Konsekwencje Smoleńska

Wysokiej rangi dyplomata z kraju NATO powiedział mi niedawno, że jego państwo nie może nam pomóc w wyjaśnieniu smoleńskiej tragedii, bo obawia się awantury z Rosją.

Wspomniał coś o art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, który nakazuje konieczność militarnej pomocy krajowi napadniętemu. Zdumiało mnie to, że wcale nie zastanawiał się nad możliwymi przyczynami tragedii. Chyba je znał, straszył mnie skutkami powiedzenia prawdy. Ten straszak będzie stosowany. Półgębkiem wielokrotnie go już używano. To oczywiście bzdura. Nikt, a już na pewno Moskwa, nie napadnie Polski z tego powodu, że udowodnimy im kolejną zbrodnię. Popełnili już tyle zbrodni na oczach świata, że czasem mam wrażenie, iż lubią się tym chlubić. Wojny wybuchają, kiedy agresor widzi w tym potencjalne zyski, a nie dlatego, że się obraził. Oczywiście Rosja, widząc, że taki straszak działa, będzie prężyła muskuły i robiła wrażenie gotowej na wszystko. Nie możemy więc dać się zastraszyć, bo to tylko pogorszy naszą sytuację. Za chwilę okaże się, że to my musimy przepraszać za Smoleńsk. Nie szukamy awantury z Moskwą, ale naszych spraw musimy bronić twardo. Nie zmienia to faktu, że armia na wszelki wypadek powinna być po prostu silna.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Ludzkie pochodnie

Akt samobójstwa jest czymś, co człowiek praktykuje od wieków i może dokonać go na dziesiątki sposobów. Może się jednak okazać, że nieszczęśnika z Warszawy ktoś za pomocą manipulacji popchnął do desperackiego kroku.

W starożytnym Rzymie samobójstwo to była złożona ceremonia, okraszona wystawną ucztą, podczas której samobójca podcinał sobie żyły. W wiekach późniejszych wszystko uproszczono – nieborak strzelał sobie w skroń, wieszał się, skakał z drapaczy chmur czy rzucał pod koła pędzącego pociągu. Jedną z najrzadziej spotykanych metod był akt samospalenia. Do dziś pamiętamy dramatyczne czyny, jakich dokonali Ryszard Siwiec na Stadionie Dziesięciolecia czy Walenty Badylak na krakowskim Rynku Głównym.


Trzeba pomyśleć, w jakiej kondycji psychicznej jest osoba decydująca się na podjęcie samobójczego kroku, i to w dodatku przez podpalenie własnego ciała. Medycyna diagnozuje czyn jako objaw choroby psychicznej i tutaj miejsca na polemikę nie ma – na własne życie targa się jedynie człowiek cierpiący na zaburzenia umysłowe.


Na poważne zaburzenia umysłowe cierpiał mężczyzna, który podpalił się na warszawskim pl. Defilad 19 września 2017 r. To fakt bezsporny, potwierdzony przez krewnych mężczyzny, zaginionego kilka dni temu mieszkańca podkrakowskich Niepołomic. Bliscy tego nieszczęśliwego człowieka zaznaczyli, że przebywał on pod opieką psychiatry od kilku lat, i byli pełni obaw, czy nie targnie się na swoje życie.


Niestety, ziściły się ich najgorsze obawy, stan chorego uległ pogorszeniu i próbował publicznie dokonać straszliwej autodestrukcji. Mam nadzieję, że lekarze staną na wysokości zadania i będą próbowali uleczyć najpierw poparzone ciało, a później chorą duszę niedoszłego samobójcy.


Zastanawiam się, czy natychmiastowego leczenia nie potrzebują dusze Jacka Żakowskiego, nazywającego tego człowieka „zdesperowanym patriotą”, oraz Jana Hartmana, który już okrzyknął go symbolem walki z reżimem PiS-u. Swoje tezy panowie zbudowali na podstawie ulotek, które chory miał rozrzucić w miejscu samospalenia. Dziwnym zrządzeniem losu te nietknięte ulotki trafiły w ręce miejskiej radnej SLD Pauliny Piechny-Więckiewicz i jej partyjnego kompana Tomasza Sybilskiego. Obydwoje państwo skwapliwie wypełnili ostatnią wolę nieszczęśnika i umieścili jego manifest w jednym z serwisów społecznościowych. Widać, że na warszawskich lewicowych radnych można liczyć nawet w chwili śmierci.


Oczywiście natychmiast podniesiono fakt, że w Pałacu Kultury i Nauki przebywał w tym czasie Jarosław Kaczyński i – co staje się „oczywiste” – jest on „jednoosobowo odpowiedzialny” za to, co się wydarzyło.


Takiej wolty myślowej mogą dokonać jedynie mózgi chore i pozbawione elementarnych granic przyzwoitości – te same, które od lat zarzucają Jarosławowi Kaczyńskiemu „obłędny taniec na grobach ofiar katastrofy smoleńskiej”. Mam nadzieję, że mężczyzna będzie mógł być przesłuchany w przyszłości przez policję, w obecności biegłych psychiatrów, i wtedy opowie o wydarzeniach poprzedzających jego straszliwy czyn. Jeśli okaże się, że ktoś za pomocą manipulacji popchnął nieszczęśnika do tego kroku, to jego miejsce będzie za więziennym murem. A panom Żakowskiemu i Hartmanowi zalecałbym powściągliwość, bo nawet obrzydliwość powinna być ujęta w ramy. Sądzę, że ich guru i autor tezy „warto być przyzwoitym” dodałby dziś, iż walki politycznej nie prowadzi się, używając „ludzkich pochodni”.


Howgh!



Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Samotnik. Nałogowy kawosz i czytacz politycznych newsów.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl