„Polska wyszła z epoki państwa-klienta”

Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

  

Polska w końcu wyszła z epoki państwa-klienta. Obecnie jesteśmy równoprawnym podmiotem gry europejskiej i nie ma powodu, żebyśmy przyjmowali czyjeś zlecenia - mówi politolog, prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski.

Czy projekt Trójmorza to idea, którą czeka sukces czy porażka? Jak pana zdaniem kształtują się perspektywy tej inicjatywy?

- Europa Środkowa konsolidująca się w wymiarze Trójmorza, przez wsparcie amerykańskie, co jest demonstrowane podczas tej wizyty, zaczyna nabierać znaczenia i prawdopodobieństwo sukcesu tego projektu istotnie wzrasta. Widać to na przykładzie decyzji o wojskowym wzmocnieniu wschodniej flanki NATO i również na przykładzie wymiaru energetycznego. Ostatnia decyzja senatu amerykańskiego podjęta stosunkiem 97:2 w głosowaniu o nowych sankcjach przeciwko Rosji pokazuje, że ta względna słabość Polski, wynikająca z niedostatku potencjału między Niemcami a Rosją, o ile zostanie połączona z interesami USA, zaczyna nabierać potężnego wymiaru, który może być sprzeczny z interesami politycznymi zarówno niemieckimi jak i rosyjskimi. Cała ta gra, w której jak to mówił kiedyś prezydent Francji, radzono nam, żebyśmy nie marnowali okazji do siedzenia cicho, najwyraźniej się załamuje. Rodzi się nowa sytuacja, w której i rdzeń Unii Europejskiej i Rosja będą musiały się liczyć ze zdaniem Europy Środkowej.

Dlaczego USA zdecydowały się na tak bardzo wyraźną aktywizację w Europie Środkowej i Wschodniej?

- Jest kilka powodów, które się na to złożyły. Po pierwsze agresja rosyjska na Ukrainę, która obudziła NATO. Po drugie, wywołana tą agresją obecność oddziałów amerykańskich na wschodniej flance NATO, z czego wynikają określone konsekwencje materialne. Następnie konfrontacja amerykańsko-rosyjska na Bliskim Wschodzie w Syrii. Dalej są interesy ekonomiczne, czyli kierunek na uwolnienie amerykańskiego handlu zagranicznego gazem i ropą naftową. To z kolei stanowi konkurencję dla surowców rosyjskich, które są podstawą budżetu Rosji. Bez nich Rosja nie jest w stanie finansować swoich agresywnych poczynań. Wyparcie z rynku polskiego energetycznych surowców rosyjskich jest kolejną zbieżnością interesów Polski i Stanów Zjednoczonych. Do tego dochodzi skrajnie nieprofesjonalna - histeryczna reakcja zachodnioeuropejskiej klasy politycznej na zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich. Na tym tle to Europa Środkowa zachowała się poważnie i normalnie. Na to nakłada się jeszcze Brexit – odejście z Unii głównego, tradycyjnego sojusznika USA, rodzące oczywistą potrzebę znalezienia jakiegoś potencjalnego oparcia, które by na miarę swojego potencjału zastąpiło Wielką Brytanię. Ona oczywiście jest nie do zastąpienia, bo nie ma drugiego mocarstwa tej skali, ale kombinacja złożona z państw Europy Środkowej przynajmniej w części tę lukę wypełnia. My dbamy o jedność świata atlantyckiego i rozbijanie tej jedności, bezpieczeństwa wojskowego musi być złamane i to leży w polskim interesie.

Jesteśmy w sytuacji, w której czeka nas twarda gra o własne interesy. Czy w pana opinii wszyscy są gotowi do zaakceptowania polskiej podmiotowości w polityce europejskiej?

- Oczywiście, że jest wygodniej dla wszystkich, kiedy istnieje pewna próżnia polityczna, którą można wypełniać własną wolą polityczną. Kiedy powstaje nowy ośrodek, który ma zdolność forsowania swoich projektów, to trzeba się z nim liczyć. Ten przetarg negocjacyjny staje się skomplikowany. Polska w końcu wyszła z epoki państwa-klienta. Obecnie jesteśmy równoprawnym podmiotem gry europejskiej i nie ma powodu, żebyśmy przyjmowali czyjeś zlecenia.

Czy Ukraina w tych planach upodmiotowienia roli Europy Środkowej ma trwałe miejsce?

- Po pierwsze od Ukrainy to się wszystko zaczęło. Ta agresja Moskwy na Ukrainę i skala Ukrainy jako państwa, oraz jej bliskie sąsiedztwo z Europą Zachodnią i jeszcze sytuacja, gdy polem konfrontacji dla Rosji było rozprzestrzenianie się na ten kraj idei integracji europejskiej, to wszystko spowodowało, że Ukraina ma tu miejsce niekwestionowane jako punkt odniesienia, jako obszar, na którym poznajemy istotę polityki rosyjskiej. Stara rosyjska formuła konfliktu z Zachodem – „złe NATO, dobra Unia”, która była narzędziem propagandy rosyjskiej, została spektakularnie zniszczona przez samych Rosjan. Ale trzeba pamiętać, że Ukraina to państwo, które nie należy ani do Unii, ani do NATO. W związku z czym we wszystkich konstrukcjach instytucjonalnych jest reprezentowane w inny sposób. Z jednej strony skala wyzwań jest znacznie drastyczniejsza, a z drugiej skala powiązań traktatowo-prawnych ze światem zachodnim jest inna niż państw wschodniej flanki NATO i UE. Do tego dochodzi jeszcze sytuacja wewnętrzna na Ukrainie, czyli skuteczność bądź nieskuteczność reform. To wpływa na jej relacje z Zachodem i możliwości działania oraz kondycję Ukrainy jako państwa. Najważniejszym, wspólnym wyzwaniem jest złamanie rosyjskiej wojny propagandowo-informacyjnej zmierzającej do skłócenia Ukraińców i Polaków, a także Ukraińców i Rumunów itd. I tu warto zadbać o odporność na rosyjskie intrygi.

Czego możemy spodziewać się po spotkaniu prezydenta Trumpa na szczycie G20 w Hamburgu?

- Myślę, że możemy się spodziewać potwierdzenia decyzji ze szczytu G7. Prawdopodobnie zostanie utrzymana amerykańska polityka klimatyczna, co też leży w polskim interesie. Szczyt G20 ma bardziej ekonomiczny wymiar niż szczyt Trójmorza, ale myślę, że również będzie tam omawiany w sposób korzystny dla Polski energetyczny wymiar sytuacji w Europie korzystny dla nas. To są powody, dla których z kolei Niemcy są pełni obaw. Wzrost gospodarki polskiej trzeba widzieć w skali rzeczywistych proporcji na tle reszty świata. Polska nie jest wiodącym partnerem, ale jest na dobrej ścieżce wzrostu, co również ma walor przyciągający. Cała idea Trójmorza jest wielowymiarowa w zakresie współpracy nie tylko wojskowej, ale też w zakresie współpracy energetycznej, obejmującej Chorwację, czy otwarcia na wschód, na Ukrainę, na Gruzję, Azerbejdżan, czy współpracy przemysłu zbrojeniowego obejmującej Skandynawię. Stąd Trójmorze. Jest i via Carpatia i via Baltica i możliwości rozbudowy połączeń kolejowych właśnie z Ukrainą, z dobrym doświadczeniem z uruchomioną w grudniu 2016 r. linią kolejową Kijów-Lwów-Przemyśl i z potrzebą rozbudowy połączeń drogowych i kołowych w ramach Grupy Wyszehradzkiej i jej sąsiadów. To wszystko stanowi o potencjale Europy Środkowej, a tym samym o podniesie pozycji regionu zarówno wobec Rosji, jak i Europy Zachodniej. Jesteśmy na początku tej drogi i zobaczymy co z tej konstrukcji dalej wyniknie.

Rozmawiał: Mariusz Pilis (PAP)

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl,PAP

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Szykują się zmiany w obchodach Wielkanocy? Franciszek rozmawiał z patriarchami

/ By http://www.cgpgrey.com, CC BY 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=37262866

  

Na niedawnym spotkaniu modlitewnym Franciszka z prawosławnym i innymi wschodniochrześcijańskimi hierarchami z Bliskiego Wschodu podniesiono m.in. temat wyznaczenia daty wspólnych obchodów Wielkanocy jako widocznego znaku jedności chrześcijan. Ujawnił to chaldejski patriarcha Babilonii kard. Luis Raphael Sako, który był jednym z uczestników tamtego wydarzenia na południu Włoch.

W czasie rozmów, toczonych za zamkniętymi drzwiami, nie podejmowano spraw doktrynalnych – przyznał kardynał w rozmowie z Radiem Watykańskim. Wyjaśnił, że uczestnicy spotkania mieli świadomość, że do jedności kroczy się razem, na wspólnej modlitwie i podejmując te same problemy, wiedząc, że można zaczerpnąć ze wspólnego źródła.

Zwierzchnik katolickiego Kościoła chaldejskiego zaznaczył jednoczenie, że nie mówiono wyłącznie o prześladowaniu chrześcijan.

- Dla wszystkich było jasne, że przyszłość wyznawców Chrystusa jest złączona z muzułmanami, żydami i innymi wspólnotami, które żyją na Bliskim Wschodzie

 – podkreślił kard. Sako.

Przyznał, że słowa, które wypowiedziano i wspólna modlitwa położyły dobry fundament pod wspólne działania, toteż jest przekonany, że spotkanie w Bari nie było ostatnim takim wydarzeniem. Wyraził także nadzieję, że kiedyś będzie możliwe poszerzenie gremium osób, które będą brały w nim udział o przedstawicieli muzułmanów i żydów.

- Sami bowiem nie zdołamy stawić czoła i rozwiązać tak wielu problemów

 – powiedział iracki hierarcha.

Dodał, że rzeczy dojrzewają, kiedy przyjdzie na to czas.

- Pięćdziesiąt lat temu byłoby nie do pomyślenia takie spotkanie jak to, które odbyło się w Bari 

– podkreślił kard. Sako. – Dlatego to wspólne spotkanie przedstawicieli tak wielu różnych Kościołów i wspólnot może być postrzegane jako przykład także dla innych.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl