Koniec z loterią zielonych kart i naciąganiem przepisów. Twarde warunki dla imigrantów

Filip Błażejowski/Gazeta Polska

  

Prezydent USA Donald Trump poparł wprowadzenie nowej ustawy reformującej amerykański system imigracyjny. Zmiany w przepisach autorstwa republikańskich senatorów Davida Perdue’a i Toma Cottona mają ograniczyć liczbę imigrantów i doprowadzą do zmian w przyznawaniu tzw. zielonej karty.

Nowy system, znany jako RAISE Act (The Reforming American Immigration for a Strong Economy Act), ma być podobny do tego, jaki obowiązuje m.in. w Australii czy Kanadzie. Każdy potencjalny imigrant, chcący udać się do USA, będzie dostawał punkty za pewne cechy, uznane za pożądane – wykształcenie, znajomość języka, zawód itp. Dopiero uzbieranie odpowiedniej ich liczby pozwoli na dostanie zielonej karty – pozwolenia na stały pobyt i pracę.

Wbrew powszechnej opinii, różnice pomiędzy obecnym a przyszłym systemem imigracyjnym nie będą aż tak wielkie. Już teraz istnieje bowiem wiele ścieżek do otrzymania zielonej karty i osoby o dobrym wykształceniu lub pożądanych przez amerykański rynek zdolnościach mają łatwiej niż niewykwalifikowani robotnicy. Jednak nowa ustawa wprowadza również kilka zmian, m.in. kończy z łatwiejszą procedurą dla członków rodzin naturalizowanych imigrantów. W świetle nowych przepisów takie ułatwienie będzie przysługiwało wyłącznie małżonkom i niepełnoletnim dzieciom. Osoby w pozostałych stopniach pokrewieństwa będą musiały wystąpić o zieloną kartę według ogólnych zasad.
Dla osób, które złożyły już wnioski o zieloną kartę, wprowadzono dodatkowy, przejściowy rok obowiązywania starych zasad. Niewiele im to jednak pomoże – liczba chętnych jest tak duża, że obecnie czas oczekiwania na pozytywne rozpatrzenie wniosku wynosi… 24 lata. Nowa ustawa znosi również tzw. loterię wizową. Program ten miał sprawić, że imigranci nie będą pochodzili tylko z państw ościennych, lecz z całego świata. Likwidacja loterii ograniczy liczbę imigrantów o ok. 50 tys. osób rocznie.

Wątpliwe jednak, że nowa ustawa przejdzie w obecnej formie przez amerykański Senat. Demokraci i organizacje praw człowieka już zdążyły uznać ją za „rasistowską i nacjonalistyczną”. Jeżeli członkowie Partii Demokratycznej zagłosują przeciwko, to przy obecnym układzie sił w Senacie szanse na pomyślne przegłosowanie nowego prawa w najbliższym czasie są nikłe. Trzeba jednak pamiętać, że reforma systemu imigracyjnego to jedna z głównych obietnic wyborczych Trumpa – zwłaszcza w wypadku nielegalnej imigracji – więc nie ma raczej szans, by przywódca Białego Domu odpuścił ten temat.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Ależ tam się „żrą”! Wałęsa punktuje Adamowicza. Czy złoży zawiadomienie do prokuratury?

Jarosław Wałęsa / Fotomag/Gazeta Polska

  

Jarosław Wałęsa w Radiu Gdańsk ocenił, że „niektórzy (deweloperzy – red.) mają już wydeptane ścieżki do magistratu”, a „plany zagospodarowania są zmieniane pod ich dyktando”. Kacper Płażyński liczy na to, że za słowami pójdą czyny i kandydat PO i .N na prezydenta Gdańska złoży zawiadomienie do prokuratury.

W "Rozmowie Kontrolowanej” Jarosław Wałęsa przekonywał do swoich haseł wyborczych, jakie zaprezentował w sobotę. „Koniec republiki deweloperów w Gdańsku” - to jedno z nich.

Niektórzy mają już wydeptane ścieżki do magistratu. Plany zagospodarowania są zmieniane pod ich dyktando. W 95 procentach projekty mieszkańców są odrzucane, a deweloperskie przyjmowane. Ci stawiają bloki pod inwestycje, a budownictwo dla rodzin jest wypychane na południe Gdańska i za obwodnicę. Nie powinno tak być – powiedział Jarosław Wałęsa w Radio Gdańsk.

Jeżeli kandydat na prezydenta Gdańska – pan Jarosław Wałęsa - wskazuje, że wedle jego obserwacji niektórzy z deweloperów ustawiają plany zagospodarowania przestrzennego miasta pod siebie – bo tak naprawdę o to chodzi, to jest to patologia o naturze korupcyjnej. Jeżeli (Wałęsa – red.) ma takie informacje, możemy jako gdańszczanie oczekiwać, że następnym jego ruchem będzie powiadomienie odpowiednich organów. Sprawa wydaje się poważna, jeżeli mówi to kandydat na prezydenta Gdańska, tym bardziej, że mówi to kandydat partii Platforma Obywatelska, która zapewne ma najwięcej informacji na temat różnego rodzaju przekrętów i patologii związanych ze sprawowaniem urzędu przez prezydenta Adamowicza 

– powiedział w rozmowie z niezalezna.pl Kacper Płażyński, kandydat Zjednoczonej Prawicy na prezydenta Gdańska.

Domyślam się, że może być w tym wiele prawdy, tym bardziej mam nadzieję, że poza słowami pójdą czyny ze strony pana Wałęsy. Panowie walczą o ten sam elektorat. Wywodzą się z tego samego środowiska, toteż sytuacja wyborcza, z jaką mamy teraz w Gdańsku do czynienia to trochę bratobójcza walka. Z tego względu trudno ocenić jako wiarygodne cokolwiek, co mówi Jarosław Wałęsa. Przypomnę, że w 2014 roku wychwalał pod niebiosa politykę prezentowaną przez obecnego włodarza miasta

– powiedział nasz rozmówca.

Wałęsa żalił się też na Adamowicza. Zdaniem kandydata PO i .N, obecny prezydent Gdańska nie dotrzymał złożonych mu wcześniej obietnic.

On nie dotrzymuje słowa. Pięć lat temu obiecał w rozmowie ze mną, że to jego ostatnia kadencja. Obiecał, że poprze kandydata Platformy i nie wystartuje w wyborach samorządowych. Obiecał, że będzie dążył do jednoczenia opozycji. Na każdym kroku złamał swoje słowo – mówił dziś Wałęsa.

Jedno z jego haseł wyborczych, które niedawno przedstawił  - „koniec z republiką deweloperów” – biorąc pod uwagę, że startuje z partii, która ma od 20 lat większość w radzie miasta, i właśnie ta partia – mówiąc kolokwialnie – „klepie” wszystkie plany zagospodarowania przestrzennego w Gdańsku, jest to dość mało poważne z jego strony

– zaznaczył Kacper Płażyński.

Moim zdaniem jest to jakieś rozdwojenie osobowości, jeśli chodzi o kandydata Platformy. Tak jakby nie zdawał sobie sprawy, w jaki sposób tworzy się prawo na poziomie samorządu. Tworzy się ono tak, że to prezydent wnioskuje o uchwalenie jakiegoś planu, a rada miasta musi to przegłosować, by on wszedł w życie. Wskazywanie, że żyjemy w „republice deweloperów w Gdańsku” – z czym ja osobiście się zgadzam, w mojej ocenie to największa patologia w mieście – ale biorąc pod uwagę, że mówi to ten, a nie inny kandydat, i jednocześnie szefem jego kampanii wyborczej zostaje pan Piotr Borawski, czyli przewodniczący radnych klubu Platformy Obywatelskiej w radzie miasta Gdańska, to trudno to zrozumieć. To jakby wywrócić wszystko do góry nogami, mówienie czegoś, co jest zwyczajnie tak mało wiarygodne, że chyba nikt się na to nie da nabrać

– dodał kandydat Zjednoczonej Prawicy na prezydenta miasta Gdańska.

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl