May Day

  

Dzień Theresy May, czyli May Day, to również zwrot oznaczający wzywanie pomocy podczas katastrofy...

Nawet wytrawnym politykom zdarza się pomylić brydża z pokerem, grę strategiczną z losową. Ostatnio przydarzyło się to pani Theresie May, premierowi z ojczyzny brydża. Zorganizowała przedterminowe wybory, licząc na sukces. Miała większość, chciała mieć więcej, teraz musi zadowolić się mniejszością.

Podobnie elektorat zawiódł jej poprzednika Davida Camerona, który ogłosił (choć nie musiał) referendum w sprawie Brexitu, w rezultacie Zjednoczone Królestwo opuszcza Unię, a Cameron wielką politykę. Jakoś nikomu nie skojarzyło się, że dzień Theresy May, czyli May Day, to również zwrot oznaczający wzywanie pomocy podczas katastrofy... W III RP mieliśmy z takimi klęskami do czynienia dwa razy. W 1993 r. obóz postsolidarnościowy na własne i Lecha Wałęsy życzenie zdecydował się na przedterminowe wybory, które nie leżały w niczyim poza lewicą interesie. Wnioskodawca wotum nieufności (Solidarność) nie wszedł do parlamentu, podobnie jak prawica. „Prezydent wszystkich Bolków” zamiast rozdrobnionego parlamentu, którym mógł manipulować, jak chciał, musiał zderzyć się z dominacją PRL-owskiego układu i pożegnać z Belwederem. O stratach Polski lepiej nie mówić. W 2007 r. PiS zdecydował się na wybory i uległ PO. Rozumiem, że zdecydował prymat moralności nad polityką. Chociaż lepiej było pomęczyć się do końca kadencji z Giertychem i Lepperem. Zapewne uniknęlibyśmy ruiny przemysłu, patologii prywatyzacji, likwidacji armii, upadku prestiżu Polski w świecie, a pewnie również katastrofy smoleńskiej A tak na osiem lat władzę przejęła ekipa Tuska. W tym kontekście najczęściej przytacza się los króla Lydii Krezusa, który planując wyprawę na Persów, zwrócił się o radę do wyroczni w Delfach i otrzymał przepowiednię, że jeśli przekroczy graniczną rzekę Halys, zniszczy wielkie państwo. Przekonany, że Pytii chodzi o państwo Cyrusa, przekroczył rzekę i zniszczył wielkie państwo. Własne!

 
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska

Wczytuję komentarze...
Tagi

Cisza wyborcza i lipne sondaże

  

W chwili gdy piszę te słowa, głosowanie w kolejnych ważnych dla Polski wyborach trwa. Ponieważ obowiązuje cisza wyborcza, tradycyjnym dyżurnym tematem stało się narzekanie na 24-godzinny zakaz prowadzenia agitacji wyborczej. Dominuje ton sceptyczny, że w dobie internetu to fikcja, że w USA jest inaczej i jakoś żyją itd. Owszem, jest wiele argumentów przeciwko zakazowi, w szczególności rozumianemu jako brak możliwości prowadzenia jakiejkolwiek dyskusji o polityce.

Jednak wyobraźmy sobie, co mogłoby się dziać w przypadku braku ciszy. Już widzę pod każdą komisją hałaśliwe roje koderastów różnej maści, wrzask i inwektywy. I jeszcze większe emocje zamiast rozumnego wyboru. W takich warunkach istniałoby duże ryzyko, że resztki wyborców, którzy głosowanie rozumieją jako obywatelski obowiązek, mogłyby się ostatecznie zniechęcić do udziału w wyborach. Warto przemyśleć za to włoski model, gdzie już na dwa tygodnie przed elekcją nie wolno publikować sondaży opinii publicznej. Nasze doświadczenie z zupełnie lipnymi i wręcz propagandowymi wynikami takich sondaży powinno stanowić dodatkowy argument.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...
Tagi

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl