grozi, jeżeli będzie szła dalej w kierunku, jaki wyznaczają obecni przywódcy Unii Europejskiej.”

 
Abp Marek Jędraszewski w swoich homiliach, do których zawsze się starannie przygotowuje intensywną lekturą, często nawiązuje do historii Polski krzepiąc w rodakach słuszną dumę z dokonań naszych przodków, ale również nawołując do pamięci tych, którzy na pamięć zasługują. 3 maja w Katedrze Wawelskiej podkreślał: „Polska ma prawo do naszych patriotyzmu. Do patriotyzmu wszystkich jej obywateli.”
 
Staje się zatem jasne, że abp Marek Jędraszewski jest osobą, która chce i może zjednoczyć wokół siebie naród. Gdziekolwiek nie pójdzie, witają go tłumy, a jego homilie są przerywane oklaskami. W Boże Ciało na Rynku Krakowskim zebrało się kilkadziesiąt tysięcy ludzi, aby wysłuchać słów swojego pasterza, gdy nawoływał między innymi do uszanowania niedzieli wolnej od pracy. Równocześnie partie polityczne czy różnego rodzaju NGO-sy mają problem z tym, aby zgromadzić chociażby kilkaset osób w jednym miejscu i muszą je zwozić autokarami albo wręcz opłacać.
 
Abp Jędraszewski jednoczy ludzi wokół siebie nie dlatego, że kokietuje z polityką, ale dlatego, że stoi przy najbardziej podstawowych wartościach, takich jak wiara, naród, wolność czy prawda. Wciąż nawołuje do uszanowania ludzkiej godności, która przysługuje przecież nie tylko młodym i zdrowym, ale także chorym i samotnym. Widziałem go obejmującego osobę bezdomną czy błogosławiącego niepełnosprawne dziecko, zupełnie jak papież Franciszek, z tą jednak różnicą, że w jego przypadku media wolą tego nie zauważyć. Abp Marek Jędraszewski walczy o ludzką godność.
 
„Nic nie jest bardziej bolesne niż zranienie ludzkiej godności, nic bardziej nie poniża niż niewola. Ludzka godność i wolność są prawem naturalnym. Albo je zachowamy albo zginiemy – z godnością.” To słowa Cycerona, napisane jeszcze przed narodzinami Chrystusa. Już rzymski filozof wiedział, że naruszenie podstawowych wartości oznacza śmierć ludzkości. Dlatego należy ich bronić. Tak jak wtedy, tak i dziś istnieją ci, którzy te wartości chcą wyszydzić albo zniszczyć. W tej perspektywie należy odczytywać także ataki na abpa Jędraszewskiego.
 
Gdzie on mówi prawda, oni mówią relatywizm. On mówi wolność, a oni swawola. On – godność, oni – tolerancja. Ta perwersja podstawowych pojęć jest głównym narzędziem tych, którzy walczą z Kościołem i prawdą ewangeliczną, ale także z narodem czy patriotyzmem. Nie jest zatem niczym dziwnym, że Friedrich Nietzsche, ojciec relatywizmu, kpił z pojęcia godności.
 
Arcybiskupa napastują także ci, którym nie zależy na jedności polskiego narodu, bo mają obcych mocodawców albo reprezentują skrajnie antypolski światopogląd. Dlatego warto spojrzeć, kto jest autorem tekstu z Wirtualnej Polski. To niejaki Dariusz Bruncz, który sam o sobie pisze, iż „dziennikarzuje”, a na swoim Twitterze z lubością wrzuca wypowiedzi polityków Platformy Obywatelskiej (szczególnie Radosława Sikorskiego) lub posty w języku niemieckim. Górnolotnie innym zarzuca politykierstwo, ale sam o „Gazecie Polskiej” pisze, że jest „naziolska” (nota bene sprawa dla prokuratury), a o ministrze Waszczykowskim, że „przynosi Polsce wstyd”. Oprócz tego pan redaktor prowadzi portal nieprzychylny (mówiąc łagodnie) katolicyzmowi.
 
Lamentowanie niemiecko-szwajcarskiego „Newsweeka” też jest jasne – to pismo słynie z histerycznej nienawiści do wszystkiego, co polskie, wystarczy spojrzeć na wiele tekstów, w których sumptem obraża się cały naród polski jako prostacki i niegospodarny. Tygodnik Tomasza Lisa powiela tym samym stereotyp pt. „Polnische Wirtschaft”, który od stuleci jest obecny w niemieckiej literaturze. Natomiast autorem tekstu jest czynny polityk Platformy Obywatelskiej, były redaktor „Tygodnika Powszechnego”. To mówi wszystko.
 
Nie jest więc żadną niespodzianką, że takim osobom abp Marek Jędraszewski się nie podoba. Mimo wszystko zaskakuje jednak prymitywizm tego ataku. Autor na WP określa arcybiskupa przykładowo mianem „fightera w sprawach moralno-etycznych” okraszając to konotacją jednoznacznie pejoratywną. Zapytam więc inaczej – to o co biskup ma walczyć, jeżeli nie o sprawy moralno-etyczne? Kościół nie jest instytucją charytatywną, ale powołaną przez Chrystusa i jej obowiązkiem nałożonym przez samego Jezusa jest głoszenie Jego Nauki. Sam Chrystus był fighterem, jeżeli chcemy się trzymać tego języka, i szedł pod prąd ówczesnym trendom, ale trwał przy prawdzie. To jest właśnie wyznacznikiem dobrego kapłana, a nie poklask Wirtualnej Polski, Tomasza Lisa czy innych mediów mainstreamowych. Wręcz przeciwnie, tego typu poklask byłby podejrzany.
 
Co więcej, Chrystus przepowiedział Swoim uczniom, żeby się tych ataków spodziewali.

„Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi” (J 15, 18-19].

 
Wystarczy spojrzeć, do czego doprowadziła szukająca aprobaty „ze świata” doktryna protestancka albo jaki jest stan Kościoła katolickiego w niektórych krajach Zachodu, gdzie uznanie stawia się wyżej od prawdy. Abp Marek Jędraszewski pozostaje wiernym świadkiem Ewangelii i Bogu dzięki, bo takie jest jego arcypasterskie zadanie.
 
I trzeba być wyjątkowo krótkowzrocznym, aby taką postawę łączyć z jakąkolwiek partią polityczną. Gdy świat jeszcze nie słyszał o Polsce, a co dopiero o PO czy PiS, Kościół już głosił prawdę Chrystusa i ona zawsze kogoś uwierała. Tak musi być, bo ona jest niewygodna oraz trudna i jak wszystko, co wartościowe, wymaga wysiłku.
 
Dodatkowo autor tekstu na WP powołuje się na obraz z „Władcy Pierścieni”, aby ukazać zagrożenie płynące rzekomo od Kościoła, co jest wyjątkowo nietrafnym porównaniem, gdyż autor tej epokowej powieści, J.R.R. Tolkien, akurat był gorliwym katolikiem – jego syn został księdzem, a sam pisarz twierdził, że „jedynym lekiem na słabnącą wiarę jest Komunia.”
 
Równie prymitywne są manipulacje, jakoby abp Marek Jędraszewski nie widział miejsca dla Polski w Europie. Wręcz przeciwnie, arcybiskup za św. Janem Pawłem II powtarza, że Polska jest integralną częścią Europy, a nie musi dopiero do niej wchodzić. Ma ją wzbogacić o swoją kulturę i tradycję chrześcijańską, a nie poddawać się antyeuropejskim trendom brukselskim. Tu znów chodzi o godność, którą jednak ciężko znaleźć w redakcjach przyzwyczajonych do zaspokajania potrzeb zagranicznych właścicieli.
 
Natomiast za skandaliczny uważam fragment tekstu w „Newsweeku”, w którym autor stwierdza, że wywiad abpa Marka Jędraszewskiego po „Wiadomościach” „to przejaw banalizacji cierpienia tych, którzy byli rzeczywiście prześladowani przez SB.” Pan redaktor zapewne nie zdaje sobie sprawę z tego, że abp Jędraszewski napisał gigantyczne, dwutomowe dzieło „Teczki na Baraniaka” i pracuje nad kolejną biografią tego niezłomnego biskupa, który w latach 1953-1956 był brutalnie torturowany przez komunistów. „Teczki” są doskonałą historyczną pracą, podczas której abp Jędraszewski przeczytał tysiące dokumentów UB i poznał bestialskie metody stosowane wobec abpa Baraniaka. Ilekroć rozmawiałem z abpem Jędraszewskim o abpie Baraniaku, którego przecież znał osobiście, widziałem w jego oczach przejęcie i wzruszenie. Zarzut „banalizacji cierpień”, który padł na łamach „Newsweeka” wobec abpa Jędraszewskiego, jest zatem wyjątkowym świństwem i chamstwem.
 
Równocześnie nie jest niczym nowym.
 
Chrystus przepowiedział, że faryzeusze będą istnieć zawsze dochodząc nawet do wpływowych pozycji. Na szczęście zostawił nam także poradę, jak postępować z tymi, którzy działają na usługach innych:

„Rzekł do nich Jezus: «Gdyby Bóg był waszym Ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem od siebie, lecz On Mnie posłał. Dlaczego nie rozumiecie mowy mojej? Bo nie możecie słuchać mojej nauki. Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa. A ponieważ Ja mówię prawdę, dlatego Mi nie wierzycie” [J 8, 42-45].


 
Nic dodać, nic ująć.


 
Autor jest redaktorem prowadzącym miesięcznika „Wpis” i autorem książek o tematyce religijnej i społecznej.

Źródło: niezalezna.pl, swiato-podglad.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Promowanie aborcji za pieniądze Sorosa

Promowanie aborcji za pieniądze Sorosa

Zniknie słynna rzymska kawiarnia?

Zniknie słynna rzymska kawiarnia?

Kanada sprzeda broń Ukrainie

Kanada sprzeda broń Ukrainie

Ta ustawa ma ograniczyć wyłudzenia VAT

Ta ustawa ma ograniczyć wyłudzenia VAT

75 000 uchodźców wróciło do Syrii

75 000 uchodźców wróciło do Syrii

Mord sądowy na komandorach. Walczyli w obronie Helu, zabici przez komunistów

komandor Stanisław Mieszkowski / arch. IPN

65 lat temu, 16 grudnia 1952 r., zamordowani przez komunistów - po sfingowanym procesie - zostali kmdr por. Zbigniew Przybyszewski i kmdr Stanisław Mieszkowski oskarżeni o "próbę obalenia władzy ludowej". Cztery dni wcześniej rozstrzelano kmdr Jerzego Staniewicza. Oficerowie ci w okresie II RP służyli w Marynarce Wojennej; w kampanii 1939 r. walczyli na Helu. Ich ciała odnaleziono po latach poszukiwań. Dzisiaj zostaną godnie pochowani.

- Gdy rok temu, po 70 latach od śmierci, chowano Danutę Siedzikównę ps. Inka i Feliksa Selmanowicza ps. Zagończyk, to teraz będziemy naszych dwóch admirałów i komandora Zbigniewa Przybyszewskiego chowali dokładnie 65 lat od dnia ich zamordowania - podkreśla dyrektor gdańskiego oddziału IPN prof. Mirosław Golon.

Proces tzw. grupy kierownictwa konspiracyjnego Marynarki Wojennej, oskarżonej o „próbę obalenia władzy ludowej”, rozpoczął się 15 lipca 1952 r. przed Najwyższym Sądem Wojskowym w Warszawie. Rozprawie przewodniczył płk Piotr Parzeniecki.

Na ławie oskarżonych zasiedli oficerowie Dowództwa Marynarki Wojennej i Wydziału Marynarki Wojennej w Sztabie Generalnym WP: kmdr Stanisław Mieszkowski, kmdr por. Zbigniew Przybyszewski, kmdr por. Robert Kasperski, kmdr ppor. Wacław Krzywiec, kmdr Marian Wojcieszek, kmdr Jerzy Staniewicz i kmdr por. Kazimierz Kraszewski.

Wymienieni oficerowie w okresie międzywojennym służyli w Marynarce Wojennej. We wrześniu 1939 r. walczyli na Helu. W październiku po kapitulacji dostali się do niewoli niemieckiej. Od wiosny 1940 r. do stycznia 1945 r. przebywali w oflagu II C Woldenberg. Po zakończeniu wojny powrócili do Polski i rozpoczęli służbę w odbudowywanej Marynarce Wojennej.

Wszyscy oni aresztowani zostali w okresie od września 1950 r. do grudnia 1951 r. Śledztwo przeciwko nim prowadził Główny Zarząd Informacji WP, jednak część zadań śledczych i operacyjnych wykonywał również Zarząd Informacji Marynarki Wojennej, którym kierował kmdr Jerzy Szerszeń, a jego doradcą sowieckim był kmdr por. Nikołaj Prystupa.

Aresztowanych oficerów Marynarki Wojennej traktowano w sposób wyjątkowo brutalny. Kmdr Wojcieszek całymi dniami trzymany był bez ruchu w jednej pozycji, sypiał do kilkunastu minut na dobę, dostając minimalne ilości pożywienia. Swój stan z tego okresu tak opisywał po kilku latach:

„Pod koniec miesiąca dolne kończyny, siedzenie, oczy, gardło, struny, głosowe, język, a przede wszystkim umysł przestały funkcjonować. Nogi nabrzmiałe od opuchlizny, nabrzmiałe gruczoły w gardle. Na siedzeniu odciski nie pozwalające siedzieć bez ruchu. Zmęczenie wzroku takie, że przed sobą widziałem nie istniejące w świecie przeźroczyste rośliny i walące się na mnie wszystko, co mnie otacza. W głowie szum, ucisk i takie ogłupienie, że na zrozumienie najprostszych zdań potrzebowałem czasu. Stać bez oparcia nie mogłem, gdyż prądy bezsenności zwalały mnie z nóg. Stale zapadałem w halucynacje i przemijające początki obłąkania”.

Efekty podobnych przesłuchań tak przedstawiał kmdr ppor. Krzywiec: „W okresie najcięższym w moim życiu, będąc zupełnie załamanym, wyniszczonym moralnie i fizycznie utraciłem wiarę w sprawiedliwość, praworządność, uczciwość; w ogóle ludzi i samego siebie. Zostałem doprowadzony do stanu skrajnego upodlenia, skoro zeznawałem na innych i samego siebie same kłamstwa, bzdury sugerowane, perfidnie mi podpowiadane w czasie śledztwa. (...) Pod naciskiem władz śledczych powstawała historia, która nigdy nie miała miejsca”.

W okresach, kiedy wobec oskarżonych nie stosowano psychicznych i fizycznych tortur, najczęściej odwoływali swoje zeznania. Wówczas śledczy ponownie wracali do stosowanych wcześniej metod.

Szczególnie brutalni, według zatrzymanych oficerów Marynarki Wojennej, byli szef sekcji śledczej mjr Eugeniusz Niedzielin oraz kpt. Mikołaj Kulik.

Do żadnych przestępstw nie przyznał się w śledztwie kmdr por. Kasperski, pomimo tego, iż był on przesłuchiwany w szczególnie okrutny sposób.

W akcie oskarżenia odczytanym w trakcie rozprawy sądowej stwierdzano m.in., że kmdr por. Przybyszewski i kmdr por. Kasperski już na początku 1946 r. zorganizowali w Szkole Specjalistów Morskich tzw. grupę bojową, która miała za zadanie „współdziałać z interwentami imperialistycznymi w wypadku starcia zbrojnego pomiędzy obozem socjalizmu a imperializmu”. Dołączyć miał do nich kmdr Mieszkowski. Wymienionym oficerom zarzucono stworzenie w Marynarce Wojennej dywersyjno-szpiegowskiej organizacji, „mającej na celu walkę o obalenie władzy ludowej”. Przyłączyć się miał do niej również kmdr Staniewicz.

Podobne „grupy bojowe” miały powstawać w innych jednostkach Marynarki Wojennej, m.in. w dywizjonie ścigaczy. W kwietniu 1947 r. nastąpić miało nawiązanie współpracy pomiędzy „konspiracją marynarską a centralną konspiracją w Wojsku Polskim", wówczas to spotkać się mieli kmdr Mieszkowski i gen. Józef Kuropieska.

Akt oskarżenia zarzucał także kmdr Mieszkowskiemu, kmdr por. Przybyszewskiemu, kmdr por. Kasperskiemu, kmdr ppor. Krzywcowi, kmdr por. Kraszewskiemu i kmdr Staniewiczowi działalność „dywersyjno-szpiegowską”, do której zwerbować ich miał w październiku 1947 r. kmdr por. Tadeusz Perdzyński.

W trakcie procesu zeznania złożone w śledztwie odwołał kmdr Wojcieszek, mówiąc, iż były one składane w stanie fizycznego, nerwowego i psychicznego wycieńczenia. Do zarzucanych mu czynów nie przyznał się również kmdr por. Kasperski.

21 lipca 1952 r. wyrokiem Najwyższego Sądu Wojskowego kmdr Marian Wojcieszek, kmdr por. Zbigniew Przybyszewski, kmdr Stanisław Mieszkowski, kmdr por. Robert Kasperski i kmdr Jerzy Staniewicz skazani zostali karę śmierci. Kmdr ppor. Wacław Krzywiec i kmdr por. Kazimierz Kraszewski na karę dożywotniego więzienia.

Po wyroku skazani, z wyjątkiem kmdr por. Przybyszewskiego, napisali prośby o rewizję wyroków do Zgromadzenia Sędziów Najwyższego Sądu Wojskowego. Zwrócili się także z prośbą o łaskę do Prezydenta RP. Kmdr por. Kasperski i kmdr Wojcieszek nie przyznawali się do zarzucanych im czynów. Pozostali skazani tłumaczyli się nieświadomością szkodliwości swoich działań, deklarowali również chęć dalszej pracy dla Polski Ludowej.

Zgromadzenie Sędziów Najwyższego Sądu Wojskowego potwierdziło zasadność wydanego wyroku, nie widząc podstaw dla złagodzenia kary.

Prezydent Bolesław Bierut 19 listopada 1952 r. zamienił kmdr por. Kasperskiemu i kmdr Wojcieszkowi karę śmierci na dożywotnie więzienie, natomiast nie skorzystał z prawa łaski wobec pozostałych skazanych, którzy zostali straceni w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie - kmdr Staniewcz 12 grudnia 1952 r., a kmdr por. Przybyszewski i kmdr Mieszkowski 16 grudnia 1952 r.

Miejsce pochówku trzech zamordowanych oficerów nie było znane; ich szczątki zostały odnalezione przez zespół IPN pod kierownictwem prof. Krzysztofa Szwagrzyka w 2013 r. na tzw. Łączce - w kwaterze „Ł” Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie. Szczątki kmdr. por. Zbigniewa Przybyszewskiego i kmdr. Stanisława Mieszkowskiego zidentyfikowano w 2014 r., kmdr. Jerzego Staniewicza - w 2016 r.

24 kwietnia 1956 r. Najwyższy Sąd Wojskowy uchylił wyrok z 21 lipca 1952 r., a 26 kwietnia sprawa została umorzona z braku jakichkolwiek dowodów winy.

 

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl