Valerian i miasto tysiąca...wzruszeń. RECENZJA

/ mat.pras.

Magdalena Fijołek

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl, \"Gazety Polskiej\" i \"Gazety Polskiej Codziennie\".

Kontakt z autorem

3 tysiące ujęć z efektami spejcalnymi, najgorętsze nazwiska Hollywood i niezwykły show w wykonaniu Rihanny – w „Valerianie i mieście tysiąca planet”, który właśnie wszedł do polskich kin, Luc Besson serwuje nam kino na najwyższym poziomie, a zarazem historię starą jak świat – o tym, że warto być pozytywnym bohaterem, nawet jeśli pozornie się to nie opłaca.

„Valerian i miasto tysiąca planet” to najnowsza produkcja  Luca Bessona, twórcy takich tytułów jak „Wielki błękit” czy „Leon zawodowiec”. Film jest ekranizacją popularnego francuskiego komiksu pt. „Valerian i Laureline” opowiadającego o dwojgu bohaterów przemierzających międzygalaktyczną przestrzeń i broniących praw słabszych. To zarazem najdroższa w historii Europy produkcja – jej budżet przekroczył 200 mln dolarów, a w samym filmie zastosowano ok. 3 tys. ujęć z efektami specjalnymi. W obsadzie znaleźli się m.in. Dane DeHaan  i Cara Delevigne (których oboje zobaczymy już jesienią w „Tulipanowe gorączce” Justina Chadwicka), a także królowa muzyki pop – Rihanna. Besson podczas konferencji prasowej w Warszawie zdradził, że już pracuje nad jej sequelem. Byłaby to pierwsza kontynuacja w dorobku reżysera.  

„Valerian” to opowieść stara jak świat – oto dwoje młodych bohaterów staje przed wyzwaniem uratowania społeczności, której grozi zagłada. Gdzieś po drodze, między jedną przygodą a drugą, Valerian i Laurelina zbliżają się do siebie i dojrzewają do tego, by wyzbyć się egoizmu w imię wyższych wartości – choć pozornie zupełnie im się to nie opłaca, finał udowadnia, że prawdziwe dobro zawsze procentuje.

Jednak w filmie Bessona chodzi raczej nie o samą (choć oczywiście piękną i szlachetną) historię, ale o sposób, w jaki została opowiedziana. „Valerian” wywraca bowiem do góry nogami wszystko, co do tej pory sądziliśmy o europejskich superprodukcjach, którym zawsze było daleko do amerykańskich blockbusterów. Tym razem jest inaczej, a przygody Valeriana i Laureliny spokojnie mogą konkurować z takimi hitami jak „Strażnicy galaktyki”, „Avatar” czy nawet „Gwiezdne wojny” (chociażby pod względem imponującej liczby fantastycznych stworzeń wymyślonych przez ekipę Bessona).

Oprócz szczytu technologicznych możliwości zaserwowanych w wersji 3D, gwiazdorskiej obsady i elektryzującej muzyki (film otwiera słynne „Space oddity” Davida Bowiego), „Valerian” niesie za sobą smutną konstatację co do kondycji ludzkości: - Dziś kolejność priorytetów zupełnie się odwróciła, a na jej szycie króluje pieniądz. Myślę, że kiedy dokonał się ten wybór, tak naprawdę zatraciło się gdzieś nasze społeczeństwo – mówił podczas spotkania z dziennikarzami Besson. Całe szczęście, że na świecie są jeszcze Valerianowie i Laureliny, którzy trzymają to wszystko w ryzach.
 

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Hannawald: Kamil jest wspaniałym zawodnikiem

/ twitter.com/@LLemaniak

Były skoczek narciarski, niegdyś wielki rywal Adama Małysza, Sven Hannawald jest pod wrażeniem, że Kamil Stoch tak szybko doszedł do siebie po zwycięstwie w Turnieju Czterech Skoczni. Polak triumfował w tym prestiżowym cyklu po raz drugi z rzędu, ale tym razem wygrał wszystkie cztery zawody, co wcześniej w historii udało się tylko Hannawaldowi.

- Wiem, jak człowiek jest wykończony. I nie wystarczy położyć się do łóżka, przespać dwie godziny dłużej i po sprawie. To zmęczenie wychodzi przez wiele tygodni. Nawet jak się chce zapomnieć, to wcale nie jest łatwe. Wszyscy o tym mówią, a w takim kraju jak Polska, gdzie skoki narciarskie są tak popularne, sukces kosztuje znacznie więcej – podkreślił.

On sam doskonale o tym wie i tym bardziej podziwia Stocha, że tak szybko „uporał się” z konsekwencjami sukcesu i potrafił wrócić do rywalizacji na wysokim poziomie.

- A Kamil jest znowu uśmiechnięty, zadowolony i rozluźniony. Podziwiam go, że tak szybko potrafi odbudować się fizycznie i mentalnie. To świadczy o tym, jak wspaniałym jest zawodnikiem – powiedział.

Za czasów rywalizacji Hannawalda i Małysza, Niemiec nie był lubiany przez polskich kibiców. Teraz jednak wszystko się zmieniło.

- Oczywiście ludzie mnie cały czas rozpoznają, ale gdy wchodzę w Niemczech do sklepu, to właśnie Polacy do mnie najczęściej podchodzą, klepię po plecach, podają rękę, proszą o zdjęcie. Ta niechęć zamieniła się w sympatię i to bardzo miłe. Zresztą po sukcesie Kamila w Turnieju Czterech Skoczni na moim Instagramie (sven_hannawald) liczba obserwujących się podwoiła – z 5 na prawie 10 tysięcy, a większość z nich to byli Polacy – zaznaczył.

Dziś na godz. 16.00 zaplanowane są dwie ostatnie serie konkursowe mistrzostw świata w lotach, a w niedzielę ma się odbyć rywalizacja drużynowa.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl