Rodzina Nieugięta – opowieść o „Jastrzębiu” i „Żelaznym”

ipn.gov.pl

Tomasz Panfil

Kontakt z autorem

Polskość to mowa domu rodzinnego, to codzienna modlitwa, to wiersze i baśnie opowiadane przez matkę i ojca. Tak rodzi się metafizyczna więź między uczuciami dziecka a Ojczyzną. Potem dochodzi kościół – prosta i gorąca pobożność oraz polska szkoła. Tam dom twój, gdzie serce twoje. To ono decyduje, a nie wpisane w metrykę miejsce urodzenia.

Rozalia Klara Sybila urodziła się w 1902 r. w Niemczech, dokąd jej rodzice przyjechali w poszukiwaniu zarobku. Władysław Taraszkiewicz w czasie Wielkiej Wojny, jako kilkunastoletni chłopak przyjechał do pracy w niemieckiej kopalni. Pierwsze ich dzieci tam się właśnie urodziły – Edward w 1921 r., Władysław w 1923 r. Po powrocie rodziny Taraszkiewiczów do Polski, do Włodawy, w maju 1925 r. przyszedł na świat Leon, a potem jeszcze Rozalia – jedyna dziewczynka – i najmłodszy Józef. Ale dla Niemców, którzy od 1939 r. okupują Polskę, miejsce urodzenia Taraszkiewiczów jest ważne – na tej podstawie wszyscy zostają uznani za obywateli III Rzeszy. Dlatego cała najstarsza trójka objęta została obowiązkiem pracy na rzecz Niemiec – Edward i Władysław pojechali w głąb Rzeszy, Leon zaś w szeregach organizacji Todta pracował w Generalnej Guberni. 

(…) Koniec niemieckiej okupacji nie oznacza dla rodziny Taraszkiewiczów normalności. Wprawdzie Leonowi – który ma wówczas 19 lat – komuniści proponują różne stanowiska w aparacie partyjnym czy resorcie bezpieczeństwa. Ponoć chcieli nawet zrobić go naczelnikiem ponownie uruchomionego więzienia na Zamku. Jednak już w grudniu 1944 r. wszyscy Taraszkiewicze zostają aresztowani jako folksdojcze – wszak byli obywatelami Niemiec, Władysław wcielony do Wehrmachtu zginął gdzieś na froncie wschodnim. Rodzice Leona, jego siostra i 4-letni braciszek trafiają do utworzonego przez NKWD obozu w podlubelskim Krzesimowie, sam Leon z obozu w Błudku zostaje wysłany na Syberię. Ucieka z pociągu, wraca. Już wie, że wojna trwa, tylko wróg się zmienił. Wiosną 1945 r. Leon wstępuje do oddziału Tadeusza Bychawskiego „Sępa”. Zostaje „Jastrzębiem”, a rychło po śmierci „Sępa” dowódcą oddziału. W czerwcu 1945 r. wraca z Niemiec najstarszy z braci – Edward. Jako „Grot” dołącza do żołnierzy „Jastrzębia”. 

Jastrząb

W sierpniu oddział rozbija kilka posterunków MO i areszt Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa we Włodawie, w październiku wraz z oddziałem „Uskoka” uderza zuchwale na koszary KBW w Chełmie – partyzanci tracą 1 człowieka, Korpus ma 50 zabitych i rannych. Przed zaplanowanymi na styczeń wyborami do sejmu ustawodawczego komuniści wysyłają w teren liczne oddziały KBW i wojska, które prowadzą „kampanię wyborczą” terroryzując i zastraszając ludność. Jedna z takich grup zaskoczona przez partyzantów poddaje się „Jastrzębiowi” na początku grudnia 1946 r., jednak już w Wigilię oddział zostaje zdradzony i otoczony przez „bezpieczniaków”. Udaje mu się przebić i w Sylwestra, wraz z siłami z obwodu radzyńskiego WiN, bierze udział w ataku na PUBP w Radzyniu Podlaskim. Tu szczęście opuszcza młodego dowódcę, atak kończy się niepowodzeniem, w ślad za wycofującymi się partyzantami ruszają grupy pościgowe. Jeszcze w pierwszy dzień roku 1947 pod Okalewem udało się „Jastrzębiowi” rozbić jedną z takich grup, lecz 3 stycznia oddział wpada na następną. „Jastrząb” próbuje podstępu, udając funkcjonariusza bezpieki podchodzi do wartownika, ten jednak posyła w jego kierunku serię z pepeszy. Żołnierze z Radzynia starają się dowieźć ciężko rannego w brzuch „Jastrzębia” do szpitala, jednak ten kona na wozie. Ma niespełna 22 lata. Do dziś nie wyjaśniona jest wersja, wedle której Leona dobił zdrajca o pseudonimie „Bolek”, który miał za to zostać zlikwidowany przez WiNowców.

Po śmierci Leona dowództwo nad oddziałem obejmuje Edward. Zmienia pseudonim na „Żelazny” i kontynuuje walkę w zuchwałym stylu brata. Szeregi „leśnych” jednak topnieją: wielu zmęczonych konspiracją, tęskniących za zwykłym życiem, daje się skusić ogłoszoną przez komunistów amnestią. Przy „Żelaznym” zostają ci, którzy myślą tak jak major „Zapora”, że amnestia jest dla złodziei, a oni są wojsko polskie. Ale jest ich tylko sześciu. W kwietniu 1947 r. oddział „Żelaznego” walczy z KBW pod Białką, w czerwcu zaś wraz z żołnierzami „Ordona” i „Wiktora” wykonuje akcję, która odbiła się echem na całej Lubelszczyźnie. W wyniku donosu jednego z mieszkańców „czerwonego” Puchaczowa zginęło trzech żołnierzy „Wiktora”. Partyzanci rozpracowują strukturę współpracowników bezpieki, otaczają Puchaczów i likwidują 21 kolaborujących z reżimem. Gdy w czerwcu 1945 r. Edward Taraszkiewicz dołączył do oddziału brata był optymistą. Rozpoczynając prowadzenie „Pamiętnika ogólnych prac” (był bowiem kronikarzem oddziału) stwierdził, że pisać będzie by  „nasza bojówka teraz konspiracyjna miała kiedyś po ogólnym zwycięstwie naszej organizacji malutką cząstkę na chlubnej karcie z walk partyzancko-niepodległościowych”…

Cały artykuł prof. Tomasza Panfila do przeczytania w tygodniku "Gazeta Polska"

W niedzielę, 16 lipca, o godz. 10, we Włodawie odbył się pogrzeb dowódcy oddziału partyzanckiego Wolność i Niezawisłość na Lubelszczyźnie Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”. 




 
Źródło: tygodnik GP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Będą poprawki PiS do ustaw o KRS i SN?

Będą poprawki PiS do ustaw o KRS i SN?

Nobliści dostaną podwyżkę

Nobliści dostaną podwyżkę

Rosyjski specnaz już na Białorusi

Rosyjski specnaz już na Białorusi

„Wygraliśmy, ale nie daje się nam…

„Wygraliśmy, ale nie daje się nam…

Lekarze ws. McCaina: Rokowania bardzo złe

Lekarze ws. McCaina: Rokowania bardzo złe

Małgorzata Wassermann ujawnia: Nikt wcześniej nie dociekał skąd Marcin P. wiedział, że interesuje się nim ABW

/ Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

„To już kolejny świadek, który o tym mówi, że Marcin P. już w pierwszej rozmowie posługuje się faktem, że u niego pracuje Michał Tusk” - mówi szefowa sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold. Według Małgorzaty Wassermann wszystko zaczyna układać się w „pewną całość”. Jak dowiedział się portal niezalezna.pl, komisja śledcza rozważy, czy w związku z zachowaniem przesłuchiwanej dziś teściowej założyciela Amber Gold, nie złożyć wniosku o ukaranie świadka za odmowę składania zeznań.

Przed komisją śledczą ds. Amber Gold zeznawał były szef parabanku Finroyal Andrzej K., który mówił, że sugerował Marcinowi P. albo współpracę, albo przejęcie Finroyal przez Amber Gold.

- Zacznę od dwóch faktów, które komisji są znane, a opinii publicznej może nie. Pierwsza sprawa, to jest to, że pan Marcin P. powiedział panu Andrzejowi K., że pozostaje w zainteresowaniu ABW. Jest istotne, od kiedy on miał wiedzę, że pozostaje w zakresie zainteresowania służb, co jest tak na marginesie bardzo ciekawe. To wynika z protokołów. My to wiemy. To jest niesamowite, ale nikt tego wątku nigdy nie pogłębiał. To znaczy, nikt nie dociekał, skąd on miał tę wiedzę i z kim się nią dzielił – mówi Małgorzata Wassermann.

Kolejny wątek na który zwraca uwagę szefowa komisji śledczej, to brak jakiegokolwiek sensownego uzasadnienia transakcji przelania Andrzejowi K. docelowo dwunastu milionów przez Marcina P.

- Pan Andrzej K. nie jest w stanie w żaden sposób uzasadnić tej transakcji [...] Dzisiaj stawiam pytanie, czy to po prostu nie było czyste pranie pieniędzy [...] Macie państwo świadomość, że opowieści pana Andrzeja K. o jego prężnie działającej firmie nie zasługują na wiarę w żadnym wypadku.  Trzecia sprawa - i to jest już kolejny świadek, który o tym mówi - Marcin P. w pierwszej rozmowie posługuje się faktem, że u niego pracuje Michał Tusk. Czyli nie polegają na prawdzie te zeznania, w których mówiło się, że nikt o tym nie wiedział, ani nie był to dla niego parasol ochronny. To po prostu się układa w pewną całość. - podkreśla szefowa komisji śledczej ds. Amber Gold.

 Ponadto w rozmowie z naszą reporterką Małgorzata Wassermann podkreśla, że Marcin P. W pewnym momencie zaczął przelewać spore sumy pieniędzy.

- My wiemy, że zaczął on przelewać pieniądze w tym momencie, gdy było jasne, że jego firma idzie ku upadkowi. To były te miesiące, który organa państwa polskiego dały mu na to szybkie upłynnienie i wyprowadzenie tych pieniędzy. Tak na ten moment ja to widzę. Nie mówię, że nie zmienię zdania, jak poznam cały materiał dowodowy, ale musicie państwo przyznać, to jest kolejna osoba, która bez jakiegokolwiek zapowiedzenia, bez czegokolwiek... bez sprawdzenia przychodzi do Marcina P, a on jej w cudowny sposób przelewa miliony. [...] Ktoś był gwarantem tych transakcji. Ktoś te transakcje po prostu pilotował i nikt mi nie wmówi, że przychodzi z ulicy jeden czy drugi pan i mówi, że chciałby mu sprzedać 15 mln euro długu, a Marcin P. mówi, „to jest dla mnie bardzo dobry interes, przeleję panu 12 milionów”. - podkreśla Małgorzata Wassermann.

Odnosząc się do przesłuchania teściowej Marcina P. szefowa komisji śledczej ds. Amber Gold nie wyklucza złożenia wniosku o ukaranie świadka za odmowę składania zeznań.

Jak już informowaliśmy przesłuchanie Danuty Jacuk-Plichty było dość specyficzne.

- Czy świadek pobrała z tytułu stosunku pracy 576 836 zł i 37 groszy? – usłyszała pytanie podczas dzisiejszego przesłuchania Danuta Jacuk-Plichta, teściowa założyciela Amber Gold Marcina P.
- O matko... – tylko tyle wydusiła z siebie kobieta, której przy ogłoszeniu sumy własnych „zarobków” opadła szczęka. Dosłownie.  - Nie odpowiem na to pytanie, ponieważ nie chcę ani sobie, ani bliskim mi osobom zrobić krzywdy .


CZYTAJ WIĘCEJ: Szef Amber Gold zszokował nawet swoją teściową Z wrażenia opadła jej szczęka. WIDEO
 

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Będą poprawki PiS do ustaw o KRS i SN?

/ Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

Rzeczniczka Prawa i Sprawiedliwości przyznaje, że partia nie wyklucza poprawek do prezydenckich projektów ustaw o KRS i SN. „Nas kosmetyka nie interesuje - chcemy zmian strukturalnych i kadrowych” - mówiła Beata Mazurek.

Na antenie TVP Info rzeczniczka PiS pytana była o przedstawione przez prezydenta Andrzeja Dudę projekty ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym.

- Nie wykluczamy poprawek do prezydenckich projektów ustaw o KRS i SN. Nas kosmetyka nie interesuje - chcemy zmian strukturalnych i kadrowych, bo bez zmian kadrowych uważamy, że ta reforma nie przyniesie oczekiwanego nie tylko przez nas, ale przede wszystkim przez Polaków, którzy mają styczność z wymiarem sprawiedliwości, skutku - mówiła na antenie TVP Info Beata Mazurek.

Jej zdaniem propozycje dziś przedstawione „otwierają dyskusję”, jednak zwróciła uwagę na potrzebę jak najszybszej realizacji zapowiedzi reformy sądownictwa.

- Tak naprawdę czekamy też na to, co zobaczymy jutro, bo dzisiaj poznaliśmy kilka aspektów tych ustaw, o których mówił pan prezydent, ale nie znamy szczegółów. Chociażby nie wiemy, jakie kryteria będą decydowały o tym, że pan prezydent zdecyduje się na to, by niektórym sędziom, którzy ukończyli 65. lat, dać możliwość dalszego orzekania czy też nie. Chcieliśmy i chcemy gruntownej reformy wymiaru sprawiedliwości, która skutecznie wyeliminowałaby nieprawidłowości i spowodowałaby, że wymiar sprawiedliwości byłby pozytywnie oceniany przez Polaków. Mamy przekonanie, że porozumienie między nami a panem prezydentem zostanie osiągnięte, bo tutaj nie chodzi o to, kto będzie bardziej zadowolony - czy my, czy pan prezydent - tu chodzi o to, żeby znaleźć taki kompromis, który skutecznie zapewni to, o czym mówiliśmy w kampanii wyborczej. Nie wykluczamy przedłożenia poprawek. Dzisiaj za wcześnie jest mówić, czy będziemy mówić o poprawkach, ani jakich, ponieważ nie znamy całości projektów ustaw - ani jednej, ani drugiej. Wszystko zależy od tego, jaką decyzję podejmie Marszałek, prezydium Sejmu – mówiła Beata Mazurek.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl