Wsadzić Trumpowi Bolka w brzuch

Co prawda zawodowo zajmuję się tropieniem fejk newsów produkowanych za naszą wschodnią granicą i tym, jak rezonują w Polsce, ale trudno nie wspomnieć o tym, co działo się podczas wizyty Donalda Trumpa wokół rzekomego spotkania prezydenta USA z Lechem Wałęsą.

Wiadomość, że „ma dojść do spotkania” pomiędzy Wałęsą i Trumpem, podał w serwisie onet.pl red. Andrzej Stankiewicz. Znany dziennikarz miał dotrzeć do takiej informacji. Przedstawiono ją w sensacyjnym sosie: – Pierwotnie w planach wizyty nie było bezpośredniego spotkania Trumpa z Wałęsą, ale Amerykanie uznali, że powinno się odbyć i szukają możliwości zorganizowania rozmowy prezydentów – powiedział Onetowi Krzysztof Pusz, wieloletni współpracownik Wałęsy.

No i się zaczęło. Oddech złapali wszyscy ci, którzy wizytę Trumpa starali się obrócić w betkę. Okazało się, że rzekome spotkanie to będzie „przetrącenie kręgosłupa PiS, a nawet „sygnał” wysłany do polskich władz (zapewne taki, że nasz gość zza oceanu zapisał się do Komitetu Obrony Demokracji). Piała „Gazeta Wyborcza”, a trolle w Internecie wieszczyły klęskę obozu władzy.

Czas zweryfikował rewelacje Stankiewicza jako tradycyjnego „fake newsa”. Siedzącego obok innych byłych prezydentów Wałęsę, Trump niczym w „Misiu” jedynie pozdrowił machaniem ze swego tarasu widokowego. Jemu samemu pozostało zrobienie sobie zdjęcia z… Grzegorzem Schetyną. Cóż, zawsze coś – drwiono. Ale jest coś jeszcze. Jak słyszymy od ludzi odpowiedzialnych za organizację wizyty, podanie informacji o „szukaniu możliwości” miało być próbą „zmuszenia” administracji Trumpa do wsadzenia Lecha Wałęsy w napięty program prezydenta USA. Metoda faktów dokonanych nie udała się, a redaktor Stankiewicz, znany z nadużywania formułki „PiS ma problem”, został ze swoim newsem jak Himilsbach z angielskim.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Problem z orderem św. Grzegorza

Przyznanie przez Stolicę Apostolską w imieniu papieża Orderu św. Grzegorza Wielkiego holenderskiej aborcjonistce (co miało być zachowaniem standardowym wobec delegacji rządowej) pokazuje niestety jedną z dwu rzeczy.

Albo jest tak, że nikt w Watykanie nad niczym nie panuje, a pewne procedury stosuje się na ślepo, co w istocie całkowicie deprecjonuje znaczenie nawet Orderu św. Grzegorza, albo stare zasady powinny jak najszybciej przestać obowiązywać, bo w naszych czasach są one zwyczajnie niebezpieczne dla nauczania Kościoła i jego spójności. Może sto lat temu odznaczanie przedstawicieli obcych rządów miało sens, ale obecnie stało się narzędziem uwiarygodniania polityków jawnie wrogich nauczaniu Kościoła (a takich, trzeba pamiętać, jest większość). Jest oczywiście i trzecia możliwość, że ktoś zrobił to absolutnie celowo (a tego też bym nie wykluczał), ale to już jest kwestia do zbadania przez Stolicę Apostolską, więc pozostawiam ją na boku. Oba pierwsze wypadki powinny nas zaś prowadzić do prostego wniosku: należy albo skasować Order św. Grzegorza, albo zacząć go rzeczywiście przyznawać tylko osobom zasłużonym dla Kościoła, a nie z przyczyn protokolarnych.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl