​Dlaczego zginęła Krystyna Skarbek? Mija 65 lat od tajemniczej śmierci słynnej agentki

youtube.com/print screen

„Mogła zrobić wszystko z dynamitem. Tylko go nie zjadła” – tak o Krystynie Skarbek, słynnej polskiej agentce pisała biografka Skarbek Claire Mulley. W 65. rocznicę tragicznej śmierci Skarbek, warto przypomnieć czym zasłużyła się legendarna agentka brytyjskiego wywiadu. Znana też jako Christine Granville, była pierwszą kobietą, która pracowała dla brytyjskich służb podczas II wojny światowej. 

Urodzona 1 maja 1908 r. w Trzepnicy (woj. łódzkie) Skarbek była córką hrabiego Jerzego Skarbka i pochodzącej z rodziny bogatych żydowskich bankierów Stefanii Goldfeder. Ojciec Krystyny był bawidamkiem. Szybko przepuścił fortunę, którą wniosła w posagu żona Stefania. Hazard i alkoholizm sprawiły, że Jerzy Skarbek przedwcześnie zmarł. Po śmierci ojca w 1933 r., Skarbek wraz z matką przeprowadziły się do Warszawy. 

Krystyna uchodziła za uwodzicielkę. Jej pierwsze małżeństwo z przemysłowcem Karolem Gettlichawem rozpadło się po pół roku. W 1938 r. wyszła za mąż za dyplomatę i podróżnika Karola Giżyckiego. We wrześniu 1939 Krystyna wraz z mężem przebywała w Kenii na placówce. Na wieść o wybuchu wojny wyjechali do Francji, a potem do Anglii. 

Tam zgłosiła się do Kierownictwa Operacji Specjalnych (SEO), czyli tajnej służby brytyjskiej. Wykształcona, inteligentna oraz władająca kilkoma językami Skarbek, była niezwykle atrakcyjnym materiałem na agenta. Po odbyciu kursu szpiegowskiego, Skarbek otrzymała konspiracyjne nazwisko Granville, którego używała do końca życia. Współpracowała z ruchem oporu walcząc z niemieckim okupantem.

Chociaż Skarbek pracowała dla brytyjskiego wywiadu, służyła też Polsce. W czasie drugiej wojny światowej została wysłana do Budapesztu, gdzie pracując pod przykrywką dziennikarza pomagała w ewakuacji polskich uciekinierów do Rumunii.  

Jej głównym zadaniem było zbieranie informacji o ruchach niemieckiego wojska w Polsce oraz przekazywanie wiadomości o niemieckich zbrojeniach. 

Była bardzo wysportowana. W dzieciństwie Skarbek uprawiała wspinaczkę wysokogórską i jeździła na nartach. Dzięki temu w czasie wojny kilkanaście razy przekraczała polskie Tatry, aby pomóc polskim więźniom w ucieczce do Anglii. W czasie wojny ukończyła również szkolenie spadochronowe w Kairze. W 1944 Skarbek została przerzucona do Francji, gdzie brała udział w przygotowaniu do operacji D-Day. 

Wielokrotnie ocierała się o śmierć. W czasie jednej z akcji została zatrzymana przez niemieckich żołnierzy. Aby uniknąć aresztowania, Skarbek odbezpieczyła granaty i powiedziała, że wysadzi się razem z nimi. Wystraszeni Niemcy wypuścili Krystynę. Wymsknęła się z łap Gestapo udając chorą na gruźlicę. „Krystyna ugryzła się w język aż do krwi, aby potem wypluć ślinę” – opowiadał jeden z agentów, którego życie uratowała. Dzięki temu oboje uniknęli aresztowania przez Gestapo. 

Skarbek przyjaźniła się z Ianem Flemingiem. Ponoć wzorował się na niej tworząc postać Vesper Lynd do swej pierwszej powieści o Jamesie Bondzie – Casino Royale.

12 czerwca 1952 r. Krystyna została zamordowana w niewyjaśnionych okolicznościach. Policja winnego morderstwa uznała Dennisa George’a Muldowneya, irlandzkiego stewarda, którego Skarbek poznała już po wojnie, dorabiając jako pokojówka. Mówiono, że Muldowney był nieszczęśliwie zakochany w Skarbek, ale pojawiły się też pogłoski, że stała się dla Anglików niewygodna. Muldowney został skazany na karę śmierci przez powieszenie w 1952 r.
Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Paryż: 40 tys. osób na "Narodowym Marszu dla Życia". Nie zabrakło Klubów Gazety Polskiej

twitter.com/(screenshoot)

40 tys. osób wzięlo udział w manifestacji, która przeszła ulicami Paryża pod hasłem „Zjednoczeni, by bronić życia”. Oprócz uznania praw człowieka w stanie embrionalnym, uczestnicy domagali się także wsparcia dla matek oraz rozwijania ośrodków służących pomocą dla kobiet ciężarnych.

Wśród manifestantów pojawili się przedstawiciele Klubu Gazety Polskiej Paryż wraz z przewodniczącym Klubu, Andrzejem Wodą. 

Specjalnie dla czytelnikow portalu niezalezna.pl publikujmy relację z tego wydarzenia przygotowaną przez Anitę Zapładkę z KGP w Paryżu.  


"Marsz odbył się dzisiaj, tj. 21 stycznia. Spotkaliśmy się o godz. 14.30 przy Porte Dauphine i maszerowaliśmy aż do Trocadero. Trudno jest nam, jako uczestnikom marszu ocenić, ile tysięcy ludzi brało w nim udział, ale marsz był naprawdę liczny.

Trudno jest nam powiedzieć, czy wspieramy Francuzów, to pewnie przy okazji, ale głównie manifestowaliśmy własne poglądy w obronie życia, które trzeba chronić na każdym etapie jego istnienia.

Już przy wejściu (po obowiązkowym sprawdzeniu toreb i plecaków ze względów bezpieczeństwa) otrzymaliśmy od organizatora plakaty, które - mimo zimna i deszczu - niosło bardzo wiele osób. Głównie była to grafika przedstawiająca dziecko w łonie matki, czemu towarzyszyły różne napisy, takie jak: "To jest moje ciało a nie twój wybór", "Chroń mnie a nie zabijaj"...

#MarchePourLaVie na TT, dosłownie: Marsz dla Życia.

Dzięki flagom i jednolitym pelerynom byliśmy, my Polacy, członkowie Klubu GP Paryż, bardzo rozpoznawalni. Francuzi zaczepiali nas, jako Polaków, niemal non stop. Bili nam brawo, wyznawali, że bardzo im w dzisiejszych czasach brakuje naszego papieża, Jana Pawła II, przy jednej z trybun zostaliśmy na głos wyróżnieni i podziękowano nam, Polakom, za uczestnictwo.

Jednym z największych zaskoczeń był dla nas fakt, jak wielu Francuzów potrafi powiedzieć po polsku (!!!) "Dzień dobry".

Jedna z pań, Francuzek, powiedziała, że niewiele już potrafi powiedzieć po polsku, ale pamięta jeszcze "szczęść Boże". Odpowiedziałam jej, że to nie jest niewiele, to jest bardzo dużo!

Imponującym był udział całych rodzin w tym marszu: matki i ojcowie z dziećmi w wózkach, z dziećmi "na barana" z kilkuletnimi prowadzonymi za rękę. 

Mnie samą zaś wzruszył najbardziej chłopak, bodaj 20-letni, z zespołem Downa. Był sam, spotkałam go zaraz na początku, mókł, więc doradziłam, by założył na głowę kaptur, skoro go ma... Przyszedł wziąć udział w marszu za życiem, za swoim życiem...

Zapadał już zmrok gdy doszliśmy na Trocadero. Marszowi i jego zakończeniu towarzyszyła radość i próby rozgrzewania się tańcem, by się rozgrzać.

Cudowne przeżycie, cudowne i wzmacniające i kolejny raz nie wiem, czy to my wsparliśmy Francuzów czy oni nas. 

Faktem jest, że patrzenie na nich przez pryzmat wypowiedzi francuskich polityków czy mediów jest wielce niesprawiedliwe!"



Widać było ogromne zaangażowanie ludzi, Francuzi jakby się budzili. To optymistyczne

- mówi portalowi niezalezna.pl Andrzej Woda, przewodniczący Klubu Gazety Polskiej w Paryżu.

Co równie ważne, pojawiło się niesamowicie dużo młodych ludzi

- dodaje.

Francuzi nie ukrywali wdzięczności Polakom za wsparcie.

Rozpoznawali nas, mieliśmy na sobie biało-czerwone pelerynki i nieśliśmy klubowe banery, wiele osób podchodziło, aby podziękować za pomoc. Mówili, że "gdyby nie Polska, nie byłoby już Europy". Dziękowaliśmy za tak miłe słowa, ale od razu podkreślaliśmy, że oni także muszą mocniej działać. Przyznawali nam rację

- opowiada nam Andrzej Woda.

Źródło: www.enmarchepourlavie.fr, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl