Jak manipulowano wizytą Trumpa

Wracam na chwilę do wizyty prezydenta USA w Warszawie. Dlaczego? Wraz z przyjazdem Donalda Trumpa zaroiło się bowiem w polskich (i nie tylko) mediach od tzw. fake newsów, czyli zwyczajnych kłamstw i manipulacji.

Zacznijmy od spotkania, którego nie było (ale być mogło). „Pierwotnie w planach wizyty nie było bezpośredniego spotkania Trumpa z Wałęsą, ale Amerykanie uznali, że powinno się odbyć i szukają możliwości zorganizowania rozmowy prezydentów” – powiedział Onetowi Krzysztof Pusz dzień przed wizytą amerykańskiego prezydenta w Polsce. To jedno zdanie bliskiego współpracownika Lecha Wałęsy wywołało falę spekulacji i interpretacji. Okazało się jednak, że na nic wysiłki – Trump postanowił pozdrowić Wałęsę z mównicy na pl. Krasińskich, wyciąganie polskich sporów na arenie międzynarodowej tym razem się nie powiodło, jednak media – od „Rzeczpospolitej”, przez Onet do „Faktu” – długo podtrzymywały temat.

Szczerba, śmietnik i działkowcy

Kolejny skandal przed wizytą amerykańskiego przywódcy wywołał poseł Michał Szczerba. Okazało się, że ten zagorzały zwolennik Hillary Clinton obraził się na Andrzeja Dudę za to, iż osobiście nie zaprosił parlamentarzystów na przemówienie Trumpa: „Warszawscy seniorzy zaprosili mnie 6 lipca na wczasy na działkach. Jak dobrze, że nie muszę zastanawiać się, czy potwierdzać inne zaproszenie” – napisał na Twitterze.

W ślad za Szczerbą chciała pójść cała Platforma. Liderzy tej formacji dyskutowali, czy nie zbojkotować „pisowskiej imprezy” z najważniejszym politykiem świata, ale ostatecznie Rada Krajowa PO zdecydowała: idziemy. Przez chwilę fake news Szczerby o „celowym niezapraszaniu” podchwyciły media. Napięcie opadło, gdy reszta opozycji dała wyraźny sygnał, że pojawi się na pl. Krasińskich. Warto też przypomnieć, że Szczerba w ogóle może być wdzięczny, iż otrzymał zaproszenie na wizytę Trumpa w Warszawie. Ten urodzony dyplomata w czasie kampanii wyborczej w USA napisał na Twitterze, że miejsce rywala Clinton jest na „śmietniku”. Poseł PO zapomniał, że tego typu wpisy lotem błyskawicy dochodzą do amerykańskiej ambasady, której pracownicy są aktywni w mediach społecznościowych. Ich zadaniem jest nie tylko wrzucanie do sieci zdjęć i filmów.

„Trump przyjechał odpocząć”

Wszystkich przebił jednak prof. Bohdan Szklarski – wykładowca Collegium Civitas, ekspert ds. polityki amerykańskiej. „Nie przesadzajmy, że Trump przyjechał do nas, on przyjechał do Europy. U nas się prześpi, bo musi to gdzieś zrobić przed wizytą w Hamburgu” – powiedział w jednym z wywiadów prasowych. Zgoda, że nie można popadać w euforię i przeceniać znaczenia wizyty Donalda Trumpa. Dezawuowanie jednak bardzo ważnego wydarzenia – tym bardziej że w momencie wypowiadania tych słów przez Szklarskiego było już jasne, iż Trump zwiększy prestiż konferencji państw Trójmorza – w pełni uchodzi za fake news. Ciekawe, co do powiedzenia miał profesor po historycznym przemówieniu na pl. Krasińskich? W ślad za Szklarskim poszedł również Tadeusz Iwiński, który w RMF FM przekonywał: – Trump rozważał poważnie, czy nie zacząć kontaktów z Europą Środkowo-Wschodnią od Rumunii. (...) To jest teatr jednego aktora, bo nie ma publicznego wystąpienia strony polskiej. Trump będzie mówił w mniejszym stopniu do Polaków, w większym do obywateli z pozostałych państw świata” – przekonywał polityk SLD.

To jednak nie koniec. Już po wizycie Donalda Trumpa w Polsce część komentatorów próbowała dyskredytować wydarzenie zbyt ich zdaniem lakoniczną krytyką Rosji Władimira Putina ze strony amerykańskiego prezydenta. Przypomnijmy – według amerykańskich mediów syn Donalda Trumpa spotykał się z rosyjską prawniczką Natalią Weselnicką, z którą miał omawiać „haki” na Hillary Clinton. Za przywódcą USA ciągnie się śledztwo ws. nacisków na byłego szefa FBI Jamesa Comeya. Trump nalegał – według medialnych doniesień – na zamknięcie postępowania wokół kontaktów własnego otoczenia z Rosjanami. Nie czas i miejsce na analizę poważnych oskarżeń pod adresem nowego gospodarza Białego Domu. Zdumiewające jest to, że z antyputinizmu Trumpa lustrują ci, którzy udostępniali łamy swojej gazety Władimirowi Władimirowiczowi. Tak, pamiętamy, jak bardzo „Gazeta Wyborcza” roztkliwiała się nad listem Putina do Polaków w przeddzień uroczystości na Westerplatte we wrześniu 2009 r. Adam Michnik, wieloletni redaktor naczelny „Wyborczej”, nie ukrywał podziwu dla rzekomej transformacji na szczytach władzy Kremla, gdy Putin na oczach świata zamieniał się stanowiskiem z Dmitrijem Miedwiediewem. Był gościem Rosjan na spotkaniach tzw. Klubu Wałdajskiego. Środowisko „Wyborczej” jest ostatnim, które może rozliczać kogokolwiek z negatywnego czy pozytywnego stosunku do Putina. Po aneksji Krymu każdy nagle zmądrzał.

Rosjanie w medialnym chórze

Zresztą na wizytę Trumpa i jego propolskie i antykremlowskie przemówienie w Warszawie wściekle zareagowały także rosyjskie tuby propagandowe. Jeden z komentatorów w reakcji na wizytę oskarżył Armię Krajową o kolaborację z nazistowskimi Niemcami i świadome „wybijanie” czerwonoarmistów w czasie II wojny światowej. „Armia Krajowa (…) walczyła przeciwko Armii Sowieckiej, zabijała sowieckich partyzantów i aktywnie współpracowała z nazistami w tych przypadkach, gdy strategiczne interesy (walka z »żydobolszewizmem«) się pokrywały” – napisał Maksim Szewczenko z telewizji publicznej NTV, by zaraz wrócić do teraźniejszości: „Nadszedł czas prawdy. Trump i jego służalcy w Warszawie otworzyli puszkę Pandory opowieściami o agresji na biedną Polskę ze Wschodu” – dodał w odniesieniu do przełomowego wystąpienia Trumpa.

To, że w kraju, który dokonał agresji na Ukrainę, przemówienie prezydenta USA wywołało wściekłość i niezrozumienie, nie dziwi. Szkoda, że bardzo ważna w naszym interesie geopolitycznym, a co za tym idzie – energetycznym, wizyta, była dezawuowana jeszcze przed pierwszym zdaniem wypowiedzianym przez Trumpa. Cóż, po raz kolejny widać, że dla części mediów nadrzędna jest negacja wszystkiego, co zrobi PiS, interes kraju w szerszym zakresie spada na dalszy plan.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Każdy ma swoje kłopoty

Przez kilka pierwszych dni po głosowaniach w sprawie pro- i antyaborcyjnych projektów ustaw, które przejdą do historii polskiej polityki, wydawało się, że PiS ma na dłużej święty spokój. 

Żrąca się z własnymi radykałami opozycja rozpaczliwie szarpała się we własnej pułapce, zastawionej na Prawo i Sprawiedliwość, a obserwujący to z rozbawieniem wyborcy nie pytali nawet zbyt głośno o zmiany w rządzie i to, co ewentualnie mogłoby za nimi iść.

Klementyna znów atakuje

W środę ulicami Warszawy przeszedł czarny marsz, który odwiedził siedziby Nowoczesnej i Platformy Obywatelskiej, tym razem już jako przeciwników politycznych. Stare nawyki są równie silne, jak przywiązanie do czerwonych flag, które powiewały nad demonstrantami – marsz zakończył się przed krajowym biurem Prawa i Sprawiedliwości. I dopiero wtedy poza słowami gniewu i rozczarowania znalazły się również woreczki z farbą, miotane przez kilka kreowanych na wrażliwych intelektualistów przez „Gazetę Wyborczą”, a w rzeczywistości niepanujących nad emocjami osób. W oświadczeniu rozesłanym do mediów jeszcze przed protestem organizatorzy informowali, że osobą odpowiedzialną za kontakt z dziennikarzami będzie Klementyna Suchanow, specjalistka od Gombrowicza, pisarka i kobieta zatrzymana wcześniej za obrzucenie jajami kolumny wyjeżdżających z Sejmu aut. Zdjęcia przyciskanej do ziemi aktywistki obiegły media jako symbol opresyjności władz w Warszawie, jednak represje okazały się mało skuteczne, skoro do recydywy doszło raptem kilka tygodni później.

Opozycja tymczasem czyściła swoje szeregi lub próbowała się dogadać z wyrzuconymi politykami, jednak te wewnętrznie sprzeczne ruchy musiały się okazać nieskuteczne. Wciąż brak jednoznacznego zakończenia ideologicznego konfliktu w Platformie i Nowoczesnej, słychać jedynie o narastającym poczuciu marginalizacji platformianych konserwatystów. Okazuje się też, że władze klubów przed głosowaniem projektu „Ratujmy kobiety” musiały mieć świadomość, iż nie zostanie on poparty przez część posłów, lecz dopiero po fakcie dostrzegły w tym problem dla swojego przekazu i zdecydowały o represjach wobec kierujących się sumieniem parlamentarzystów. Najwyraźniej wcześniej nikt się nie spodziewał problemu, zwłaszcza ze strony feministycznie zorientowanej części wyborców. Dodatkowym efektem tego ideowego rozchwiania jest sprzeczny przekaz opozycyjnych publicystów, którzy nie mogą się zdecydować, czy na partiach parlamentarnych, zwłaszcza zaś PO, należy postawić już krzyżyk czy wręcz przeciwnie – trzeba wspierać je bezwarunkowo, nawet w sytuacji ich całkowitej i widocznej również dla wspierających kompromitacji. O tym, jak demoralizujący jest dla klasy politycznej drugi z zaproponowanych wariantów, nie trzeba chyba pisać.

Pełna gama uczuć

Jest jednak faktem, że poza kwestiami obyczajowymi, w których partie opozycji nigdy nie były tak naprawdę monolitem, inne potknięcia czy afery nie budzą sprzeciwu wyborców. OK, elektorat Nowoczesnej źle przyjął zeszłoroczny wyjazd Ryszarda Petru na Maderę, a problemy Mateusza Kijowskiego wpłynęły negatywnie na jego odbiór wśród części zwolenników KOD-u, zwłaszcza gdy się okazało, że organizacja cierpi przez nie również finansowo. Jednak głosów jednoznacznie potępiających zachowania Kijowskiego czy nawet skazanego za handel kobietami lidera KOD-Kapeli nie było po tamtej stronie zbyt wiele. W wypadku zaś osób pokroju Józefa Piniora czy ostatnio Stanisława Gawłowskiego nikt z polityków ani sympatyków opozycji nie dostrzega problemu innego niż rzekomo polityczne motywy działania CBA i wymiaru sprawiedliwości.

Po stronie PiS-u jest zupełnie inaczej. Gdy w Senacie przepadł wniosek o areszt dla senatora Stanisława Koguta, który wcześniej zrzekł się, co trzeba przyznać, immunitetu, wśród wyborców głosów zrozumienia było bardzo niewiele. Reakcje określić można jako gamę uczuć od rozczarowania do wściekłości. Oto bowiem Senat wystawił wotum nieufności prokuraturze Zbigniewa Ziobry, czym bardzo mocno uprawomocnił zarzuty opozycji o polityczny, represyjny charakter jej działań. Nie dość bowiem, że odrzucił jej wniosek w obronie partyjnego kolegi, zaprzepaścił dobre wrażenie, jakie wywołało równoczesne podjęcie działań wobec polityków z obu stron politycznej wojny. System miał być sprawiedliwy i tak samo surowy dla wszystkich, niezależnie od politycznych afiliacji. Tymczasem w głosowaniu tajnym, co dodatkowo oburzyło ludzi, koledzy pomogli koledze uniknąć losu każdego, kto odpowiednich przyjaciół nie ma. Co więcej, równocześnie przepadły wnioski o uchylenie immunitetu dwójce innych senatorów, związanemu z PO Janowi Rulewskiemu i niezależnej senator Lidii Staroń. Po odwołaniu ministra Antoniego Macierewicza, które rozeźliło sporą część wyborców, PiS sprowadziło na siebie kolejny problem, tym razem działający na nerwy wyborcom ponad podziałami, jakie ostatnio dały o sobie znać. Jeśli zaś partia Jarosława Kaczyńskiego zdecyduje się wystawić w wyborach prezydenta Warszawy marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, głosowanie w sprawie Koguta (bez względu na to, jak głosował i co mówił sam marszałek) będzie dla niego potężnym balastem.

Niezależnie od tych kłopotów Zjednoczona Prawica prowadzi nadal skuteczną akwizycję nowych posłów i działaczy samorządowych. Część komentatorów widzi w tym marsz w stronę centrum, a docelowo – większości konstytucyjnej, inni obawiają się jednak rozmycia przekazu partii i rządu oraz zbytniego wzrostu znaczenia koalicjantów. Czy obawy te są racjonalne, trudno dziś jeszcze ocenić. Jest faktem, że im transfer późniejszy, tym mniej wiarygodny, a choć radość z każdego nawróconego musi być oczywiście wielka, nie każdy ma biblijną wiarę w niektóre z nawróceń. Lektura twitterowych wpisów nowych nabytków koalicji sprzed kilku lub kilkunastu miesięcy dostarcza poszukiwaczom niekonsekwencji w życiu politycznym bardzo wiele rozrywki. Również w wypadku osób, które dla Zjednoczonej Prawicy opuściły PSL.

PSL i naziści z lasu

Polskie Stronnictwo Ludowe zaś stoi po raz pierwszy w historii przed perspektywą utraty klubu parlamentarnego. To partia, która próbowała szukać sobie miejsca na scenie politycznej jako opozycja, lecz już niekoniecznie totalna, odbierana była od lat jako ugrupowanie obrotowe i mocno przywiązane do stanowisk. Jeśli dodać do tego deklarowany (na pewno w wielu sprawach nie bez pokrycia, o czym świadczą te same głośne głosowania sejmowe sprzed dwóch tygodni) konserwatyzm, trudno się dziwić, że zaczyna się w niej ruch w stronę siły, która prawdopodobnie porządzi jeszcze kilka lat. Jeśli nie odgórnie i oficjalnie, to oddolnie i, na razie, pojedynczo. Pamiętajmy, że takie osoby jak Zbigniew Kuźmiuk czy Janusz Wojciechowski, choć również wywodzą się z PSL-u, dziś są cenionymi politykami PiS-u. Jeśli natomiast potwierdzą się informacje, że ludowców zasilą posłowie koła Unii Europejskich Demokratów (przypomnijmy, w tej grupie mamy Michała Kamińskiego, Stefana Niesiołowskiego i Jacka Protasiewicza, i próbowała ona się stać, również organizacyjnie, kolejnym wcieleniem UW), z konserwatyzmem oraz formułą opozycji szukającej w części spraw porozumienia z rządem i prezydentem może być trudno. Łatwo za to powtórzyć los federacyjnego klubu Romana Jagielińskiego, zbierającego sejmowe spady.

Weekend upłynął pod znakiem pokazanych w TVN-ie neonazistów z Wodzisławia. To temat na dłuższy tekst, warto jednak zauważyć, że w czasach, gdy wśród młodzieży działa wiele nowych i prężnych środowisk odwołujących się do radykalnych doktryn politycznych (autonomiści, szturmowcy, grupy tworzące czarny blok Marszu Narodowego), pokazuje się nam kilku facetów palących swastyki w lesie, żywcem wyjętych z lat 90. zeszłego wieku. To trochę tak, jakby opowiadać dziś o narkomanii, za jej symbol uznając strzykawkę. Nie usprawiedliwiając pokazanej patologii, należy więc pytać też o intencje i warsztat pokazującej ją telewizji.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl