Blokada nie zaszkodzi białoruskiej elektrowni jądrowej

Bloki elektrowni jądrowiej we Francji; By Stefan Kühn, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=94202

Zapowiedzi Litwy, że zablokuje eksport do UE energii z powstającej na Białorusi elektrowni jądrowej w Ostrowcu, wywołują „co najmniej uśmiech”, gdyż siłownia ma zaspokoić potrzeby samej Białorusi - powiedział wicepremier Białorusi Uładzimir Siemaszka. Wiceszef białoruskiego rządu zapewnił, że ewentualna rezygnacja przez kraje UE z kupowania od Białorusi energii nie powstrzyma projektu elektrowni, powstającej w Ostrowcu (biał. Astrawiec), niecałe 50 kilometrów od Wilna. Zasugerował jednocześnie, że jeśli strona białoruska będzie miała nadwyżki energii, to mogłaby sprzedawać je na przykład Polsce.

Siemaszka wypowiadał się dziś w Moskwie podczas trwającego w rosyjskiej stolicy forum Atomexpo. Jak podkreślił, obserwuje komentarze na temat białoruskiej siłowni, i wymienił „stanowisko niektórych sąsiadów, w szczególności Litwinów”, iż zablokują oni dostawy energii z białoruskiej elektrowni jądrowej na eksport do Unii Europejskiej.

U mnie wywołuje to co najmniej uśmiech, dlatego że kiedy podjęliśmy decyzję o tym, by budować elektrownię atomową (...), to nie budowaliśmy jej do celów eksportu, a własnej konsumpcji (energii)

- powiedział Siemaszka. Jak przekonywał, gospodarka Białorusi wyszła obecnie z recesji i będzie wracała do szybszego wzrostu produkcji i tym samym zapotrzebowania na energię.

Jego zdaniem „nie należy mówić”, że jeśli Litwa, Polska i UE nie będą kupować energii z Białorusi, to „elektrownia atomowa zostanie wstrzymana”. Siłownia jest bowiem „na sto procent obliczona na konsumpcję wewnętrzną”. Deklarując możliwość sprzedaży Polsce nadwyżek energii, białoruski wicepremier zapewnił:

Jesteśmy gotowi, jeśli będzie dalej zainteresowanie ze strony Polski, by nawet zbudować podstację na granicy i dostarczać energię, jaka będzie wam potrzebna. Jesteśmy zainteresowani współpracą.


Odnosząc się do zastrzeżeń dotyczących bezpieczeństwa budowanej elektrowni, Siemaszka przekonywał, iż Białorusinom, którzy najmocniej ucierpieli w wyniku katastrofy elektrowni atomowej w Czarnobylu w 1986 roku, zależy na wybieraniu projektów, które są „najbardziej niezawodne i bezpieczne”.

Argumentował, że miejsce budowy stacji zostało wybrane spośród ponad 80 rozważanych lokalizacji spełniających określone kryteria. Przekonywał również, że bezpieczny jest rosyjski projekt reaktorów generacji trzy plus. Wskazał, że działają one od 2008 roku w Chinach i - jak zapewnił - „nie ma żadnych problemów, żadnych zakłóceń”.

Zawsze byłem zwolennikiem tego, że zbudujemy tę elektrownię razem z Rosją

- powiedział białoruski wicepremier, zapewniając, że rozmowy toczyły się także z innymi koncernami ze świata.

Udział produkowanej w Ostrowcu energii ma stanowić ponad jedną czwartą (27-28 proc.) ogółu wytwarzanej energii elektrycznej na Białorusi.

W lipcu zeszłego roku prawie 65 tys. obywateli Litwy poparło społeczny projekt ustawy zakazującej kupowania energii z siłowni atomowej powstającej na Białorusi. Litewscy parlamentarzyści argumentowali wtedy, że dwie trzecie wyprodukowanej w Ostrowcu energii Białoruś zamierza eksportować przez Litwę na Zachód, w tym m.in. do Polski. Ówczesny minister energetyki Rokas Masiulis kilkakrotnie zwracał się do państw sąsiedzkich - Polski, Łotwy, Estonii i Finlandii - z apelem o nienabywanie energii z siłowni w Ostrowcu.

15 czerwca br. parlament Litwy przyjął ustawę głoszącą, iż białoruska elektrownia jądrowa zagraża bezpieczeństwu narodowemu Litwy, środowisku i zdrowiu społeczeństwa.

Siłownia budowana w obwodzie grodzieńskim ma się składać z dwóch bloków energetycznych rosyjskiej produkcji z reaktorami nowej generacji WWER-1200 o mocy 1200 MW każdy. Okres eksploatacji przewidziano na 60 lat. Paliwem ma być nisko wzbogacony uran U-235. Źródłem zaopatrzenia w wodę do systemów chłodzenia będzie rzeka Wilia, płynąca później w kierunku Wilna. Pierwszy blok ma zostać uruchomiony w 2019, a drugi w 2020 roku.
Źródło: niezalezna.pl,PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Nowa ambasador Polski na Litwie

„To zakładanie Europie pętli na szyję”

Pożar w fabryce farb i lakierów w Dębicy

Islamiści ścięli głowy 11 osobom

Aresztowania w Maroko w zw. z zamachami w…

Postraszyli deportacją - przez pomyłkę

Mvkulkarni23; http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl

Brytyjskie ministerstwo spraw wewnętrznych wysłało przez pomyłkę około stu listów do obywateli państw Unii Europejskiej mieszkających w Wielkiej Brytanii, informując ich o tym, że powinni opuścić kraj lub liczyć się z deportacją.

Sprawa została nagłośniona, gdy doktor Eva Johanna Holmberg, wykładająca na jednym z londyńskich uniwersytetów obywatelka Finlandii, napisała w mediach społecznościowych, że dostała taki list.

Według fragmentów zamieszczonych w internecie, Holmberg - która mieszka na południu Anglii wraz z mężem Brytyjczykiem - została błędnie uznana za osobę, która "nie korzysta z praw traktatowych" i na mocy ustawy imigracyjnej z 1999 roku powinna w ciągu miesiąca opuścić kraj lub liczyć się z zatrzymaniem przez brytyjskie służby graniczne.

Holmberg powiedziała, że od otrzymania przez nią listu do wycofania tej decyzji minęło sześć dni, w trakcie których musiała wydać blisko cztery tysiące funtów na konsultacje z występującymi w jej imieniu prawnikami.

Brytyjskie MSW przyznało w oświadczeniu, że doszło do błędu, i zapewniło, że "pilnie próbuje ustalić, jak do tego doszło".

Dodano, że MSW "kontaktuje się ze wszystkimi, którzy otrzymali taki list, żeby wyjaśnić, że mogą go zignorować", a "prawa obywateli Unii Europejskiej mieszkających w Wielkiej Brytanii pozostają niezmienione".

 

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Prof. Zybertowicz o kryzysie demokracji…

Błaszczak: służby zadziałały natychmiast

Wpadł złodziej rzeźby św. Franciszka

Szef MON Polski na defiladzie w Kijowie

„Solidarność” prosi o zabezpieczenie…

Kodziarze szykowali się do zadymy w Gdańsku. Wojewoda pokrzyżował ich plany

Pomnik Poleglych Stoczniowcow; Fot Fotomag/Gazeta Polska

„Solidarność” Stoczni Gdańskiej zwróciła się do wojewody pomorskiego o "rozpatrzenie działań prawnych" zabezpieczających organizowane przez "S" obchody 37. rocznicy Sierpnia’80 w Gdańsku. Zdaniem związkowców organizacja w tym samym czasie manifestacji KOD "zagraża bezpieczeństwu publicznemu". Wojewoda zgodził się z tym.

Dariusz Drelich, na wniosek Solidarności Stoczni Gdańskiej, zmienił decyzję prezydenta miasta Gdańska i przyznał prawo do organizowania obchodów rocznicy Porozumień Sierpniowych "Solidarności", uznając organizowane przez Związek od 30 lat uroczystości jako cykliczne - poinformował portal tysol.pl.

Onzacza to, że albo KOD zmieni swoje zgłoszenie i zorganizuje imprezę w innym miejscu lub czasie, albo będzie się odwoływać od tej decyzji

- napisał "Tygodnik Solidarność".

31 sierpnia w Gdańsku 37. rocznicę Sierpnia’80 świętować miały w podobnym czasie NSZZ „Solidarność" i Komitet Obrony Demokracji.

Zarząd Regionu Gdańskiego NSZZ „S” obchody rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych rozpocznie w Sali Akwen w budynku „S” od uroczystego posiedzenia. Następnie, jak co roku, w Bazylice św. Brygidy (o godz. 17.00), odbędzie się msza, po której wyruszy marsz na Plac Solidarności pod historyczną bramę nr 2 Stoczni Gdańskiej, gdzie złożone zostaną kwiaty.

Tego samego dnia o godz. 19.00 pomorski KOD chciał zorganizować wiec na Placu Solidarności pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców. Mieli w nim wziąć udział m.in. pierwszy przywódca „S” Lech Wałęsa oraz dawny działacz „S” Władysław Frasyniuk.

W piśmie, udostępnionym dziś mediom, prezydium komisji zakładowej NSZZ „S” Stoczni Gdańskiej zwróciło się do wojewody pomorskiego o „rozpatrzenie działań prawnych zabezpieczających uroczystości rocznicowe”.

W tym samym czasie prezydent Gdańska Paweł Adamowicz wydał zgodę na organizację manifestacji dla tzw. KOD-u. Organizacja tej manifestacji w tym samym czasie zagraża bezpieczeństwu publicznemu z powodu uczestniczenia w niej środowisk związanych ze służbą bezpieczeństwa oraz nieprzychylnych dla NSZZ "Solidarność"

– stwierdziło kierownictwo stoczniowej „S”.

Czytaj też: Cel obchodów Sierpnia'80 oczywisty: "KOD chce zrobić zadymę"

Wiceprzewodniczący „S” w Stoczni Gdańskiej Karol Guzikiewicz jest przekonany, że manifestacja KOD to „prowokacja”.

Po 1989 r. w Gdańsku był nawet generał Wojciech Jaruzelski i nikt go stąd nie wyrzucał. Każdy ma prawo świętować. Nie jesteśmy przeciwni temu, żeby KOD się zbierał o jakiejś godzinie, rano czy po południu. Jako przedstawiciele Stoczni Gdańsk, mimo że obchody w Gdańsku będą miały charakter regionalny, prosimy o wsparcie z całego kraju i przyjazd np. górników. Na pewno nie damy się sprowokować. Najprawdopodobniej chodzi tu o to, żeby zagrały jakieś emocje i doszło do jakiś pyskówek, czy może szarpaniny i będzie znowu kompromitacja

– dodał.

W sprawie obchodów Sierpnia'80 list otwarty do przewodniczącego "S" Piotra Dudy skierował wczoraj lider pomorskiego KOD, Radomir Szumełda. Przed południem 31 sierpnia KOD na Placu Solidarności chciał zorganizować mini miasteczko obywatelskie, do którego zaprosił ok. 30 organizacji społecznych, politycznych i związkowych, w tym "Solidarność".

W ubiegły czwartek prezydium Komisji Krajowej NSZZ "S" przyjęło stanowisko, w którym zaproszenie KOD uznało za „bezczelną prowokację”.

To zdumiewające, że zaprasza się jubilata na jego własne urodziny i to w sytuacji, gdy ów jubilat od 30 lat niezmiennie organizuje swoje obchody

– podkreślono.

Uroczystości całego związku z okazji Sierpnia'80 odbędą się w tym roku 31 sierpnia w Lubinie (Dolnośląskie) dla uczczenia 35. rocznicy protestów przeciwko stanowi wojennemu w tym mieście, gdzie zginęły trzy osoby.

Będziemy przypominać ofiary tych ludzi, którzy tak chętnie zasilają dzisiaj szeregi KOD-u. Mamy tu na myśli tak widocznych i aktywnych prominentnych działaczy KOD jak byli SB-cy, funkcjonariusze WSI, TW i liczni przedstawiciele resortowej PRL-owskiej nomenklatury. Słowem: nie potrafimy sobie wyobrazić wspólnego świętowania z ludźmi, dla których refleksją nie jest słowo przepraszam, a jedynie rozpacz, że nie da się wyżyć za 2 tys. po zmniejszeniu SB-eckiej emerytury

- głosi stanowisko "S" z ubiegłego czwartku.

Czytając tekst Waszego stanowiska odnoszę wrażenie, że próbujecie nas straszyć, mimo że zaprosiliśmy Was do wspólnego świętowania (...) W moim odczuciu to nic innego jak wezwanie do konfrontacji. Niech nikt nie próbuje stawiać Polaków przeciwko Polakom, zwłaszcza jeśli myśli o sobie, że jest spadkobiercą wartości Sierpnia'80. Wciąż wierzę, że tam na gdańskim Placu Solidarności, możemy cieszyć się i rocznicą i sobą nawzajem, będąc dumnymi z tak pięknej karty naszej wspólnej historii

- przeczytać można w liście działacza KOD do szefa "S".

Źródło: niezalezna.pl, PAP, tysol.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Betonowe bariery wokół katedry w Kolonii

Eurovolley: Polacy gotowi na mecz z Serbią

Liga Europy: Polacy pod presją

Imigranci zatrzymani na granicy z Polską

Turcja: wypadek polskiego autobusu

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl