Jak syn Tuska trafił do pracy na lotnisku? Zeznania przed komisją ds. Amber Gold

pasazer.com

wg

Kontakt z autorem

- Michała Tuska znam, no jak był dziennikarzem "Gazety Wyborczej"... myślę, że gdzieś od roku 2007. Pan Michał Tusk został u nas zatrudniony w 2012 r., a znałem go kilka lat wcześniej" -  mówił dziś przed komisją śledczą prezes Portu Lotniczego w Gdańsku Tomasz Kloskowski. Przyznał, że to on zatrudnił Tuska na gdańskim lotnisku.

W połowie 2011 r. spółka Amber Gold przejęła większościowe udziały w liniach lotniczych Jet Air, następnie w niemieckich OLT Germany, a pod koniec 2011 r. w liniach Yes Airways. Powstała wtedy marka OLT Express, pod którą działały linie OLT Express Regional (z siedzibą w Gdańsku, wykonujące rejsowe połączenia krajowe) oraz OLT Express Poland (z siedzibą w Warszawie, które wykonywały czarterowe przewozy międzynarodowe). Linie OLT Express rozpoczęły działalność 1 kwietnia 2012 r.

W trakcie przesłuchania szef gdańskiego lotniska zeznał, że szefa Amber Gold Marcina P. poznał w połowie 2011 r. Jak tłumaczył, wstępną fazą negocjacji z przewoźnikami zajmował się wówczas dział marketingu lotniska, ale "w pewnym momencie wchodzę ja". "Mieliśmy spotkanie w obecności kierownika działu marketingu, moim, pana Marcina P., na którym - z tego co pamiętam - Marcin P. przedstawił się jako inwestor, który będzie inwestował w Jet Air i w przyszłości będzie rozwijał siatkę połączeń" - relacjonował Kloskowski.

Zaznaczył jednocześnie, że wcześniej nie znał szefa Amber Gold, jego przeszłości, nie wiedział też czym zajmowała się jego firma. "Powiem szczerze, że jak kierownik marketingu zaprosił mnie na to spotkanie, to sam zadałem pytanie: a kto to jest właściciel Amber Gold?" - zeznał świadek.

Joanna Kopcińska (PiS) dopytywała świadka, czy jako prezes portu lotniczego sprawdzał firmę Amber Gold, jako potencjalnego inwestora. "Nie miałem takiej potrzeby, aby się interesować. Nie jest to praktykowane w biznesie lotniczym żebyśmy swoich kontrahentów, zwłaszcza na pierwszym spotkaniu sprawdzali wywiadowniami gospodarczymi" - odparł niezbyt przekonująco Kloskowski.

W trakcie przesłuchania członkowie komisji nawiązali też do wątku Michała Tuska, syna ówczesnego premiera Donalda Tuska, który współpracował z OLT Express, a także z gdańskim lotniskiem. "Od kiedy zna pan Michała Tuska?" - pytała Kopcińska.

Michała Tuska znam, no jak był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", myślę, że gdzieś od lat 2007. Pan Michał Tusk został u nas zatrudniony w 2012 r., a znałem go kilka lat wcześniej

- odpowiedział Kloskowski. Przyznał jednocześnie, że to on zatrudnił Tuska na gdańskim lotnisku.

Kloskowski poinformował również, że w momencie zatrudniania Tuska miał świadomość, że pracuje on w OLT i świadczy dla tej spółki usługi PR. "Ja m.in. poleciłem pana Michała Tuska panu Jarosławowi Frankowskiemu (były dyrektor zarządzający OLT Express)" - oświadczył świadek.

Dopytywany skąd "taka troska o tego przewoźnika" m.in. w kontekście polecania osób, które mogłyby dla niego pracować Kloskowski stwierdził, że tak niewielkie lotnisko jakie znajduje się w Gdańsku nie miało szans na hubowego przewoźnika. "Jeżeli pojawia się przewoźnik, taki jak OLT, który mówi, że będzie miał bazę w Gdańsku, że to będzie baza hubowa (...), to jest to wielka szansa dla tego lotniska i należało zrobić wszystko żeby pomóc" - mówił.

"Oczywiście nie wiedziałem, że to jest oszust, i nie wiedziałem, że oszuka mnie i moją firmę" - zaznaczył.

Kloskowski poinformował jednocześnie, że po działalności spółek OLT pozostało ok. 4,5 mln zł długu wobec gdańskiego lotniska, z czego zdecydowana większość tej kwoty pochodziła z nieuiszczonych opłat za starty i lądowania oraz odprawionych pasażerów. Jak dodał, gdańskiemu lotnisku udało się jednak odzyskać 600 tys. zł z VAT. "Czyli pan Marcin P. oszukał nas na 4 mln zł" - doprecyzował.
Źródło: PAP,niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze
PO zadecydowało o przyszłości HGW

PO zadecydowało o przyszłości HGW

"Dobra zmiana także w łyżwiarstwie".…

Szef MON zaapelował do Putina. „Żeby…

Szef MON zaapelował do Putina. „Żeby…

Egzekucja islamistów w Iraku

Egzekucja islamistów w Iraku

Co dalej z Brexitem? May rozczarowana…

Co dalej z Brexitem? May rozczarowana…

Wymęczony, ale jest. Lider znów w stolicy

/ Tomasz Hamrat/ Gazeta Polska

- To były ciężko wywalczone trzy punkty. Mecze z drużynami, które walczą w lidze o przetrwanie mogą być ciężkie, ale tym razem zwycięstwo przyszło nam trudniej, niż powinno. Mamy o czym myśleć - stwierdził po meczu w Gliwicach, wygranym przez Legię 1:0, Romeo Jozak. Wojskowi ledwo wymęczyli punkty, ale i tak mają się z czego cieszyć, bo zasiedli w fotelu lidera.

Stało się tak dzięki porażce Górnika Zabrze z Arką Gdynia. Zabrzanie stracili gola, i zarazem pozycję lidera, dopiero w doliczonym czasie gry. - Strasznie boli - przyznał trener Marcin Brosz. To co boli Górnika, cieszy Legię - w ostatnim meczu w tym roku, z Wisłą Płock, Wojskowi będą bowiem bronić prowadzenia w tabeli. Już teraz wiadomo, że Jozak będzie musiał w sobotę poeksperymentować w obronie. Czwarte żółte kartki w sezonie obejrzeli w Gliwicach obaj środkowi obrońcy - Michał Pazdan i Maciej Dąbrowski - i mistrzowie Polski będą musieli sobie poradzić bez nich. Parę stoperów stworzy zapewne duet Inaki Astiz - Jakub Czerwiński, a ich dyspozycja może być kluczowa dla losów spotkania. Legioniści wciąż ma problemy z koncentracją, w Gliwicach zagrali dwie zupełnie różne połowy. W pierwszej zdominowali rywala, w drugiej - mimo gry w przewadze - całkowicie oddali inicjatywę gospodarzom i niewiele brakowało, by Piast uratował remis.

- Z pierwszej połowy jestem zadowolony, o drugiej staram się zapomnieć tak szybko, jak to tylko możliwe. To lekcja, której mam nadzieję więcej nie powtórzymy. Mieliśmy problemy z koncentracją, do tego doszło kilka kontuzji - wskazał Jozak. Do końca meczu nie wytrwał między innymi najlepszy na boisku Thibault Moulin. Francuz dwukrotnie został kopnięty w to samo miejsce i w środę nie wybiegł na pomeczowy rozruch. Nie wiadomo jeszcze czy do soboty fizjoterapeuci postawią go na nogi.

Urazu doznał także Pazdan, a Arkadiusz Malarz został ogłuszony petardą, która wybuchła tuż obok niego w polu karnym. - Przygłuchłem troszkę, dalej mam przytkane ucho. Bardziej się przestraszyłem niż rzeczywiście coś wielkiego się stało - bagatelizował zajście bramkarz Legii. - Myśleliśmy po czerwonej kartce dla Piasta, że mecz jest wygrany, i to mogło nas zgubić. Najważniejsze, że zdobyliśmy trzy punkty. Pracujemy, ale brakuje nam jeszcze postawienia kropki nad "i". Czasem w naszych głowach już ją stawiamy, ale brakuje tego na boisku. Mam nadzieję, że po przerwie zimowej będzie lepiej - zakończył.

Źródło: Gazeta Polska Codziennie - dodatek mazowiecki

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl