Menażeria została sama

Z wypiekami na twarzy oglądałem materiały z kontrmiesięcznicy zorganizowanej przez Obywateli RP. Najlepszym słowem określającym tę zbiorowość jest menażeria.

Słowo to wywodzi się z francuskiego ménager – czyli pokierować czymś, ale także określa zgrupowane osobliwe zwierzęta, które w dawnych wiekach wożono po Europie. Nie chodzi mi bynajmniej o dehumanizowanie uczestników kontrmiesięcznicy, lecz o podkreślenie ich wyjątkowości.

Kogo tam bowiem można spotkać? No samych liderów. Szefa stowarzyszenia esbeków Adama Mazgułę. Pierwszego alimenciarza i informatyka Polski Mateusza Kijowskiego. Najbardziej otwartego na dialog Bartosza Kramka. Szefostwo strajku kobiet, organizacji Dziewuchy Dziewuchom, KOD‑u, Tamy, stowarzyszenia OSA i Antify. Tylko zabrakło zwykłych ludzi, bo niby po co mieliby przychodzić?

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Od kogo odszkodowania

Minęły dwie wielkie rocznice. Obie związane z Sowietami. Pierwsza – radosna: 97. rocznica odparcia czerwonej zarazy spod Warszawy, uznawana przez katolików jako interwencja Matki Bożej. Jako Cud nad Wisłą określana także przez przeciwników militarnego geniuszu polskich dowódców. To wielkie zwycięstwo, które zatrzymało zalew bolszewickiej rewolucji na Europę, a Polsce pozwoliło cieszyć się niepodległością do września 1939 r.

Druga – smutna: 80. rocznica rozpoczęcia tzw. operacji polskiej NKWD. Ze względu na swoje narodowe ostrze powinniśmy ją nazywać operacją antypolską. To ludobójstwo, a jego ofiarami padło nawet 200 tys. osób, które po pokoju ryskim wieńczącym wojnę polsko-bolszewicką zostały na terenie Związku Sowieckiego zamordowane tylko dlatego, że były Polakami. Brutalną czystkę rozpoczął rozkaz nr 00485 Ludowego Komisarza NKWD Nikołaja Jeżowa z 11 sierpnia 1937 r. Radosny 15 sierpnia 1920 r. jest nierozłączny z następującym 17 lat później tragicznym 11 sierpnia. Bo tę drugą datę możemy traktować jako początek wielkiego odwetu Stalina za bitwę warszawską. Później przyszły kolejne ludobójstwa – katyńskie, cztery wielkie wywózki mieszkańców II RP na Wschód, obława augustowska i inne zbrodnie na Polakach w latach 1944–1989. Sowieckie zbrodnie, według wciąż niepełnych szacunków, pochłonęły przynajmniej 600–700 tys. ofiar. Stąd zasadność pytania: czy Polska nie powinna domagać się za nie odszkodowań? Od dzisiejszej Rosji – bo to ona jest prawnym i moralnym spadkobiercą ZSRS. Tak samo, jak słusznie domagamy się dziś zadośćuczynienia od dzisiejszych Niemiec. Bo choć dokonały pobieżnej denazyfikacji, także pozostały następcą III Rzeszy Hitlera. Sprawa powinna wybrzmieć szczególnie głośno przed 1 września – kolejną rocznicą agresji na Polskę. Ale potem był jeszcze 17 września – przypieczętowanie IV rozbioru Rzeczypospolitej. Bo gdyby nie pakt Ribbentrop–Mołotow, gdyby Hitler nie miał gwarancji Stalina, prawdopodobnie by nie zaatakował. Dlatego nie ma odszkodowań od Niemiec bez odszkodowań od Rosji.

Udostępnij

Tagi
Najnowsze opinie

Autograf dla mafiosa

Powtórka z historii?

KOD-masochiści!

Milczenie w sprawie aneksu WSI

Tajni doradcy prezydenta

Jak podnieść ciśnienie Polakom

Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie piję od czasu do czasu napojów energetycznych. Znam jednak takich, którzy z końskiej dawki słodzonej kofeiny uczynili sobie poranny rytuał i popołudniowy zwyczaj. Mieszają je z wódką, trzymają po lodówkach „na czarną godzinę”.

O szkodliwości tego typu napojów powiedziano już wiele. Znane są przypadki zapaści, a przyspieszone bicie serca i problemy z zasypianiem przeżył każdy, kto przedawkował ten tauryowo-kofeinowo-landrynkowy eliksir. Jest ich pełno. Większość z nich, zapewniam, nie różni się od siebie. Mam znajomego, który zjadł zęby na branży FCMG (produkty szybkozbywalne), więc nasłuchałem się o tym, jak łatwo wprowadzić na rynek „swój” energetyk. Istotnie, na rynku znajdziemy już napoje promowane przez gwiazdy sportu (Robert Kubica, Mike Tyson), muzyki (Zenek Martyniuk, raper Popek), a nawet polityków (Janusz Korwin Mikke). To tania i względnie łatwa forma promocji, można dość łatwo dorobić do niej marketing. Liczba podobnych produktów sprawia jednak, że spece od marketingu dwoją się i troją, jak przebić się do klienta. Pamiętna wojna o wizerunek Dariusza „Tygrysa” Michalczewskiego, która rozegrała się między firmami Maspex i Foodcare, jest tego doskonałym przykładem. Wygrał Maspex, producent „Tigera”, który ma w rynku energetyków potężny, bo kilkudziesięcioprocentowy, udział. Ten sam Maspex postanowił jednak pójść o krok dalej, a w zasadzie o krok za daleko. To, co uczyniono w ramach kampanii reklamowej, w której pamięć o Powstaniu Warszawskim skwitowano środkowym palcem, przejdzie do ponurej historii polskiego marketingu. Zapewne „kejs Tigera” będzie wykładany na zajęciach z reklamy jako przykład tego, jak nie należy postępować. Wpłacone w ramach przeprosin na konto pomocy powstańcom pół miliona być może odsunie od Maspexu widmo porażki. Jednak kołatania serca i podniesionego ciśnienia nie tylko u swoich klientów prędko nie zrekompensuje. 

Udostępnij

Tagi

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl