Tak państwo kierowane przez PO-PSL zdało egzamin po Smoleńsku! Wdowa po admirale Andrzeju Karwecie ujawnia

Gablota poświęcona pamięci admirała Andrzeja Karwety na ORP Błyskawica; By This photo was taken by Przemysław JahrAutorem zdjęcia jest Przemysław JahrWykorzystując zdjęcie proszę podać jako autora:Przemysław Jahr / Wikimedia Commons - Praca własna, D

Maria Karweta, wdowa po admirale Andrzeju Karwecie – dowódcy Marynarki Wojennej, który zginął w katastrofie smoleńskiej, poinformowała dziś, że w trumnie jej męża znajdowały się też szczątki siedmiu innych osób. Działania śledczych ujawniły jak Rosjanie traktowali szczątki ofiar katastrofy smoleńskiej. I w jaki sposób państwo polskie pod rządami PO-PSL „zdało egzamin”. - Śnią mi się śmieciarki. Żółte, z biało-czerwoną flagą. Wiozą te worki, które widziałam w trumnie mojego męża - mówiła Maria Karweta.

O wynikach ekshumacji admirała jako pierwsza informowała "Gazeta Polska".

Czytaj więcej: Rosyjskie barbarzyństwo! W Smoleńsku zbezczeszczono zwłoki admirała Karwety

O efektach ekshumacji Maria Karweta poinformowała dziś na konferencji prasowej, która odbyła się w Klubie Marynarki Wojennej „Riwiera” w Gdyni. Żona dowódcy MW wyjaśniała, że ekshumację przeprowadzono 26 czerwca br., a trumna ze szczątkami została przetransportowana do Instytut Medycyny Sądowej w Warszawie, gdzie przeprowadzono badania.

Maria Karweta wyjaśniła, że była przy otwarciu trumny.

Zobaczyłam mundur mojego męża, mundur admiralski, pod mundurem bielizna, nie jego, mała, w znacznie mniejszym rozmiarze, zielona (…), sądzę, że należała do jakiegoś przedstawiciela wojsk lądowych (…). Pod bielizną – worki. Jeden, to worek taki, w jakich zwykle są transportowane ciała ofiar katastrof, morderstw (…). Obok - dwa worki duże, ciemne, na śmieci i reklamówka żółta, przejrzysta. Tak pochowano mojego męża

– powiedziała.

Wyjaśniła, że badania rozpoczęły się od tomografii komputerowej.

Już tam zobaczyliśmy dodatkową kończynę górną – prawa ręka należała do kogoś zdecydowanie niższego i szczuplejszego niż mój mąż

– wyjaśniła dodając, że w trumnie znajdowała się też dodatkowa żuchwa.

Poinformowała, że 4 sierpnia otrzymała wyniki badań genetycznych.

W workach na śmieci, w trumnie mojego męża były szczątki ośmiu osób, w tym mojego męża, oraz dwa nierozpoznane, których nie dało się zidentyfikować

– powiedziała.

Siedem szczątków mojego męża znaleziono w czterech innych trumnach. Boję się podjąć decyzji o kolejnym pogrzebie. Boję się, bo sekcje się nie zakończyły, a dla mnie każdy pogrzeb, każdy jego pogrzeb jest ogromnym dramatem

– mówiła Karweta dodając, że „ma nadzieję, iż po tym wszystkim, w końcu, z godnością pochowa swojego męża”.

Bez tych worków i tylko jego

– dodała.

Nie jestem w stanie pojąć, jak można akceptować takie rzeczy. Mam ogromny żal, ogromny żal do rządu, który nie zadbał o bezpieczeństwo człowieka, który dbał również o jego bezpieczeństwo, nasze bezpieczeństwo. Nie zadbał o godny pochówek

– mówiła wdowa po admirale.

Mam ogromny żal do ludzi, którzy teraz mówią, że trzeba było zrobić wspólną mogiłę i nie byłoby problemu

– powiedziała Karweta.

Przypomniała, że w 2015 roku w grobie jej męża przeprowadzono tzw. dochówek (w mogile pochowano kolejne zidentyfikowane szczątki admirała). Wyjaśniła, że wówczas nie otwierano trumny: złożono obok niej urnę z prochami szczątków. Zaznaczyła, że o konieczności dochówku dowiedziała się telefonicznie.

Zawiadomiono mnie z Prokuratury Wojskowej i poinformowano, że w Instytucie w Krakowie (…) są szczątki do odebrania

– powiedziała wdowa dodając, że pytała wówczas dzwoniącego, gdzie znaleziono szczątki, w jakich okolicznościach itp., a w odpowiedzi usłyszała: „Proszę napisać wniosek, otrzyma pani odpowiedź”.

Karweta powiedziała też, że odkąd usłyszała słowa „trzeba było ich pochować we wspólnej mogile”, dręczą ją koszmary.

Śnią mi się śmieciarki. Żółte, z biało-czerwoną flagą. Wiozą te worki, które widziałam w trumnie mojego męża. Na wysypisko, gdzieś daleko od ludzi, żeby wszyscy o nich zapomnieli (…). Panie Neumann, tak pan to sobie wyobrażał?

– pytała retorycznie.

Czytaj też: Bezczelna propozycja Neumanna. „Ofiary katastrofy smoleńskiej powinny być pochowane we wspólnym grobie”

Wszystko we mnie krzyczy, kiedy słyszę, że państwo się sprawdziło, kiedy słyszę, że komuś żal wycinanych bezbronnych drzew. A co z nami, nas wam nie żal? Przez siedem lat przechodzimy gehennę. Przez siedem lat żyjemy w nieustającej żałobie

– mówiła wdowa.

Padają stwierdzenia: «prezes Kaczyński podzielił Polskę». A ja pytam, a może to kłamstwo nas podzieliło. Może, gdybyśmy poznali prawdę, od początku do końca, bylibyśmy wreszcie jednością?

– pytała retorycznie.

Na podstawie Konwencji Chicagowskiej oddano całe śledztwo w ręce rosyjskie

– powiedziała Karweta przypominając, że w 1993 r. polskie Ministerstwo Obrony Narodowej podpisało ze swoim rosyjskim odpowiednikiem porozumienie, na podstawie którego możliwe było wspólne prowadzenia śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej.

Wdowa po admirale opowiada o szokujących wynikach ekshumacji. Kliknij w zdjęcie zamieszczone poniżej:

Mariola Karweta opowiada o szokujących wynikach ekshumacji. CAŁOŚĆ

Dlaczego nie skorzystano z tego porozumienia?

– pytała.

Dodała, że w ”przestrzeni publicznej pojawiają się stwierdzenia, że to rodziny naciskały na szybkie pogrzeby ofiar”.

Te rodziny, które znam, na nic nie naciskały

– powiedziała Karweta wyjaśniając, że ona sama nie miała wpływu na datę pogrzebu, bo ustalała je strona państwowa.

Podobno rodziny popełniały błędy przy identyfikacji. Dostaliśmy informację, że w naszym przypadku przyjazd do Moskwy jest bezzasadny, że ciało jest tak bardzo zmasakrowane, że i tak nie będzie go można rozpoznać bez badań genetycznych

– mówiła Maria Karweta dodając, że ona sama na dokumenty sekcyjne swojego męża „czekała miesiącami”, a dopiero po trzech latach otrzymała komplet tych dokumentów.

Wspomniała, że ma poczucie „wielkiej krzywdy”.

Jeśli państwo się sprawdziło, to ja naprawdę nikomu z was nie życzę, aby w jakiejkolwiek sytuacji, jaka was spotka, tak się sprawdziło wobec was

– powiedziała.

Dodała, że „wychowała się w domu, w którym groby były świętością”.

Archeolodzy badając początki ludzkości na podstawie pochówków określają, od którego momentu staliśmy się ludźmi i do którego momentu byliśmy zwierzętami. Ludzie grzebali swoich bliskich, grzebali ich z szacunkiem, grzebali ich z rzeczami, które te osoby kochały. Gdzie my idziemy? Czy to, co my teraz robimy, to jest rozwój cywilizacyjny, czy to jest upadek? Jak nas ocenią potomni? Co by powiedzieli odkrywając takie groby? Kim my teraz jesteśmy?

– pytała retorycznie.

Trumny nie były otwierane przez rodziny, a nawet, gdyby były otwierane, to niczego by to nie zmieniło, bo przecież trzeba było przeprowadzić badania. Mam o to ogromne pretensje

– powiedziała Karweta dodając, że mając dostęp do dokumentów dotyczących szczątków jej męża, coraz bardziej podejrzewała „wielkie nieprawidłowości”.

W tym przypadku trzeba było przeprowadzić powtórną identyfikację tutaj. Nie byłoby tego wieloletniego horroru. Mógł to zrobić tylko rząd

– dodała wdowa.

Stwierdziła, że bardzo zabolały ją zasłyszane niedawno słowa osób sprawujących wysokie funkcje po katastrofie smoleńskiej mówiące iż „wszyscy wiedzieli, że Rosjanie dopasowywali szczątki mniej więcej, tak, żeby się zgadzało”.

Rodziny tego nie wiedziały. Zapewniam

– mówiła Karweta dodając, że tuż po katastrofie „wierzyła temu, co mówiła pani minister zdrowia i temu chciała wierzyć”.

Państwo, które z pełną świadomością – skoro wiedzieli wszyscy, to z pełną świadomością, podejmuje decyzję, żeby trumien mimo wszystko nie otwierać, dopuszcza się barbarzyństwa

– powiedziała.

Dodała, że ona sama „nigdy nie była przeciwniczką ekshumacji, choć bała się potwornie”.

Ale ważniejsze dla mnie było to, by pochować mojego męża. Bardzo dobrze się stało, że ten proces się rozpoczął i uważam, że powinien być skończony. Jest mi przykro, że są rodziny, które się temu sprzeciwiają. Jest mi przykro, bo nie wiem, czy w ich trumnach nie ma jakichś szczątków mojego męża. Dając prawo jednym, odmawia się prawa drugim

– mówiła.

Miałam głębokie zapewnienie najważniejszych osób w państwie, że wszystko jest w porządku i zrobione doskonale. Mam mniejsze pretensje do Rosjan, bo to nie im służył mój mąż. To nie dla nich narażał swoje życie. To nie był żołnierz rosyjski. To był żołnierz polski. Od Polski oczekiwałam szacunku, od Polski oczekiwałam jego bezpieczeństwa wtedy, kiedy można mu je było zapewnić

– powiedziała.

Mam ogromną potrzebę usłyszenia «przepraszam». (…) Oczekuję odrobiny pokory, przyznania się do popełnionych błędów, niewłaściwych decyzji. To przede wszystkim

– mówiła wdowa zapytana o to, czego teraz oczekiwałaby od ówczesnych polskich władz.

W rządzie potrzebujemy silnych osób, które radzą sobie w nieprzewidzianych sytuacjach, a nie tych, którzy bawią się w wolontariat

– dodała.

W chwili śmierci 10 kwietnia 2010 r. Andrzej Karweta miał 52 lata. Został pochowany w położonym pod Gdańskiem Baninie, gdzie admirał - od 2007 r. dowódca Marynarki Wojennej, mieszkał przed śmiercią.

Na początku kwietnia ubiegłego roku śledztwo smoleńskie od zlikwidowanej prokuratury wojskowej przejęła Prokuratura Krajowa. Już w czerwcu prokuratorzy poinformowali, że konieczne jest przeprowadzenie ekshumacji 83 ofiar katastrofy (wcześniej, w latach 2011-12, przeprowadzono dziewięć ekshumacji, cztery osoby zostały skremowane).

27 lipca Prokuratura Krajowa informowała, że są już znane wyniki badań genetycznych 32 z 33 ofiar katastrofy smoleńskiej, które ekshumowano na jej polecenie, począwszy od listopada ubiegłego roku. Wynika z nich m.in., że w 13 przypadkach znaleziono w trumnach części ciał innych osób, ujawniono też zamianę dwóch ciał. W czerwcu PK podała, że nieprawidłowości stwierdzono m.in. w trumnie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Sprawy poruszone przez wdowę po admirale są dziś szeroko komentowane w mediach społecznościowych:

 

Źródło: niezalezna.pl, PAP, twitter.com

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Groził wysadzeniem Sejmu - zatrzymany przez…

Z powodu zagrożenia terrorystycznego…

W Czechach zginął polski pilot motolotni

Jest decyzja - darowizny dla ofiar nawałnic…

Rosjanie próbowali zakłócić wizytę w…

Koniec z opowieściami o "bohaterze". - Trzeba ukarać zdrajcę - tak o Wałęsie mówi Jan Pietrzak

TV Republika

- Patrzę na Wałęsę z przykrością - mówił Jan Pietrzak, satyryk i twórca „Kabaretu pod Egidą” na antenie Telewizji Republika. - Trzeba ukarać zdrajcę. (...) Lecha Wałęsę trzeba ukarać za zdradę narodu - podkreślił.

– Wcześniej wydawał się niezwykłą postacią, bajkową, legendarną. W swoim czasie odnalazł się idealnie. Czuł sercem istotne rzeczy i był bohaterem ludowym. Dla mnie to było bardzo pozytywne, często widywałem go na widowni i czułem dumę. Przemawiał płomiennie, było nadzwyczajnie - wspominał Jan Pietrzak, który był dzisiaj gościem Marcina Bąka w „Wolnych głosach wieczorem".

- Teraz czuje się oszukany. Byłem naiwny, ponieważ dałem się nabrać na jego gierki. Prezydentura otworzyła mi oczy i przestałem go popierać. Tak jak miliony Polaków – tłumaczył.

– Z nim, tak jak z innymi ludźmi, to pewna pułapka historyczna. Mimo zdrajców, donosicieli, agentury, mimo to Polska zwyciężyła. Coś się im wymsknęło spod kontroli. Długo panowali nad Polską, ale obywatele zwyciężyli, a Wałęsę trzeba ukarać za to wszystko, co zrobił na szkodę naszego państwa i obywateli – dodał satyryk.

– Noblista? To zły argument. Trzeba ukarać zdrajcę. To, kim on był, jest w tym wypadku drugorzędne. Tak jak ścinano królów, czy karano prezydentów. Lecha Wałęsę trzeba ukarać za zdradę narodu i musimy się z tym pogodzić – dodał Pietrzak.

– Z niego wyłazi prostactwo. Wcześniej można było z tym dyskutować, bo uchodził za bohatera narodowego. Teraz natomiast szkoda czasu na debatowanie o jego dokonaniach. Niestety, musimy być odporni na jego manipulacje i mediów, które z nim sympatyzują. Trzeba podejść do sprawy poważnie, ponieważ to nie jest zwykły, szary człowiek – stwierdził Jan Pietrzak.

 

Źródło: niezalezna.pl, Telewizja Republika

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Postraszyli deportacją - przez pomyłkę

Nowa ambasador Polski na Litwie

„To zakładanie Europie pętli na szyję”

Pożar w fabryce farb i lakierów w Dębicy

Islamiści ścięli głowy 11 osobom

Miała być prowokacja - feministka nago szła przez miasto. Ale spotkała... imigrantów! (WIDEO 18+)

@Prawypopulista

Niektórzy muszą na własnej skórze zrozumieć, że niektóre zachowania są po prostu głupie. Tak jak pewna feministka, która chciała przeprowadzić dość prymitywną prowokację - przejść nago ulicami miasta i pożalić się później na seksistowskich mężczyzn. Kobieta miała jednak pecha - podczas "spaceru" natknęła się na grupkę imigrantów.

O niecodziennych wydarzeniach we włoskiej Bolonii pisze serwis magnapolonia.org, który dowiedział się o pewnej akcji feministki.

"Postanowiła sprowokować katolików, aby później oskarżyć ich o seksizm. W tym celu rozebrała się całkowicie do naga i postanowiła przejść się po Bolonii" - czytamy.

I rzeczywiście to zrobiła - bez ubrania (jedynie z torbą na ramieniu) spacerowała po mieście.

Prowokacja jednak nie przebiegła po jej myśli. Bo feministka natknęła się na grupkę imigrantów.

"Czarnoskórzy mężczyźni szybko otoczyli kobietę. Robili jej zdjęcia telefonami i wyśmiewali. Nie odpuszczali jej na krok" - podaje magnapolonia.org

WIDEO PRZEZNACZONE DLA OSÓB DOROSŁYCH

Następnym razem pomyślić?

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Aresztowania w Maroko w zw. z zamachami w…

Prof. Zybertowicz o kryzysie demokracji…

Błaszczak: służby zadziałały natychmiast

Wpadł złodziej rzeźby św. Franciszka

Szef MON Polski na defiladzie w Kijowie

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl