niezalezna.pl - strefa wolnego słowa
22 czerwca 2017

"Umarłe miasto" Trelińskiego - udana premiera z aferą w tle. RECENZJA

Dodano: 14.06.2017 [11:26]
"Umarłe miasto" Trelińskiego - udana premiera z aferą w tle. RECENZJA - niezalezna.pl
foto: mat.pras.
W Teatrze Wielkim-Operze Narodowej w ostatni weekend swoją premierę miało „Umarłe miasto” Ericha Wolfganga Korngolda w reżyserii Mariusza Trelińskiego. I choć wystawienie z bardzo dobrą kreacją Jacka Laszczkowskiego i wybitną rolą Marlis Petersen zostało dobrze przyjęte przez publiczność, to jego finał był smutny w dwójnasób – nie tylko ze względu na fabułę, ale nieelegancki incydent podczas aplauzu. Ale czego można było się spodziewać w czasach gdy miejsce kultury zajmuje polityka?

„Tutaj nie ma zmartwychwstania” - brzmi ostatni wers libretta wyśpiewany w „Umarłym mieście” przez tenora Jacka Laszczkowskiego, który w operze Ericha Wolfganga Korngolda wciela się w rolę Paula, bohatera opłakującego zmarłą żonę Marie w ponurej scenerii Brugii. Te słowa powracają w dziele jak mantra, która co chwila przypomina widzowi, łaknącemu happy endu, że nic takiego się nie wydarzy.

Paula poznajemy w chwili, gdy odwiedza go znajomy Frank (świetny Michał Partyka). Przybysz jest wstrząśnięty stanem przyjaciela, który snuje się po komnatach dworu, opłakując zmarłą żonę i czyniąc z mieszkania istne mauzoleum ku jej czci. Dodatkowo, Paul wydaje się pochłonięty poznaniem Marietty (Marlis Petersen), kobiety łudząco podobnej do nieboszczki. Mimo ostrzeżenia Franka, zrozpaczony mąż daje się ponieść fantazjom, że w nowo poznanej i nieco frywolnej tancerce odnajdzie to, co tak ukochał w Marie. Dalej mamy serię iluzji bohatera, w których sen miesza się z jawą, a miłość ze śmiercią,zabierając widza na samo dno freudowskiej nieświadomości Paula i odkrywając najmroczniejsze zakamarki jego duszy.

„Miasto umarłych” to spotkanie dwojga geniuszy – Korngolda, austriackiego kompozytora, który w latach 30. ub. wieku stał się ulubieńcem Hollywood i laureatem dwóch Oscarów (za partytury do widowisk „Anthony Adverse” i „Robin Hood”) oraz Trelińskiego – księcia polskiej opery, który po pięciu latach powraca na deski Teatru Wielkiego Opery Narodowej i udowadnia, jak wiele jeszcze jako twórca ma do powiedzenia. Tym razem również jako filmowiec – w „Umarłym mieście”, mieszance opery z thrillerem psychologicznym, znajdziemy bowiem odwołania do co najmniej kilku tytułów - „Zawrotu głowy” i „Psychozy” Alfreda Hitchcooka, dramatu „Time” koreańskiego twórcy Ki-duk Kima czy wreszcie do klasyka gatunku noir - „Kobiety w oknie” Fritza Langa. Ciekawym odniesieniem jest tu również sama Brugia, która niczym w kryminalnej komedii Martina McDonagha pt. „Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj”, staje się cichą bohaterką fabuły.

Poczucie nierealności i melancholii towarzyszą do ostatniego taktu dzieła, a muzyka Korngolda rzadko wysuwa się na pierwszy plan, stanowiąc raczej komentarz do libretta Paula Schotta. Całość przypomina raczej mroczny musical niż klasyczną operę. Sądząc po owacji (co ciekawe – nie na stojąco) wieńczącej sobotnią premierę, można śmiało uznać powrót Mariusza Trelińskiego za udany. Atmosferę sukcesu zmącił jednak przykry incydent – podczas aplauzu „wybuczano” Jacka Laszczkowskiego. Gdyby jego kreacja była zła, byłoby to nawet w jakiś sposób zrozumiałe. Zachowanie to wydaje się jednak mieć podłoże polityczne: przybywających na premierę gości witały bowiem transparenty mówiące o współodpowiedzialności tenora za „wykończenie” Warszawskiej Opery Kameralnej pod kierownictwem Alicji Węgorzewskiej. Abstrahując od tego, czy tak sformułowane postulaty są słuszne czy nie, wydaje się, że manifestowanie swojego niezadowolenia w taki sposób, zwłaszcza w dniu premiery, nie przystoi ludziom kultury. Tym bardziej, że uderza nie tylko w domniemanego „winnego”, ale także w pozostałą część ekipy, która nad „Umarłym miastem” pracowała.

Kolejne wystawienia „Umarłego miasta” odbędą się 16 i 18 czerwca.
Opinie użytkowników
Regulamin Forum:
Na forum niezalezna.pl publikujemy opinie użytkowników naszego portalu. Wszystkie posty podlegają moderacji. Bezwzględnie usuwane będą wpisy zawierające groźby karalne i wszelkie prowokacje godzące w Niezależną. Nie publikujemy wpisów wulgarnych, zwalczamy trollowanie. Nie tolerujemy spamu i postów pisanych wyłącznie Caps – Lockami. Ze względu na ograniczoną do 1500 znaków długość komentarzy zastrzegamy sobie prawo do usuwania obszernych artykułów wklejanych w postach w sytuacji, kiedy można wykorzystać link. Wszelkie zastrzeżenia natury regulaminowej prosimy zgłaszać na: pocztę strażnika forum

Wygwizdanie/wybuczenie Laszczkowskiego jest POkazem prymitywizmu nieodłącznie związanego z POszołomskimi szKODnikami. szKODniki nie POtrafią uszanować niczego: ani śmierci smoleńskich, ani kultury bycia, ani starszych osób, ani kobiet i życia ludzkiego, ale także i zwykłego spektaklu teatralnego - wszędzie wpychają swoje POstackie zachowania i POkazują swoje chamstwo.

Muzyka Korngolda jest gniotem. Dość zręcznym konglomeratem złożonym z plagiatów pomysłów innych kompozytorów (Puccini, Strauss, muzyka westernowa plus ciężka operetka niemiecka) a to wszystko połączone bez jakiejkolwiek formy z tym w czym Korngold był dobry - z muzyką filmową. Jak mu się udało napisać ładną melodię to powtarza ją chyba ze cztery razy aby się pochwalić jaki to z niego wielki melodysta. Krótko mówiąc kundel lub jak kto woli wersję POprawną POlitycznie, pies wielorasowy.

Przedstawienie jest kapitalne! Jak słucham wywiadów Trelińskiego to ręce mi opadają, jak oglądam jego opery jestem zachwycony. I tak działa sztuka, nawet Twórca nie jest jej w stanie ogarnąć i ograniczyć, każdy może zobaczyć i wziąć z niej to co chce. Byłem wczoraj na przedstawieniu i nadal nie mogę dojść do siebie. Wspaniałe.

Bzdura to co wypisujesz. Treliński jest amatorem nieznającym nawet nut (!). To co piszesz to jedynie Twoja wyobraźnia na temat czegoś co nie istnieje. Przykładem "genialnej" twórczości Trelińskiego jest np. wystawienie na początku "Traviaty" na biało lakierowanej trumny wokół której tańczą półnagie tancerki. Takie coś może zachwycać tylko chore umysły - zdrowy normalny umysł reaguje na takie wybryki odrazą. Takim samym "genialnym" reżyserem z tego samego miotu jest Klata albo ten zboczony Frijic od "Klątwy".

Autor tej recenzji sam pisze o politycznym charakterze "publiczności", która wygwizdała Laszczkowskiego. Ale czy autor zdaje sobie sprawę z tego, że duża część tej "publiczności" to po prostu zwykła klaka, która robiła płatne owacje?
Albo co autor recenzji powie o fakcie, że na premierze wśród publiczności obecni byli ochroniarze? Po co oni tam zostali wprowadzeni? Czy może po to aby uciszyć jakiegoś niepoprawnego politycznie delikwenta, któremu nie podobałaby się ta opera...

Nazwanie Trelinskiego geniuszem i postawienie go obok Korngolda swiadczy o idiotyzmie piszącego i jego uwikłaniu w chore wazeliniarskie układy tego ubeckiego teatru.

Bo to nie są ludzie kultury tylko zwykła lewacka hołota.

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | www.gazetapolska.pl | www.panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl