"Ostra noc" - bardzo nieprzyzwoita i bardzo zabawna. RECENZJA

mat.pras.

Magdalena Jakoniuk

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl, \"Gazety Polskiej\" i \"Gazety Polskiej Codziennie\".

Kontakt z autorem

Poczucie humoru najniższych lotów, wulgaryzmy i seksualne odniesienia w niemal każdej scenie – taki zestaw może budzić u wymagającego widza odrazę: sam zwiastun „Ostrej nocy” sygnalizuje, że filmowi daleko do intelektualnego kina moralnego niepokoju. A jednak komedia zbiera znakomite recenzje i jest porównywana do klasyka tego gatunku, czyli „Kac Vegas”. W czym tkwi jej sukces?

Kto zrozumie kobietę przygotowującą się do zamążpójścia, jeśli nie inna kobieta, a zwłaszcza grupa przyjaciółek? Na tym prostym schemacie Lucia Aniello, reżyserka „Ostrej nocy” opiera fabułę komedii – oto pięć dziewczyn, znających się jeszcze z czasów studiów, spotyka się w wynajętym domku w Miami, by świętować wieczór panieński jednej z nich.

Jess (w tej roli znakomita Scarlett Johansson) to oddana narzeczonemu Peterowi (Paul W. Downs) początkująca polityk, która marzy o podboju amerykańskiego Senatu. Kiedy zaplanowany przez lekko szaloną Alice (przezabawna Jillian Bell) wieczór panieński wymyka się spod kontroli, pieczołowicie prowadzona kampania wyborcza Jess okazuje się zagrożona: impreza tonie w morzu alkoholu, w nozdrzach kobiet zalegają zaspy kokainy, a w posesji obok stacjonuje para seksoholików-swingersów, gotowa do tego, by przyłączyć się do „świętowania”. Czy może być gorzej? Owszem, może – w momencie, gdy w wyniku nieszczęśliwego wypadku umiera striptizer, zamówiony jako atrakcja dla przyszłej panny młodej. Dalej mamy do czynienia z czymś w rodzaju tragikomicznej jatki, której nie powstydziłby się sam Quentin Tarantino. Z jednej strony mamy trupa, z drugiej pięć wstawionych i spanikowanych kobiet, które na własną rękę postanawiają pozbyć się ciała striptizera. To z kolei prowadzi do perypetii, które widz z pewnością zapamięta na długo.


Całą recenzję można przeczytać we wtorkowym wydaniu "Gazety Polskiej Codziennie"
Źródło: niezalezna.pl,Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Nowa ambasador Polski na Litwie

„To zakładanie Europie pętli na szyję”

Pożar w fabryce farb i lakierów w Dębicy

Islamiści ścięli głowy 11 osobom

Aresztowania w Maroko w zw. z zamachami w…

Postraszyli deportacją - przez pomyłkę

Mvkulkarni23; http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl

Brytyjskie ministerstwo spraw wewnętrznych wysłało przez pomyłkę około stu listów do obywateli państw Unii Europejskiej mieszkających w Wielkiej Brytanii, informując ich o tym, że powinni opuścić kraj lub liczyć się z deportacją.

Sprawa została nagłośniona, gdy doktor Eva Johanna Holmberg, wykładająca na jednym z londyńskich uniwersytetów obywatelka Finlandii, napisała w mediach społecznościowych, że dostała taki list.

Według fragmentów zamieszczonych w internecie, Holmberg - która mieszka na południu Anglii wraz z mężem Brytyjczykiem - została błędnie uznana za osobę, która "nie korzysta z praw traktatowych" i na mocy ustawy imigracyjnej z 1999 roku powinna w ciągu miesiąca opuścić kraj lub liczyć się z zatrzymaniem przez brytyjskie służby graniczne.

Holmberg powiedziała, że od otrzymania przez nią listu do wycofania tej decyzji minęło sześć dni, w trakcie których musiała wydać blisko cztery tysiące funtów na konsultacje z występującymi w jej imieniu prawnikami.

Brytyjskie MSW przyznało w oświadczeniu, że doszło do błędu, i zapewniło, że "pilnie próbuje ustalić, jak do tego doszło".

Dodano, że MSW "kontaktuje się ze wszystkimi, którzy otrzymali taki list, żeby wyjaśnić, że mogą go zignorować", a "prawa obywateli Unii Europejskiej mieszkających w Wielkiej Brytanii pozostają niezmienione".

 

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Prof. Zybertowicz o kryzysie demokracji…

Błaszczak: służby zadziałały natychmiast

Wpadł złodziej rzeźby św. Franciszka

Szef MON Polski na defiladzie w Kijowie

„Solidarność” prosi o zabezpieczenie…

Ukraińscy obserwatorzy na manewrach Zapad-17

Manewry Zapad-17 rozpoczną się w połowie września / flickr.com

Ukraina wyśle swoich obserwatorów na rozpoczynające się w połowie września rosyjsko-białoruskie manewry wojskowe Zapad-17 – poinformował w środę Sztab Generalny ukraińskich Sił Zbrojnych, który oświadczył, że zaproszenie na ćwiczenia wystosowała Białoruś.

Manewry będzie monitorowało dwóch ukraińskich weryfikatorów, którzy będą przebywali na terytorium Białorusi w dniach 16-20 września – podał Sztab na swoim profilu na Facebooku.

Ćwiczenia Zapad-17 mają się odbyć na Białorusi w dniach 14-20 września. Według oficjalnych informacji weźmie w nich udział 12,7 tys. wojskowych, w tym 3 tys. z Rosji; zaangażowanych zostanie 700 jednostek sprzętu wojskowego.

Minister obrony Ukrainy Stepan Połtorak jeszcze w czerwcu oświadczył, że odbywające się przy granicy z Ukrainą rosyjsko-białoruskie manewry są "zagrożeniem, które spotka się z odpowiednią reakcją władz w Kijowie".

„Mogą być wykorzystane do rozpoczęcia agresji nie tylko przeciwko Ukrainie, ale przeciwko każdemu innemu państwu Europy, które ma wspólną granicę z Rosją" – powiedział w Brukseli po spotkaniu z sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem.

Rosyjsko-białoruskie manewry Zapad odbywają się co dwa lata, na przemian na terytorium jednego z tych dwóch państw.

Źródło: Centrum Prasowe PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Betonowe bariery wokół katedry w Kolonii

Eurovolley: Polacy gotowi na mecz z Serbią

Liga Europy: Polacy pod presją

Imigranci zatrzymani na granicy z Polską

Turcja: wypadek polskiego autobusu

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl