Obywatele drugiej świeżości

Obywatele RP to pomysł na mocną konfrontację z Prawem i Sprawiedliwością, agresywną taktykę według reguł psychologii tłumu. Ale próba gry na polu przeciwnika, czyli kontrmanifestacja smoleńska, skończyła się fiaskiem: zero pozytywnego przekazu, pozbawieni ikry politycy opozycji, męczeńskie pozy na ofiary systemu, a po wszystkim wizyta w restauracji.

Teksty Jana Hartmana czytuję od lat z sentymentu do dawnego wykładowcy. Dawno mam za sobą etap zdziwienia jego radykalizacją: wśród kadry uniwersyteckiej zawsze jest sporo zwierząt bardzo politycznych. Ale wolałem go jako wykładowcę filozofii niźli rozpolitykowanego publicystę, jako naprawdę życzliwego studentom i studentkom mentora niźli tępego antyklerykała. Coraz rzadziej zaglądam na jego blog. A widzę, że to błąd, bo można tam znaleźć prawdziwe perełki.

Niechciany członek totalnej opozycji

Kilka dni temu Hartman opublikował na blogu notkę pod znamiennym tytułem „Żegnajcie kontrmiesięcznice! Czerwona kartka dla Frasyniuka”. Dla zwolenniczek i zwolenników postplatformerskiej opozycji to zapewne smutny tekst – inni w trakcie lektury nieźle się uśmieją. Profesor jednoznacznie potwierdza, że największym wrogiem totalnej opozycji jest... totalna opozycja.

Koniecznych będzie kilka cytatów – żeby było jasne, jak kondycję „obywateli opozycjonistów” widzi zdecydowany przeciwnik Prawa i Sprawiedliwości. Najpierw dwa zdania o liderze Obywateli RP Cezarym Pawle Kasprzaku:

„Przez pół godziny było na placu Zamkowym dobrze. Potem już jednak coraz gorzej. Kasprzak najwyraźniej rządził mikrofonem. I sam decydował, kogo dopuścić do głosu. Ten facet tak ma, że czym więcej mówi o tym, że czas ruchów społecznych skupionych wokół liderów się skończył, tym bardziej wyłażą z niego ambicja, apodyktyczność i narcyzm. Na placu Zamkowym był cyrk Kasprzaka, a my byliśmy jego małpami”.


Dalej jest jeszcze zabawniej:

Na podwyższeniu wokół głównego mówcy i konferansjera Pawła Kasprzaka zgromadzili się ludzie, zdawałoby się, dużego kalibru. Każdy z nich liczył, że przemówi, lecz nie było im dane. Trzymano ich w niepewności, a potem nie udzielono głosu. Nie dziwię się, że [nie] oddano mikrofonu Kijowskiemu, który chyba spadł z konia, wyobrażając sobie, że miał tam wtedy coś do ugrania. Ale nie przemawiał również ani Niesiołowski, ani Lityński, ani Łoziński, ani nawet były premier Kazimierz Marcinkiewicz, o którym Kasprzak był łaskaw wypowiedzieć się pół metra od mikrofonu "po ch… Marcinkiewicz", co usłyszało ponad tysiąc osób, z zainteresowanym na czele.


Do telewizji i do knajpy

I smaczny fragment na koniec:

„Schetyna z Petru widziani byli tego wieczora w którejś z restauracji. Symboliczne. Podemonstrować, a potem do telewizji i do knajpy. Taka to jest ta nasza walka. Obywatelskie nieposłuszeństwo za trzy grosze. […] Przeraża mnie to, że poza niezbyt udanymi i nie do końca rozumianymi przez społeczeństwo akcjami na Krakowskim Przedmieściu i pod Wawelem demokraci mają tak niewiele [do powiedzenia]. Jakże jesteśmy słabi! ”.


Ktoś powie – my to wszystko wiemy. Rzecz w tym, że taka opinia po stronie zwolenników i zwolenniczek Prawa i Sprawiedliwości może być potraktowana przez osoby postronne jako stronnicza. Hartman zaś mówi to, co widzi z wnętrza post-KOD-owskiego środowiska. I w gruncie rzeczy pokazuje coś więcej niż personalne przepychanki i brak pomysłu na protest. Widać wyraźnie, że „obywatele demokraci” nie wiedzą, jak ugryźć rzeczywistość. Totalna opozycja to bezzębna opozycja. Takie są skutki wieloletniego sprowadzania aktywności obywatelskiej do frazesu i przeróżnych form szantażowania społeczeństwa „złym PiS”.

Ale jest w tym coś więcej. Największym wrogiem postplatformerskiej opozycji, murem, o który odbija się jej histeryczno-śmieszny głos, jest polityka społeczno-gospodarcza obecnego rządu. Grzegorz Schetyna, Ryszard Petru, Władysław Frasyniuk, ludzie KOD, dziś znani jako Obywatele RP – im wszystkim pozostały frazesy o demokracji, ponieważ w kwestiach społecznych nie mają do powiedzenia nic poza lumpenliberalnym banałem. Ale nawet gdy do niego próbują nawiązać, nie są już wiarygodni, ponieważ dla znacznej części elektoratu zorientowanego liberalnie gospodarczo są beneficjentami socjalizmu dla bogatych.

Kto przechwyci liberalny elektorat?

Milczącym przeciwnikiem tych ludzi nie jest jedynie socjalny elektorat prawicy – post-KOD-owska opozycja po prostu nie jest w stanie dotrzeć do centroprawicowego, liberalnego gospodarczo elektoratu. I jeśli PiS czegoś naprawdę nie popsuje (czasem mam wrażenie, że bardzo się stara), to okołoplatformerska stara gwardia na zawsze pożegna się z władzą. Oni nie są w stanie obejść PiS ani z lewej, ani z prawej, ani z liberalnej gospodarczo flanki. Poza tym chyba w ogóle nie widzą, co jest zabawne u tych rzekomych „gospodarczych realistów”, że w tym konkretnym momencie politykę robi się w znacznym stopniu z pomocą ekonomii.

Ktoś stwierdzi: autor za moment przedstawi apologię Razem. Cóż, jeśli fioletowa lewica skupi się na przekładaniu seriali Netflixa na język politycznego protestu, to raczej nie wyjdzie poza „serialowy elektorat”, co najwyżej zaczytany w prześmiewczym internetowym „Magazynie Porażka”. Mowa oczywiście o happeningu z placu Krasińskiego w dniu wizyty prezydenta Trumpa, gdy grupa aktywistek Razem przebrała się za postaci z dystopijnego serialu „Opowieść podręcznej”.

Ale w tym wypadku idzie nie o lewicę, lecz o niechętny PiS liberalny gospodarczo elektorat. Postplatformerska opozycja musi raczej liczyć się z tym, że mniej lub bardziej zaciskając zęby, część wyborców i wyborczyń ucieknie w stronę kukizowców albo Polski Razem Jarosława Gowina. Dziś wydaje się to niemożliwe, ale znaczna część elektoratu jest dość labilna, a jeśli wybory samorządowe przypieczętują klęskę Platformy, może to oznaczać intensywną przebudowę struktur polityczno-partyjnych jak Polska długa i szeroka. Zapewne pierwszy garnitur totalnej opozycji w dużym stopniu wypadnie z politycznego obiegu, ale trzeci i czwarty szereg będzie miał większe możliwości, by skorzystać z łaski większej anonimowości, przetasować się i przemieścić.

Na kartach „Mistrza i Małgorzaty” Michaiła Bułhakowa padają słynne zdania: „Druga świeżość to nonsens! Świeżość bywa tylko jedna – pierwsza i tym samym ostatnia. A skoro jesiotr jest drugiej świeżości, to oznacza to po prostu, że jest zepsuty”. Dobra literatura nie kłamie: Obywatele RP są jak jesiotr drugiej świeżości. Smacznego, totalna opozycjo.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Niebezpieczne zmiany

Reorganizacja Papieskiego Instytutu Jana Pawła II dla Studiów nad Małżeństwem i Rodziną oraz zastąpienie go nowym, który ma implementować treści adhortacji „Amoris laetitia” do praktyki i teologii, to kolejny sygnał zerwania z dotychczasową doktryną Kościoła.

I na nic się zdadzą zapewnienia prowadzącego instytut abp. Vincenzo Paglii, że w istocie to tylko odkrywanie na nowo talentów ofiarowanych Kościołowi przez Jana Pawła II, bo już w samych jego słowach pobrzmiewa ledwo skrywana krytyka dotychczasowej doktryny. Gdy mówi o dialogu ze współczesnymi naukami, sugeruje, że wcześniej go nie było. Gdy podkreśla, że dzięki owemu dialogowi „rodzina współczesna, a nie abstrakcyjna” ma „odkryć na nowo swoje powołanie”, to daje do zrozumienia, że wcześniej Kościół nie zajmował się realnymi rodzinami, ale jakimiś abstrakcyjnymi.

Nie wiem, jak abp Paglia, ale ja czytając czy adhortację „Familiaris consortio”, czy encykliki „Humanae vitae” i „Casti connubi”, nie miałem wrażenia, by zajmowały się „abstrakcyjnymi rodzinami”. I inaczej niż dla niektórych współczesnych teologów ważniejsza w nich była ewangelia, jej nakazy i prawda niż współczesne (o zmiennych paradygmatach) nauki i dialog.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Polska-USA: era koniunktury

Piszę te słowa w Waszyngtonie, w którym są również szefowie resortów obrony i spraw zagranicznych rządu RP. W tym samym czasie prezydent Rzeczypospolitej gości w słynnej wojskowej akademii West Point, zaraz po swoim wystąpieniu na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ-etu. Dzieje się to raptem dwa miesiące po pierwszej bilateralnej wizycie prezydenta USA w Europie – właśnie w Polsce.

Wyniki szczytu NATO w Warszawie były dla naszego państwa znacznie korzystniejsze niż ustalenia szczytu NATO w Newport w 2014 r. Intensyfikacja współpracy militarnej i politycznej, zwiększająca się obecność żołnierzy USA na terenie RP – to wszystko jest przejawem wyjątkowych relacji między Warszawą a Waszyngtonem. Amerykański prezydent mówiący w ONZ-ecie ponownie o Polsce tylko to potwierdza. Bardzo zacieśniając stosunki z Polską, Biały Dom wyraźnie rozluźnia stosunki z Berlinem, a faktycznie wyrzucając do kosza umowę TTIP, czyli o wolnym handlu z UE, przełącza relacje z Brukselą na niższe obroty. Beneficjentem tego jest Rzeczpospolita. Takiej koniunktury nie mieliśmy od stu lat, od czasów patrona placu na warszawskim Żoliborzu – prezydenta Thomasa Woodrowa Wilsona. Wykorzystajmy ją, jak tylko się da!

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl