368 lat temu rozpoczęła się obrona Zbaraża

Józef Brandt – Obóz zaporożców

W 1649 roku podczas powstania Chmielnickiego, liczące 300 tysięcy żołnierzy wojsko kozacko-tatarskie obległo twierdzę, której broniła 15-tysięczna polska załoga pod wodzą wojewody ruskiego, księcia Jeremiego Wiśniowieckiego, wspierana przez piechotę niemiecką. Oblężenie trwało prawie półtora miesiąca. Siły Chmielnickiego liczyły 100 tys. Kozaków, 100 tys. czerni i 100 tys. Tatarów chana Islama III Gireja. Przewaga wroga była więc 20-krotna.

Zbaraż był twierdzą nowoczesną, ale zbyt małą, by bronić się wyłącznie za murami. Z tego względu polskie wojska okopały się na przedpolach fortecy. Pierwszy szturm kozacki rozpoczął się 11 lipca, ale nie przyniósł zwycięstwa wrogom Rzeczypospolitej. Wojska Chmielnickiego ponosiły co chwilę ciężkie straty. Polacy nękali je niespodziewanymi wypadami. Tatarzy coraz bliżej podkopywali się pod mury zamek. Po kilku tygodniach obrońcom zaczęło brakować nie tylko jedzenia, ale i prochu. Kilku z nich, m.in. husar Mikołaj Skrzetuski i podstarosta Czapliński, przedarło się z wieścią o dramatycznej sytuacji Zbaraża do stojącego w Toporowie z 25-tysięcznym wojskiem króla Jana II Kazimierza.

Ten, bez namysłu, ruszył na odsiecz twierdzy. Chmielnicki i Islam Girej zostawili więc część wojsk wokół Zbaraża, a z większością sił osaczyli armię królewską pod Zborowem. Dzięki umiejętnym rokowaniom i ogromnemu haraczowi Polakom udało się nakłonić tatarskiego chana do wycofania się z wojny. W dodatku Girej zagroził Chmielnickiemu wojną, jeśli ten również nie zawrze ugody z królem.

17 sierpnia podpisano Ugodę Zborowską. Jej postanowienia były dla Rzeczypospolitej niekorzystne: Chmielnicki pozostał hetmanem Wojsk Zaporoskich, pod jego kontrolą miały nadal znajdować się trzy województwa: Kijowskie, Czernihowskie i Bracławskie. Wojskom koronnym, Żydom i jezuitom wstęp na te ziemie był zabroniony. Chanowi – oprócz haraczu – przyznano prawo wypasu trzód na Dzikich Polach nad Dnieprem, Dniestrem i Bohem.

Polskie wojska opuściły 22 sierpnia Zbaraż, niszcząc swoje umocnienia, aby nie mogły być wykorzystane przez Kozaków.
Źródło: kresy24.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Jeden z mieszkańców przypomniał, jak w 2003 r. strzelano do rolników. Padło pytanie: "Kto rozliczy byłego ministra?"

zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com/CC0/jackmac34

Podczas wczorajszego spotkania parlamentarzystów PiS z okręgu kalisko-leszczyńskiego z mieszkańcami Kościelnej Wsi koło Kalisza padło pytanie: Kto rozliczy byłego ministra rolnictwa Jarosława Kalinowskiego za strzelanie do protestujących rolników w Marchwaczu i Cieni Drugiej?

15 lat temu w powiecie kaliskim miały miejsce protesty rolnicze. 12 lutego 2003 roku w Marchwaczu i Cieni Drugiej doszło do starć między demonstrującymi rolnikami a policją, w czasie których użyto broni gładkolufowej. Kilka osób zostało rannych, a jeden z protestujących rolników stracił oko.

Rolnicy domagali się wówczas zwiększenia ceny skupu żywca wieprzowego do poziomu gwarantującego ich zdaniem opłacalność hodowli. Mówili o minimalnej stawce 3,6 zł za kilogram. Tymczasem ówczesny rząd zaproponował podniesienie ceny skupu do 3,1-3,3 zł. Ministrem rolnictwa i rozwoju wsi był wtedy Jarosław Kalinowski z PSL, obecnie eurodeputowany do Parlamentu Europejskiego. Organizująca blokady Samoobrona nasiliła protesty. W Cieni Drugiej rolnicy starli się z policją. W trakcie trwającej kilkanaście minut bitwy funkcjonariusze użyli strzelb i gumowych pocisków, a rolnicy – kamieni.

Uczestnicy rolniczego protestu do dzisiaj zastanawiają się, dlaczego strzelano i dlaczego policjanci nie mieli armatek wodnych czy gazów łzawiących, a także chcą wiedzieć kto podjął decyzję o użyciu broni.

Temat wrócił w poniedziałek podczas spotkania parlamentarzystów PiS z mieszkańcami Kościelnej Wsi koło Kalisza.

- Kto rozliczy pana Kalinowskiego za strzelanie do protestujących rolników w Marchwaczu i Cieni Drugiej?

 - zapytał jeden z mieszkańców.

- Deklarację w sprawie wyjaśnienia zajść składaliśmy dwa lata temu. Chcieliśmy wyjaśnić kulisy decyzji, jakie podjęto wówczas, kiedy otwarto ogień z broni gładkolufowej do protestujących rolników

 - odpowiedział poseł Jan Mosiński.

Wyjaśnił, że z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości otrzymali informację, że nie zachowały się żadne dokumenty dotyczące komunikowania się i wydania poleceń dowódcy plutonu, który dała rozkaz otworzyć ogień do protestujących rolników.

- Ubolewam, bo nie było powodu, żeby tak reagować w stosunku do rolników, którzy protestowali w słusznej sprawie

 - oświadczył Jan Mosiński.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl