Wspomnienia Powstańca z sierpnia 1944 r. „Niemcy niszczyli miasto pełne ludzi”

screen YouTube

  

Działania Niemców podczas powstania warszawskiego, w tym naloty bombowe, to było niszczenie miasta pełnego ludzi - wspomina por. Andrzej Gładkowski, który latem 1944 r. był łącznikiem szefa Służby Sanitarnej na Starym Mieście w Warszawie.

Brałem udział wPowstaniu Warszawskim, ale jako jeden z jego młodszych uczestników. Miałem 14 lat. Moje miejsce działalności w czasie powstania warszawskiego przypadło na Stare Miasto, dzielnicę szczególnie doświadczoną - powiedział Gładkowski ps. Ostoja, który w sierpniu 1944 r. był łącznikiem płk. dr. Stefana Tarnawskiego - szefa Służby Sanitarnej na Starym Mieście.

Na Starym Mieście działy się rzeczy bardzo ciężkie, straszne i trudne w związku z tym każdy, kto przeżył oblężenie i obronę Starego Miasta ma bardzo wiele wspomnień i to przeważnie tragicznych - podkreślił.

Weteran opowiedział m.in. o masakrze na podwórzu domu przy ul. Franciszkańskiej 6, do której doszło po 10 sierpnia, gdy Niemcy zaczęli systematycznie bombardować Stare Miasto. Działo się to w dniach po wyparciu powstańców z Woli i zamordowaniu tam wielu tysięcy bezbronnych cywilów.

Niemcy stosowali bombardowanie falami, które zaczynało się mniej więcej od szóstej godziny rano, ale potem już można było wiedzieć, kiedy jest przerwa, kiedy bombardowania nie będzie. I wtedy wszystko ożywało, ludzie wychodzili z piwnic, aby spróbować sobie coś ugotować na malutkich kuchenkach powstańczych, które składały się z dwóch cegiełek i jakiegoś rusztu zdobytego gdzieś w gruzach


 - wspominał Gładkowski, dodając, że wśród odpoczywających od bombardowań byli również powstańcy.

I wtedy w sytuacji tego jakby wyciszenia bombardowania i ostrzału do środka zabudowań (...) spadł granatnik (...). Uderzył w ścianę od strony podwórka w pokoju, który miał dwa okna, i w którym ja się tam znajdowałem, i to był ten moment, że usłyszeliśmy jakiś silny huk, ale jeszcze nie wiedzieliśmy co się stało. Za chwilę wiedzieliśmy... Granatnik eksplodował na wysokości tego pierwszego piętra i nastąpiła ogromna masakra. Ludzie próbujący ugotować jakąś żywność byli rażeni odłamkami tego pocisku, ale jednocześnie Powstańcy odpoczywający na balkonie też byli ranni i zabici. Ściany domu pokryły się krwią

– opowiadał.

Wśród najgroźniejszej broni stosowanej przez Niemców weteran wymienił, często pojawiające się we wspomnieniach Powstańców, bomby określane szafami lub krowami.

To była broń rakietowa, która polegała na tym, że posiadano wyrzutnie pocisków lecących na odległość jednego kilometra do dwóch (...). Można było je zobaczyć gołym okiem, było to ciemne cygaro z pióropuszem ognia z tyłu. Wystrzałowi serii takich pocisków, zwykle od trzech do pięciu, towarzyszył charakterystyczny, jak to nazywaliśmy, skrzyp szafy (...). Po usłyszeniu tego wystrzału każdy starał się znaleźć miejsce w piwnicy w miarę możności pod ścianami, ponieważ środek sufitu mógł być zawalony, i przeczekać taki nalot - tłumaczył Gładkowski.
 
Zasada, by trzymać się ścian piwnic podczas nalotów, np. bombowców nurkujących Junkers-87 "Stuka" (nazywanych sztukasami), była bardzo ważna. Bomby zrzucane przez samoloty potrafiły burzyć domy aż do poziomu piwnic.

Ten dom przy Franciszkańskiej 6, w którym byłem w pewnym momencie był zbombardowany (...) i przez te cztery piętra bomby przebiły do piwnicy i ci ludzie, którzy byli pod ścianami jeszcze zdołali wyjść, a ci, którzy byli na środku zostali zagnieceni. Był taki jeden, któremu przywaliło nogi i nie mogliśmy go odgrzebać, dawaliśmy mu wino na podtrzymanie, straszne rzeczy. Było to niszczenie miasta pełnego ludzi

- wspominał kombatant.

Powstanie dla 14-letniego łącznika zakończyło się 31 sierpnia.
 

To był dla mnie dzień pełnego zaskoczenia. Okazało się, że nasze linie obronne (...) cofnęły się w głąb Starego Miasta i wtedy zamiast sygnału, jak mam w danym dniu działać w otworze piwnicznym między domami, ukazał się żołnierz niemiecki. Był bardzo zdenerwowany, mówił po niemiecku, ale to było zrozumiałe, że wszyscy musimy wychodzić natychmiast na Litzmannstadt Strasse, czyli w kierunku Woli. Dlaczego był tak zdenerwowany? To spotkanie z nim było ok. godz. szóstej i wiedzieliśmy, że po tej godzinie rozpoczną się naloty bombowe na Stare Miasto


 - powiedział Gładkowski, który po 31 sierpnia trafił do obozu przejściowego w Pruszkowie, a następnie został wywieziony do III Rzeszy i umieszczony w obozie we Frankfurcie nad Odrą.

Powstanie Warszawskie było największą akcją zbrojną podziemia w okupowanej przez Niemców Europie. 1 sierpnia 1944 r. do walki w stolicy przystąpiło ok. 40-50 tys. Powstańców. Planowane na kilka dni trwało ponad dwa miesiące.
 
W czasie walk w Warszawie zginęło ok. 18 tys. Powstańców, a 25 tys. zostało rannych. Straty wśród ludności cywilnej były ogromne i wynosiły ok. 180 tys. zabitych. Pozostałych przy życiu mieszkańców Warszawy - ok. 500 tys. - wypędzono z miasta, które po Powstaniu zostało niemal całkowicie spalone i zburzone.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP,niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Gersdorf ogłosiła się I prezesem SN „na uchodźstwie”. Poseł Ast komentuje: „kabaret”

/ Maciej Luczniewski/Gazeta Polska

  

– Tego rodzaju stwierdzenia przenoszą ten spór w stronę kabaretu i – niestety – pani prof. Gersdorf takimi wypowiedziami zbliża się do "opozycji bagażnikowej" – ocenił w rozmowie z Niezalezna.pl poseł PiS, Marek Ast.

Sędziowie nie mają wojska. Sędzia zawsze przegra z władzą. Będę I prezesem na uchodźstwie - obwieściła wczoraj na konferencji prasowej w Karlsruhe sędzia Małgorzata Gersdorf.

CZYTAJ WIĘCEJ: Uwaga! Gersdorf w Niemczech ogłosiła się... prezesem Sądu Najwyższego na uchodźstwie

O komentarz do tych słów prof. Gersdorf, poprosiliśmy posła PiS, Marka Asta, członka sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka.

Tego typu wypowiedzi pani prof. Małgorzaty Gersdorf dotyczące pełnionej przez nią funkcji są raczej efektem jej wyobrażeń na ten temat, bo przecież od 4 lipca pozostaje sędzią w stanie spoczynku. Cała ta wizyta w Karlsruhe pani profesor na zaproszenie tamtejszego sądu pokazuje, że pani prof. Gersdorf zupełnie nie czuje niestosowności tej sytuacji, dlatego że można się spierać wewnątrz naszego państwa co do obowiązującego prawa, możemy nawet kłócić się o to, czy te przepisy są dobre, czy złe, ale tego sporu nie można przenosić na arenę międzynarodową, bo to już bardzo mocno szkodzi Polsce – powiedział Niezależna.pl poseł PiS.

Marek Ast stwierdził, że "tego rodzaju stwierdzenia przenoszą ten spór w stronę kabaretu i – niestety – pani prof. Gersdorf takimi wypowiedziami zbliża się do >>opozycji bagażnikowej<<".

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl