Amber bagno Tuska

„Nie boję się odpowiedzialności politycznej i biorę ją w 100 proc. na siebie za to, co dzieje się w kraju, bo oczywiście taka jest rola premiera w polskim rządzie. Od tej odpowiedzialności nie mam zamiaru się uchylać” – mówił 30 sierpnia 2012 r. w Sejmie Donald Tusk.

To wystąpienie dotyczyło afery Amber Gold, której Platforma Obywatelska bała się jak ognia. Chciała ją ukryć za wszelką cenę i jej się to na pewien czas udało. Wprawdzie w Sejmie i premier Donald Tusk, i ówczesny szef MSW Jacek Cichocki mówili o piśmie ABW oraz o informacjach służb zawartych w tej notatce, w tym także o tym, że Amber Gold może być piramidą finansową, ale ówczesna koalicja PO-PSL skutecznie zablokowała powołanie komisji. Na szczęście wiemy coraz więcej na temat całej afery i już dziś możemy powiedzieć, że sprawa ma także polityczne dno. Ostatni wywiad, jakiego Marcin P. udzielił tuż przed aresztowaniem publicystom „Codziennej”, pokazuje, że służby nie tylko doskonale wiedziały o aferze i o tym, kim jest Marcin P., ale jeszcze prowadziły z nim grę. A za działanie służb był w tym czasie odpowiedzialny Donald Tusk i to właśnie na nim spoczywa największa odpowiedzialność za całe bagno Amber Gold.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Niemiecko-rosyjskie miliardy, których nie lubi Trump

Polskie krytyczne stanowisko ws. współpracy Niemiec i Rosji w ramach gazociągu Nord Stream było jasne od lat. A przynajmniej od momentu, kiedy prezydentem został Lech Kaczyński. Zwalczanie energetycznych zagrożeń dla państw regionu ze strony Rosji i Niemiec było podstawą jego polityki zagranicznej.

To dlatego powstała wówczas koncepcja połączeń gazowych z Kaukazu przez Ukrainę aż po polskie porty na Bałtyku, a także koncepcja bałtyckiego gazoportu. I to z powodu tego zagrożenia Lech Kaczyński budował środkowoeuropejski sojusz w opozycji do putinowskiego imperium, mówiąc m.in. tak: „Współpraca bałtycka państw nadmorskich łączy się dzisiaj także z trudnymi problemami, o których będziemy jeszcze rozmawiać, mianowicie ze sprawą Nord Stream, która jest sprawą bezpieczeństwa energetycznego”. Niestety, ten punkt widzenia nie spotykał się z poważnym traktowaniem ani ze strony ówczesnego prezydenta USA, ani innych przywódców zasiadających po alianckiej stronie stołu w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Sarkozy uważał, że z Rosją można się dogadać mimo ataku na Gruzję, Obama prosił Miedwiediewa, żeby przekazać Władimirowi, że „po wyborach będzie mógł być bardziej uległy”. Inni europejscy politycy udawali, że problemu gazowego szantażu w ogóle nie ma. Firmy z Niemiec, Holandii i innych państw UE podpisywały kolejne umowy, uzależniające Europę od rosyjskich surowców i oddające w rosyjskie ręce państwa Europy Środkowej.

Tak powstał Nord Stream, tak powstaje Nord Stream 2. Z jednego końca rury płynie gaz, którym dalej handlują Niemcy i Holendrzy, w drugą stronę płyną pieniądze, które Putin wydaje w niemieckich firmach m.in. na broń i wyposażenie swoich poligonów. Zadowolony kanclerz Schröder popijał piwo z Putinem i kolegami ze Stasi i KGB, a zreorganizowana za pieniądze z Niemiec armia napadała na Gruzję, potem na Ukrainę i interweniowała w wielu innych miejscach.

Świadomość tych zagrożeń miał Lech Kaczyński. Widział, że energetyczne interesy Niemiec z Rosją to bezpośrednie zagrożenie dla państw Europy Środkowej. Przypomniał to ostatnio w czasie konferencji upamiętniającej politykę prezydenta Kaczyńskiego były prezydent Rumunii Traian Băsescu, mówiąc o gazowych rurach, które sprzyjają „tylko Niemcom”. Dziś na dnie Bałtyku powstaje kolejna rura. Jej cel jest ten sam. I znowu w tej sprawie polski rząd buduje koalicję, która ma powiedzieć „stop” Niemcom, Rosji i innym udziałowcom tego politycznego przedsięwzięcia. U boku Polski stoi 10 europejskich państw, które domagają się objęcia Nord Stream 2 unijnym prawem, co zatrzymałoby ten szkodliwy projekt. Właśnie dołączył do nich najpotężniejszy polityk świata, prezydent USA, który podczas szczytu NATO w Brukseli powiedział, że wysyłanie miliardów dolarów przez Niemcy do państwa, które jednocześnie uważane jest za głównego wroga Sojuszu, nie jest sytuacją normalną. Trump nie powiedział jednak głośno, z jakiego powodu ten stan rzeczy zagraża USA. Chodzi nie tylko o pieniądze. Sama Rosja nie jest w stanie rzucić wyzwania Stanom Zjednoczonym.

Same Niemcy też nie. Jednak Niemcy w sojuszu z Rosją mogą już próbować. I właśnie dlatego oglądamy dziś próbę powrotu do koncepcji strefy niemiecko-rosyjskiej współpracy od Władywostoku aż do Lizbony. W tej koncepcji nie ma miejsca dla wojsk amerykańskich w Europie. Jej podstawą są zaś Nord Stream i inne formy uzależnienia Europy od rosyjskich surowców. Jednak niemiecko-rosyjskich pomysłów nie da się zrealizować, jeśli w trójkącie Adriatyk–Bałtyk–Morze Czarne będzie istniała silna grupa państw powiązanych interesami gazowymi i militarnymi z USA. I właśnie dlatego koncepcja polityczna prezydenta Lecha Kaczyńskiego wraca dzisiaj na szczycie NATO w słowach wypowiadanych przez prezydenta Donalda Trumpa.
 

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl